Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jest takie miejsce, czyli o bakcylu złapanym przez pewien czarno-biały film

59 000  
286   35  
Polski film "Przybłęda" z 1933 roku powstał w należącym dziś do Ukrainy paśmie górskim Czarnohora. Malownicze krajobrazy, przychylni ludzie i niezliczone ślady burzliwej historii tego rejonu tylko czekają na turystów, którzy stronią od pięciogwiazdkowych hoteli all inclusive i wyżej sobie cenią kontakt z naturą.

Blisko 2 lata temu trafiłam na YouTube na przedwojenny polski film „Przybłęda”. Jest to dość standardowa, podrasowana folklorem historia o pięknej, aczkolwiek biednej dziewczynie, działającej na mężczyzn jak lep na muchy i niezbyt lubianej przez resztę społeczności. Coś podobnego do przygód Jagny Boryny, tylko że z happy endem. W roli tytułowej przedwojenna seksbomba – Ina Benita, a w tle... No właśnie?! Widoki urzekające, aczkolwiek zupełnie mojemu oku nieznane. Na szczęście są internety i dzięki nim dość szybko dowiedziałam się, że film nakręcono na Huculszczyźnie, a w tle pyszni się pasmo Czarnohory. I zgadnijcie, gdzie spędziłam najbliższy urlop...

Z Wikipedii dowiadujemy się, że Czarnohora to najwyższa część Beskidów Połońskich oraz Zewnętrznych Karpat Wschodnich, charakteryzuje się długimi i łagodnymi grzbietami, na jej obszarze znajdują się źródła rzek oraz piękne jeziorka, najwyższy szczyt to Howerla (2061 m n.p.m.) a czarnohorski bukowy las pierwotny od dziesięciu lat figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Tyle wiedzy wikipedycznej. Ale dokładnie – Co? Jak? Gdzie?

Na szczęście niezawodne internety czuwają i dość szybko trafiłam na informację o Chatce u Kuby...



A to Chatka właśnie....

Kuba jest Polakiem, którego zamiłowanie do czarnohorskich krajobrazów doprowadziło do tego, że aktualnie gospodarzy w położonej na zboczu Koszarzyszcza prawdziwej huculskiej chacie, wybudowanej w 1932 r. (a więc mniej więcej w tym czasie, gdy kręcono wspomniany wyżej film). Gospodarz przystosował Chatkę do goszczenia turystów i powoli, aczkolwiek sukcesywnie wprowadza kolejne udogodnienia. I tak, będąc w Chatce, można skorzystać już z prawdziwej łazienki (chociaż z fantazjami o ciepłej wodzie nie należy jeszcze za mocno się rozpędzać) oraz z sauny. Kuba jest nieocenionym źródłem wiedzy na temat czarnohorskich szlaków (również tych nieoznakowanych), historii tych terenów oraz lokalnych zwyczajów. A ponieważ żyje tam już jak między swoimi, to wie u których gospodarzy można nabyć ser, mleko, śmietanę lub też bardziej praktyczną rzecz, jaką jest niewątpliwie przednia huculska samogonka. Tak więc nawet jeśli ktoś nie ma zamiaru w Chatce nocować, to warto tam zajść i porozmawiać z gospodarzem.



Zdecydowanie - warto tam zajść.

Niestety, Chatka nie jest obiektem całorocznym. Uniemożliwia to ukraińskie prawo regulujące zasady przebywania obcokrajowców na terenie Ukrainy. Jeśli ktoś ma w planach odwiedzenie Chatki, to szczególnie poza tzw. sezonem dobrze jest wcześniej skontaktować się z Kubą (poprzez Facebooka lub mejl dostępny na stronie – linki w źródłach) i spytać, czy będzie w tym czasie otwarte.

Dotarcie do Chatki jest dość proste. Warszawa ma kilka połączeń autobusowych z Iwano-Frankowskiem, stamtąd należy się dostać do Werchowyny (autobusów jak mrówków, tylko że dworzec międzynarodowy położony jest w zupełnie innej części miasta niż dworzec krajowy) a stamtąd marszrutką dojechać do Bystreca lub Dzembroni, przy czym idąc z Bystreca będziemy szybciej u celu. Wybierając Bystrec, można od razu złapać czarny szlak, który doprowadzi nas granią do kierunkowskazu, a następnie zejść żółtym na prawo do Chatki. Można też udać się do wsi, tam przy szkole przejść przez mostek i dalej iść ukrytą za zielonym budynkiem, wspinającą się do góry ścieżką. Zresztą, w razie wątpliwości, każdy mieszkaniec obu wsi bez problemu wskaże drogę.

W obu wioskach znajdują się lepiej lub gorzej zaopatrzone sklepy, aczkolwiek odwiedzenie ich wiąże się z nieco dłuższą wyprawą, więc robiąc zakupy lepiej nie zapomnieć o niczym.

Chatka, choć urokliwa i działająca jak magnes, nie jest oczywiście celem samym w sobie. Jest to dobre miejsce wypadowe m.in. na znajdującego się na dawnym trójstyku granic Popa Iwana. Tu zaczyna się czerwony szlak, biegnący przez całe pasmo Czarnohory aż do Howerli. Pop Iwan jest znany przede wszystkim dzięki ruinom Białego Słonia - wybudowanego tuż przed wojną obserwatorium (według wielu będącego jedynie przykrywką dla komórki szpiegowskiej). Obecnie jest to dość popularny cel wycieczek, a także miejsce obierane niekiedy na nocleg.



Widok z ruin schroniska AZS na ruiny Białego Słonia.

Według mnie, będąc w Chatce, trzeba obowiązkowo iść na Szpyci. Są to iglice skalne, zwane też skalnymi organami. I koniecznie należy udać się tam nieoznakowaną trasą, prowadzącą przez Kocioł Gadżyny. Ci co szli tamtędy wiedzą, ci którzy dopiero się skuszą – zrozumieją.



Szpyci. Zdecydowanie lepiej wyglądają na żywo.

Prócz zapierających dech w piersiach widoków Czarnohora oferuje też coś dla wielbicieli historii. W niektórych miejscach ciągle można natknąć się na pamiątki po walkach z okresu I wojny światowej, głównie w formie zardzewiałych pozostałości po zasiekach. Natomiast na głównej grani nadal sterczą słupki wyznaczające niegdyś granicę polsko-czechosłowacką.



Passkontrolle, papieren bitte.

Oczywiście, nocując tylko w Chatce nie da się przejść całej Czarnohory. Tzn. zapewne są tacy, co dają radę, ale jest to tylko marny ułamek ludzkości. I niestety - tu zaczyna się problem. Położony u stóp Howerli Zaroślak jest nastawiony na przyjmowanie grup zorganizowanych i według mojej wiedzy nie ma co liczyć na przychylność personelu wobec turystów indywidualnych. Z bogatej przedwojennej bazy schronisk pozostały tylko ruiny, a na pogodę sprzyjającą noclegowi pod chmurką też lepiej nie liczyć. Pozostają więc noclegi u oferujących taką możliwość mieszkańców pobliskich wiosek lub opcja najpopularniejsza wśród Ukraińców – namioty. I to najlepiej z narzuconymi na nie dodatkowymi foliowymi płachtami... Tak – tam jednak dość często pada.



Ruiny schroniska na Maryszewskiej. Armia Czerwona po wkroczeniu w dość specyficzny sposób przywitała się z obsługą – z miejsca zabito wszystkich.

Kilka słów o wsparciu kartograficznym. Oczywiście, na rynku jest dostępnych co najmniej kilka map Czarnohory, zarówno polsko- jak i ukraińskojęzycznych, jednak za najlepszą uznawana jest ta opracowana przez Krukara i Trolla (nazwisko przypadkowe). Ja z niej korzystam i sobie cenię. Prócz tego można wydrukować przewodnik napisany przez Kubę i udostępniony na stronie Chatki, aczkolwiek powstał on już jakiś czas temu i opisy niektórych miejsc mogą różnić się nieco od stanu obecnego (np. drewniane ławki mogły do reszty zbutwieć, zniszczona przez lawinę polana zarosnąć chojną itp.) i takie rzeczy należy wziąć pod uwagę.

O czym należy pamiętać wybierając się na wędrówkę po Czarnohorze? Przede wszystkim – obuwie. Przed wyruszeniem na szlak należy wziąć szklankę wody i wlać po połowie do każdego buta. I wcale nie żartuję... No dobra – żartuję. Aczkolwiek to nie byłoby takie głupie. Tamtejsze mokradła i błota nie wysychają chyba nigdy, a szklanka wody w butach na dzień dobry uchroniłaby nas przed traceniem czasu na bezsensowne i z góry skazane na porażkę próby uniknięcia przemoczenia. Myślisz, że Gore-Tex i czort wie jeszcze jakie membrany oraz impregnaty mogą uchronić cię przed takim scenariuszem? To powiedz głośno i wyraźnie do takich butów „Czarnohora” i patrz, jak zaczynają drżeć z przerażenia. To po prostu się nie uda. Chociaż... Nie próbowałam jeszcze patentu z impregnowaniem butów smalcem. Kto wie...

Niektórych może zaskoczyć widok chodzących zupełnie swobodnie krów i koni. No cóż – ten lud tak ma, że swojej zwierzyny nadmiernie nie więzi. Przed zbyt dużym oddaleniem się dobytku chronią postawione tu i ówdzie płoty oraz bramy i przełazki, które należy za sobą zamykać. A zwierzęta, niekiedy zaskakujące swoim pojawieniem się niczym Hiszpańska Inkwizycja (bo np. ja w Kotle Gadżyny, na wysokości około 1800 m n.p.m. pasących się między kosówkami krów zupełnie się nie spodziewałam...), w mojej opinii dodają tym terenom uroku.



Hiszpańska Inkwizycja, wersja czarnohorska.

A jacy są właściwie ci Huculi? Są to ludzie bardzo życzliwi i otwarci. To, co może trochę zdziwić, to ich bardzo prosty sposób życia. Zabudowa jest w większości tradycyjna, gospodarstwa są niewielkie, o bardzo niskim stopniu mechanizacji. Oczywiście, jest elektryfikacja, zasięg telewizji, telefonii i internetu, a młodzi masowo korzystają ze srajfonów, niemniej odwiedzając taką huculską wioskę trudno jest oprzeć się wrażeniu, że czas tam się zatrzymał.



Miało być zdjęcie domu, ale nie mam. A kaplica też daje radę.

Czarnohora nie jest jedynym pasmem ukraińskim, które może skusić wędrowca. Będąc tam, niemalże w zasięgu ręki mamy pokryte gołoborzami Gorgany (i tu znów gratka dla wielbicieli historii – Przełęcz Legionów oraz dwa cmentarze legionistów) oraz Świdowiec, a nieco dalej – Bieszczady Wschodnie. Łazęgi mają gdzie łazić.



Krzyż na Przełęczy Legionów, upamiętniający przejście Błękitnej Brygady gen. Hallera.

Warto wspomnieć też o rynku w Werchowynie. W innych miasteczkach zapewne funkcjonują podobne, ale ten znam, więc napiszę o nim. Dla Polaka na Ukrainie w ogóle jest tanio, ale na takim rynku jest wyjątkowo tanio. I kupić można tam dosłownie wszystko – mydło i powidło. Obok pięknych, ręcznie haftowanych bluzek i ręcznie tkanych łyżników (przecudownych i zniewalająco ciepłych koców huculskich – mam taki, więc wiem o czym piszę) są sprzedawane narzędzia ogrodnicze, słodycze, owoce, warzywa, przyprawy, narzędzia kuchenne itp. Można też spotkać tam babcie sprzedające swoje domowe wyroby. Moja koleżanka była tak zachwycona tym miejscem, że stwierdziła, iż jej podobają się tam nawet wiadra ocynkowane.

Na koniec chcę napisać słów kilka o autobusach, zwanych marszrutkami. Każda taka marszrutka to cud. I to cud wielokrotny. Po pierwsze - marszrutka cię nawróci. Podchodzisz do takiej, o której już wiesz, że masz nią jechać i z automatu zaczynasz się modlić, by to coś z niej cieknące nie było płynem hamulcowym. Po drugie – marszrutka jedzie. Wbrew prawom logiki, fizyki, techniki i wbrew całej wiedzy ludzkości – jedzie. Po trzecie – marszrutka ma nieograniczoną pojemność. Nigdy nie jest tak nabita ludźmi, by jeszcze te dwie czy trzy osoby się nie zmieściły. I to z dużymi plecakami. Po czwarte – pasażerowie marszrutek, mimo panujących w nich warunków, ścisku, zaduchu, cieknących dachów itp., są bardzo życzliwi i pogodni, a nawet uczynni, dzięki czemu cała logika oraz wiedza o ludzkich zachowaniach wykrzaczają się do reszty. Marszrutki nie zostały kanonizowane jedynie dlatego, że ciągle żyją. I w związku z tym nigdy nie zostaną kanonizowane, bo są niezniszczalne.



Dworzec w Werchowynie, marszrutka... I cóż rzec na koniec? Żal odjeżdżać...

A film „Przybłęda” niestety, nie jest już dostępny na YouTube w całości. Dla ciekawskich linki do kliku fragmentów podaję w źródłach.

Żeby było jasne - absolutnie nie życzę Czarnohorze ani innym okolicznym górom zalewu przypadkowych turystów (zresztą nie wydaje mi się, by tacy zbyt długo tam wytrzymali). Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że są one słabo znane nawet wśród osób ceniących sobie takie klimaty, a to jest już trochę przykre, zwłaszcza że jest tam również kawałek naszej historii. Wygląda też na to, że sytuacja na wschodzie Ukrainy działa trochę jak straszak – zupełnie niepotrzebnie. Także obraz przeciętnego Ukraińca, który ukształtował się w umysłach wielu Polaków w wyniku tych wszystkich przepychanek wokół Wołynia, również ma się nijak do rzeczywistości. Tam jest blisko, tanio, smacznie, naturalnie, malowniczo, sympatycznie... No czegóż chcieć więcej? A że po takiej wyprawie buty będą przypominały raczej rzeźbę wykonaną z gliny w duchu współczesnego artyzmu? Oj tam....

A gdyby ktoś jeszcze się wahał, to dorzucam taki mały bonus z YouTube. Wśród zdjęć można zobaczyć m.in. Chatkę, Szpyci i Hucułów w tradycyjnych strojach. Miłego słuchania, a tym, którzy się skuszą – udanej wędrówki i niezbyt deszczowej pogody!




Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7.
1

Oglądany: 59000x | Komentarzy: 35 | Okejek: 286 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.01

21.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało