Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Z życia kierownika rozpieprzu

104 473  
734   87  
Aleister pisze: Ponieważ ostatnio na Joe Monster modne jest opowiadanie o pracy, to i ja opowiem o swojej. Jestem kierownikiem rozpieprzu, czyli wg nomenklatury kierownikiem robót rozbiórkowych.

Praca, która zdaje się być spełnieniem marzeń młodych chłopców - można coś zepsuć i jeszcze za to płacą. A faktycznie?

#1. BHP


"Ja tu jestem z donosu, a wszyscy wiedzą, że nie da się przestrzegać wszystkich przepisów naraz. Jak ja panu nie wlepię mandatu, to mój szef zapyta, czy ja tu w ogóle byłam". Tak mi tłumaczyła niegdyś pani z PIP, wręczając mandat na 1000 zł (stawka minimalna).
Ale coraz częściej spotyka się budowy, gdzie służby BHP nie ograniczają się tylko do przepisów prawa. Mogą wprowadzać własne, bardziej rygorystyczne zasady, i z tego korzystają. Np. pomimo faktu, że rusztowanie ma wszelkie atesty, barierki i deski krawężnikowe, dodatkowo sobie życzą, by mimo wszystko człowiek na rusztowaniu miał szelki i dwie linki. Tak, żeby idąc mógł przepinać linkę do kolejnych elementów, a mimo to stale był przypięty. Bezsens? Może. Ale tu chodzi o bezpieczeństwo! (mantra, która kończy wszelkie dyskusje).
Kiedyś, w fabryce globalnego koncernu, musiałem zaliczyć szkolenie BHP, żeby mnie wpuścili na szkolenie BHP (sic!).

#2. Projektanci


Projektanci generalnie nie mają pojęcia o rozbiórkach. Nie wiedzą jakie są maszyny, jakie technologie i co potrafią. Często w projektach sugerują technologie żywcem wzięte z lat 30. A czasem pokazują wyjątkowy brak wyobraźni: Kiedyś miałem budowę o terminach napiętych jak stringi na Kaliszu. Po tygodniu rzeźbienia w betonowej ścianie otworów pod nową konstrukcję, doczekałem się wizyty projektanta. Z czystej ciekawości zapytałem, jaki jest sens skuwania 30 cm ściany i zostawiania 10 cm. Projektant beztrosko odparł, że ściana mu w ogóle nie jest potrzebna, po prostu wyburzenia zajmują czas, a terminy napięte, więc zaznaczył do wyburzenia tylko tam, gdzie było to niezbędne.
Cóż, gdybym to wiedział, wywaliłbym całą ścianę koparką w 2 godziny, zamiast rzeźbić tydzień.

#3. Kontrahenci


Może to szokujące, ale w korporacjach też pracują ludzie. Bardzo często porządni ludzie. Owszem, zdarzają się kanalie - kiedyś pewna firma na W*d najpierw mi zablokowała możliwość prowadzenia robót, blokując jedyny dojazd do budowy na pół dnia, a 5 minut po uwolnieniu napisała pismo do mojego szefa, że od rana nic nie robimy i oni sobie tego nie życzą. Ale z reguły nawet z ludźmi z firmy W*d udawało się jakoś zgodnie współpracować.

Ale najbardziej specyficzni są miłośnicy literatury, piszący pisma na każdą okazję. Np. kiedyś otrzymałem pismo brzmiące mniej więcej tak:
"Wczorajsza awaria waszego sprzętu spowodowała opóźnienia w prowadzonych pracach i zagroziła dotrzymaniu przez Państwa terminu. Nie życzymy sobie podobnych sytuacji na przyszłość".
Muszę przyznać, że trochę puściły mi nerwy, bo moja odpowiedź brzmiała "Pouczono operatora, by zgłaszał awarie z 24-godzinnym wyprzedzeniem, co pozwoli nam skutecznie im przeciwdziałać".

#4. Załoga


Ze względu na specyfikę robót, załogę trzeba rekrutować z nieco wyższej półki niż "umie czytać". Wymagana jest przynajmniej umiejętność czytania bez poruszania ustami i generalnie wyższa - niż wśród przeciętnych robotników - inteligencja. W pakiecie często otrzymuje się ułańską fantazję.

Jeszcze w poprzedniej firmie miałem przypadek, gdy w bardzo przykrych okolicznościach opuścił nas operator wysokiej maszyny (takiej do burzenia 25-metrowych budynków). A zostało nam dosłownie pół dnia roboty na nią. Naturalnym się zdawało, że wsiądzie niejaki A., pseudonim artystyczny "Tytus". Niestety był to człowiek, który totalnie nie panował nad emocjami, a na dodatek był wyjątkowo chytry. Widząc, co się dzieje oczekiwał, że szef rozwinie pustawy już wówczas portfel i przemówi mu do ręki. Dlatego gdy do niego podszedłem od razu wrzasnął, że nie mamy o czym gadać i zamknął się w swojej koparce.
Na szczęście niedaleko pracowała konkurencja, gdzie również był operator wysokiej maszyny. Krótka rozmowa, szybka umowa o dzieło na jakieś 200 zł i przyszedł, wsiadł, po 2 godzinach był po robocie.

Tu włączyła się fantazja załogi, która Tytusa generalnie nie lubiła. Dlatego przy śniadaniu zagadnęli:
- Aleś zawalił.
- Ale co?
- No wiesz, Rafał był pod ścianą. Tamten dostał do łapy 6000 zł.
- Co?
- Spytaj się go.
Okazało się, że już przed śniadaniem pouczyli operatora konkurencji, co ma mówić.

Niedługo potem Tytus na budowie natknął się na mnie:
- To wy swoim nie dacie zarobić, a obcym takie pieniądze?
- Co nie chcemy? Chciałem z tobą pogadać, toś się zamknął w maszynie i się darłeś, że nie ma takiej opcji.
- A bo ja nie wiedziałem...
- To trzeba było mnie wysłuchać.

Zdjęcia dobrałem losowo i nie należy ich łączyć z sytuacjami.

Oglądany: 104473x | Komentarzy: 87 | Okejek: 734 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

11.12

10.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało