Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak rozmawiać z panną Zośką? Czyli słów kilka o prawidłowym wzywaniu pogotowia

75 629  
466   70  
Niektórzy z Was na samą myśl, że będą postawieni przed koniecznością zawiadomienia służb ratunkowych o jakimkolwiek zdarzeniu mają trzy kilogramy mniej w organizmie - więcej w gaciach. Nie martwcie się, to nic nadzwyczajnego - zdarza się to ponad połowie ludzi, którzy stanęli przed takim właśnie wyzwaniem. Dlatego też dziś kilka prostych słów o tym, jak zawiadomić pogotowie i nie dać się zwariować.

Przede wszystkim jeśli nie uda się dodzwonić na 112, nie rezygnujcie. Dzwońcie prosto do "nas" - 999. Prawie obiecuję, że ktoś odbierze. ;) Nie zniechęcajcie się jednak, gdyby tak nie było. Dyspozytorzy odbierają mnóstwo bzdurnych telefonów na godzinę i choć próbują głupie rozmowy ukrócić jak najbardziej, nie zawsze się to udaje.

Ale OK. Macie komórę, wykręcacie numer, odbiera Zosieńka. Pewnie rzuci coś w stylu: pogotowie ratunkowe, Zosia Dyspozytorka (lub dyspozytor numer...), słucham. A Wy, biedni, pełni adrenalinki wzywający, przywitacie się grzecznie krzykiem i paniką. ;)

Następnie Wasze sprane nerwy zostaną zaatakowane gradem upierdliwych pytań. Nie przejmujcie się - te wszystkie pytania mają jakiś głębszy sens, nawet jeśli w danym momencie możecie go nie zrozumieć, więc wykrzykiwanie do dyspozytora "może jeszcze mam, kur..., podać numer buta!?" jest zbędne. Dyspo ma listę pytań, które MUSI zadać i on Wam je zada nawet jeśli będziecie wyzywać jego, całą jego rodzinę i wszystkich przodków. Im więcej się kłócicie, zanim podacie adres i rodzaj zdarzenia, tym później wyślą Wam pomoc, im później to zrobią, tym mniejsze szanse ma poszkodowany. A Wy przecież chcecie go uratować, a nie dobić!


Co najważniejsze?

Fajnie by było, gdybyście przy przywitaniu rzucili imieniem, tak żeby dyspozytor nie musiał wpisywać w rubryczkę "kto wzywa?" jakiejś "kur..." czy innego "chu...". Zajmie to jedną dziesiątą sekundy, a panna Zośka wie z kim rozmawia.

Gdzie?

Często pytacie - czemu "gdzie?", a nie "co?"!? A temu, bo jeśli z jakiegoś okrutnego powodu, nie wiem, los Was nienawidzi, huragan zerwie linie, telefon Wam się rozładuje, runiecie nieprzytomni na ziemię, przerwie Wam połączenie, to dyspozytor chociaż już wie GDZIE coś się stało. Wtedy dużo łatwiej ustalić "co?", kiedy wie się "gdzie?". Znacznie trudniej ustalić "gdzie?", jeśli się wie tylko "co?". ;)

Warto podać:
- adres (najlepiej jak najdokładniejszy - powiedzenie nazwy ulicy to mało, może mieć ona naprawdę WIELE adresów pod sobą)
- charakterystyczne punkty okolicy (zwłaszcza jeśli wezwanie jest na jakieś totalne zadupie - ratownik-kierowca karetki to nie Google Maps, nie zna każdej pojedynczej dróżki w mieście, a tym bardziej poza nim)
- fajnie by było, gdyby gdzieś na wypiździejewie ktoś, kogo macie pod ręką, na karetkę czatował (i oczywiście super być dobrze widocznym, nie wybiegacie na ulicę w oczekiwaniu na pogotowie w nocy, ubrani na czarno, bez żadnych "efektów świetlnych", możemy Was zauważyć trochę za późno...).

Teraz - co?

Nawet jeśli tak nie uważacie, to dość istotna kwestia. W odpowiedzi na "co?" warto zawrzeć takie rzeczy, jak:

- rodzaj zdarzenia (tak, to różnica, czy przejechali Wam babcię czy koleżanka ma astmę i zaraz odpłynie na tamten świat)
- ilość poszkodowanych (wbrew wszelkim chęciom: jedna karetka = jeden poszkodowany)
- mniej więcej wiek (chociaż w stylu: niemowlę, dziecko, nastolatek, dorosły, staruszek), płeć (o ile uda się ustalić ;))
- czy poszkodowani się rozpełzają czy leżą bez ruchu (jeśli próbują Wam czmychnąć, fajnie by było zatrzymać ich na miejscu, ponieważ niektóre uszkodzenia nie dają objawów od razu, lepiej, żeby jednak ktoś na to zerknął)
- czy w pobliżu coś się pali, latają aktywne przewody elektryczne lub pływa jakaś śmiesznie wyglądająca substancja albo z podejrzanych beczek wydobywa się nie za ciekawy dymek (to pozwoli nam zgarnąć po drodze odpowiednie służby, które ułatwią nam pracę)
- w sytuacji, w której macie do czynienia z rozlanymi substancjami, coś paruje, śmierdzi, cieknie lub po prostu jest to cysterna albo wóz z dziwnie wyglądającym bakiem - starajcie się odszukać na takiej beczce czy na boku wozu tablic z numerkami (nie podchodźcie za blisko!) - podajecie je Zośce, ona już będzie wiedziała, co dalej z tym począć
- jeśli macie informacje na temat stanu zdrowia poszkodowanego - na coś przewlekle choruje, jest na coś uczulony, przyjmuje jakieś leki, czyli wszystko, co może mieć jakiś wpływ na nasze ewentualne działanie, podajecie to, nawet jeśli nie przez telefon dyspozytorowi, to koniecznie Zespołowi Ratownictwa Medycznego, który przybędzie na miejsce!


Właśnie tutaj pada najwięcej pytań ze strony dyspozytora. Czasami wyciąga od Was takie szczegóły, które wydają się kompletnymi duperelami. To nie dlatego, że ktoś chce Was wku... zdenerwować, to po prostu dlatego, że dyspozytor może nam powiedzieć już po drodze, co na miejscu prawdopodobnie zastaniemy. Czasami krótkie milczenie ze strony dyspozytora nie jest objawem skrajnego wyrąbania na Waszą osobę - on po prostu może wtedy rozmawiać z kimś z załogi (powinien wtedy Wam wspomnieć o tym, że musi przekazać jakieś informacje do ZRM). Pamiętajcie o jednym - im bardziej utrudniacie pracę dyspozytorowi, tym wolniej przebiega cała procedura, a to z kolei nie zaszkodzi nikomu innemu, jak temu tam poszkodowanemu, który na Was liczy.

I pewna złota, bardzo ważna zasada wzywania służb:

NIGDY NIE ROZŁĄCZACIE SIĘ PIERWSI!

Panna Zosieńka może do Was mieć kolejnych trzysta "głupich" pytań, których tak bardzo nienawidzą wzywający pogotowie. Może Was też poinstruować, co z takim poszkodowanym zrobić nie robiąc przy okazji krzywdy sobie, jemu i wszystkim wokół. Nie bójcie się wykonywać tych poleceń - gdyby dyspozytor uznał, że coś jest niewykonalne, nie poprosiłby o zrobienie tego. Zaufajcie tej osobie, jeśli macie trochę szczęścia, ona robi to nie pierwszy raz. ;)

Ponadto musicie pamiętać, że ustawodawca nie ma prawa wymagać od Was wiedzy medycznej (nawet w zakresie pierwszej pomocy, po prostu nie ma takiego dokumentu, który mówiłby o tym, że obywatel musi znać pierwszą pomoc), więc warto spróbować postępować według instrukcji dyspozytora, bo nawet jeśli coś Wam nie wyjdzie, to nikt Was nie będzie za to karał. Warto też wspomnieć, że przestępstwa z art. 162 §1 K.K. (w którym mowa jest o "pomocy", a nie "pierwszej pomocy") nie popełnia osoba, która powiadomi służby o zaistniałym zdarzeniu i będzie wykonywać polecenia dyspozytora - bo w przypadku "zwykłego człowieka" (czyli nie medyka na "służbie") wystarczy działanie w dobrej wierze i zgodnie ze swoimi umiejętnościami. Dodam też, że ustawodawca nie nakłada odpowiedzialności karnej na tego, kto udzieli pierwszej pomocy nieskutecznie lub nieumiejętnie! (KPP. Wiedza i umiejętności ratownika, p.red. J. Konieczny, P. Paciorek, wyd. 1, Poznań 2013). Tak że warto robić wszystko co się da, żeby uratować komuś zdrowie lub życie, bez obawy, że pójdziecie do paki na 3 lata. :)

Panna Zośka to pracownica pogotowia, która zajmuje się odbieraniem takich histerycznych telefonów od wielu lat. Wskazówki umieszczone w tym tekście to właśnie jej sugestie do przerobienia na to, co powstało powyżej. Z tego miejsca pragnę wyrazić wielki szacunek i podziw za robotę, którą z takim zaangażowaniem wykonuje - robotę, do której ja nie miałem cierpliwości, choć spędziłem na "słuchawce" tylko kilka dni.

Z bloga: ratgod.blogspot.com (lekko ocenzurowane z przekleństw).
4

Oglądany: 75629x | Komentarzy: 70 | Okejek: 466 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.12

03.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało