Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Co do diabła robił słoń w pałacu papieża Leona X?

50 272  
238   23  
Jest rok 1962. Grupa włoskich robotników rozkuła kamienną kostkę wielkiego dziedzińca Pałacu Apostolskiego. To pierwsza od wielu lat modernizacja systemu ogrzewania papieskiego lokum. W pewnym momencie jeden z pracowników natrafia łopatą na coś twardego. To pewnie rura...

A jednak nie. Po kilku minutach robotnicy z ustami rozdziawionymi w grymasie niedowierzania patrzą na olbrzymie kości szczęki jakiegoś pradawnego monstrum! Kto by pomyślał, że w tym miejscu zmarło się kiedyś jakiemuś okazałemu dinozaurowi?

Ostrożnie wydobyte z ziemi kości zostały czym prędzej przeniesione do papieskiej biblioteki, gdzie rzucił na nie okiem ówczesny kustosz. Dość szybko obalił on pierwszą teorię wysnutą przez odkrywców szczątków olbrzymiej bestii. To nie dinozaur, a znacznie młodsze stworzenie – słoń. Oceniając na szybko stan kości – biedaczyna musiała odwalić kitę gdzieś tak z 400 lat wcześniej. No, dobra – pytanie tylko co do cholery robił ten egzotyczny zwierz w Stolicy Apostolskiej?


Przecież od czasów upadku Cesarstwa Rzymskiego w rejonach Morza Śródziemnego nigdy żaden słoń się nie pojawił!
Przez ponad trzy dekady tajemnicze kości spędzały sen z oczu historykom. Dopiero w 1997 roku jeden z nich pochwalił się wynikami przeprowadzonego przez siebie śledztwa. Silvio Bedini opublikował całą dokumentację w książce pt. „Słoń papieża”.
Zwierz, którego szczątki znalezione zostały na dziedzińcu pałacu zwał się Hanno i pochodził z Indii. Miał on być ważnym elementem polityki… Portugalii. Nieoczekiwanie odegrał też drugoplanową (aczkolwiek dość znaczącą) rolę w historii reformacji!


Zgodnie z tradycją, każdy nowy papież otrzymywał od europejskich monarchów prezenty będące formą hołdu dla nowego szefa katolickiego biznesu. I tak też w dniu, kiedy w 1513 roku Giovanni di Lorenzo de’Medici wybrany został Ojcem Świętym – Leonem X, król Portugalii Manuel I uznał, że jest to doskonała okazja do przypodobania się jego świątobliwości za pomocą efektownych darów, które wyróżniać się będą na tle innych upominków.
Taki ruch miał czysto polityczny wymiar. W tamtym bowiem czasie Portugalia stawała się prawdziwym potentatem w międzynarodowym transporcie dóbr drogą morską. Ten nagły rozrost wpływów europejskiego państwa nie za bardzo podobał się Egipcjanom, którzy dotąd czerpali ogromne zyski z eksportu, a teraz bezczelnie wypierani byli przez Portugalczyków. Egipskie rządy wywierały więc duży nacisk na papieży, aby ci pomogli im utrzymać monopol.


Papieże stosunkowo łatwo ulegali tym prośbom, z jednego głównie powodu – w tamtym okresie Jerozolima znajdowała się pod kontrolą egipskich mameluków, więc napięcie stosunków pomiędzy Kościołem a wpływowymi Egipcjanami mogło doprowadzić do masowego niszczenia chrześcijańskich obiektów kultu na terenie Ziemi Świętej.
Tymczasem Manuel I cicho liczył na papieskie błogosławieństwo, a może i nawet symboliczne dofinansowanie portugalskiej floty. Ostrożnie więc planował swoje podarunki dla Leona X. Wysłał mu m.in. ozdobne tkaniny, złote kielichy, drogie kamienie i piękne nakrycie ołtarza. Na koniec zostawił jednak kilka zaskakujących niespodzianek, bo oto do Włoch dotarł transport żywego inwentarza, będącego namacalnym dowodem potęgi portugalskiego eksportu. Papież dostał w prezencie geparda, kilka papug, gromadkę leopardów i egzotycznych psów, perskiego konia oraz… indyjskiego słonia.


Włosi słyszeli o słoniach. Przecież sam Hannibal przekroczył Alpy na takich bestiach, a jeśli wierzyć historykom, to w czasach starożytnych zwierzęta takie hodowane były przez nieprzytomnie zamożnych konsulów i arystokratów!
Słoń Hanno był pierwszym od wielu wieków zwierzęciem z tego legendarnego gatunku, które postawiło swoją nogę na włoskiej ziemi. Jego pojawienie się w oddalonym od Rzymu o ponad 100 km porcie Herkules wywołało ogólnonarodowy szał.


Hanno w towarzystwie swoich opiekunów przeszedł z portu aż do Rzymu, a z każdym kilometrem tego pochodu wokół niego gromadził się rosnący tłum podnieconych gapiów. Kiedy zwierz stawił się przed papieskim obliczem, zrobił zarówno na Leonie X, jak i zgromadzonym tłumie piorunujące wrażenie. Okryta srebrną narzutą bestia uklękła przed papieżem, a następnie trzykrotnie zarzuciła swoją trąbą ku niebiosom. Na koniec słoń nabrał w kichawę potężną ilość wody i zrosił nią wszystkich gapiów, wliczając w to Leona X. Papież był zachwycony!


Jego świątobliwość kazał zbudować dla Hanno specjalny budynek na terenie należącym do Pałacu Apostolskiego. Pod koniec tygodnia słoń odwiedzany był przez ciekawskich pielgrzymów, a co jakiś czas odbywał triumfalne przechadzki ulicami Rzymu. Takim wypadom na miasto często towarzyszyło sporo tragicznych wydarzeń. Leon X kazał swojemu ulubionemu poecie siedzieć na grzbiecie Hanno. Słoń jednak był zwierzem płochliwym i hałas wydawany przez trąbki i bębny sprawiał, że stworzenie panikowało. Wówczas zrzucał nieszczęsnego wierszokletę ze swoich pleców, skazując go na dotkliwe spotkanie z kostką brukową.


Innym razem jakiś mało rozgarnięty Włoch oddał w niebo salwę ze swojego muszkietu. Hanno wystraszył się i przypadkiem rozdeptał kilku gapiów. Dodatkowo za każdym razem, gdy słoń miał zaszczycić włoskich mieszczan swoim publicznym spacerkiem, na ulicach robił się olbrzymi tłok. Wielu biedaków zgniecionych zostało przez siedzących na koniach włoskich arystokratów.


Manuel I, widząc jak bardzo papież zaprzyjaźnił się z podarowanym mu egzotycznym stworzeniem, postanowił wysłać mu kolejnego zwierza. Tym razem wybór padł na nosorożca, również pochodzącego z Indii. Ten dostojny przedstawiciel tamtejszej fauny w grudniu 1515 załadowany został na pokład statku i ruszył w podróż z Portugalii do Włoch. Niestety, łajba poszła na dno razem z biednym zwierzęciem. Nosorożce potrafią wprawdzie doskonale pływać, jednak ta umiejętność nie zdaje się na nic, gdy umieszczone na nogach łańcuchy przytwierdzone są do pokładu statku. Nieco już nieświeże truchło nosorożca wyrzucone zostało na jedną z francuskich plaż. Nieboszczyka wypchano i w takiej postaci wysłano papieżowi.


Tymczasem w Rzymie pojawiły się wieści o pewnym tajemniczym franciszkaninie, który zebrał wokół siebie przeszło 20 tysięcy „fanów”. Mnich słynął z trafnych proroctw. Tym razem przepowiednie braciszka nie były zbyt wesołe – wieścił on niechybną śmierć papieskiego słonia oraz jego opiekuna.
I faktycznie – w 1516 Hanno zaczął mieć wyraźne kłopoty z oddychaniem. Wezwani na pomoc lekarze zgodnie uznali, że biedne stworzenie boże cierpi na zaparcia. Podali go więc terapii, która w mig problem rozwiązała. Słoń umarł... A wkrótce po nim z niewiadomych przyczyn kopyta wyciągnął także i jego opiekun.


Papież był zdruzgotany. Kazał pochować swojego ukochanego Hanno na terenie pałacu, a na pogrzebie osobiście odczytał pean na cześć zmarłego. Poprosił też samego Rafaela Santiego, aby ten wykonał naścienny malunek przedstawiający największego z rzymskich rezydentów.

Mało kto wie, że przesadna rozpacz Leona X po utracie słonia w pewien sposób stała się jednym z punktów zapalnych dla rozwoju ruchów reformatorskich. W roku, w którym zdechł Hanno, papież ustanowił też odpusty, z których sprzedaży pieniądze miały sfinansować budowę nowej Bazyliki św. Piotra w Rzymie. Zamieszanie wokół egzotycznego zwierza pobudziło wyobraźnię ówczesnych satyryków, którzy zaczęli sobie dworować z zachowania Leona X.


Pietro Aretino – pisarz znany z komentowania bieżącej polityki, stworzył nawet testament zmarłego słonia. W tym prześmiewczym dokumencie poszczególne fragmenty ciała zwierzęcia (jego skóra, kły, język, a nawet penis) są, niczym katolickie relikwie, dzielone pomiędzy najznakomitszych kościelnych dostojników.

Tak naprawdę jednak zwłoki ukochanego pupilka Leona X spoczęły na dziedzińcu Pałacu Apostolskiego, a 446 lat później, podczas prac remontowych, na kości Hanno natrafili włoscy robotnicy.

Źródła: 1, 2, 3, 4
2

Oglądany: 50272x | Komentarzy: 23 | Okejek: 238 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało