Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Podniebne Opowieści: O pilotach, którzy się bardzo nudzili i przekombinowali

79 735  
321   22  
Dzisiaj o dwóch wypadkach, do których doprowadziła nuda. Sytuacje te z początku mogą wydawać się nieprawdopodobne, ale przecież każdy czasami nudzi się w pracy i szukając jakiegoś interesującego zajęcia kończy np. czytając Podniebne Opowieści…

Był 3 września 1989 roku, kiedy Boeing 737 linii Varig szykował się do lotu z Maraby do Belém w Brazylii. Najciekawsze było jednak to, jak przed lotem zachowywał się kapitan. Wiedział on bowiem, że podróż będzie bardzo rutynowa i nużąca, więc postanowił znaleźć sobie jakieś inne zajęcie. Świadkowie zeznali, że pilot przed startem wypytywał o częstotliwość radiową, na której mógłby słuchać relacji z meczu piłkarskiego między Brazylią a Chile, który odbywał się wtedy w Rio de Janeiro.

Po starcie kapitan najwyraźniej był bardzo pochłonięty relacją sportową, bo najpierw ustawił błędny kurs na autopilocie, a następnie nie zauważył, żeby cokolwiek złego się działo. Tymczasem samolot zmierzał w kierunku coraz gęstszej i bardziej nieprzebytej dżungli. W końcu w maszynie skończyło się paliwo, a pilot musiał oderwać się od transmisji i wylądować awaryjnie gdzieś w środku lasu tropikalnego. Wysokie drzewa oderwały skrzydła (z tego co wiem brzozy w tropikach nie rosną…), ale z powodu braku paliwa samolot nie zapalił się, a katastrofę przeżyły 54 osoby z 67, które znajdowały się na pokładzie.

Legendarne stało się jednak pytanie kapitana, które zadał ratownikom, gdy ci znaleźli wrak samolotu, a brzmiało:
„Kto wygrał?”

Dla ciekawskich ten mecz zakończył się przyznaniem walkowera Brazylii po tym, jak doszło do jednego z największych oszustw w historii piłki nożnej. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, więc może ktoś inny podchwyci ten temat.


Wracając do samolotów, prawdą jest, że w momencie zastosowania zaawansowanego autopilota praca w kokpitach stała się dużo bardziej nudna. Od tego czasu wystarczy bowiem ustawić kurs i można zapomnieć o locie. Urzędy lotnicze rozpieszczają co prawda pilotów listami kontrolnymi, które ci muszą co chwilę wypełniać, ale prawdą jest, że coraz częściej zdarza się, że piloci zasypiają w kokpicie.

Nie ma żadnych statystyk mówiących jak często dochodzi do takich zdarzeń, bo przecież nikt nie chce się do tego przyznawać. Jednak od czasu do czasu sytuacja staje się bardziej poważna, a informacja o śpiącej załodze wycieka do mediów i stąd wiemy, jaki jest to problem (chociaż prawdą jest, że drzemki zdarzają się również kontrolerom na nocnych zmianach). Możemy domyślać się jaki to jest stres – obudzić się jako pilot w lecącym samolocie i zorientować się, że twój kolega z kokpitu również śpi. Piloci oczywiście próbują jakoś walczyć ze zmęczeniem – niektórzy zaczynają wtedy eksperymentować…


Samolot typu McDonnell Douglas DC-10 leciał 3 listopada 1973 roku z Houston do Las Vegas. Maszyna znajdowała się na wysokości przelotowej i sterował nią autopilot, dlatego też załoga w kokpicie zaczynała się już poważnie nudzić. A przecież wokoło było tyle ciekawych rzeczy – czy na pewno wiedzieli o nich wszystko? Piloci zaczęli więc testować różne przyrządy, sprawdzać, czy przełączniki działają. W skrócie - bawili się mapą i mrugali światłami…

Gdy już się trochę rozluźnili, a nuda wciąż się pogłębiała, piloci postanowili rozwiązać trapiące ich zagwozdki dotyczące już poważniejszych systemów samolotu. W pewnym momencie wywiązała się taka rozmowa między mechanikiem pokładowym a kapitanem:
MP: Słuchaj, a jakby tak podkręcić obroty na jedynce, to czy automatyczna kontrola ciągu zareaguje?
K: Nie mam pojęcia.
MP: To może się przekonamy?
K: Dobra, zobaczymy.
MP: Ale ona już teraz jest na wysokich obrotach!
K: Gdzie, nic nie widzę? A, tu… No rzeczywiście, nieźle się rozkręc…
W pół słowa przerwał mu głośny wybuch…


Piloci DC-10 zaczęli się zastanawiać, czy jeżeli zwiększą moc prawego silnika, to system automatycznego ciągu, dla wyrównania, przyspieszy pracę lewego silnika. Kapitan był tak zaabsorbowany eksperymentem, że podkręcał prawą jednostkę napędową i patrzył na wskaźnik lewej, aby sprawdzić rezultat testu.

Tymczasem silnik znajdujący się po prawej stronie osiągnął tak wysokie obroty, że w pewnym momencie cała turbina zaczęła się poruszać, aż w końcu łopatki wirnika zahaczyły o obudowę i silnik eksplodował. Finał tej historii jest po części pozytywny, bo piloci mieli szczęście - samolot utrzymał się w powietrzu i udało im się bezpiecznie wylądować. Problem polegał na tym, że odłamki wybuchającego silnika uderzyły o kadłub i wybiły jedno z okien, przez co jeden z pasażerów został wyssany na zewnątrz.


Na szczęście do takich błędów dochodzi bardzo rzadko, ale nuda wśród pilotów to wciąż poważny problem, o którym bardzo mało się mówi i równie mało się z tym próbuje robić. Na pocieszenie można dodać, że rok 2016 powoli się kończy i wszystko wskazuje na to, że będzie jednym z najbezpieczniejszych w całej historii lotnictwa.

Następny artykuł będzie bardzo specjalny, ponieważ raz jeszcze poruszymy temat największej w historii katastrofy, czyli tej na Teneryfie. W międzyczasie zapraszam na stronę Podniebnych Opowieści na Facebooku, gdzie znajduje się historia największego samolotu na świecie, który prawie się rozbił zaledwie kilka dni temu.

Pamiętajcie też, że mimo wszystko samoloty to cały czas najbezpieczniejszy środek transportu. Katastrofy i tego typu groźne incydenty zdarzają się na tyle rzadko, że mamy możliwość je dokładnie przeanalizować, aby zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości.

Tutaj znajdziesz poprzedni artykuł z serii
3

Oglądany: 79735x | Komentarzy: 22 | Okejek: 321 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

08.12

07.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało