Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Moje życie z autyzmem - część 2

64 023  
507   92  
LavenderMoon pisze: Kiedy wysyłałam pierwszą część nie spodziewałam się tak pozytywnej reakcji (nie byłam nawet pewna, czy redakcja JoeMonster uzna mój artykuł za wystarczająco ciekawy). Na początku chciałabym podziękować za komentarze i wiadomości jakie dostałam.

W pierwszych chwilach nie wiedziałam jak zareagować, bowiem nigdy wcześniej nie poświęcano mi aż tyle uwagi. W szkole czy na podwórku zawsze stałam na boku, obserwując ekstrawertyków uwielbiających brylowanie w towarzystwie i starałam się zrozumieć jak ludzie to robią. Jak sprawiają, że inni chcą z nimi przebywać?
Przede wszystkim pragnę odpowiedzieć uzupełnić swoją wypowiedź i wytłumaczyć rzeczy, które mogliście odebrać jako niejasne.

Na początek kwestia empatii. Powiedziałam, że jej nie mam i odczuwanie współczucia jest u mnie jedynie wyuczone, a jednak wtrąciłam również, że ciągle zastanawiam się, czy kogoś nie ranię. Jest do dziwny paradoks, ale tak właśnie jest. Nie rozumiem ludzi, ale cenię ich wartość i zdaję sobie sprawę, że tak samo jak ja chcą być szczęśliwi i akceptowani. Zrozumienie tego, że inni mają emocje, o które należy się troszczyć nie przychodzi mi łatwo, jednak jest konieczne, jeśli chce mieć jakiekolwiek kontakty z ludźmi… A chcę. Czuję potrzebę, by być akceptowana i pragnę akceptować ludzi. Mimo to zazwyczaj unikam związków i głębokich przyjaźni, bo niewiele jest osób, które byłyby w stanie nawiązać ze mną więź. Możliwe, że kiedyś poczuje się gotowa by zbudować z kimś silną relację, albo nawet znaleźć miłość, ale w chwili obecnej pozostaje to w sferze moich marzeń i planów na przyszłość.

Tak jak wspomniałam w poprzedniej części uczę się kontaktów z ludźmi, które nie są dla mnie naturalne. Największy problem mam z miłością, która jest dla mnie bardzo złożonym uczuciem. Nie wiem do końca czy potrafię kochać tak jak ludzie neurotypowi…

Nie lubię rozmawiać z ludźmi, wolę pisać. Mam wrażenie, że wtedy lepiej wyrażam siebie i swoje emocje... Jest to związane z nieprzyjemnymi wspomnieniami. Tak bardzo unikam bezpośrednich kontaktów z ludźmi, że kiedy już dojdzie do konieczności rozmowy z obcą osobą mam atak paniki i nie wiem jak się zachować. Asperger może pośrednio przyczyniać się do depresji i nerwicy, jeśli jego posiadacz nie radzi sobie z objawami.
Niestety o swoim Zespole Aspergera dowiedziałam się niedawno, więc całe swoje dzieciństwo przeżyłam w niewiedzy. Nie rozumiałam samej siebie, co prowadziło do skrajnych emocji. Czułam gniew, że nie potrafię być jak normalne dzieci i już w wieku 11 lat zaczęłam się samo-okaleczać i miałam myśli samobójcze. Powtarzałam sobie, że to wszystko przeze mnie. To ja sprawiam, że rówieśnicy uznają mnie za dziwadło i śmieją się ze mnie. Nie potrafiłam się zmienić, więc byłam skazana na bycie kozłem ofiarnym – obiektem żartów i plotek.

W podstawówce rówieśnicy nazywali mnie kosmitka i żartowali, że jestem z innej planety. W szkole średniej przezwiska stały się bardziej wulgarne, a każdy mój dzień nieobecności w szkole wywoływał falę plotek, że w końcu popełniłam samobójstwo. Byłam łatwym celem, nie umiałam się bronić przed oskarżeniami, czułam się jakby cały świat był przeciwko mnie.
Nie wiem jakim cudem ludzie wyczuwają we mnie łatwą ofiarę. Nie ważne co robię i jak się zachowuję. Siedzę cicho - myślą, że jestem nienormalna, odzywam się - śmieją się, że gadam głupoty, albo obrażają się, bo zawsze jestem szczera do bólu.

Ludziom wydaje się, że szczerość jest dobra, mówią, że uwielbiają prawdomównych ludzi. Nieprawda, tylko wam się tak wydaje. Nie znałam jeszcze ani jednej osoby, która by wytrzymała z moją szczerością na dłuższą metę. Potrafię doprowadzić własną matkę do szału, bo choćby spędziła godziny gotując to ja i tak bez mrugnięcia powiem, że mi nie smakuje i jest za słone.
Wiąże się z tym pewna anegdota… Kiedy byłam w podstawówce, miałam bardzo niesprawiedliwą nauczycielkę. Miała swoją grupkę ulubionych dzieci, a reszta zawsze była oceniana gorzej, choćby radziły sobie tak samo, albo nawet lepiej iż jej pupilki. Źle oceniała moje prace i mówiła, że z pewnością nie są moje i piszą je moi rodzice. Kiedy pisałam, wyrażałam się dojrzale i pełnymi zdaniami, używając skomplikowanych słów, których dzieci w moim wieku zazwyczaj nie znały (efekt tego, że lubię czytać), natomiast kiedy kazała mi mówić na głos przed całą klasą, zaczynałam się jąkać i nie umiałam powiedzieć nic rozsądnego. Dlatego kiedy znowu dostałam złą ocenę za wymądrzanie się, wróciłam z obrażoną miną do ławki i mruknęłam coś w stylu „głupia baba”, co usłyszała koleżanka siedząca obok. Podeszła do wychowawczyni i powiedziała jej, że ją obrażam, na co ta przywołała mnie z powrotem do biurka i spytała czy to prawda… A ja zamiast się bronić szczerze odparłam „Tak, bo jest pani głupią, niesprawiedliwą babą”. Moi rodzice zostali wezwani do szkoły i musieli wysłuchać tyradę nauczycielki, że jeszcze nigdy nie uczyła tak bezczelnego dziecka.

Rówieśnicy zawsze znajdywali sobie powody, dla których nie chcieli się ze mną kolegować. Myślę, że to kwestia ewolucji, która wykształciła nas, by unikać tych, którzy zachowują się inaczej od reszty… A ja zawsze byłam „inaczej” pod każdym względem i nie wiedziałam dlaczego, aż do teraz.

Jeśli podejrzewacie, że Wasze dziecko czy osoba bliska jest autystyczna, bądź jest nietypowa w inny sposób, nie bójcie się iść do psychiatry. To nie zaszkodzi w żaden sposób, a może dostarczyć wam nowych informacji. Moi rodzice nie chcieli przyjąć do wiadomości, że mogę nie być taka jak rówieśnicy i całe dzieciństwo woleli sobie wmawiać, że jestem normalna zamiast iść ze mną do specjalisty. Obecnie mam 19 lat i moja mama całkiem niedawno wyjawiła mi pod wpływem alkoholu, że zawsze myślała, iż mogę być autystyczna, ale nie chciała się z tym pogodzić. Dopiero wtedy podjęłam próby odnalezienia prawdy na mój temat. O moim Zespole Aspergera wiem od stosunkowo niedawna i całe dzieciństwo spędziłam myśląc, że to moja wina, że jestem inna i muszę się zmienić. Teraz odrzuciłam to poczucie winy i staram się zaakceptować samą siebie.

Chciałabym dać konkretne przykłady tego, jak brak diagnozy wpływał na moje dzieciństwo, ale z racji przykrych doświadczeń mój umysł wyparł część wczesnych wspomnień i staram się unikać tego tematu i o nim nie myśleć. Mówienie o moim dzieciństwie nie przychodzi mi łatwo, choć wiem, że moje zwierzenia mogłyby pomóc młodzieży z ZA przyswoić i zaakceptować to przez co przechodzą.
Pamiętam między innymi pewien zwyczajny dzień w podstawówce, stałam na korytarzu i czytałam plan lekcji, który był tam wywieszony, kiedy podeszła do mnie koleżanka i zasugerowała, żebym nie cięła się po nadgarstku, bo mogę sobie przeciąć żyły i pokazała mi, że sama okalecza swoje przedramię. Zastosowałam tę radę, bo podświadomie czułam, że nie jestem jeszcze gotowa, by umrzeć. Chciałam po prostu zadawać sobie ból (uważałam, że na to zasługuję). Powiedziała mi to w sekrecie, na osobności, żeby jej koleżanki nie uznały ją za równą mi dziwaczkę. Parę razy tak się właśnie działo – ludzie przychodzili ze mną porozmawiać, kiedy nikt nie patrzył, ale jako grupa stali przeciwko mnie i uważali się za zbyt fajnych, by się ze mną zadawać.

Nie akceptowałam siebie przez większość mojego życia i nie rozumiałam, dlaczego nie mogę być taka jak reszta dzieci czy nastolatków. Dlaczego nie mogę się dostosować?
Wiecie dlaczego międzynarodowym symbolem autyzmu są puzzle? Jest parę różnych interpretacji. Początkowo w latach 60. obrazek płaczącego dziecka i puzzli symbolizował dzieci autystyczne, które nie potrafią się dopasować do społeczeństwa. Obecnie stosuje się sam wizerunek kolorowego puzzla, odcinając cały aspekt smutku i braku akceptacji, aby pokazać, że autyzm nie jest już tym samym. Świat idzie do przodu i ludzie uczą się rozumieć i akceptować odmienność na różnych płaszczyznach. Współcześnie symbol ten ma reprezentować złożoność i zagadkowość umysłów osób autystycznych.

Po latach nienawiści do samej siebie, myśli samobójczych i zachowań autodestrukcyjnych w końcu zaczęłam z tym walczyć. Odkryłam wolę życia tak dużą, że czuje się jakbym była niezniszczalna. Wiem, że ewentualnie nauczę się żyć jak normalna osoba, choć jest to dla mnie niełatwe. Zakryłam blizny po samo-okaleczaniu się tatuażem. Jest to klucz – ma symbolizować to, że zawsze jest jakieś wyjście i nie należy się poddawać.
Teoretycznie nic się nie zmieniło. Nadal mam Zespół Aspergera i nie umiem nawiązywać kontaktów z ludźmi… W praktyce jednak jestem zupełnie inną osobą, bo naprawiłam swoje nastawienie do świata.
Dążę do celów jakie sobie wyznaczam nie przejmując się opiniami obcych… Bo po co słuchać kogoś kto ledwo cię zna? Liczą się tylko opinie tych, którzy poświęcili czas by cię poznać i nie oceniają cię pochopnie. Trzymam się moich bliskich, którzy powtarzają, że są ze mnie dumni i uważają mnie za wyjątkową.

Swoją drogą padło również wiele pytań o moją twórczość, jako że wspomniałam o mojej pasji do pisania. Świat fantazji to moja ucieczka od problemów i metoda mojej terapii, ale oczywiście byłabym zachwycona, gdybym mogła również dzielić się tym co piszę ze światem. Czuje, że to moja misja, moje powieści zawsze dotyczą tematu odnajdywania szczęścia i samoakceptacji. Marzę o tym, by ludzie mogli poczuć się lepiej, gdy je ukończą.
Postaram się dać znać jak tylko uda mi się wydać powieść (niestety zarówno pisanie jak i wydawanie książek to dość długi proces) i w międzyczasie pomyślę na temat innych artykułów, które mogłabym dla Was napisać.
Może mam problem ze zrozumieniem ludzi i nie identyfikuję się z Waszymi osobistymi problemami, ale z własnego doświadczenia wiem, że pokochanie samego siebie jest najtrudniejszym, a zarazem najważniejszym krokiem do szczęścia, ale kiedy się już go postawi, wszystko staje się lepsze.

Część I

3

Oglądany: 64023x | Komentarzy: 92 | Okejek: 507 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

24.01

23.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało