Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Z bojownikiem przez Tajlandię IV: Rejs po Morzu Andamańskim

40 979  
174   23  
Nastąpił upragniony moment, kiedy to przyszło nam oddać się w łaskę Neptuna lub - jak kto woli - Posejdona. Podczas dwutygodniowej podróży zwiedziliśmy kilkanaście wysp, które są najpiękniejszą wizytówką tego kraju.




#1. Heaven Phuket Marina

Nie będę ukrywał, że na to czekałem od samego początku przyjazdu. Najbardziej nakręcało mnie to, jak będzie wyglądać pływanie na hardkorowych pływach, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć. Smaczku dodawał fakt, że nikt z nas wcześniej nie żeglował w takich warunkach. O to, aby nie nudziło się nam na jachcie zadbał wcześniej kapitan, wyznaczając oficerów poszczególnych wacht. Wszystko z zachowaniem etykiety żeglarskiej.



Zanim nastąpi wejście załogi na jacht, kapitan razem z wyznaczonym oficerem lub oficerami dokonuje odbioru jednostki. Sprawdzany jest stan jachtu, żagli, silnika, toalet, kuchenki gazowej, pontonu, liczby wioseł czy liczby odbijaczy. Ogólnie czepiamy się każdego szczegółu chociażby po to, aby potem za byle pierdołę nie potrącili z kaucji. A zdzierają z czego się da, szczególnie Chorwaci. Ale o żeglowaniu po Morzu Adriatyckim wspomnę w innym artykule.

Jednostka, na której przyszło spędzić nam najbliższe dwa tygodnie życia to katamaran Lagoon 400. Teraz dobrze nie pamiętam, ale rok produkcji chyba 2013, więc całkiem świeży.



Jednostka przeznaczona jest dla 10-12 osób, przy czym posiada 10 koi, dwóch szczęśliwców niestety śpi w mesie (przestrzeń kuchenna). Ale jeżeli ktoś wybiera się w klimat ciepły, typu Chorwacja, Grecja, czy tropikalny, to polecam spać na zewnątrz.

Nie jest to co prawda jednostka sportowa do nie wiadomo jakich manewrów, a turystyczna, toteż posiada przestrzeń integracyjną,



przestrzeń kuchenną dla chcących wykazać się zdolnościami kulinarnymi,



a ponieważ były wyznaczone wachty kuchenne, to każdy miał pole do popisu. Istotną sprawą jest to, że kapitan nie bierze udziału w wachtach. Kapitan pilnuje oficerów, nadzoruje porządek i rozwiązuje spory.

Jeżeli chodzi o warunki noclegowe, do wyboru były koje dwuosobowe



lub jeżeli ktoś chciał poczuć się jak w czołgu, jednoosobowa na dziobie. Przy czym przyznam, że była możliwość stworzenia sobie warunków uniemożliwiających nocne prażenie się.



Do dyspozycji były także cztery toalety razem z prysznicem



przy czym nie oszukujmy się, na tak małej powierzchni dla wybrednych nie jest to komfortowe. Osoby mające doświadczenia w internacie, akademiku czy Woodstocku odnajdą się bez problemu. O ile na katamaranie, pod warunkiem, że nie wieje jest znośnie, to na jachcie balastowym na półwietrze nawet PKP nie dostarczy Wam takich doświadczeń podczas załatwiania potrzeby, szczególnie jak w tym czasie np. jest wykonywany manewr "zwrot przez sztag".

Ogólnie Tajlandia, jeżeli chodzi o turystykę morską dopiero nabiera rozpędu, tak że nie znajdziemy za wiele dobrze wyposażonych marin jak chociażby w Chorwacji czy Grecji, więc trzeba było się odpowiednio zaopatrzyć.





Przy czym nie jest to zapas na cały rejs, lecz kilka dni z lekką nawiązką.

Kiedy już wszystko zostało ogarnięte, pozostaje tylko uroczyście wznieść banderę i wyruszać w drogę.



#2. Zatoka Phang Nga

Pierwszym obranym kursem była Zatoka Phang Nga znajdująca się na wschód od wyspy Phuket. Do dyspozycji mamy około 40 wysp ukształtowanych z wapieni.




Wśród nich wyspa Ko Na Khae, przy której to spędziliśmy noc na kotwicy, świetna i cicha okolica, tylko fani astronomii będą zawiedzeni, ponieważ powietrze jest tam tak gęste, że z obserwacji nici. Patrząc w niebo ma się wrażenie, jakby było się w Bangkoku.



Na większości wysp nie postawimy stopy, no chyba że ktoś jest Spidermanem. Możemy pozwiedzać groty, przy czym należy tylko uważać na pływy.

Niedaleko na północ mamy wyspę Khao Phin Kan, zwaną inaczej Wyspą Jamesa Bonda.



Wyspa stała się popularna za sprawą scen kręconych do filmu "Człowiek ze złotym pistoletem", gdzie swoją kryjówkę miał czarny charakter Francisco Scaramanga.

Tuż przed nią mamy wyspę Ko Tapu, zwaną Wyspą Gwóźdź.



Natomiast na samej wyspie Khao Phin Kan, poza tłumem ludzi i Tajów zdzierających 100 batów za wejście na górę, niewiele zobaczymy.



Ciekawostka: Ko Tapu posłużyła także przy kręceniu ujęć do bitwy o Kaskyyyk w III Epizodzie Gwiezdnych Wojen, przy czym żaden z aktorów fizycznie tam się nie pojawił.

#3. Wyspa Koh Panyi



Dożo lepsza, natomiast atrakcja jest jeszcze bardziej na północ, mianowicie muzułmańska wioska Panyi zbudowana na palach tuż przy niedużej skalnej wyspie o tej samej nazwie.



Wioska została założona pod koniec XVIII wieku przez trzy muzułmańskie rodziny z Indonezji, które podróżowały łodzią szukając nowego miejsca zamieszkania. Swoje domostwa zbudowali na palach, ponieważ w tamtych czasach prawo do własności ziemi mieli jedynie rodowici mieszkańcy. Obecnie wioska liczy około 1500 mieszkańców.

Życie płynie tutaj leniwie, co nie oznacza, że nie znajdziemy tutaj niczego ciekawego.







Jeżeli natomiast ktoś myśli, że to jest to miejsce oderwane od rzeczywistości, to jest w błędzie. Wioska ma dostęp do internetu, posiada centrum medyczne, meczet,



szkołę,



czy boisko piłkarskie,



z którym to związana jest ciekawa historia. Pierwsze powstało w 1986 roku z kawałków drewna i starych tratw. Kilka lat temu powstało drugie, widoczne na powyższym zdjęciu. Mecze na nim rozgrywa młodzieżowa drużyna piłkarska Panyee FC, która od 2004 roku co roku zdobywała mistrzostwo Tajlandii.

Na wyspie mieszka jeden policjant, ale za wiele pracy nie ma. Obecnie wyspa utrzymuje się głównie z turystyki, ale też rybołówstwo ma tutaj znaczący udział.

Ponieważ jest to wioska muzułmańska, to browara tutaj nie wypijemy, ale za to serwują fantastyczne dania. Najlepsze, jakie przyszło nam zjeść podczas całego pobytu w Tajlandii.





Mamy także możliwość zaopatrzenia się w różnego rodzaju pamiątki, np. w atrakcyjnej cenie perły razem z certyfikatem autentyczności, czy wybrać się na przejażdżkę do pobliskiego parku narodowego Ao Phang-nga.







#4. Wyspa Ko Ku Du Yai



Opuszczamy zatem Zatokę Phang Nga i udajemy się na południe na wyspę Ko Ku Du Yai. Jest to bezludna wyspa, toteż niczego tam nie zwiedzimy, nie zjemy, za to możemy podziwiać widoki. Wbrew pozorom woda nie jest tutaj szmaragdowo przejrzysta. Ma muliste dno za sprawą spływających z góry rzek, a ponieważ nie widać dna, to idzie nadziać się na niespodzianki, co niestety boleśnie odczułem.



Do dzisiaj nie mam pojęcia co mnie użarło. Efekt był taki, że palec spuchł mi niemiłosiernie, a ból był porównywalny do skręcania palca w imadle. Tak że polecam przed wyprawą zaopatrzyć się w ocet i wapno. Pomaga!

#5. Wyspa Ko Phakbia



Podobnie jak na powyższej wyspie, z tą różnicą, że tutaj mamy już możliwość zejścia na ląd czy wykąpania się w przejrzystej wodzie z piaszczysto-skalistym dnem.



Tylko należy uważać na miejscowe małpy.

#6. Wyspa Ko Hong



Nie inaczej jest na wyspie Ko Hong. Tutaj co najwyżej możemy podziwiać zatokę wypełniającą się wodą przez przypływ.



#7. Krabi



Krabi to nieduże miasto znajdujące się w prowincji o tej samej nazwie. Samo miasto niczym szczególnym się nie wyróżnia, jest natomiast świetnym punktem wypadowym na pobliskie atrakcje, jak wyspa Ko Phi Phi czy Ko Lanta. Dla nas było dodatkowo punktem do uzupełnienia zapasów wody i żywności po czterech dniach pobytu na morzu.

Wyzwaniem natomiast było samo wpłynięcie tam z racji pływów i płycizn. A nie chcieliśmy skończyć jak chociażby ten szczęśliwiec.



Jachtem balastowym nie ma szans z racji tego, że w szczytowym momencie mieliśmy 20 cm do dna, a jednostki balastowe na starcie mają prawie 1,5 m zanurzenia. Poza tym postanowiliśmy upewnić się, czy sonar faktycznie poprawnie nam wskazuje. I tak mamy jednostki 1 Gołotę, 1 Najman, my na swoje potrzeby stworzyliśmy własną: 1 Ela = 153 cm. Jako miara posłużyła nam koleżanka, z której za pomocą sznurka zdjęliśmy miarę, potem na odpowiednich długościach wiążąc supły, a na końcu metalową rurkę. I niestety, sonar nie kłamał. A jako przykład, że z pływami nie ma żartów, niech służą poniższe zdjęcia



i 20 minut później.



Była to też pierwsza i ostatnia cywilizowana marina, więc i zapasy trzeba było zrobić większe.



Z pomocą właściciela mariny wynajęliśmy busa, który zawiózł nas do marketu, gdzie zakupiliśmy zapasy i dostarczyliśmy na jacht.

Natomiast w samym mieście życie toczy się leniwie,



przez co nie doświadczymy tutaj natłoku turystów. Nad samym morzem mamy za to wiele straganów z lokalnymi specjalnościami, którymi możemy rozkoszować się za niewielką opłatą.



#8. Wyspa Ko Phi Phi



Niecałe 40 km na południowy zachód od Krabi mamy wyspę Ko Phi Phi. Jest zamieszkała przez ok. 2500 mieszkańców i jest położona raptem 1 m n.p.m., co niestety odbiło się 26 grudnia 2004 roku, kiedy to wyspa mocno ucierpiała z powodu 10-metrowych fal tsunami. Zginęło wtedy sporo ludzi, zarówno miejscowych, jak i turystów, ucierpiały niemal wszystkie budynki.

Dzisiaj po tym zdarzeniu nie ma śladu, zniszczenia usunięto, a oferowane atrakcje turystyczne mają się bardzo dobrze. Wprawdzie w ciągu dnia niewiele się dzieje,



ale wieczorem wyspa zamienia się w jedną wielką imprezę.


Mamy jeszcze wiele innych miejscowych atrakcji, np. przejście pod płonącą belką,



czy płonąca skakanka, jednak nie odważyłem się spróbować.



Idąc bardziej w głąb wyspy mamy masę sklepików z pamiątkami,





punkty gastronomiczne,



gdzie np. możemy zafundować sobie robione na miejscu lody


lub, jeżeli ktoś ma na to ochotę, tatuaż.



#9. Ko Phi Phi Leh



Raptem kilka mil na południe mamy urokliwą wyspę Ko Phi Phi Lee.



Znajdziemy tam piękną plażę Maya Bay z drobnym, jasnym piaskiem, otoczoną skałami oraz szmaragdową czysta wodą.



Miejsce znane jest głównie za sprawą scen kręconych do filmu The Beach z Leonardo DiCaprio.






Wprawdzie film obejrzałem pierwszy raz dopiero po powrocie, to jednak mogę potwierdzić, że rekinów tam nie znajdziemy, a na górze wyspy nie ma pola marihuany. Jest za to Park Narodowy Mu Koh Phi Phi, którego jednak z braku czasu nie zwiedziliśmy. Ale zamiast tego możemy podziwiać ławice ryb oraz piękne dno, pod warunkiem, że nie ma natłoku łodzi turystycznych. Z tym niestety w ciągu dnia, jak i z masą ludzi na plaży jest problem, i całe piękno okolicy podziwiać możemy dopiero późnym popołudniem.

W poprzednim odcinku

Oglądany: 40979x | Komentarzy: 23 | Okejek: 174 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało