Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

8 najgorszych rzeczy, jakie spotkały "Monę Lisę"

105 391  
181   40  
I kolejny raz wracamy do szpetnej babeczki z Luwru, która swym rozmemłanym uśmiechem budzi powszechną ekstazę już od paru ładnych wieków.

Prawdę powiedziawszy to aż dziwne, że dzieło pędzla pana Leonarda w ogóle dotrwało do naszych czasów. Waćpanna Lisa miała bowiem dość ciężką, pełną tragicznych wydarzeń przeszłość.

Spędziła całe dekady w wilgotnej łaźni

Francuski król Franciszek I był wielkim patronem sztuki i skupiał wokół siebie dzieła wielu renesansowych artystów. Za współczesny odpowiednik 10 milionów dolców, monarcha kupił od da Vinci „Monę Lisę” i zabrał ją ze sobą do Francji. Portret umieszczony został w jednym z królewskich pałaców. Konkretnie w łaźni, gdzie przez całe dziesięciolecia biedna Gioconda zmuszona była do przebywania w wilgotnym, zaparowanym pomieszczeniu w towarzystwie pocących się arystokratów.


Taka atmosfera fatalnie wpłynęła na stan obrazu. Pewien konserwator zlitował się wreszcie nad sfatygowanym dziełem i pokrył je grubą warstwą lakieru, który to miał chronić farbę przed wilgocią. Ten zabieg tylko pogorszył sytuację – lakier na zawsze już uszkodził materiał, na którym obraz namalowano.

Robiono z niej pederastę

Od zawsze historycy sztuki zastanawiali się, kim jest dama przedstawiona na płótnie. Wśród wielu różnych teorii szczególnie jedna brzmi bardzo intrygująco. Grupa włoskich badaczy sugeruje, że „Mona Lisa” to nic innego jak… autoportret. Obraz zestawiono bowiem z oficjalnym „selfikiem” Leonarda i odkryto, że oba dzieła w wielu aspektach pokrywają się.


Od dawna mówiło się o tym, że da Vinci miał homoseksualne skłonności, więc kto wie? - może artysta lubił czasem zgolić swoją brodę, trzasnąć sobie subtelny make-up i w kobiecych fatałaszkach szlajać się po portowych spelunach?

Doprowadzała romantycznych mazgajów do samobójstw

Jak wiadomo, romantyczni wrażliwcy nie potrzebowali zbyt dużo, aby rzucić się w odmęty rozpaczy i cierpienia. W tamtej epoce wystawiona w Luwrze „Mona Lisa” reklamowana była takim sloganem: „Kochankowie, poeci, marzyciele – przybądźcie i umrzyjcie u jej stóp!”. Mówisz - masz. Pewien niestabilny emocjonalnie artysta wyskoczył z czwartego piętra paryskiego hotelu, pozostawiając po sobie liścik: „Przez lata desperacko błądziłem w jej uśmiechu. Wybrałem śmierć”.

Uwiodła samego Napoleona

Po sukcesie francuskiej rewolucji lud splądrował królewskie rezydencje. Ze ścian rezydencji Ludwika XVI zniknęły wszystkie zbierane przez niego płótna, w tym także i „Mona Lisa”. Niedługo potem płótno z malunkiem Leonarda zawisło w sypialni Napoleona. Cesarz Francuzów zauroczył się bowiem w damie z obrazu, a z czasem znalazł kobietę, której oblicze bardzo przypominało mu to należące do niewiasty przedstawionej na portrecie.


„Żywą kopią” Mony Lisy była pewna młodziutka dziewczyna – Teresa Guadagni. I miał Napoleon sporo racji dopatrując się podobieństw pomiędzy tajemniczą panią z obrazu a urokliwą Włoszką. Okazuje się, że Teresa była potomkinią Lisy Gherardini. Większość ekspertów twierdzi, że to właśnie Gherardini - żona florenckiego kupca - była modelką pozującą Leonardowi podczas pracy nad słynnym dziełem.

Została uprowadzona

W 1911 roku waćpanna Lisa bezczelnie opuściła swoje stanowisko i najzwyczajniej w świecie wyparowała. Cała Francja została wówczas postawiona na równe nogi. No, bo jak to możliwe, aby największe z dzieł Luwru po prostu zniknęło? Mimo że ostatecznie zguba znalazła się, a stróże prawa dopadli porywacza, to cała ta historia spokojnie mogłaby posłużyć za scenariusz dobrego kryminału. O szczegółach tej spektakularnej akcji pisaliśmy tutaj.

Została ukamienowana i oblana kwasem

Nie każdy pada plackiem przed damą z Luwru i pieje z zachwytu nad jej olśniewającą urodą. W 1956 roku pewien boliwijski wandal cisnął w płótno kamieniem. Skruszyła się wówczas warstwa farby w okolicach łokcia pani Lisy.


W tym samym roku, parę miesięcy wcześniej, inny „zamachowiec” potraktował obraz kwasem. Doszło wówczas do znacznie poważniejszych uszkodzeń. Od tego czasu dzieło Leonarda podziwiać można tylko przez trójwarstwowe, grube, kuloodporne szkło.
Nie powstrzymało to jednak kolejnych ataków. W 1974 roku pewna niepełnosprawna kobieta, zdegustowana brakiem udogodnień dla osób dotkniętych kalectwem, wylała na obraz czerwoną farbę. Tymczasem w 2009 roku wściekła Rosjanka, której odmówiono francuskiego obywatelstwa rzuciła w „Monę Lisę” pamiątkowym kubkiem zakupionym na terenie Luwru. W obu przypadkach Gioconda wyszła z tych zamachów obronną ręką.

Musiała uciekać przed nazistami

W 1940 roku, po inwazji Niemiec na Francję, obrazem bardzo interesowali się nazistowscy poszukiwacze dzieł sztuki. Na szczęście dzięki pomocy rodaków „Mona Lisa” z powodzeniem uciekała przed germańskim najeźdźcą, kilkukrotnie zmieniając swoją kryjówkę. Jednym z miejsc, które wówczas były dla niej schronieniem przed pazernymi łapskami niemieckich znawców sztuki był zamek Amboise, gdzie Leonardo spędził ostatnie trzy lata swojego życia.

Padała ofiarą błędnych diagnoz konowałów

Z jakiegoś powodu lekarze uznali, że Gioconda jest chora, ułomna lub cierpi na jakąś kliniczną niedyspozycję. Cholera właściwie wie czemu ta biedna babka miałaby wymagać leczenia. W ciągu ostatnich kilku dekad pojawiło się sporo różnych teorii na temat jej stanu zdrowia. „Mona Lisa” miałaby być w ciąży, cierpieć na powiększenie tarczycy objawiające się w jej przypadku lekkim zezem, mieć podwyższony cholesterol, na co z kolei miałyby wskazywać wałeczki tłuszczu w okolicach jej powiek. A może powodem jej dziwnej miny był uszkodzony nerw twarzy?


Mało wam? No, to dorzućmy jeszcze kilka innych diagnoz. Pewni dentyści upierają się, że jej uśmiech wskazuje na poważne ubytki w uzębieniu lub zaawansowaną próchnicę. Według niektórych Gioconda miałaby mieć paskudny stan uzębienia spowodowany długotrwałą kuracją rtęcią, która stosowana była przy leczeniu chorób przenoszonych drogą płciową (pani Lisa cierpiała na syfilis!).

Źródła: 1, 2, 3
11

Oglądany: 105391x | Komentarzy: 40 | Okejek: 181 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.03

05.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało