Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Psychopatyczny morderca, który sprawił, że całe miasto zaczęło słuchać jazzu

114 629  
420   35  
Był 19 marca 1919 roku. Cały Nowy Orlean, wszystkie lokale, domy, restauracje rozbrzmiały głośnym jazzem. Wzmocniona siekierowym argumentem prośba poskutkowała…!

Historia ta zaczęła się jednak rok wcześniej. Wówczas to policjanci z Nowego Orleanu po raz pierwszy zetknęli się z brutalnym morderstwem, jakiego jeszcze wcześniej nie widzieli. Jakiś zbir roztrzaskał siekierą drzwi do domu, a następnie urządził wewnątrz krwawą jatkę.
Sytuacja wkrótce zaczęła się powtarzać. Psychol działał za każdym razem w ten sam sposób – najpierw robił dziurę w drzwiach, wpełzał do domu i rzucał się ze swoją siekierą na jego mieszkańców.


„Kat z siekierą”, bo tak go ochrzcili dziennikarze, najczęściej zabijał kobiety. Mężczyźni dostawali zazwyczaj kilka ciosów, aby nie przeszkadzali w dalszym rozwoju akcji. Inna sprawa, że „ogłuszenie” siekierą w większości przypadków i tak kończyło się zgonem. Zwyrodnialcowi zdarzało się niemalże obciąć głowę ofierze czy roztrzaskać jej czaszkę niczym skorupkę kokosa.

Policjanci zauważyli, że szczególnym zainteresowaniem kat darzy imigrantów pochodzenia włoskiego. Fakt ten jednak nikogo nie zdziwił – przez ostatnie dekady włoskie rodziny mieszkające w Nowym Orleanie cały czas zmagać się musiały z atakami na tle rasowym. Żyjący w slumsach, pozbawieni ochrony Włosi regularnie padali ofiarą bandziorów, którzy wierzyli w informacje roznoszone przez żądne sensacji media. Gazety trąbiły o tym, że włoskie osiedla rządzone są przez mafijne organizacje przestępcze. Strach podsycany ignorancją prowadził niekiedy nawet i do linczów.


Od czasu pierwszego ataku w maju 1918 roku, morderca nie odłożył swojej siekiery w kąt i cały czas dawał o sobie znać. A jednak już po tym pierwszym zabójstwie policjanci bez trudu złapali podejrzanego. Kat zamordował wówczas pewne młode małżeństwo – Catherine i Josepha Maggio. Zanim pogruchotał im czaszki swoją siekierą, chwycił za znalezioną w domu brzytwę i rozpłatał im gardła.

Stróże prawa podejrzewali, że morderstwa mógł dokonać Andrew – mieszkający po sąsiedzku brat Josepha. To jego brzytwa użyta została do poderżnięcia gardeł ofiar. Była to jednak jedyna poszlaka łącząca morderstwo z podejrzanym. To nie Andrew dokonał tej zbrodni.
W ciągu kolejnych kilku miesięcy kat atakował jeszcze wielokrotnie. Nie wszystkie jego ofiary kończyły jednak swój żywot. No, w każdym razie – nie zawsze była to śmierć na miejscu. Niektórym udało się przeżyć wizyty kata i z pogruchotanymi kośćmi trafiali do szpitala. Parę tak potraktowanych nieszczęśników tam właśnie dokonywało swych żywotów.


Jednym ze szczęśliwców, którym udało się ujść z życiem, był imigrant o polskich korzeniach – Louis Besumer. Atak przeżyła również jego kochanka, która niespodziewanie podczas zeznań powiedziała, że to Louis ją zaatakował. Cóż z tego, że biedny imigrant sam oberwał siekierą i miał uszkodzoną prawą stronę czaszki? Mężczyzna trafił do aresztu na dziewięć miesięcy!
Zanim został oczyszczony z zarzutów, policjanci wysnuli pewną teorię. Besumer był dość zamożnym handlarzem, więc być może celem „wizyty” kata była próba wymuszenia pieniędzy? Kolejne ataki zwyrodnialca szybko jednak obaliły te przypuszczenia – morderca wydawał się zupełnie obojętny na stan majątkowy swoich wybrańców – z ostrzem w głowie żywot swój kończyli zarówno bogacze, jak i ludzie ubodzy. Poza tym rzadko kiedy z domów ofiar ginęły pieniądze czy jakiekolwiek wartościowe przedmioty.


Mieszkańcy Nowego Orleanu panicznie bali się mordercy z siekierą. Każdy jego atak był szczegółowo opisywany przez gazety. Kat był istotą pozbawioną skrupułów i litości nawet w stosunku do dzieci. W marcu 1919 roku wezwani na miejsce zbrodni policjanci zastali w domu tylko jedną ofiarę, która przeżyła spotkanie z tajemniczym rębaczem. Wśród kałuż krwi siedziała ciężko ranna kobieta trzymając w ramionach zwłoki swojej córeczki. Koło nich leżał jej ojciec z rozłupanym czerepem.


Takie historie sprawiły, że każdy nowoorleańczyk bał się, że każda noc może być tą ostatnią. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy świr z siekierą nie będzie akurat w pobliżu…
Tymczasem morderca zaczął robić się coraz bardziej bezczelny. Przyzwyczaiwszy się do tego, że stróże prawa przyjeżdżają do odwiedzanych przez niego domów jedynie po to, aby posprzątać bałagan, kat postanowił zrobić wszystkim psikusa.
Trzy dni po tym, jak z zimną krwią pozbawił życia wspomnianą rodzinę, osobiście rozesłał listy po redakcjach lokalnych gazet.

„Drogi śmiertelniku

Próbowali mnie złapać, ale nigdy im się to nie uda. Nigdy nikt mnie nie zobaczył, bo jestem niewidzialny (…). Nie jestem istotą ludzką, tyko duszą, demonem z najgorętszych zakamarków piekła. (…)
Do rzeczy. Dokładnie o 12:15 czasu ziemskiego, w następny wtorek, przejdę się po Nowym Orleanie. W mojej niezgłębionej litości pragnę wam złożyć pewną propozycję.
Jest mi bardzo bliska muzyka jazzowa. Zaklinam się na wszystkie diabły, że oszczędzona zostanie każda osoba, która w podanym przeze mnie czasie będzie w swoim domu słuchała jazzu na pełnej głośności!
Jeśli wszyscy będą wtedy słuchać jazzu, tym lepiej dla was, ludzie! Jedno zaś jest pewne – niektórzy z was, którzy nie zechcą tego robić (o ile tacy się znajdą), poczęstowani zostaną moją siekierą!”


W nocy 19 marca 1919 roku Nowy Orlean wypełniony został muzyką. Słuchali jej wszyscy i wszędzie. Aż do białego rana. Tej nocy kat nie zaatakował nikogo. Nie wiadomo, czy morderca faktycznie nie mógł znaleźć miejsca, w którym panowała wolna od jazzu cisza, czy też może w ogóle nie planował tego wieczora zabijania kogokolwiek. A może to w ogóle nie on był autorem wspomnianego listu?

W ciągu kolejnych miesięcy morderca dał o sobie znać jeszcze parę razy. Nigdy nie udało się go złapać. Istnieje jednak pewna teoria, którą z braku dowodów trudno traktować w pełni poważnie. Otóż w 1920 roku mężczyzna w średnim wieku został zastrzelony przez pewną kobietę. Jak się okazało – pani ta była wdową po ostatniej ofierze kata - Mike'u Pepitone. Zgodnie z jej zapewnieniami Joseph Momfre, bo tak się nazywał nieboszczyk, był odpowiedzialny za śmiertelny atak na jej męża.
Niezależnie od tego, czy to właśnie on był nowoorleańskim katem – od tego czasu morderstwa psychola z siekierą nagle ustały.


Źródła: 1, 2, 3
5

Oglądany: 114629x | Komentarzy: 35 | Okejek: 420 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.02

21.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało