Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

8 granych wszędzie i na okrągło kompozycji, które w gruncie rzeczy nawet trochę lubimy

133 870  
279   97  
Są takie kompozycje, które z jakiegoś powodu od niekiedy i długich dekad nie opuszczają radiowych fal, namiętnie wykorzystywane są w ścieżkach dźwiękowych znanych filmów i absolutnie nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek mielibyśmy zapomnieć o tych żelaznych, acz przyrdzewiałych kanonach muzyki.

Zresztą, w głębi duszy, nawet byśmy tego nie chcieli...

Przed wami lista do bólu ogranych, osłuchanych, przeżutych, przetrawionych i wyplutych dzieł, które znamy już na pamięć.

Motörhead „Ace of Spades”

Już na sam dźwięk tytułu co poniektórym zacznie pewnie energicznie nóżka chodzić. Kawałek, który jak wiadomo traktuje o uzależnieniu od hazardu, stał się tak wielkim hitem, że sam jego autor – Lemmy Kilmister – nie raz przeklinał dzień, w którym „Ace of Spades” powstał.


Mimo to utwór był obowiązkową pozycją na każdym koncercie, bo jak sam autor twierdził: „Gdybym poszedł na występ Little Richarda, to oczekiwałbym usłyszeć „Long Tall Sally””.

https://www.youtube.com/watch?v=pWB5JZRGl0U

Kawałek ten nie tylko jest namiętnie eksploatowany w filmowych ścieżkach dźwiękowych, ale podobno też zajmuje jedną z pierwszych pozycji najczęściej coverowanych kompozycji przez kapele punkowe.
Mała ciekawostka – krótko po śmierci Lemmy’ego ruszyła kampania mająca na celu przywrócenie „Ace of Spades” na aktualną listę UK Top 40. Udało się. Utwór zajął 13 pozycję, czyli wspiął się o dwa oczka wyżej niż w 1980 roku!

Motyw przewodni ze „Szczęk”

Charakterystyczna, niepokojąca kompozycja wypłynęła z tego klasycznego filmu Stevena Spielberga i niczym żarłacz kurczowo wgryzła się w dźwięki współczesnej popkultury. Podobno gdy John Williams podzielił się z reżyserem pomysłem wykorzystania za motyw przewodni filmu numeru opartego głównie na dwóch nutach, Spielberg obśmiał się do łez, myśląc, że kompozytor robi sobie z niego jaja.

https://www.youtube.com/watch?v=lV8i-pSVMaQ

Na temat tego kawałka powstało już sporo teorii. Niektórzy uważają, że Williams, tworząc swoje dzieło, pragnął nawiązać do dźwięku rekiniego serca. Inni dopatrywali się w utworze odgłosów przyspieszającego oddechu osoby usiłującej uciec przed atakującą bestią.


Niezależnie od tego, czy któraś z tych teorii jest prawdziwa, to sam Spielberg po latach przyznał, że „Szczęki” odniosłyby w najlepszym wypadku połowę swego sukcesu, gdyby film pozbawić charakterystycznego motywu przewodniego.

"O Fortuna!"

Mówiliśmy o kawałkach, które trzymają się na topie od kilku dekad? Cóż, „O Fortuna!” ma się dobrze od ponad 800 lat! W każdym razie warstwa tekstowa tego dzieła. To nic innego jak średniowieczny poemat, a właściwie pochwalny hymn ku czci Fortuny – rzymskiej bogini kierującej człowieczym losem. Tekst ten znalazł się w zbiorze łacińskich dzieł pt. „Carmina Burana”.


W latach 30. ubiegłego wieku niemiecki kompozytor Carl Orff wykorzystał 24 utwory z tego zbioru i ubrał je w swoją podniosłą muzykę. Naziści z miejsca pokochali twórczość Orffa, a on sam trafił na stworzoną przez Hitlera i Goebbelsa listę „Obdarzonych łaską Bożą w III Rzeszy”. Był to spis najcenniejszych dla aryjskiej rasy artystów.
Obecnie zaś jedno z najbardziej znanych dzieł Orffa, czyli właśnie „O Fortuna!”, zajmuje wysoką pozycję wśród najczęściej wykonywanych klasycznych kompozycji.

https://www.youtube.com/watch?v=Hem0JeHtCjA

„Kung Fu Fighting”

W latach 70. powstało sporo wspaniałej muzyki i jeszcze więcej kawałków, które najbardziej chciałoby się wymazać z pamięci (emmm.. Abba?). Wśród koszmarków tamtego okresu spokojnie można wyłowić olbrzymi hit z 1974 roku, napisany i wyśpiewany przez niejakiego Carla Douglasa.


Ten natchniony popularnymi w tamtym okresie azjatyckimi produkcjami kopanymi utwór został nagrany w dziesięć minut, jako zapychacz miejsca na albumie. Artysta planował wcisnąć tę radosną piosnkę gdzieś na koniec swojej płyty, jednak producenci słusznie zauważyli w „Kung Fu Fighting” potencjał. W efekcie dziś sam kawałek jest lepiej znany niż jego autor.

https://www.youtube.com/watch?v=jhUkGIsKvn0

Ciekawostka – z jakiegoś powodu kompozycja Douglasa najbardziej popularna jest na Jamajce, gdzie przez ostatnie cztery dekady dziesiątki lokalnych kapel pokusiło się o nagranie coverów „Kung Fu Fighting”. Ha! Hu!

„Bohemian Rhapsody”

Co tu dużo mówić – pewnie większość z nas automatycznie podkręca dźwięk w radiu, gdy z głośnika zaczynają lecieć słowa „Is this a real life…?”.



Lynyrd Skynyrd „Sweet Home Albama”

Toż to podobno hymn amerykańskich rednecków! Nagrany w 1974 roku utwór chłopaków grających tzw. southern-rock, czyli Lynyrd Skynyrd, powstał jako odpowiedź na kompozycje Neila Younga („Southerman” i „Alabama”), w których autor dość brutalnie wymienił wszystkie przywary amerykańskiego Południa.

https://www.youtube.com/watch?v=C29Fs-WNIrg

Z tekstu „Sweet Home Albama” Young dowiedział się, że nie jest mile widziany w południowych stanach. Dodatkowo w kawałku tym pojawił się tekst „W Birmingham wszyscy kochają gubernatora”. W tamtym czasie urząd ten sprawował George Wallace – facet otwarcie nawołujący do rasowej segregacji. Rasistowscy posiadacze pickupów zapiszczeli z radości, puszczając mimo uszu obecne również w tym właśnie fragmencie utworu pogardliwe buczenia artystów, ewidentnie sugerujące ich pogardę dla ksenofobicznych postaw.


Mimo kontrowersji związanych ze „Słodkim domem Alabamą” kawałek rozbrzmiewa w niejednym amerykańskim filmie – od „Con Air” aż po „Teksańską masakrę piłą mechaniczną”.

„Lux Aeterna”

Tytuł pewnie wam nic nie mówi, bo dzieło to bardziej kojarzone jest jako „ten straszny kawałek z «Requiem dla snu»”. Utwór napisany został przez Clinta Mansella i podobnie jak rekinia kompozycja Johna Williamsa, szybko stał się jednym z najczęściej wykorzystywanych filmowych motywów przewodnich.


Namiętnie sięgają po niego młodzi, YouTube'owi twórcy, którzy przejmującą melodią chcą nadać dramatyczności swoim dziełom. „Lux Aeterna” swego czasu była też prawdziwym hitem wśród kompozycji wykorzystywanych w filmowych zwiastunach.
Tak było na przykład w przypadku zapowiedzi drugiej odsłony „Władcy Pierścieni”, gdzie dzieło Mansella zostało ponownie nagrane w znacznie podnioślejszej orkiestrowej wersji z chórami.

https://www.youtube.com/watch?v=LbfMDwc4azU

„Never Gonna Give You Up”

No, tego hiciora zabraknąć tu przecież nie mogło!
W 1987 roku Rick Astley cieszył się swoim momentem olbrzymiej sławy, kiedy jego kawałek pt. „Never Gonna Give You Up” dostał się na pierwsze pozycje list przebojów w 25 krajach świata. Dokładnie 20 lat później artysta po raz kolejny wspiął się na szczyty popularności, kiedy to internauci zrobili z najbardziej znanej kompozycji Ricka rodzaj specyficznego żartu zwanego potocznie „Rickrollingiem”.


Jak pamiętamy – miliony użytkowników sieci dawało się nabrać na numer z linkiem obowiązkowo przekierowującym do nieszczęsnej kompozycji. To gwarantowało miliony widzów (na samym YouTubie „Never Gonna Give you Up” naliczyło ponad ćwierć miliarda odsłon!).
Rick musi być straszliwie bogaty… Za prawa autorskie z takiej ilości odtworzeń swego hitu artysta dostał w 2010 roku zawrotną sumę 12 dolców! Czemu? Ano temu, że Astley nie jest autorem tej kompozycji, a jedynie wykonawcą. Zgodnie z umową przypada mu tylko jakiś marny, procentowy ułamek z dochodów generowanych przez „Never Gonna Give You Up”.
Sam artysta nie przejmuje się za bardzo marnym zarobkiem na swym wielkim hicie. O wiele większym wyróżnieniem jest przecież nadanie mu tytułu rycerskiego przez samą królową Elżbietę II!

Czego poza „takim tangiem” i „Someone That I Used To Know” zabrakło? Podzielcie się swoimi typami.
15

Oglądany: 133870x | Komentarzy: 97 | Okejek: 279 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało