Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak wyleczyć się z homoseksualizmu?

131 529  
195   316  
Spośród 1500 gatunków zwierząt, u których zaobserwowano zjawisko homoseksualizmu, jedynie człowiek czuje jakąś niebywale silną potrzebę zaglądania swoim ziomkom do sypialni i oceniania ich zachowań łóżkowych.

Pół biedy, gdyby na krytyce się tu kończyło. Gorzej, gdy próbujemy nakłonić gejów do zmiany orientacji seksualnej. „Ej, stary! Zaufaj mi. Cipki są fajniejsze! Spróbuj, a nie pożałujesz”. A jak nie da się po dobroci, to trzeba sięgnąć po inne metody.

Kolarstwo

Rower kojarzy się z pedałami, więc coś musi być na rzeczy. W 1892 roku amerykański neurolog Graeme M. Hammond wysnuł teorię, że zachowania homoseksualne mają swoje źródła w „wyczerpaniu nerwowym”, a najskuteczniejszą metodą na odzyskanie pełni zdrowia i powrót do właściwej orientacji seksualnej jest intensywne jeżdżenie na rowerze.


Hipnoza + wóda + prostytutki

W tamtym też okresie walkę z pederastią rozpoczął także inny uczony - Albert von Schrenck-Notzing. Ten niemiecki psychiatra, który troszkę za bardzo otworzył się na zjawiska paranaukowe, prowadził badania nad całkiem przyjemna terapią, podczas której pacjent brał udział w sesjach hipnozy, pił olbrzymie ilości alkoholu i regularnie odwiedzał burdele.


Nie do końca wiadomo, czy proponowana przez pana Alberta metoda była skuteczna, bo większość badanych albo stoczyła się na samo dno, albo musiała przerwać terapię, aby skupić się na leczeniu chorób wenerycznych.
Swój sceptycyzm do wymyślonej przez Notzinga metody kurowania się z homoseksualizmu wyraził w 1897 roku pewien brytyjski psychiatra, Havelock Ellis, który stwierdził, że takie leczenie jest gorsze niż sama „choroba”, a gej uprawiając miłość z prostytutką nie zaspokaja swych homoseksualnych pokus. Ellis nazwał taki stosunek niczym innym jak zwykłym waleniem konia, tyle że za pomocą waginy.


Kokaina

W 1899 roku pewien lekarz – Denslow Lewis – bardzo zafrasował się losem lesbijek, uważając ich akty seksualne za absolutnie bezwartościowe. Na drodze obserwacji doszedł on do wniosku, że ubogie, zapracowane kobiety są spełnione w sferze seksualnej i nie mają potrzeby szukać nowych wrażeń. Inaczej natomiast miałoby być w przypadku pań wychowanych w luksusie. U nich to miała się wytwarzać tzw. hiperestezja seksualna, czyli nadwrażliwość na związane ze strefami erogennymi bodźce. W efekcie kobiety te szukały dodatkowych doznań w ramionach innych przedstawicielek swojej płci.


Lewis miał jednak kilka pomysłów na leczenie takiej choroby. Proponował preparaty na bazie kokainy, solanki przeczyszczające oraz chirurgiczne „uwalnianie” kobiet od ich nadwrażliwych łechtaczek. Pomocne mogły także być podskórne zastrzyki ze strychniny!
Rezultaty jego eksperymentalnych terapii były obiecujące. Dwie panie zostały przykładnymi żonami, mimo że nigdy nie czuły przyjemności z seksu ze swoimi małżonkami. Natomiast jedna z pacjentek trafiła do szpitala psychiatrycznego i tam dożyła swoich ostatnich dni.


Kastracja

W 1929 roku grupa anonimowych naukowców przedstawiała badanie wpływu kastracji na zachowania homoerotyczne. We wszystkich przypadkach zaobserwowano wyraźny spadek libido (a to niespodzianka!), a w większości przypadków stłumiła się też skłonność do „zachowań perwersyjnych”. Uczeni stojący za tym dokumentem podsumowali swoją pracę stwierdzeniem, że metoda ta może być bardzo skuteczna w przypadkach gwałcicieli, notorycznych ekshibicjonistów oraz gejów...


Końskie dawki hormonów

Mieszkający na ziemiach III Rzeszy geje mieli przerąbane jak w ruskim czołgu. Homoseksualiści stanowili zupełnie odrębną grupę „mieszkańców” obozów koncentracyjnych. Noszący naszywkę z różowym trójkątem trafiali do tzw. ciotowskich bloków i traktowani byli jako najgorszy sort więźniów. Zazwyczaj wykańczano ich nieludzko ciężką pracą. Był to pomysł Rudolfa Hoessa, który będąc jeszcze kierownikiem obozu Sachsenhausen (do którego zresztą kierowano największe ilości osób o innej orientacji seksualnej) wierzył, że tylko siódme poty wylane przez więźniów wyleczą ich z homoseksualizmu.


Inny pomysł na terapię miał pochodzący z Danii endokrynolog Carl Vaernet, który prowadził na gejach regularne eksperymenty. Jednym z nich były masowe kastracje homoseksualnych więźniów, a następnie aplikowanie im końskich dawek testosteronu. Vaerneta ciekawiło, czy po takiej procedurze pacjenta nadal będzie ciągnęło do mężczyzn. Wyniki tych badań nie dotrwały do końca wojny.


Przedawkowanie „gejostwa”

Mówi się, że jak rodzic złapie dziecko na paleniu fajek, to najlepiej, aby zmusił je do spalenia całej paczki. Gówniarz pochoruje się i nigdy więcej po papierosy nie sięgnie. Z tego samego założenia wyszedł w latach 60. brytyjski psycholog Ian Oswald. Najpierw faszerował swoich pacjentów wywołującymi mdłości lekami, a następnie umieszczał ich w pomieszczeniu pełnym szklanek z moczem. Na koniec przez wiele godzin odtwarzał im nagrania audio mężczyzn uprawiających seks.
Oswald uważał, że po takim „przedawkowaniu” geje nie będą w stanie nawet myśleć o stosunkach z facetami…


Terapia szokowa

I to dosłownie – szokowa! W 1964 roku w znanym i cenionym piśmie medycznym British Medical Journal ukazał się artykuł, w którym autorzy twierdzili, że stworzyli sprawdzoną metodę w terapii gejów. Miały nią być elektrowstrząsy. Uczeni proponowali nawet zaprojektowanie niewielkiego, rażącego prądem urządzenia do domowego użytku. Gej za każdym razem, kiedy tylko miałby grzeszne myśli, musiałby sam serwować sobie dawkę leczniczego prądu.


To troszkę przypomina obrożę, która kopie prądem psa, jeśli ilość decybeli wylatująca z jego pyska przekroczy dozwoloną przez pańcia wysokość…

Intensywne czesanie Putina

W latach 70. do walki z homoseksualizmem dołączył kolejny dzielny woj – psycholog John N. Marquis. Miał on całkiem oryginalny i dość humanitarny pomysł na terapię. Sugerował on gejom intensywną masturbację. Panowie mieli snuć fantazje o innych mężczyznach, aby tuż przed orgazmem wyobrażać sobie sceny wyjęte wprost z prawilnego pornola z babeczkami.
Marquis uważał, że heteroseksualizm można nabyć dzięki takiemu, regularnemu „treningowi”.


Egzorcyzmy

Diabeł jest gejem. To on sprawia, że mężczyznom marzą się pionki w zadach, a kobiety z lubieżnością zerkają na cycki swych koleżanek! Tak w każdym razie twierdzą członkowie jednej z setek amerykańskich wspólnot religijnych. Pastor urzędujący jako duchowy przywódca grupy zwanej Manifested Glory Ministries zajmuje się wypędzaniem homoseksualnych demonów z ciał swych klientów. I podobno jest skuteczny!


Po długiej sesji, podczas której nawiedzony przez gejowską siłę nieczystą, człeczyna wije się na ziemi, wymiotuje i boleśnie smagany jest bożym batem, szatan poddaje się i opuszcza swą ofiarę sprawiając, że ta staje się wzorowym, heteroseksualnym, pobożnym obywatelem.

Szczęść Boże!

Tymczasem w 2011 roku władze Hong Kongu zasponsorowały swoje badania nad opracowaniem panaceum na homoseksualizm. Zatrudniony do tego zadania psychiatra Hong Kwai-Wah, po długich i wyczerpujących doświadczeniach, stwierdził, że jedynym sposobem na wyleczenie pacjenta ze skłonności homoerotycznych są zimne prysznice, abstynencja oraz gorliwa modlitwa. Amen!


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
60

Oglądany: 131529x | Komentarzy: 316 | Okejek: 195 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły