Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Najbardziej uprzejma wojna w historii. Alkohol jest tu nie bez znaczenia!

120 209  
433   23  
Jednak w którymś momencie w ruch poszła broń niekonwencjonalna i zrobiło się niepokojąco!

Cała ta wielka wojna i konflikt o niewielką wyspę Hans, leżącą daleko na północy u wybrzeży Kanady, jak i Grenlandii. Nie ma ona żadnego znaczenia strategicznego, nie występują na niej żadne surowce (poza kamieniem). To kawał skały, jest martwa. Nie licząc ptasiego guano, nie ma na niej zauważalnej gołym okiem materii organicznej. O co więc chodzi?


Wyspa Hans znajduje się w liczącej sobie 22 mile cieśninie między terytoriami Kanady i Danii (bo pamiętajmy o tym, że Grenlandia to też Dania). Problem polega na tym, że według międzynarodowego prawa, wszystkie wyspy znajdujące się w odległości do 12 mil od terytorium danego kraju – należą właśnie do tego kraju. Jak widać, wyspa Hans, znajdująca się na środku przesmyku, leży jednocześnie w pasie będącym pod prawnym panowaniem Kanady i Danii. Sama wyspa może mieć też znaczenie strategiczne – jej właściciel będzie mógł kontrolować ruch morski w całej cieśninie (tak, jakby ktokolwiek chciał tam pływać).


Problem rozwiązano w 1933 roku, kiedy to Stały Trybunał Sprawiedliwości Międzynarodowej zdecydował, że wyspa Hans należy się Duńczykom. No i po problemie, wydawać by się mogło. Niestety, trybunał po kilku latach przestał istnieć (a warto zwrócić uwagę na to, że był to pierwszy międzynarodowy i powszechny sąd), ale w tym czasie nikt nie przejmował się małą wyspą Hans, ponieważ w tym czasie o wiele większym problemem na świecie był pewien mały Adolf. Po Adiku przyszła pora na zimną wojnę, zbrojenia i ostrzenie sobie zębów, więc znów nikt nie przejmował się małą smutną wysepką. Do roku 1973.


W 1973 roku ministerstwa Kanady i Danii opracowywały wspólnie kwestie związane z granicami swoich państw i w tym momencie dla naszej biednej wysepki pojawiła się szansa, na wzbudzenie jakiegokolwiek zainteresowania. Dokładnie tak się stało, rządy obu państw pochyliły się nad Hansem i stwierdziły zgodnie „pogadamy o tym później”.


W 1984 roku nadeszło to „później” i na wyspę, wraz ze świtą, udał się duński minister ds. Grenlandii Tom Høyem. Chciał jasno określić, że wyspa jest duńska i korzystają z niej Duńczycy, gdyby ktokolwiek miał jakieś wątpliwości, więc w trakcie jego wizyty na wyspie stanęła duńska flaga. Zostawił tam też butelkę duńskiej okowity i kartkę z napisem „Witamy na duńskiej wyspie”.


Sposób niezły, a warto zwrócić uwagę na to, że było to w rok po premierze naszej rodzimej Seksmisji, w której Maks wypowiada historyczne już zdanie „Hej! Nasi tu byli!” wyciągając z kalosza pustą butelkę po winie marki Wino i gazetę. Czy duński minister Grenlandii był pod takim wrażeniem filmu, że postanowił wprowadzić tę scenę w życie? Oczywiście, że nie wiadomo!


Kanadyjczycy znani ze swej uprzejmości nie chcieli, żeby Duńczykom zrobiło się niezręcznie w tej sytuacji, więc temat podjęli i na wyspę też się wybrali. Ci z kolei zostawili na niej kanadyjską whisky, flagę i kartkę z napisem „Witamy w Kanadzie”.


Wymiana tych uprzejmości trwała do 2005 roku, kiedy to Kanadyjczycy byli już tak rozwścieczeni, że zrobili to, czego nikt by się po nich nie spodziewał. W trakcie misji, znanej pod kryptonimem „Operacja Huragan”, zostawili na wyspie to co zwykle, a do tego, w tych ekstremalnych nerwach, ułożyli jeszcze figurkę z kamieni. Ale nie byle jak! Kamienie ułożyli w formie inuksuka, czyli tradycyjnego, przypominającego (przynajmniej w założeniu) człowieka, drogowskazu.


Tutaj sytuacja się zagęszcza. Wściekli Duńczycy nie mogą puścić tego płazem, więc na Operację Huragan odpowiadają ostro. Wysyłają do Kanady list, z prośbą o nie chodzenie po ich wyspie. Kanadyjczycy grają jednak va banque i duńskich roszczeń nie uznają. Duńczycy w tym miejscu wyciągają większe działa i w kanadyjskiej prasie publikują artykuł mówiący o tym, że Hans jest raczej ich.

Napięcie w tym punkcie jest już tak mocne, że kanadyjskie niedźwiedzie emigrują z nerwów na Alaskę, a amerykański święty Mikołaj rozważa przeniesienie się z Bieguna Północnego na południowy. Nikt się takich emocji nie spodziewał, nawet kanadyjscy grzybiarze. (Wszystkie pozostałe akapity w tym tekście znajdują potwierdzenie w źródłach na dole strony, nawet Operacja Huragan)


Konflikt narasta i w tym samym roku dochodzi do kolejnego, niespodziewanego obrotu sprawy, nazywanego dziś przez historyków „Wojną Google”. Wyobraźcie sobie poczucie zagrożenia konfliktem zbrojnym wśród Kanadyjczyków, którzy przy porannej kawie zobaczyli w polach reklamy Google Adwords napis „Wyspa Hans jest duńska! Grenlandczycy korzystali z niej od stuleci!”. Kliknięcie w reklamę przenosiło na stronę ministerstwa spraw zagranicznych Danii, gdzie można było przeczytać, że, uwaga: „Kanadyjski minister obrony narodowej był na Hansie i wcale nie poinformował o tym duńskiego rządu”.

Kanadyjczycy nie mogli tego tak zostawić, więc udali się do ambasadora Danii i spytali grzecznie „What the…”, o co chodzi. Ten zapewnił, że duński rząd nie płacił za reklamy i to musiała być czyjaś prywatna inicjatywa, oni nie mają z tym nic wspólnego. To była całkiem dobra linia obrony, więc i Kanadyjczycy stwierdzili, że ich reklamy też wcale nie były opłacane przez nich. Kto więc je opłacał?


W 2006 roku wojna informacyjna nieco przycichła, od tego czasu na wyspę wybierali się przeważnie naukowcy, a rządy obu państw usiadły do poważniejszych rozmów. Co ciekawe, z rozmów wciąż niewiele wynika. Nikt nie chce odpuścić i kwestia przynależności terytorialnej wyspy do dziś nie została rozstrzygnięta.

Przez ten czas pod uwagę branych było kilka projektów, włącznie z wytyczeniem granicy dokładnie przez środek wyspy. Obecnie największą popularność ma wersja, w której wyspa uzyska status kondominium duńsko-kanadyjskiego… wiem z czym Ci się to kojarzy, śmieszku. W niewielu słowach tłumaczenia, wyspa Hans znajdowałaby się wtedy pod równoległym zarządem obu Państw.


Takie twory istnieją na świecie i mają się świetnie. Jednym z pierwszych, lepszych przykładów jest Isla de los Faisanes (wyspa bażantów) znajdująca się na rzece Bidasoa, dzielącej terytorium Francji i Hiszpanii. Jej status jest niezmienny od 1660 roku, kiedy to na mocy Traktatu Pirenejskiego stała się tym czym jest. Jak widać na poniższym zdjęciu, jest tu nawet ławeczka. Siadając na niej, będziecie znajdować się właśnie w hiszpańsko-francuskim kondominium. [mapa Google]


Jak skończą się losy wyspy Hans? Wciąż nie wiemy, ale liczymy na to, że obywatele Danii i Kanady nie będą znów narażeni na tak silne emocje związane z tym konfliktem.

Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego żaden z zainteresowanych krajów nie chce odpuścić w tej wojnie. Ten przypadek mógłby stanowić precedens do podziału terytorialnego pozostałych wysepek położonych w miejscach spornych. W Arktyce tych wysepek jest jeszcze kilka, a spotkacie też podobne, tylko o wiele bardziej emocjonujące, przypadki w innych zakamarkach naszego świata. Kolejnych sześć najciekawszych znajdziecie w artykule Adieu.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
7

Oglądany: 120209x | Komentarzy: 23 | Okejek: 433 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

24.05

23.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało