Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Ja i mój tata "morderca" - przemyślenia córki myśliwego

139 286  
767   358  
Wychowałam się w niewielkiej, ale bardzo przyjaznej wsi. W dużym skrócie wyglądało to tak (a pewnie wielu z Was mnie zrozumie), że całe dzieciństwo przebiegałam po zasranym przez kaczki podwórku, zbierałam stonkę z ziemniaków (dziadek płacił złocisza za słoik), wcinałam placki z kuchni kaflowej i piłam mleko prosto od krowy.

Rodzinę mam jak najbardziej normalną, a rodzice wychowali mnie w szacunku do drugiego człowieka, a przede wszystkim do zwierząt.

Przyszedł czas, że zachciało mi się wyjechać do miasta, coby skosztować trochę wolności. To właśnie w liceum po raz pierwszy usłyszałam te słowa: "Twój tata jest mordercą!". Jasne. O co w ogóle chodzi, co to ma znaczyć, stoję sobie ze znajomymi, rozmawiamy, poznajemy się, gdy nagle koleżanka wydała z siebie wyżej wspomniany okrzyk. Ni w ząb nie mogłam pojąć tego przerażenia. Przeanalizowałam swoje poprzednie słowa. Co ja tam mówiłam? Aha. Że mój tata jest myśliwym. Noż kurrr, wszystko jasne…


Od razu zaznaczę, że zajmę tu stanowisko obronne, ale na przykładzie ludzi, których znam, środowiska, w którym się obracam, a przede wszystkim na przykładzie najmądrzejszego człowieka jakiego znam – mojego taty. Liczę na dyskusję i proszę aktywistów o przemyślenie moich słów.
Mój tata zaczął polować, zanim jeszcze się urodziłam. Jest człowiekiem niezmiernie poświęconym przyrodzie i szczerze mówiąc większość czasu spędza w tak zwanym "lesie”. Myślistwo nie polega na siedzeniu na ambonie i mordowaniu wszystkiego co się rusza. To bardzo odpowiedzialne i zobowiązujące zajęcie.

He, he, tata (tak naprawdę to nie)

Po pierwsze – myśliwi mają swoje zasady. Nie można cały rok polować na co się chce, bo jak wiadomo (lub niektórym nie) – są okresy ochronne na dane gatunki zwierzyny. Nikt nie zastrzeli lochy z warchlakami czy niewyrośniętej sarenki. Czemu? Bo kurwa nie, jak tak można? Pozbawić dzieci opieki? Trzeba być psycholem. Każde upolowane zwierzę musi być skrupulatnie opisane i oznaczone w skupie zwierzyny. W tym roku na wschodzie Polski wykryto dziki zarażone afrykańskim pomorem świń – dla ludzi choroba niegroźna (także w przypadku zjedzenia mięsa), ale wśród dzików mocno zakaźna. Wydano pozwolenie na strzelanie do loch, nawet w okresie ochronnym. Wiecie ilu myśliwych z koła mojego taty się do tego ustosunkowało? Żaden. Tak samo jak nie znaleziono żadnego dzika z tą przypadłością (a mieszkamy na zachodzie). Wielu jest także oburzonych przepisem, że myśliwi będą mieć prawo wejść na cudze podwórko celem ustrzelenia zwierza. Już widzę, jak któryś z olejem w głowie tak robi. Większość jest temu przeciwna i otwarcie to deklaruje. Co, jednak mają jakieś skrupuły?

Po drugie – to nie jest zabijanie dla przyjemności. Żadne "O tak, chodź tu, dziku, walnę ci z dubeltówy i podbuduję swoje ego!". Myślistwo to na pewno hobby, ale tu chodzi o coś więcej. Większość czasu, który spędza w lesie mój tata to obserwacja. Co gdzie chodzi, co jest, czego nie ma. To bardzo piękna sprawa, obserwować z ukrycia zwierzęta w ich naturalnym środowisku, to jakie tworzą więzi, jak walczą, jak próbują przetrwać – czysta przyroda. Czemu więc myśliwi polują? Do wielu aktywistów nie trafia argument, że zwierzyny byłoby za dużo. Jeżeli zniknęliby myśliwi – byłby bardzo wysoki przyrost naturalny zwierzyny i to jest niestety niezaprzeczalny fakt. Każdy areał ma określoną populację, na podstawie której określa się, ile zwierzyny można pozbawić życia. A mieszczuchów zapraszam do konfrontacji z rolnikiem, któremu dziki taranują większość upraw (w moim regionie niestety powszechne zjawisko). Nieraz taki prosił znajomego myśliwego o odstrzał zwierza i nieraz spotkał się z odmową. Bo przepisy i koniec. Kiedyś na ten temat wywiązał się z moją dalszą znajomą ciekawy dialog:
Ona: Przecież można je zabijać w bardziej humanitarny sposób!
Ja: To znaczy?
Ona: No nie wiem, razić prądem albo usypiać!
Myślałam, że się przesłyszałam. Rażenie prądem jest bardziej humanitarne od kulki wystrzelonej przez wykwalifikowanego myśliwego, który wie jak zadać zwierzęciu jak najmniej cierpienia? WTF?! Oni wiedzą jak i gdzie strzelać, nie bez powodu dostali pozwolenie na broń! Do tego kto by niby miał się zająć usypianiem takiej ilości zwierzyny? Kto miałby prowadzić spisy, obserwacje, i to za darmo? Myślistwo to drogi "sport”. Prócz możliwości zjedzenia naturalnego mięsa nie ma się profitów, za wszelkie członkostwa, broń, ubiór, wszystko płacą z własnej kieszeni!

Po trzecie i ostatnie – myśliwi dokładają do zwierzyny. Pamiętam jak kilka lat temu była akcja, że przywracali na nasze tereny króliki. Tak samo pamiętam histerię mamy jak się dowiedziała, ile tata z własnej kieszeni dołożył do tego. Po co to wszystko? Dla równowagi w przyrodzie. Bo o nią właśnie chodzi myśliwym. Mój tata "morderca” wychował mnie w wielkim szacunku dla przyrody. Nauczył mnie rozumieć rolę człowieka w środowisku. Zawsze podkreślał, że nie możemy się czuć panami tej ziemi, tylko dbać, by między naszymi światami była harmonia. Zwierzęta dużo dają nam, więc my również musimy dać im. Mimo wielu przyzwoleń ze strony rządu w zakresie łowiectwa, żaden szanujący się myśliwy nie przekroczy pewnych barier (wspomniałam wcześniej). Ponadto rodzice zawsze przygarniali zwierzaki. Mieliśmy duże podwórko, więc mogliśmy sobie pozwolić. A to pies z policji (nie nadał się, bo miał oklapnięte ucho), a to pies od wujka (znudził mu się), a to znajomy wyjeżdżał za granicę i musiał oddać kilkuletniego psa. Koty zresztą tak samo, był czas, że nam nawet podrzucali. W pewnym momencie mieliśmy 5 psów i 6 kotów – ale każde otoczone miłością, zadbane, wykarmione, z własnym kątem do spania, regularnie odwiedzane przez weterynarza (nam by było ciężko się zabrać). Znajomi będąc poza naszą wsią i widząc ranne zwierzę po drodze zawsze dzwonią po tatę. Udało nam się uratować wiele z rannych zwierzaków, bardzo jestem z tego powodu dumna.


Przytoczę także rozmowę, która niezmiernie mnie zaskoczyła. Rozmawiałam raz z dawno niewidzianym znajomym, aktywista na rzecz zwierząt, zapalony wegetarianin, ogólnie pro eko. Gadka szmatka, co tam u ciebie, co u mnie. Mówię, że studiuję leśnictwo. Jego reakcja: Cooo? I będziesz strzelać do zwierząt?! Aha. Nie wiedziałam, że żeby zostać myśliwym muszę ukończyć czteroletnie studia. Co za ignorancja! I to mówi człowiek, który aktywnie przerywa polowania myśliwym (serio, chodzą za myśliwymi po lesie i dzwonią na policję, ale kontaktu z nim bliższego nie mam, więc olewam). Mam czasem wrażenie, że nie do końca rozumie o co i przeciw czemu walczy.

Dalej przeciwni?

Podsumowując, chciałabym zaznaczyć, że wszędzie są ludzie i parapety. Często w internecie widzę, że szydzi się z myśliwych, bo piją, bo zostawiają niedobite zwierzęta w lesie, bo jeden drugiego postrzelił. Dla mnie nie ma z czego się śmiać – widzisz coś takiego, to reaguj. Im mniej nieodpowiedzialnego zachowania w lesie, tym lepiej. Szanuję działaczy na rzecz zwierząt, bo niewątpliwie robią to ze szlachetnych pobudek, ale często ociera się to o fanatyzm i ślepe podążanie za kimś. Spróbujcie spojrzeć na problem z innej perspektywy, posłuchajcie ludzi. A ja idę się cieszyć uwędzoną kiełbachą z dzika ;)

I na koniec anegdotka z rodzinnego domu – myśliwym nie wolno życzyć powodzenia w polowaniu, bo to przynosi pecha. Najlepiej życzyć połamania strzelby.

Moja siostra: Udanego polowania!
Tata: A żeby cię obesrało…
Darz bór!

Zobacz też: Jeden dzień na dyżurze ratownika medycznego

Oglądany: 139286x | Komentarzy: 358 | Okejek: 767 osób