Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Mało znane fakty z życia Ernesto "Che" Guevary - rewolucjonisty, podróżnika... i mordercy

70 831  
319   166  
O takich ludziach jak Ernesto Che Guevara trudno mówić bez emocji. W krajach latynoamerykańskich do dziś stawia się mu pomniki, mimo że ten sam wielki bohater, który walczył z uciskiem najsłabszych, osobiście wydawał rozkazy hurtowego mordowania „wrogów rewolucji”.

Z drugiej strony ignorancją jest robienie z Ernesto jedynie bezdusznego bandyty. Ten pochodzący z Argentyny chłopak, co to zachłysnął się lewicową ideologią, to postać, którą trudno jednoznacznie zaszufladkować.

Che - peronista

Ernesto przyszedł na świat w Argentynie i poglądy lewicowe wyssał z mlekiem matki. Jego rodzice byli zwolennikami Juana Perona – człowieka, który wprowadził w życie niemalże idealną wizję czystego, opartego na dyktaturze i militarnym sznycie faszyzmu. Prezydent Argentyny zgrabnie łączył politykę silnego nacjonalizmu z ideą wolności klasowej i społecznej. Takie hasła bardzo odpowiadały młodemu, zaczytanemu w dziełach wielkich filozofów Guevarze.


Człowiek, który dziś kojarzy się jako nieustraszony partyzant, nie dostał się do wojska, bo był zbyt słaby fizycznie. Młodość spędził studiując medycynę i… podróżując na swoim motocyklu.

Che – ziomuś

Ernesto Guevara już za młodu dostał ksywkę „Che”. Chłopak był hippisem swoich czasów. Lekko niedomytym, mocno wymiętym luzakiem, który w swoje wypowiedzi wplatał słówko „che”. To typowy dla Argentyńczyków slangowy zwrot, który można przetłumaczyć jako „ziomek” (czy też anglojęzycznie - „dude”). Dlatego też, gdybyśmy mieli prawilnie tłumaczyć pseudonim Ernesto, to o czołowej postaci kubańskiej rewolucji powinniśmy mówić Ziomuś Guevara.

Che – brudas i podróżnik

Jako student Ernesto słynął z dwóch cech. Wszyscy wiedzieli, że Guevara uwielbia zarywać całe tygodnie zajęć, aby wozić się po kraju swoim motocyklem. Inną rzeczą, która cechowała młodego socjalistę było to, że z higieną osobistą był on na bakier. Chłopak nie przywiązywał wagi do regularnego mycia się, więc roztaczał wokół siebie dość przykry zapach. Dlatego niektórzy znali go nie jako „Che”, ale jako „Chancho”, czyli „Prosiaka”.


Na początku lat 50., zaraz po zakończeniu studiów, Che wsiadł na swój motocykl i odbył długą wycieczkę po krajach Ameryki Łacińskiej. Odwiedził między innymi Boliwię, Peru, Salwador, Honduras, Panamę i Ekwador. Podczas tej podróży Ernesto spisał w pamiętnikach swoje przemyślenia (polecam film - „Pamiętniki motocyklowe” - kawał zacnego kina). Guevara podczas tej eskapady zetknął się z biedą i kłującymi w oczy różnicami klasowymi, co tylko wzmocniło jego poglądy. W głowie młodego obieżyświata zaczęła dominować frustracja, która wkrótce ustąpiła zimnym, rewolucyjnym ideom.


W swoim krótkim 39-letnim życiu Che zwiedził kawał świata. Poniżej możecie zobaczyć mapę. Na czerwono zaznaczono miejsca, które Ernesto odwiedził, a na zielono – te, w których walczył.

Che – stalinista

W 1954 roku Ernesto trafił do Meksyku, gdzie podjął pracę jako lekarz. Wtedy też bardzo zaczął interesować się ideologią Związku Radzieckiego. Stalinizm bliski był też działającym na terenie tego kraju komunistom z „Ruchu 26 lipca”. Młody, ambitny, wykwalifikowany lekarz o rewolucyjnych zapędach był idealnym kąskiem dla braci Castro – twórców tej organizacji.


Do wstąpienia w jej szeregi Che nakłoniony został przez Raula Castro (na zdjęciu powyżej). Kubańscy imigranci planowali wielkie przedsięwzięcie – usunięcie od władzy Fugencia Batisty – znienawidzonego przez obywateli dyktatora Kuby, który raz obalony, powrócił do sprawowania urzędu prezydenta dzięki sfałszowanym wyborom.


Che nie był już tylko lewicowym idealistą. Rok wcześniej, podczas swojego pobytu w Gwatemali, Ernesto był świadkiem zwycięstwa w wyborach Juana José Arévalo Bermeja – chrześcijańskiego socjalisty, który podbił serca Gwatemalczyków ideami walki z uciskiem Indian i zniesieniem bezrobocia. Polityk jawnie sympatyzował z ZSRR, co nie za bardzo podobało się Amerykanom. Zorganizowana przez CIA junta wojskowa podjęła próby obalenia niewygodnego polityka, w którego obronie wystąpiły specjalne bojówki milicji. Do tejże organizacji wstąpił Guevara. Ostatecznie prezydent został obalony, a Ernesto i inni funkcjonariusze milicji musieli brać nogi za pas. Pragnienie wojaczki jednak pozostało w nim żywe i już wkrótce Che szykował się do przeprowadzenia rewolucji na Kubie.

Che – genialny strateg

25 listopada 1956 roku grupa 94 członków „Ruchu 26 lipca” wsiadła na pokład jachtu Granma i… zaatakowała Kubę. Oczywiście, jak można było się tego spodziewać – naiwni rewolucjoniści dostali od kubańskiej armii upiorny wpierdol. Większość bojowników zginęła albo trafiła do niewoli. Jedynie dwunastu z nich czmychnęło gdzieś do lasu i schroniło się w górach Sierra Maestra. Wśród cudem ocalałych, bardzo zdziwionych swoim położeniem "wojaków" byli bracia Castro i Guevara.


Na szczęście dla nich – mogli liczyć na wsparcie ze strony lokalnego podziemia i organizacji walczących z reżimem Batisty. Wkrótce więc mocno uszczuplona armia partyzantów została zasilona m.in. przez młodych wieśniaków, którzy uwierzyli w głoszoną przez Che i braci Castro ideę walki z uciskiem najuboższych. To właśnie Ernesto nadzorował powstawanie prymitywnych „szkół”, gdzie nieopierzeni partyzanci uczeni byli obsługi broni i tworzenia ładunków wybuchowych.


Dzieciaki uczyły się też rachować i pisać, a w przerwach od edukacji kazano im czytać dzieła pompujące im do głów utopijne, lewicowe idee. Powstało też podziemne radio i drukarnia gazet.


Po dwóch latach od „ataku na Kubę” partyzancka armia była już na tyle silna, że wojsko Batisty coraz częściej dostawało solidny łomot. Najbardziej spektakularnym tego przykładem była ostatnia bitwa rewolucji kubańskiej, która miała miejsce w miasteczku Santa Clara. Mimo że oddziały rządowe były dziesięciokrotnie liczniejsze niż armia partyzantów, to i tak 340 rewolucjonistów pod dowództwem Che odniosło tu zwycięstwo.
Batista, wiedząc, że do miasta zbliżają się partyzanci, kazał wysłać do Santa Clara opancerzony pociąg po brzegi wypełniony amunicją dla swej armii. Che, dowiedziawszy się o tym, wytypował małą grupkę swoich ludzi, którzy jako „oddział samobójczy” mieli jedynie za pomocą granatów zatrzymać pociąg. Podczas gdy w Santa Clara wybuchły walki, a do oddziałów partyzantów dołączyli mieszkańcy miasta, Che i jego ludzie wtargnęli na teren lokalnej szkoły rolniczej i przejęli buldożery. Za ich pomocą udało się wykoleić pociąg.


Gdy dowódcy armii znienawidzonego przez lud prezydenta poddawali się, zmęczeni konfliktem żołnierze Batisty zaczęli ochoczo przechodzić na stronę partyzantów.

Che – bezlitosny egzekutor

Wizerunek Che jako partyzanta zatroskanego o losy najbiedniejszych to jedynie mrzonka lewicowych idealistów. W rzeczywistości Ernesto był kawałem bezlitosnego sukinsyna, który za każdy akt niesubordynacji karał swych żołnierzy kulką w łeb. Bardzo często osobiście pociągał za spust. Pewnego razu był o krok od rozstrzelania dużej grupy rewolucjonistów, którzy urządzili strajk głodowy. Przed wykonaniem tego wyroku powstrzymał go jego przyjaciel – Fidel Castro, który wstawił się za protestującymi.


Jeszcze większy terror Che uskuteczniał po obaleniu Batisty. To Guevara stanął na czele policji zajmującej się ściganiem i karaniem wszystkich sługusów byłego dyktatora – zdrajców, szpiegów, popleczników, a także biurokratów i właściwie każdego mniej lub bardziej podejrzanego o sympatyzowanie z poprzednią władzą.


Między samym styczniem a kwietniem 1959 roku przed plutonem egzekucyjnym stanęło 550 osób! Niedługo potem na śmierć skazywano już nie tylko ludzi Batisty, ale i np. katolików, którzy ważyli się krytykować nową władzę i puszczać w obieg antykomunistyczne ulotki.
Szybko zbudowany został aparat reżimu, egzekucje kolejnych wrogów nowego porządku praktycznie nie ustawały, a publiczne procesy kolejnych oskarżonych odbywały się na stadionie w Hawanie. W odstawkę poszły też idee społecznej równości - Che maczał palce w zakładaniu obozów koncentracyjnych, do których trafiali homoseksualiści.

Jeszcze w listopadzie 1956 roku, w dniu feralnego „ataku na Kubę”, Che wykonał gest, który często przytaczany jest jako moment symbolicznej przemiany z młodego, zatroskanego o los uciśnionych obywateli lekarza hołdującego lewicowym ideałom, na rzecz człowieka świadomego, że tylko przelew krwi jest w stanie doprowadzić rewolucję do końca. W toku nierównej walki z oddziałami Batisty, Ernesto pozbył się wszystkich swoich apteczek i przed daniem dyla do lasu, zaczął w pośpiechu pakować do plecaka jak największą ilość amunicji.


Zanim Guevara ostatecznie trafił w ręce CIA i został rozstrzelany, zrobił karierę jako bankier, dał Amerykanom kwiecisty opierdol na ich własnej ziemi, usiłował przeprowadzić rewolucje w Boliwii i… w Kongo, nieświadomie stał się jednym z symboli popkultury oraz pośmiertnie stracił obie dłonie. O tym jednak dowiecie się z drugiej części artykułu.

Źródła:
1, 2, 3, 4, 5, 6
6

Oglądany: 70831x | Komentarzy: 166 | Okejek: 319 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.10

21.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało