Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Karaluch - prawdziwy Rambo w świecie owadów!

89 682  
407   46  
Kiedy dzielni Jankesi zrzucili na głowy Bogu ducha winnych mieszkańców Japonii prezenty w postaci okazałych bomb atomowych, w ciągu kilku chwil Hiroszima i Nagasaki zamieniły się w bezkształtne zgliszcza pozbawione śladu życia. Niedługo jednak trzeba było czekać, aby tenże ślad pojawił się. Raporty donoszą, że pomiędzy gruzami domów zaczęły sobie radośnie pomykać plagi karaluchów nic sobie nie robiących z zabójczego promieniowania.

To fakt czy też może rozpowszechniana w okresie Zimnej Wojny plotka? O tym dowiecie się za moment. Najpierw przyjrzyjmy się karaluchom z bliska…

Yummmy!

Gdy Stefan Spielberg realizował swój „Park Jurajski” to popełnił niemałe faux pas, zapominając umieścić pomiędzy triceratopsem, tyranozaurem i diplodokiem, tego właśnie małego sukinsyna. Karaluchy, które dziś znamy, żyły sobie już 200 milionów lat temu, a ich prymitywni przodkowie szlajali się po naszym globie dobrych 150 milionów lat wcześniej! Wygląda na to, że te wszędobylskie owady żyły na Ziemi jeszcze zanim pojawiły się tu dinozaury.

Polski karaluch jest imigrantem

Mówiąc „karaluch” popełniamy drastyczne uproszczenie. Tą bowiem nazwą zwykło się nazywać grubo ponad 4600 gatunków tzw. karaczanów. Sporo tego cholerstwa, co? Polacy nie mają prawa narzekać. Karaluchy są zwierzątkami ciepłolubnymi i najlepiej czują się w klimatach tropikalnych. Tam też osiągają najokazalsze rozmiary. No, to teraz zgadnijcie w jakim kraju spotkać można największego przedstawiciela karaluszego rodu.


Oczywiście, że w Australii! Skurczysyn spokojnie dorasta do 8 cm, waży 35 gramów i jest wyjątkowo długowieczny. Jeśli wcześniej nie zostanie utłuczony kapciem glanem to będzie sobie żył nawet i 10 lat.
Tymczasem na naszych ziemiach spotkać można zaledwie 16 gatunków, całkiem niewielkich karaluchów. Z tego 9 nie posiada polskiego obywatelstwa i zostało przywleczonych z krajów tropikalnych. Na przykład bardzo często spotykane prusaki, czyli Blattella germanica to mali Azjaci, którzy rozprzestrzenili się praktycznie po całej naszej planecie niczym Chińczycy...


Karaluchy nie są szkodnikami

Mimo że karaczany kojarzą się nam głównie z brudnymi śmietnikami i blokowymi zsypami, to jednogłośne ocenianie karalucha jako szkodnika i roznosiciela chorób jest dla niego dość krzywdzące. Z 4600 gatunków zaledwie 30 wybrało miejski tryb życia. Cała reszta zamieszkuje lasy, jaskinie i nory. Cechą wspólną tych owadów jest to, że prowadzą one raczej nocny tryb życia i fakt, że są to zwierzęta wszystkożerne. Kiedy nie ma innej możliwości, karaluch nie pogardzi klejem, mydłem, włosami, okładką książki, czy skórą z obuwia.


Karaluchy posiadają cechę, której możemy im pozazdrościć. To pewien rodzaj symbiotycznych bakterii, które żyją sobie w tkankach tłuszczowych tego owada i w zamian za dostarczany pokarm, serwują żywicielowi potężny zastrzyk potrzebnych mu witamin i aminokwasów. To dlatego te małe bestie jedzą wszystko co popadnie mając w najwyższym poważaniu wartości odżywcze swoich posiłków.

Nie zagłodzisz sukinsyna!

Załóżmy jednak, że odetniesz karaluchowi źródło jakiegokolwiek żarcia mając nadzieję, że pozbawiony strawy szybko sczeźnie z głodu. Takiego wała! Karaczany to prawdziwe maszyny przygotowane do dawania sobie rady w każdej sytuacji. Większość z nich przeżyje wiele dni bez jedzenia.


Są gatunki, które potrafią „na głodzie” przetrwać ponad półtora miesiąca! To dlatego, że podobnie jak np. krokodyle, owady są zmiennocieplne i potrafią drastycznie spowolnić swój metabolizm. To całkiem fajna funkcja. Istnieje pewien gatunek karalucha żyjącego w Japonii, który jako jedyny potrafi przeżyć mroźną zimę. Chowa się on pod śniegiem i przechodzi w stan hibernacji. Nawet jak zamarznie to i tak na wiosnę wróci do życia.

Karaluch bez głowy? Też przeżyje!

Taka mała ciekawostka – karaluch będzie funkcjonował długi czas nawet i bez głowy! Karaluszy łeb nie pełni wcale tak istotnych funkcji, jak w przypadku innych zwierząt. Czy to dlatego, że karaluchy nie mają mózgów? Ależ oczywiście, że je mają. Jednak to nie mózgi odpowiadają za utrzymanie funkcji życiowych tego owada.
Jeśli rana zagoi się normalnie to taki uszkodzony owad będzie miał się dobrze… aż padnie z głodu.


Ani go nie udusisz!

Jeśli uważasz, że spuszczenie karalucha w kiblu jest humanitarną metodą na zabicie go to również jesteś w błędzie. W ten sposób prawdopodobnie po prostu go przesiedlisz w inne miejsce.


Karaczany mają otworki na całej długości swojego ciała – za ich pomocą zwierzęta oddychają. Owady te mają dodatkowy mechanizm pozwalający w dowolnym momencie zamknąć swe „nozdrza”. Kiedy karaluch ląduje w wodzie to oczywiście funkcję tę uaktywnia. Otworki potrafią być zamknięte przez 40 minut! I tyle też czasu karaluch ma na wyjście z opresji zanim zacznie się dusić.

Karalucha tak łatwo też nie dogonisz

O ile utłuczenie komara jest zadaniem stosunkowo prostym, to już trafienie popierdzielającego karalucha graniczy z cudem. Owady te mają zmysł wyczuwania zmian prądów powietrza. Wyobraźmy więc sobie, że widzisz taką mała bestię i właśnie wykonałeś zamach laczkiem. Karaczan w ciągu 8,2 milisekundy poczuje podmuch. W tym momencie włączy swoich 6 odnóży w tryb „turbo” bez trudu osiągając szybkość 80 cm na sekundę. Jeśli dołączymy do tego zaskakującą zwrotność, to zanim zdążymy się zorientować karaluch będzie już dawno pod kredensem.


Za to możesz go zjeść

I to niekoniecznie jako azjatycki przysmak. Nie ma bowiem skutecznego sposobu, aby zagwarantować sobie 100% pewność, że w takiej na przykład tabliczce czekolady nie znajduje się jakiś fragment karalucha, który to akurat postanowił wpaść z kumplami do fabryki i zaszyć się między orzeszkami. Dlatego też amerykańska Agencja Żywności i Leków wprowadziła zasady dopuszczające obecność 60 owadzich fragmentów (nóżka, skrzydełko, czułki…) na 100 gramów czekolady. Podobnie sprawa wygląda w przypadku innych produktów spożywczych.
Spośród sporej ilości osób mających alergię na czekoladę, niemało jest takich, którzy w rzeczywistości mają alergię na karalusze truchełko.


Czy rzeczywiście potrafią przetrwać nuklearne piekło?

Prowadzono nad tym sporo badań i wygląda na to, że faktycznie – owady te są dość odporne na promieniowanie. I tak na przykład człowiek padnie po przyjęciu dawki 1000 radów. Tymczasem karaluch nawet tego nie poczuje i większość z karaczanów nóżki wyciągnie dopiero po przekroczeniu 6400 radów.


Natomiast jeśli wierzyć badaczom, to największymi twardzielami są… muszki owocówki, które bez większego szwanku wyjdą z atomowej eksplozji.
Ach, no i nie zapominajmy o niesporczakach!


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
7

Oglądany: 89682x | Komentarzy: 46 | Okejek: 407 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.05

25.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało