Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

5 przyjaznych środowisku produktów (które szkodzą środowisku)

109 205  
350   173  
Lubimy myśleć, że ekologiczne produkty są bezpieczne dla środowiska. Korzystając z nich na pewno troszczymy się o swoje otoczenie, przyszłość naszych dzieci oraz zapewniamy spokój własnemu sumieniu. Nie chciałbym psuć waszego dobrego samopoczucia, ale wiele produktów, które mają pozytywnie wpływać na środowisko, działa na to środowisko ze szkodą.

#1. Energooszczędne żarówki


Energooszczędne żarówki, fachowo zwane świetlówkami kompaktowymi, z ang. compact fluorescent lamps (CFL), zostały wprowadzone jako alternatywa dla tradycyjnych żarówek. Są bardziej efektywne w porównaniu ze zwykłymi żarówkami, które większość energii marnują na ogrzewanie znajdującego się wewnątrz żarówki drucika zamiast wykorzystywać ją do oświetlania pomieszczeń. Pod tym względem świetlówki kompaktowe wypadają znacznie lepiej. Przez to, że produkowana przez nie energia przeznaczana jest na świecenie, a nie pierdoły, to trzeba spalić mniej węgla, by wyprodukować prąd potrzebny do zasilenia żarówki. A mniej spalonego węgla to mniej dwutlenku węgla w powietrzu i mniej globalnego ocieplenia dla nas wszystkich.

W tym tego niedźwiedzia. Twoje czytanie o ochronie środowiska przy zapalonym świetle rozpuszcza pod nim krę.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Światło świeci, energia się nie marnuje, a górnicy w końcu są zadowoleni, bo dostają tę samą kasę i mają mniej roboty. Nie jest jednak tak pięknie, jak mogłoby się wydawać. Żarówki energooszczędne pozwalają może oszczędzić energię, ale z tym pozytywnym wpływem na środowisko bywa już różnie.

Ograniczenie emisji dwutlenku węgla to jedno, ale żarówki energooszczędne zawierają metale ciężkie, a nawet pierwiastki promieniotwórcze. Z tego względu zużytej żarówki nie można sobie, ot tak, wyrzucić do kosza na śmieci. Chyba że w twoim mieście stoją kosze na zużyte odpady radioaktywne…

„Plan zagospodarowania dla miasta Krakowa na rok 2022”

Sprawę użytkowania świetlówek opisywał między innymi Petrol z blogu Maltreting.pl. Wskazując na różne strony korzystania z energooszczędnych żarówek, Petrol napisał między innymi, że zużytą świetlówkę należy oddać do odpowiedniego punktu, który zajmie się nią dalej. Teraz wyobrażamy sobie, jak każdy grzecznie maszeruje z reklamówką zużytych świetlówek do punktu utylizacji, a na wysypiskach śmieci nie ma rozbitych świetlówek i uwalniających się do gleby i powietrza toksycznych substancji.

„Czujesz to? To zapach powszechnej świadomości ekologicznej”

Zakładając jednak, że większość użytkowników oddaje świetlówki do odpowiednich punktów, to i tak świetlówki trzeba potem przewieźć do odpowiedniej placówki i zutylizować. Na szczęście dzisiejsze ciężarówki jeżdżą na wodzie, więc przy przewożeniu świetlówek do utylizacji gazy cieplarniane nie są emitowane do atmosfery.

Co więcej, Petrol wskazuje, że produkcja żarówek energooszczędnych wymaga zużycia większej ilości zasobów niż w przypadku tradycyjnych żarówek. Potrzeba więcej metalowych elementów niezbędnych do zasilania żarówki; miedzi, antymonu, ołowiu – do produkcji obwodów drukowanych; cynku, którym pokrywa się częściowo żarówkę. Utylizacja tych elementów również wymaga większych nakładów pracy i kolejnych zasobów.

Jakby tego było mało, nieostrożne obchodzenie się z żarówkami energooszczędnymi może stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia. No, chyba że jesteś mutantem, który potrzebuje rtęci, by żyć.

Tylko nie bądź męczybułą, która mści się za swój los na przypadkowych ludziach. Życie i tak jest dla nich wystarczająco trudne.

Według zapewnień producentów żarówek energooszczędnych, obecność toksycznych substancji w ich produktach nie jest niebezpieczna, dopóki żarówki stosowane są zgodnie z ich przeznaczeniem. Jeśli więc nie jesteś mutantem żywiącym się rtęcią, to lepiej stosować się do zaleceń producenta.

Ale we dwóch zawsze raźniej. Moglibyście z kolegą prowadzić kanał na YouTube, gdzie testowalibyście smak żarówek. Lepiej tak niż zabijać przypadkowych ludzi albo się masturbować z nudów.

W każdym razie lepiej by było, gdyby świetlówka kompaktowa się nie potłukła, bo wtedy nie wystarczy zamieść potłuczonego szkła i podrzucić go sąsiadowi do śmietnika. Jeśli stłuczesz świetlówkę kompaktową, to wyciągaj czym prędzej kombinezon ze schronu i uruchamiaj „Protokół Zero” przygotowany przez producentów żarówek specjalnie na wypadek takiej sytuacji. Instrukcja postępowania w takich przypadkach zakłada między innymi wietrzenie pomieszczenia przez 15 minut, by pozbyć się oparów rtęci z pomieszczenia, trzymanie z dala od pomieszczenia dzieci i zwierząt czy szczelne zamknięcie worka z pozostałościami po żarówce. Wszystko przy użyciu gumowych rękawic.

„Dobra, Bożena, już nie jęcz, sytuacja opanowana”

Eko, c’nie?

#2. Torby na zakupy


Przez lata wmawiano nam, że produkty, które można wykorzystywać wielokrotnie to najlepsze produkty. To co, że dostaliśmy 2 takie same tostery z okazji ślubu – jeden damy twojej matce na imieniny. Nie spuszczaj wody z wanny – twój stary się w niej wykąpie. Nie kupuj oddzielnej szczotki do zębów i kibla. Gdy zorientowano się, że plastik – który kiedyś był super – wcale nie jest taki super, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać różne produkty, których używanie pozwoli oszczędzić Matce Ziemi cierpień. Wśród tych produktów pojawiły się także wykonane z materiałów innych niż plastik torby na zakupy, które miały zastąpić używane powszechnie plastikowe jednorazówki. Te bowiem zaczęto oskarżać o powodowanie olbrzymich szkód w środowisku przez to, że walają się na każdym kroku.

„Patrz, synu, szyszki!”

Większość z nas widziała już pewnie śmigające po Facebooku zdjęcia porozcinanych żółwi z foliówkami w żołądku, bo to jest dokładnie to, co człowiek chciałby oglądać przeglądając Fejsa podczas chwili przerwy w pracy. Takie obrazki to jeden z powodów, dla których człowiek korzysta z funkcji ukrywania postów znajomych. Plastikowe jednorazówki zyskały w niektórych kręgach miano najgorszego zła. Zła, za które trzeba już nawet płacić, bo to nic, że zrobisz zakupy na stówę, skoro „życzy szanowny pan doliczyć sobie torebeczkę za 10 groszy?”. Ta narastająca nienawiść do plastikowych toreb umożliwiła producentom stworzenie zupełnie nowej niszy produktów – toreb na zakupy wielokrotnego użytku.

Twoja babcia – eko hipsterska od roku 1923.

Torby wielokrotnego użytku zaczęły stawać się coraz bardziej popularne, bo przekonani o ich użyteczności, świadomi ekologicznie klienci sklepów zaczęli z nich korzystać na masową skalę. W pewnym momencie świat dosłownie oszalał na ich punkcie. Stały się czymś więcej niż tylko przedmiotem do transportowania produktów spożywczych. Stały się symbolem stylu życia, statusu społecznego, sposobem wyrażania siebie. Bo jak inaczej nazwać fakt, że ludzie potrafią zapłacić setki dolarów za torbę tylko dlatego, że została zaprojektowana przez znanych projektantów?

Leonardo, to ty?!

I jeszcze stoją za nią długimi godzinami w kolejce, tak jak w 2007 roku, gdy za torbą Anyi Hindmarch z napisem „I'm not a plastic bag” w kolejkach do sieci hipermarketów ustawiło się 80 tysięcy osób.

„Nie jestem rozumem i godnością człowieka”

Gdy torba trafiła do sprzedaży na Tajwanie, 30 osób zostało rannych w starciach z policją, bo najwyraźniej na Tajwanie mają fioła na punkcie środowiska.

Wiele wskazuje jednak na to, że torby wielokrotnego użytku czynią więcej szkody niż dobrego. W 2008 roku zajmująca się środowiskiem brytyjska agencja UKEA przeprowadziła badanie mające ocenić wykorzystanie zasobów przy produkcji toreb na zakupy z papieru, plastiku, materiału i recyklingowanego polipropylenu. Świadomi ekologicznie niech teraz lepiej zamkną oczy.

Najlepiej na dłuższą chwilę. Możecie ten czas poświęcić na rozmyślanie o niedźwiedziach dryfujących na krze.

Ku zdumieniu badaczy okazało się, że najmniejszy wpływ na środowisko, licząc po ilości użyć, mają plastikowe torby, zaś największy – torby z bawełny. Demonizowane torby z plastiku ogółem czynią mniej zła niż torby, które mają być z założenia bardziej pożyteczne. Plastikowe torby dużo prościej wyprodukować, nie wymagają tylu zasobów, a później są jeszcze „recyklingowane” jako worki na śmieci. Badacze ocenili, że aby środowiskowy koszt wyprodukowania torby z bawełny zwrócił się, jednej torby należałoby użyć 327 razy i tylko przy założeniu, że bawełniana torba nie posiada żadnych zdobień z innych materiałów. Dla porównania torba z recyklingowanego plastiku wymaga tylko dwudziestu sześciu użyć, a papierowa – zaledwie siedmiu.

Problem z torbami wielokrotnego użytku polega na tym, że często kumulują się w domu, ponieważ dzisiaj każda szanująca się sieć sklepów ma torby z własnym logo. Jak pokazała ankieta online z 2014 roku przeprowadzona przez firmę Ederland Berland, połowa ankietowanych woli używać plastikowych torebek niż toreb wielokrotnego użytku, mimo że ma w domu torby wielokrotnego użytku. Być może ma tu coś do rzeczy fakt, że jak zalejesz plastikową torbę rozbitym jajkiem, to możesz założyć ją sobie na głowę i iść na imieniny do teściowej, a w zalanej jajkiem torbie bawełnianej już trochę głupio.

#3. Jedzenie uprawiane lokalnie


No dobra, może i z torbami dało się jeszcze jakoś udźwignąć ten temat, ale wmawianie ludziom, że sprowadzanie marchwi ze Sri Lanki do Polski jest bardziej opłacalne dla środowiska niż hodowanie tej marchwi w Polsce to gwałt na rozumie. No i jest to prawda, ale odrobina gwałtu na rozumie jeszcze nikomu nie zaszkodziła. No chyba że mówimy o dosłownym gwałcie dokonanym na czyjejś głowie.

Potrzebuję pomocy.

Nie zawsze, ale w pewnych określonych sytuacjach faktycznie lepiej jest ciągnąć towar przez pół świata niż go sobie wyhodować. Zużycie paliwa podczas transportu oraz wiążąca się z nim emisja szkodliwych gazów to tylko jeden z czynników wpływających na ślad węglowy danego produktu. Oprócz tego, jak tłumaczy Adrian Williams z wydziału zasobów naturalnych uniwersytetu Cranfield, na całkowitą sumę emisji gazów cieplarnianych przez dane uprawy wpływa sposób wykorzystania gleby czy jej nawodnienia, rodzaj nawozu, rodzaj transportu, pogoda, a nawet aktualna pora roku.

Niewiele osób wie, że uprawa lodu na Antarktydzie jest bardziej opłacalna niż w Sudanie.

Williams wraz z kolegami podjął się próby oceny wpływu na środowisko produktów – w tym wypadku róż – zamawianych przez brytyjskie przedsiębiorstwa z Holandii i porównał je z różami zamawianymi z Kenii. W obu przypadkach zbadano cały cykl życia róż, a nawet przeliczono ilość dwutlenku węgla produkowanego w trakcie transportu w przeliczeniu na jedną różę. Okazało się, że ślad węglowy pozostawiony przez róże z Kenii jest niższy niż ślad węglowy róż z Holandii, nawet pomimo tego, że róże z Kenii transportuje się drogą powietrzną. Podobnie jest na przykład z jabłkami – bardziej korzystne dla środowiska jest sprowadzanie ich do północnych części Europy z Nowej Zelandii, gdzie słońce świeci dużo częściej i przez to uprawy są dużo bardziej wydajne, niż uprawiać jabłka w Europie. Bardziej opłaca się też sprowadzać do Nowego Jorku wina z Francji niż z Kalifornii.

Tego typu przykłady można mnożyć, ale nie dotyczą one tylko roślin. Ślad węglowy pozostawiony przez zwierzęta sprowadzane z odległych części świata także może być mniejszy. Badacze z Lincoln University odkryli, że tona jagnięciny sprowadzanej statkiem z Nowej Zelandii do Wielkiej Brytanii zostawia za sobą 4 razy mniej dwutlenku węgla niż jagnięcina hodowana na miejscu, między innymi dlatego, że pastwiska w Nowej Zelandii wymagają dużo mniejszych ilości nawozu niż brytyjskie.

#4. Jedzenie organiczne


Wiele mówi się dzisiaj o prawdziwej wartości tzw. żywności organicznej, która miałaby uchodzić za superjedzenie, choć w rzeczywistości jest normalnym jedzeniem o superkosztach. Nie będę zagłębiać się tu w szczegóły, bo o biożywności zamierzam napisać w innym artykule. Tutaj skupię się tylko na środowiskowym koszcie ekoupraw.

Żywność organiczna, podobnie jak uprawiana lokalnie, sprawia wśród świadomych i wrażliwych ekologicznie konsumentów wrażenie atrakcyjnej i oczywistej alternatywy dla tradycyjnych upraw, gdzie na porządku dziennym używa się pestycydów, nawozów sztucznych i napędzanych ropą maszyn.

To był kiedyś traktor, ale tak się kończy transportowanie żywności z przekroczoną dopuszczalną zawartością GMO.

A jak jedzenie jest organiczne, to oznacza, że w trakcie jego uprawiania nie stosowano tych wszystkich podtruwaczy, więc jest bezpieczniejsze dla środowiska, prawda? No nie do końca, a powodów jest kilka.

Po pierwsze, ekouprawy są mniej efektywne niż tradycyjne, przez co wymagają większych połaci ziemi pod uprawy, a żeby mieć ziemię pod uprawy, to trzeba wyciąć tu i ówdzie trochę lasu.

Zjadając biobanana wysiedlasz makaka.

Wycinanie lasu, zgodnie z kodeksem troszczącego się o środowisko konsumenta, stoi w hierarchii środków dbania o środowisko dosyć nisko. No chyba że ktoś wycina las, żeby go później zjeść zamiast coś na nim uprawiać, to wtedy w porządku. Dobrze by było, gdyby jeszcze zasadził trochę drzew w tym miejscu na kiełki dla kolejnych pokoleń.

Problem z uprawami ekologicznymi polega również na tym, że są zbyt podobne do tradycyjnych upraw. Możemy być cwani i możemy wykrzykiwać hasła o ekologii, ale jak skończymy, to wsadźmy je sobie głęboko w nasze biodupy, bo skoro przez 12 tysięcy lat ludzkość uprawiała ziemię tak, a nie inaczej i udało nam się wyżywić ponad 100 miliardów ludzi, którzy przewinęli się do tej pory przez ten grajdół zwany Ziemią, to nie przestawimy się nagle na metody ekologiczne. Tym bardziej że efektywność upraw ekologicznych jest mniejsza, a gęb do wykarmienia coraz więcej. Do tego, jak wykazała analiza Rodale Institute, zamiana wszystkich tradycyjnych upraw, które swoją drogą zajmują obecnie 1/3 lądowej powierzchni Ziemi, na ekologiczne spowodowałaby 100-procentowy wzrost emisji dwutlenku węgla do atmosfery. To tyle jeśli chodzi o „biożywność jest bardziej przyjazna środowisku”. Przynajmniej na tę chwilę.

#5. Energia odnawialna


Okej, energia odnawialna to przyszłość i tego nikt nie kwestionuje. Zanim jednak pobiegniemy na najbliższe wysypisko po części do budowy przydomowego wiatraka, zdajmy sobie sprawę z tego, że wytwarzanie „czystej energii” często pociąga za sobą fatalne skutki dla ludzi i środowiska. I nie ma w zasadzie źródła energii, które byłoby wolne od wad, choć tu raczej trzeba doprecyzować, że to metody odzyskiwania energii odnawialnej są winne, a nie same źródła.

„Nie wiń wiatru o to, że wieje”

Energia uzyskiwana ze źródeł wodnych zaspokaja 16% zapotrzebowania ludzkości na całą energię elektryczną i stanowi najbardziej popularne źródło energii odnawialnej na świecie. Nie to, żeby miał tu coś do rzeczy fakt, że 70% powierzchni Ziemi pokrywa woda.

Człowiek także składa się w siedemdziesięciu procentach z wody. Czy wiesz, że możesz zostać elektrownią i sam produkować prąd?

Energia ze źródeł wodnych wytwarzana jest w elektrowniach wodnych budowanych na rzekach lub zbiornikach – naturalnych lub sztucznych. Budowle wznoszone przez człowieka mają to do siebie, że zawsze w coś ingerują – niech to będzie działka sąsiada albo środowisko naturalne. O ile sąsiadowi się należało, to co zrobiły te biedne ryby, że ktoś zbudował zaporę na ich rzece, przez co zniszczył ich naturalne środowisko i dom, w którym bzykały się do woli.

„Człowieku, w całej rzece zostało jedno dyskretne miejsce. Teraz jest tam jak w starożytnym Rzymie”

Nie wymyślono także elektrowni, którą można by było zbudować z chrustu i liści, choć mówią, że inżynierowie tacy mądrzy… Zamiast tego beton, metal oraz zasoby naturalne, które trzeba gdzieś pozyskać, a później wykorzystywać na bieżąco. No i przede wszystkim gdzieś tę elektrownię trzeba zbudować, co wiąże się z wykorzystaniem powierzchni uprawnej i wysiedlaniem lokalnej ludności.

„Dobra, dobra, Ziemia jest duża, coś se ogarniecie”

Czasem ludność przesiedla się już po wybudowaniu danej placówki, ale wtedy jest to zazwyczaj spowodowane konsekwencjami jej działania. Tak było w przypadku zapory w Banqiao w Chinach, która pękła w 1975 roku i spowodowała śmierć 171 tysięcy osób i konieczność przeprowadzki dla 11 milionów. Podobna historia może w każdej chwili wydarzyć się w Iraku, gdzie w pobliżu drugiego największego miasta kraju, Mosulu, geniusze inżynierii zbudowali zaporę przechowującą 11 miliardów ton wody. Z powodu wad konstrukcyjnych zapora może w każdej chwili pęknąć i w ciągu kilku minut zmyć miasto i ich mieszkańców z powierzchni Ziemi.

Atom chuj, energia odnawialna pany.

Albo weźmy na przykład takie farmy wiatrowe. Wpisały się one na stałe w krajobraz wielu krajów, w tym Polski. Gdzie się człowiek nie ruszy, tam towarzyszą mu wiatraki. Jedziesz po Mazurach – wiatraki, pływasz w Bałtyku – wiatraki, wchodzisz na Giewont – wiatraki. Tymczasem wiatraki stanowią często ostatni przystanek w życiu ptaków. Ptaki bowiem rozbijają się o łopatki wiatraków, których końce mogą pędzić z prędkością osiągającą niemal 300 km/godz. Przez to, że farmy budowane są często na polach uprawnych, to wskutek śmierci ptaków i nietoperzy na polach rozprzestrzeniają się szkodniki niszczące uprawy.

Ptaków nie zabijają – przynajmniej nie bezpośrednio – ogniwa fotowoltaiczne, zwane popularnie panelami słonecznymi. Za to podczas produkcji ogniw powstają szkodliwe chemikalia, jak krzemowodór, czy przedostające się do wód gruntowych fluorki. Uwierz, bracie, że rząd i tak truje nas fluorkami w takiej ilości, że nie chciałbyś, by dodatkowo podtruwali nas jeszcze producenci ogniw fotowoltaicznych, a teraz podaj to bongo dalej, bo się chyba zawiesiłeś. Jakby tego było mało, to w trakcie produkcji najbardziej popularnych na świecie paneli krzemowych powstają szkodliwe gazy cieplarniane, a te dla środowiska są tym, czym Joker z „Batmana” dla Teletubisiów. Ponadto elektrownie słoneczne wymagają dużych połaci ziemi, które uzyskuje się często przez wycinkę lasów.

Ilu miłośników biożywności potrzeba, by zjeść las?

Tutaj także przykłady można mnożyć. Produkcja energii ze źródeł geotermalnych powoduje uwalnianie metanu do atmosfery i chemikaliów do gleby. Spalanie biomasy to z kolei powiększanie terenów rolnych i zwiększenie produkcji rolnej (wykorzystanie zasobów i powierzchni) oraz emisja gazów cieplarnianych, szczególnie metanu, który jest 20 razy bardziej szkodliwym gazem niż dwutlenek węgla.

Świadomi środowiskowo mogą już otworzyć oczy.

UBW skłamał na samym wstępie i chciał tym artykułem popsuć wasze dobre samopoczucie. Każda litera, każdy znak interpunkcyjny zastosowany w powyższym tekście miał temu służyć. To pozbawiony empatii socjopata, który ma własny fanpejdż na Facebooku. Wejdź tam i zostaw lajka, żeby wiedzieć, czy czasem znowu czegoś nie knuje.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15
124

Oglądany: 109205x | Komentarzy: 173 | Okejek: 350 osób