Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Monsterowa Paczka 2016 - podsumowanie naszej akcji

26 277  
355   73  
Nagato pisze: Uczciwie przyznaję – miałem sporo wątpliwości, czy akcja wypali. Cóż… nie zaspoileruję za bardzo, jeśli napiszę, że wypaliło, ale rollercoaster był. Poniżej parę zdań o tym, jak nam poszło oraz podsumowanie Monsterowej Paczki 2016.


#1. Genesis. Dzień T -11

Trzydziestego listopada zadzwoniła do mnie podekscytowana Czarka_Pieczarka.
- Zróbmy paczkę!!!
- Jasne, Kocie, co zechcesz. Zaraz… jaką, kuwa, paczkę?
- Szlacheeeeetną! Jako Joe Monster. Byłam kiedyś wolontariuszką, a teraz moglibyśmy zrobić dużo więcej. Jakbyśmy się zebrali, tylu ludziom można by pomóc. Gdyby… (tu Monika trochę opłynęła, więc przeskoczmy dalej).
- Nie mam pojęcia jak się za to zabrać – mówię – ale jeśli masz pomysł, próbuj.
- Forum. Tak, założę temat na forum! I imprezy! Zrobię apel w „imprezach”. Trzeba to tylko podwiesić, żeby nie zginęło. Napisać do Mariusza, może umieści na głównej?
- Pisz! Nie zje cię przecież. Pomogę, jeśli dam radę. Wodzu, prowadź!

Nie minęły nawet dwie godziny, gdy na forum wisiał temat, na imprezach impreza, @iskier ogarnął logo, a na skrzynce miałem mail zatytułowany: „Taką prośbę wysłałam do Mariusza”.
Wieczorem temat został podwieszony na forum i na głównej. Słowo stawało się ciałem.

#2. Wybór rodziny. Dzień T -10

Siódma rano, telefon.
- Mamy cztery osoby! Czteryyy już!!!
- Pieczarka, kuwa, jest środek nocy…

Powoli dopisywali się kolejni Bojownicy. Po każdej zgłaszającej się osobie Czarka w euforii dzwoni lub pisze. Pojawiły się pierwsze komentarze, propozycje, oferty. Mamy pralkę, lodówkę i mikrofalówkę! Coraz więcej chętnych rąk do pomocy, coraz więcej deklaracji wpłat. Kiedy ilość „imprezowiczów” przekroczyła tuzin, zacząłem wierzyć, że poskładamy chociaż jedną paczkę. Problem tkwił w tym, że każda dopisująca się osoba pochodziła z innego regionu, a Monika musiała wybrać rodzinę z jednego. Gdy zaczęło pojawiać się coraz więcej osób oferujących gotowość transportu w Warszawie i w jej sąsiedztwie, wydawało się, że logistycznie da się to ogarnąć. Niestety tylko pozornie, Czarka była smutna.
Jedenasta w nocy, telefon.
- Nie ma!
- Czego nie ma? – pytam.
- Potrzebujących w Warszawie. Od rana przeglądam, wszystko wyczyszczone, a w całym mazowieckim zostało może z kilka rodzin, którym moglibyśmy pomóc, ale albo oczekiwania są takie, którym nie sprostamy, albo w opisach jest coś, co budzi spore wątpliwości, albo są na tyle daleko od Warszawy, że nikt nie będzie tam chciał podjechać.
- To może zmień region wyszukiwania. Oferowałem pomoc, mogę dostarczyć coś w Wielkopolsce czy okolicach na przykład.
- Szukajmy!

Przeglądamy dziesiątki pozycji, rodzina po rodzinie. Przy wielu szklą się oczy, przy niektórych narasta wściekłość. Koło drugiej mamy wytypowanych sześć z nich. Każdej chce się pomóc, ale, jak w przypadku mazowieckiego, każda ma „haczyk”. Najczęściej „haczykiem” jest coś drogiego, na co nie wystarczy środków, albo coś dużego, czego nie przewieziemy.
- Zobacz tę – Czarka zawiesza się przy rodzinie z Komornik. – Wygląda wiarygodnie i naprawdę na potrzebującą. Gdybyśmy tylko mieli amerykanki dla tych maluchów...
- Ale nie mamy – wzdycham.
- Macie – wtrąca przysłuchująca rozmowie moja żona. – Stoją, o tam - Asia wskazuje pokój naszych dzieci.
Faktycznie, chłopaki ekspresowo wyrosły z niemal nieużywanych łóżek. Chcieliśmy je jakiś czas temu wymienić, ale nie mieliśmy pomysłu co z nimi zrobić. Monice wraca entuzjazm:
- Zaznaczyć? Myślisz, że ogarniemy resztę?
- You are in charge, Pieczarka. Twój pomysł, twoja akcja, twoja odpowiedzialność. Wierzysz, że dołączy tyle osób, że będziemy w stanie spełnić pozostałe oczekiwania?
- Wierzę! Zaznaczam!

#3. Euforia. Dzień T -9 do T -4

Codziennie dopisują się nowi Bojownicy. Pojawiają się pierwsze wpłaty. Czarka otrzymuje informację, że pierwsze przesyłki zostały wysłane na tymczasowy „magazyn”, czyli do mnie do domu. Pierwsze przyszły puszki, za nimi kołdry, kartony z jedzeniem, po nich paczka z ubraniami i zabawkami, powoli nie mam gdzie tego składować. Cholera... to działa!! Jest... zajebiście.

Zawartość ''bojowniczych'' przesyłek

Wygląda na to, że chyba damy radę "zrobić" drugą paczkę. Ktoś zaoferował, że ma transport na zachodnią ścianę, więc Czarka wyszukuje i zaznacza rodzinę z lubuskiego. Codziennie pisze gdzie z akcją jesteśmy, podaje stan wpłat, kontroluje listę potrzebnych rzeczy. Idzie trochę zbyt gładko. Nie wiem dlaczego, ale przypomina mi się pewien mem:



#4. Przygnębienie. Dzień T -3

Jebło.
W słuchawce słyszę stek przekleństw, Czarka wpadła w furię. Obiecany laptop dla Kacpra okazał się być wadliwy - potrzebujemy inny. Uzbierana kwota wydaje się być nagle cholernie niewystarczająca. Wygląda na to, że musimy zrezygnować z drugiej paczki, a pierwszą ograniczyć. Czasu na lekarstwo, chwytamy się brzytwy: Monika pisze na "imprezy" pytanie/prośbę, może ktoś ma laptop, który mógłby podarować? Ja dzwonię z zapytaniem do kilku znajomych. Mówią, że oddzwonią. Nadziei wielkiej nie ma. Co gorsza, chwilę później dowiadujemy się, że transport do lubuskiego jednak nie wypali, a perełką na torcie jest informacja, że nie będzie transportu dla łóżek na piątek do Komornik, a jakikolwiek inny dzień, z powodów organizacyjnych, nie wchodzi w rachubę.

#5. Punkt zwrotny. Dzień T -2

Od rana mamy niewesołe nastroje, ale trafiła nam się środa cudów. Dzwoni mój przyjaciel, Krzysiek: „Szymek, wpadnij jak możesz. Mam coś dla was”. Podjeżdżam do firmy, na blacie leży czarna torba. Zaglądam do środka. Łomatko, prawie nowy Dell! „Kacper będzie wniebowzięty, ratujesz nam tyłki!” mówię.
Nadal na dwie paczki mamy za mało środków, ale największy wydatek właśnie nam odpadł. Chwilę później szwagier dzwoni z informacją, że przewiezie nam łóżka. Odhaczone! Zostaje transport do drugiej rodziny, do lubuskiego. Patrzę na mapę – w sumie niedaleko, jakieś 100 km z Poznania, więc bez wielkogabarytowych przedmiotów dowiozę to jakoś sam.
Dzwoni Monika, będzie nazajutrz w Poznaniu, pomoże z zakupami i ogarnie pakowanie.
Wracamy do gry!


#6. Poznań. Dzień T -1

Mgliście czwartkowy plan widziałem tak: odbieram Czarkę z dworca koło 10, do 13 robimy zakupy, do 16 pakowanie i odstawię ją na dworzec koło 17.
Z postanowień wyszło tylko: „odbieram Czarkę z dworca koło 10”.
„To są rzeczy, które musimy jeszcze kupić” Monika scrolluje w telefonie listę długą jak moja ręka, „a to stan naszego konta” dodaje – na ekranie widzę liczbę, z której trzeba będzie to wycisnąć. Niby dużo, ale gołym okiem widać, że nie wystarczy. Robi mi się słabo.
Jedziemy w średnich nastrojach na zakupy, gdy słyszę: „Nie wierzę!”. Czarka podsuwa mi pod nos ekran. Stan konta wzrósł o kilkaset złotych. Za chwilę znowu. "Jeeeej, uwielbiam monsterową społeczność… damy radę!".
Wróciła głupawka. „Pieczarka”, mówię, „co z ciebie za kobieta? Pieniądze szybciej wpływają niż je wydajesz!”. Wiemy już, że finansowo powinniśmy ogarnąć wszystko, tylko czy zdążymy?
Monika jak w transie. Porównuje, analizuje, ocenia, wybiera. Ma fotograficzną pamięć – nie musi patrzeć na listę, wie co mamy, czego brakuje, rodzaje, rozmiary, wymiary, co gdzie widzieliśmy, że tam było taniej, a tam było lepiej, to weź, a to zostaw. Bluzki, bluzeczki, kurtki, spodnie, buty... Po kilku godzinach mamy niemal wszystko z sekcji: ubrania, zabawki, żywność i chemia. Niemal. Brakuje pościeli, materiałów szkolnych i niektórych par butów.
Robi się późno, kolejny raz zmieniamy miejscówkę - jedziemy do hipermarketu, żeby uzupełnić czego brakuje. Zaczynamy na szybko pakować różne artykuły z listy, kiedy Andrzej (@Nigger666), który dołączył do nas po drodze pyta, czy ktoś w ogóle kontroluje zawartość wózka. Oczywiście nikt tego nie robił. Szybkie podliczenie i wychodzi, że jednak nie zmieścimy w budżecie. Przeglądamy wszystko raz jeszcze. Z żalem odkładamy niektóre rzeczy. Po kolejnej godzinie Czarka skreśla ostatnią pozycję na liście.
Trochę przed 22.00 docieramy do domu, półprzytomni. Moja żona robi kolację. Przegląda kupione przez nas rzeczy i pyta, czy rozmiary pościeli celowo nie pasują do kołder? Japrdl, kupując spojrzeliśmy tylko na pierwszą, kolejne braliśmy z półki jak leci. Są dużo za duże. Musimy wrócić na wymianę.
Jesteśmy z powrotem koło 23.00, trzeba rozdzielić rzeczy, a trochę tego jest:

Większość, ale nie wszystkie prezenty dla potrzebujących rodzin. Czarka nie wchodzi w pakiet.

Każdy karton musi być owinięty i prawidłowo oznaczony. Robimy listy zawartości dla obu rodzin. Asia i Czarka pakują i owijają każdą paczkę.


Koło drugiej mamy już po kokardę filantropii, ale udaje nam się skończyć. Jedenaście dużych kartonów dla dwóch rodzin czeka na dostarczenie.


#7. Rodzina pierwsza. Komorniki (wielkopolskie). Dzień T 0

Z samego rana jadę po Monikę i pakujemy ze szwagrem na samochód wszystko co mamy do zabrania. Jest tego sporo. Dwie amerykanki, jedna Polka (Czarka) i sześć dużych kartonów do przeprowadzki. Z Anią, wolontariuszką, spotykamy się u wlotu do miejscowości. Pilotuje nas drogami, o których GPS nie słyszał i wkrótce docieramy na miejsce. Pani Dorota* i dzieci już nas oczekują. Kiedy wnosimy poszczególne rzeczy, gospodyni jest coraz bardziej zdziwiona i coraz bardziej wzruszona: „Myślałam, że to będzie jedna paczka tylko” mówi cicho. Rodzeństwo, Kacper i Julia, jak nakręceni orbitują wokół nas, próbując pomagać wnosić pudła, choć niektóre z nich są naprawdę ciężkie. Monika rozmawia z panią Dorotą, ja skręcam amerykanki, a dzieci skręcają się z ciekawości. Ale jeszcze chwila, najpierw jakieś zdjęcie. Może uśmiech? A musimy? Można? Można! Pani Dorota rozcina opakowanie, dzieciaki nurkują w kartonie. Wybuch radości!


Godzinę później odwożę Czarkę na dworzec. Całą drogę gadamy jak nakręceni.
- Warto było – rzuca Monika na do widzenia..
- Warto. Cholera, naprawdę warto!

#8. Rodzina druga. Lubogoszcz (lubuskie). Dzień T 1

Dotarcie na miejsce było dość problematyczne. Zazwyczaj tak jest, jak miejscowość jest na tyle mała, że adresy podaje się dodając numer do jej nazwy, ale na tyle duża, że jakieś tam poprzeczne niby uliczki istnieją i jedynie lokalsi orientują się w systemie oznaczeń poszczególnych posesji. Docieram do świetlicy, w której witają mnie wolontariuszki. Słyszę znaną mi z opisów, niewesołą historię rodziny. Porzucone z dnia na dzień przez matkę dzieci, przygarnięte przez babcię (Antoninę) jako matkę zastępczą, do tego doskwierający brak pracy, a perspektyw w zasadzie brak. Pijemy kawę i jedziemy.
Na miejscu wita nas młody chłopak, wujek i zarazem „brat” trójki przygarniętych maluchów. Pomaga wnosić paczki. W pokoju panuje półmrok, niestety nie działa górne oświetlenie. Chłopiec i dwie dziewczynki krzątają się po pomieszczeniu. Z jednej strony wyczuwam olbrzymią ciekawość i oczekiwanie, z drugiej dzieci sprawiają wrażenie nieco przestraszonych. Nie ma co przeciągać dalej. „Jeśli dobrze pamiętam zawartość” mówię, „jako pierwszą proponuję otworzyć paczkę numer trzy”. Opakowanie zostało zerwane w tempie ekspresowym. Kilka nanosekund później, cała trójka stała poubierana w ciepłe „paczkowe” kurtki, trzymając w rękach swoje nowe zabawki. Szał! Strach minął, moja obecność przestała mieć znaczenie.


Nie chcę zakłócać atmosfery. Zaczynam się zbierać, kiedy maluchy przychodzą i wręczają na moje ręce laurkę z podziękowaniami dla naszej joemonsterowej społeczności oraz własnoręcznie zrobione bombki i serduszka.


Oczy same się szkliły, mogłem wracać.

#9. Podsumowanie

Na apel Czarki do monsterowej akcji przyłączyło się 45 osób. Niestety, nie udało się wykorzystać możliwości i potencjału wszystkich, którzy deklarowali chęć pomocy. Najczęściej na przeszkodzie stały problemy natury logistycznej, czasami trochę zawodziła komunikacja. Cóż, początki...
Dzięki Waszej hojności akcję udało się zakończyć z sukcesem, który, przyznaję, mnie osobiście zaskoczył (Monika wierzyła w Was od początku).

Paczki:

Paczki (dary) przesłali lub dostarczyli: @Lasowy, @Xionc, @Kwiateck, @Frodziaty, @sycylijczyk1978, @Nigger666, @kos_tek oraz moja żona, Asia. Dzięki paczkom ogarnęliśmy w zasadzie całą żywność dla obu rodzin, dwa łóżka, zabawki, chemię i kołdry dla Komornik oraz część butów i odzieży.
Oprócz tego (spoza JM) otrzymaliśmy od Krzyśka Trzebuniaka z Financial Support Group markowy laptop wraz z wyposażeniem.

Z zawartością niektórych paczek żal było się rozstawać

https://www.youtube.com/watch?v=_X3DTb2x2hM&t=3s


Wpłaty:


Wpłat dokonało łącznie 23 Bojowników (jedna osoba dwukrotnie) na łączną sumę (uwaga): 2978,51 zł!!! Każda bez wyjątku wpłacona przez Was złotówka została przeznaczona na wsparcie obu potrzebujących rodzin.

Przelewami akcję wsparli (kolejność losowa): @Praktycznie, @joemonster, @lasior, @miketrader, @snu, @gumibobozelka, @iskier, @lacki2000, @cannibalus, @matik987, @pywot, @WolverineX, @sycylijczyk1978 oraz Bojownicy, których nie udało się zidentyfikować po nickach, ale których wymienię chociaż z imienia (nie chcę bez Waszej zgody podawać nazwisk): Joanna, Artur, Michał, Grzegorz, Radek, Ewa, Kasia, Adam, Jola oraz Jerzy Krzysztof.

Cała kwota została wydana w następujących sklepach:



Czarka sporządziła zdjęcia wszystkich paragonów i rachunków, więc możecie zajrzeć co i gdzie zostało zakupione o TUTAJ.


#10. Monsterowa paczka w liczbach.

  • Czas akcji: 12 dni
  • Ilość zapisanych uczestników: 40
  • Ilość zapisanych osób chętnych do pomocy: 40
  • Ilość uczestników nie zapisanych, ale zaangażowanych: 5
  • Ilość przesłanych przez Bojowników paczek: 7
  • Średni czas snu Pieczarki w ostatnim tygodniu akcji: 4,2h
  • Ilość wypitych przez nas kaw i energetyków w dniu T -1: 12
  • Level zajebistości Bojowników: 100000000000000000000000006/10
  • Czas spędzony na zakupach: 11 godzin (12-23)
  • Czas spędzony na pakowaniu: 3 godziny (23-2)
  • Ilość przygotowanych paczek dla rodzin: 11 2 1
  • Ilość osób wpłacających: 23
  • Ilość zebranych pieniędzy: 2978,51 zł
  • Najwyższa wpłata od pojedynczej osoby: 350,18 zł
  • Ilość odwiedzonych przez nas galerii handlowych i hipermarketów w dniu T -1: 4
  • Wydatki: 2989,21 zł
  • Ilość obdarowanych rodzin: 2
  • Ilość uradowanych dzieci: 5
  • Ilość otrzymanych dyplomów z podziękowaniami i czekolad: 3 / 2
  • Ilość otrzymanych, własnoręcznie zrobionych przez dzieci serduszek: 8, 4 bombki


PODZIĘKOWANIE:


Drodzy Bojownicy, darczyńcy, osoby zaangażowane :)
W imieniu obdarowanych rodzin oraz pomysłodawczyni i koordynatorki Monsterowej Paczki, czyli Czarki_Pieczarki, chciałem Wam bardzo, ale to bardzo serdecznie podziękować za pomoc, za wpłaty, za prezenty, za zaangażowanie i za serce. Wierzymy, że dzięki Wam Święta w tych domach będą pogodniejsze.
Jesteście WIELCY!!!


*Część imion w tekście została pozmieniana na prośbę rodzin. Zdjęcia z drugiej lokalizacji celowo są niewyraźne, niezręcznie było pytać o zgodę na publikację. Zdjęcia z Komornik umieściłem za zgodą rodziny.

Oglądany: 26277x | Komentarzy: 73 | Okejek: 355 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało