Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Filmy, których produkcja ciągnęła się w nieskończoność

121 090  
321   40  
Dla nas, widzów, kinowy seans to tylko dwie godziny mniej lub bardziej wesołej rozrywki przeplatanej dźwiękami chrupanego popcornu. Rzadko jednak zastanawiamy się, jak dużo wysiłku musieli włożyć filmowcy, abyśmy mogli cieszyć się gotowym rezultatem na dużym ekranie.

Bywa nawet tak, że sami twórcy nie zdają sobie sprawy z czym przyjdzie im się mierzyć. Przed wami kilka produkcji, których realizacja ciągnęła się bez końca.

Czas Apokalipsy – 3 lata

Może gdyby za nakręcenie tego filmu zabrał się George Lucas, tak jak wcześniej planowano, to „Czas Apokalipsy” powstałby w czasie kilkunastu tygodni. Jednak gdy za kamerą zasiadł słynący z perfekcjonizmu Francis Ford Coppola, wiadomo już było, że prace trwać będą znacznie dłużej. Mało tego - reżyser dołożył do budżetu 30 milionów dolców z własnej kieszeni. Podczas realizacji filmu Francis przeszedł załamanie nerwowe, ataki epilepsji i przynajmniej trzy razy groził ekipie… popełnieniem samobójstwa.


Do tego doszedł jeszcze problem z aktorami wcielające się w główne role – zmagający się z chorobą alkoholową Martin Sheen dostał poważnej zapaści i ze stanem przedzawałowym musiał być hospitalizowany, a Marlon Brando regularnie wszystkich wkur#iał swoim, godnym nadętej diwy, zachowaniem.
Film zaczęto kręcić na Filipinach wiosną 1976 roku, ale szybko trzeba było prace przerwać, bo pojawił się problem w postaci tajfunu, który doszczętnie zniszczył cały sprzęt przywleczony przez filmowców. Produkcja stanęła więc na 8 tygodni. Sprawa jednak się nieco odwlekła i na dobre do projektu powrócono dopiero w maju 1977 roku. Kiedy zakończono zdjęcia do filmu, przyszedł czas na postprodukcję, która trwała dobre 2 lata! Ostatecznie „Czas Apokalipsy” trafił do kin w sierpniu 1979 roku.


Oczy szeroko zamknięte – 400 dni (bez przerwy)

To dorzućmy tu jeszcze dzieło innego reżyserskiego geniusza - Stanleya Kubricka. Jego ostatni film, czyli „Oczy szeroko zamknięte”, zaklepał sobie zaszczytne miejsce w Księdze rekordów Guinnessa jako produkcja, w której sama praca na planie trwała najdłużej w historii kina. Było to dokładnie 400 dni bezustannej harówki! Nicole Kidman i Tom Cruise musieli wówczas przez pół roku spać w pomieszczeniu, które było ich filmową sypialnią.


Gwiazdor „Top Gun” zmuszony został do przesunięcia początku swojej pracy nad drugą częścią „Mission Impossible”. Cóż, wszyscy aktorzy, którzy pracowali z Kubrickiem wiedzą, że to robota wymagająca pełnego zaangażowania. Rejestrowanie jednej ze scen, w której Cruise najzwyczajniej w świecie wchodzi do pokoju, powtarzane było 95 razy!

Głowa do wycierania – 5 lat

I pomyśleć – miał być skromny, studencki projekt Davida Lyncha... Młody reżyser nie miał szans na dofinansowanie ze strony Amerykańskiego Instytutu Filmowego, więc kasę musiał pożyczyć od znajomych i rodziny.


Realizacja trwała 5 lat, w tym czasie David robił wszystko, aby zebrać fundusze na wznowienie co chwilę wstrzymywanych zdjęć. Zajmował się m.in. rozwożeniem gazet po domach. Czas produkcji wydłużały też jego artystyczne eksperymenty – na przykład jedna z początkowych scen realizowana była przez bite 12 miesięcy, zanim Lynch osiągnął upragniony wizualny efekt. John Nance, wcielający się w głównego bohatera „Głowy do wycierania”, musiał przez cały ten wieloletni okres tworzenia filmu chodzić w dziwacznej fryzurze, którą wyrzeźbiono mu na głowie.

Śpiąca Królewna – 8 lat

Dla filmowych kreskówek ta produkcja była dziełem przełomowym w każdym calu. Dziś niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak olbrzymim wyzwaniem było stworzenie w 1959 roku obrazu o tak bardzo, jak na tamte czasy, zaawansowanej animacji.


Można śmiało powiedzieć, że film kręcony był dwa razy. Najpierw wszystkie sceny odegrali aktorzy z krwi i kości, a następnie, dzięki rotoskopii, zostali oni, poprzez ręczną obróbkę każdej klatki, przerobieni na postaci rysunkowe. Trzeba też było wprawić w ruch tło – podobno było to niekiedy większym wyzwaniem niż pierwszoplanowa animacja. Czasem powstanie jednej klatki trwało tydzień!

Roar – 11 lat

A to dzieło zostało ochrzczone mianem „najdłużej powstającego filmu przeznaczonego na rynek video”. „Roar” to historia gościa, który żyje w towarzystwie gepardów, tygrysów, leopardów, pum, dwóch słoni oraz… 110 lwów. Fajnie, co? Wyobraźcie sobie co działo się na planie (film realizowany był na ranczu w pobliżu Kalifornii). 70 członków ekipy doznało solidnych uszczerbków na zdrowiu w wyniku bliskiego spotkania z tymi dzikimi „aktorami”.


Jeden z filmowców został kompletnie oskalpowany i żeby z powrotem przymocować mu skórę do czerepu, trzeba było założyć mu ponad 200 szwów. Ucierpiała też młodziutka Melanie Griffith, która grała także w tej produkcji. Jeden ze zwierzaków tak jej poharatał twarz, że aktorka prawie straciła oko. Tylko dzięki fachowej pomocy lekarzy udało się poskładać gwiazdę do kupy.
Jeszcze gorzej oberwał aktor Noel Marshall, który tyle razy został poraniony przez obecne na planie bestie, że w końcu złapał gangrenę i trafił do szpitala.


Żeby tego było mało, nieoczekiwanie przyszła powódź i zmiotła z powierzchni ziemi cały plan. Straty oszacowano na 3 miliony dolców. Przy okazji życie straciła duża część lwów. A mimo to z jakiegoś powodu na okładce nośnika z filmem w oczy rzuca się napis: „Żadne zwierzę nie ucierpiało podczas kręcenia tego filmu." Taaa...

Avatar – 12 lat

James Cameron początkowo chciał rozpocząć pracę nad tym filmem zaraz po zakończeniu realizacji „Titanica”, czyli w 1997 roku. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że jego wizja zdecydowanie wyprzedza możliwości ówczesnej technologii. Podjął więc decyzję o wstrzymaniu się ze swoimi planami.


Ostatecznie zdjęcia ruszyły dopiero w 2007 roku. Przez ten czas Cameron pracował ponoć nad dopieszczeniem scenariusza (średnio mu to wyszło…) oraz stworzeniem mowy mieszkańców Pandory. Tym ostatnim zajął się lingwista Paul Frommer, który opracował w pełni funkcjonalny język z własna gramatyką i ok. 1000 słów.

Boyhood – 12 lat

W tym przypadku reżyser filmu Richard Linklater z góry zaplanował tak długi czas realizacji tego dzieła. Chciał bowiem uchwycić proces dorastania dziecka, zaczynając od 6 lat, a kończąc na jego wejściu w pełnoletność. Co roku ekipa filmowa spotykała się na kilka tygodni, aby zarejestrować kolejne sceny. Dzięki temu zabiegowi widzowie mogą obserwować nie tylko rozwój głównego bohatera, ale i starzenie się pozostałych gwiazd "Boyhood".



Tiefland – 20 lat

Nad tym filmem niemiecka scenarzystka i reżyserka Leni Riefenstahl robotę zaczęła w 1934 roku, jednak wkrótce musiała ją przerwać, aby poświęcić się zleconej jej przez partię Adolfa Hitlera produkcji materiałów propagandowych dla III Rzeszy.


Do swojego autorskiego projektu wróciła w 1940 roku, jednak znowu pojawiły się problemy – trwająca wojna zmuszała filmowców do ciągłego wstrzymywania pracy lub przenoszenia planu w inne miejsce. Ostatecznie udało się wykonać ostatnie zdjęcia dopiero w 1944 roku. Zaraz po zakończeniu wojny taśmy z nagraniami zostały skonfiskowane przez Francuzów. Leni Riefenstahl musiała czekać wiele lat, zanim wreszcie odzyskała swój film (a i tak brakowało sporej części materiału). „Tiefland” doczekał się premiery w 1954 roku… i zdobył wyjątkowo słabe recenzje.


Źródła: 1, 2, 3
4

Oglądany: 121090x | Komentarzy: 40 | Okejek: 321 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.01

19.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało