Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O człowieku, który przyjął równowartość 150 gramów marihuany na raz

248 629  
529   81  
Marihuanę można zapalić sobie w formie zmieszanego z tytoniem suszu, ale są tacy, którzy gardzą dymem i zamiast wypluwać swe płuca wolą spałaszować sobie „magiczne” ciasteczko.

Jeśli chodzi o sposoby przyjmowania tetrohydrokannabinolu, to i tak pozostajemy jednak daleko w tyle za amatorami tej używki mieszkającymi w krajach, gdzie trawka jest legalna.
Oto BHO – prawdziwy killer, konopny terminator, jedyny w swym rodzaju Steven Seagal marihuany.

Na początek, zanim przedstawimy wam tę tajemnicza substancję, cofnijmy się w czasie do lat 70. To wówczas młodzi Amerykanie, niedobitki hippisowskiej rewolucji, rozsmakowali się w konopnej żywicy – haszyszu.


Substancja od wieków stosowana przez mieszkańców krajów arabskich, a także Indii, była niczym innym, jak skompresowaną żywicą – esencją z konopnego krzaczka. Taki wynalazek mocniej działał i odpowiednio palony - był wydajniejszy niż standardowy susz.
Mimo że zawartość substancji aktywnej (THC) w haszyszu może dochodzić do nawet i 50%, to cztery dekady temu, raczej trudno było spotkać dilerów oferujących swoim klientom produkty o mocy większej niż 10%-30%.


Ziarno zostało zasiane – co bardziej obrotni dilerzy i amatorzy konopnego haju zaczęli eksperymentować tworząc coraz to ciekawsze i coraz mocniejsze koncentraty. Już w latach 60., czyli jeszcze przed wybuchem prawdziwego szału na tego typu wynalazki, na rynku można już było spotkać tzw. „miodowy olejek”, czyli produkt będący wynikiem wytrącenia THC z suszu za pomocą wszelkiej maści rozpuszczalników – najczęściej sięgano po alkohol, albo chloroform.


W latach 70. grupka ćpunów, dziwaków i napędzanych kwasem filozofów założyła organizację zwaną Bractwem Wiecznej Miłości. Głównym zajęciem tejże „hippisowskiej mafii” było oczywiście produkowanie i kolportaż wszelkiej maści substancji ryjących banię. Połowa Ameryki zażerała się znaczkami LSD wytwarzanymi w laboratoriach tej ekscentrycznej wspólnoty.


To prawdopodobnie właśnie Bractwo Wiecznej Miłości wprowadziło na rynek pierwszy wysokiej klasy olej butanowy.
Do uzyskania takiej substancji wykorzystuje się specjalny rozpuszczalnik. W tym wypadku jego rolę pełni gaz – butan, który to jest przepuszczany przez wypełniony konopnymi kwiatostanami szczelny pojemnik. Wówczas dochodzi do reakcji, w wyniku której osadzone na „topach” kryształki zmieniają swój stan skupienia na ciekły. W ten sposób uzyskuje się gęsty, podobny do bursztynu, kleisty olej.
Trzeba tu podkreślić, że BHO to iście diabelski koncentrat o sile nieporównywalnie większej niż najlepszej jakości haszysz. Najczęściej stężenie THC w takim olejku dochodzi (a niekiedy i przekracza) 80%!


Butanowy produkt podbił serca nie tylko mieszkańców USA, ale wkrótce także i amatorów maryśki na całym świecie. BHO (butane hash oil) swój prawdziwy renesans miał parę lat temu, kiedy to w wielu stanach zalegalizowano marihuanę, a konopne produkty szturmem stworzyły całkiem nową gałąź rynku. Okazało się wówczas, że psychoaktywny wosk nie tylko ubija mózg na puree, ale i jest świetnym tworzywem dla upalonych artystów. Sami zresztą zobaczcie.



















Wróćmy teraz jeszcze do samej konsumpcji marihuanowego wosku. BHO pali się dozując minimalne dawki, bowiem moc tej konopnej esencji potrafi powalić na glebę nawet najtwardszego zawodnika o długim stażu w konsumowaniu wynalazków zawierających THC. Do przyjmowania tejże substancji najczęściej stosuje się wodne fajki zaopatrzone w specjalne cybuchy.


Jakiś czas temu, podczas jednej z konopnych imprez w Denver pewien mężczyzna znany jako Citizen Jay postanowił zmierzyć się z mitem mówiącym o możliwości przedawkowania marihuany, a przy okazji nagłośnić pewną akcję charytatywną. Na oczach zebranych gapiów oraz komisji wypalił 22,5 grama koncentratu BHO!


Wiecie o jakiej ilości mówimy? Aby wyprodukować 1 gram tej substancji potrzebne jest aż 7 gramów marihuany. W prostym przeliczeniu – Citizen Jay w ciągu kilku minut przyjął równowartość przeszło 150 gramów trawki!


Szczerze wierzymy w dobre chęci pana Jaya, ale musimy powiedzieć to otwarcie – Wyczyn, który zobaczyliście w filmiku powyżej jest popisem iście kaskaderskim i absolutnie, pod żadnym pozorem nie należy go powtarzać. Człowiek, który podejmuje się tego wyzwania nie powinien być wzorem do naśladowania, bo to, co robi jest po prostu głupie i nieodpowiedzialne. Inhalowanie się gęstym dymem przez bite 4 minuty nie może pozostać obojętne dla ludzkiego zdrowia.


Tak czy inaczej – mocno niedotleniony zawodnik nie tylko pobił rekord, ale i przeżył (a nawet udzielił wywiadu jednemu z obecnych przy tym wydarzeniu dziennikarzy) - czego mu szczerze gratulujemy. Swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem udowodnił też, że nawet tak potężna dawka THC przyjęta naraz nie wyśle nas na do piachu. Aczkolwiek wolelibyśmy, aby nikt nie przytaczał tego „wyczynu” jako argumentu podczas dyskusji z przeciwnikami legalizacji marihuany.;)

Źródła: 1, 2
45

Oglądany: 248629x | Komentarzy: 81 | Okejek: 529 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało