Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dzień, w którym nie pojawił się ani jeden komentarz - pasta internetowa

50 922  
119   43  
Sam nie mogę w to uwierzyć…

Ale od początku. Wszystko zaczęło się w dniu, w którym nie było komentarzy - tak go nazwałem. Owego dnia, po włączeniu komputera i połączeniu się do sieci, okazało się, że pod żadnym „śmiesznym obrazkiem” ani „ciekawym artykułem”, czy nawet pod „wiadomościami ze świata” nie było żadnego komentarza. Oczywiście mogłem poczytać te z poprzedniego dnia, jednak już je znałem. Chwilę pomyślałem, i wpadłem na genialny pomysł! Sam będę pisał komentarze! W końcu co to za problem ponarzekać na coś, czy napisać jakąś zmyśloną, czy mocno podkolorowaną historię! Więc walnąłem kilak tekstów tu i tam, i… Spodobało mi się.
Te komentarze były zabawniejsze, ciekawsze czy bardziej emocjonalne niż takie, którzy pisali inni! Bez chwili namysłu zacząłem sam sobie opowiadać - czasami zgadzając się z tezą, a czasami pisząc z pozycji całkowicie przeciwnej. Po kilku godzinach skończyłem. Wyszło bajecznie. Jeszcze nigdy w historii świata, sekcja komentarzy nie była aż tak perfekcyjna. Byłem genialny w każdej możliwej dziedzinie - od opowieści z życia, do trolingu i hejtowania swoich własnych wypowiedzi. Stwierdziłem, że skoro jestem aż tak dobry w komentowaniu, to może również i w tworzeniu zabawnych obrazków i ciekawych tekstów…?

Nawet nie chciało mi się tego sprawdzać: od razu założyłem, że jestem najlepszy. Co więc z tym zrobić? Skoro jestem taki super, to nie potrzebuję już reszty Internetu - pomyślałem i założyłem swój własny Internet. Za $10 kupiłem własny serwer gdzieś na wsi w Rumuni i zacząłem zakładać strony. Aby zaznaczyć ich oddzielność od reszty wirtualnego świata, moje adresy zaczynały się na kkk. A kończyły na .govno .

Swój twór nazwałem więc „góvnet”. Pierwsza, druga, trzecia witryna - potem jakieś obrazki, trochę tekstów, fora o tym i tamtym, no i oczywiście stworzenie kilku fejkowych kont. Po miesiącu pracy można było zaczynać zabawę w komentowanie. Było wybornie - korzystałem głównie z 10 użytkowników, jednak czasami zakładałem nowe konto, którym pisałem zaledwie kilka słów na 2-3 tygodnie, aby bardziej zasymulować prawdziwy Internet.

Po 2 miesiącach, mój raj został zbezczeszczony. Ktoś pod nazwą dudziak3000 zaczął nie tylko przeglądać moje treści, ale także i pisać komentarze, czy udzielać się na moim forum - przekop. Z początku nie robił nic, na co zwracałbym uwagę - pisał rzeczy w stylu „było”, „pierwszy”, „ale zabawne”, „daję lajka” – to jeszcze mogłem zignorować.
Jednak z czasem zaczął robić więcej - zadawać pytania, oraz, najgorsze, odpowiadać na pytania, na które odpowiedzieć miałem ja (z innego konta). Wtedy czara goryczy się przelała. Mój raj dotychczas był przez niego nawiedzany, ale teraz został brutalnie zgwałcony. Podjąłem więc drastyczne środki - po miesiącu od pojawienia się dudziaka postanowiłem zorganizować zjazd użytkowników forum „przekop”.

Plan był chytry, gdyż w ostatecznym rozrachunku zgłosiło się ponad 1000 wirtualnych osób. Żeby było jeszcze ciekawej, wszyscy mieli przyjść w maskach anonymous oraz czarnych pelerynach i kapeluszach - tak, aby każdy był całkowicie anonimowy. Dzięki temu wiedziałem, że jedyna osoba, jaka zjawi się w kwiaciarni „U Zosi” dnia 28.08.2016 roku w ubraniu anonymous, nie będąca mną, będzie Dudziakiem.

Tak więc czas minął i przeszedłem do realizacji tego diabelskiego planu - udałem się do kwiaciarni już o 10 rano (zaraz po jej otwarciu, mimo że spotkanie było na 15). Kupiłem kwiaty, zamówiłem pizzę i rozpocząłem oczekiwania.

Punktualnie o 15:08 do sklepu wszedł mój największy wróg. Ubrany był tam samo jak ja - maska, peleryna, kapelusz. Zauważył mnie niemal od razu - nic dziwnego, gdyż siedziałem przy samych drzwiach. Zauważył również, że byłem jedyny użytkownikiem forum, który zjawił się na spotkaniu.

Po kilku sekundach ciszy powiedziałem do Dudziaka:
- Dudziak.
A on na to:
- Jak udało ci się zgadnąć!?
Tu nasz dialog się skończył. Wstałem i z zakupionego wcześniej bukietu róż wyciągnąłem paralizator.
- Zabiję cię! Zgwałciłeś mój raj! – z krzykiem bojowym ruszyłem do ataku. Ataku, który został brutalnie przerwany przez mężczyzn w garniturach, krzyczących:
- Zostaw pana prezydenta!

Kiedy się ocknąłem, siedziałem w celi - takiej samej, jak zabójca Kennedy'ego, tylko że innej. Był tam telefon z niemal całkowicie wykorzystanym pakietem internetowym.
Wystarczyło go tylko na jedną wiadomość. Ze łzami w oczach zacząłem więc pisać:
„Sam nie mogę w to uwierzyć…”

--
Historia pojawiła się najpierw komentarzach
83

Oglądany: 50922x | Komentarzy: 43 | Okejek: 119 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.02

20.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało