Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Aktorzy, którzy przyznali się do przyjęcia ról tylko i wyłacznie dla kasy

166 853  
469   69  
Podobno wszystko jest tylko kwestią ceny. Ta złota zasada dotyczy każdego zawodu. Skórę sprzedać może nawet najwybitniejszy, brzydzący się popkulturową papką, artysta, o ile tylko zaproponuje mu się sumkę z wystarczającą ilością zer na końcu. Szczególnie w sytuacjach, gdy potrzebny jest szybki zastrzyk gotówki na opłacenie drogich zachcianek.

Oto kilku znanych aktorów, którzy uczciwie przyznali się do sprzedania swego talentu za gruby hajs.

Alec Guinness

Słynny, brytyjski aktor teatralny, który zasłynął ze swoich występów w sztukach będących adaptacjami dzieł Szekspira nagle dostaje propozycję zagrania w jakimś kosmicznym badziewiu.

Guinness nienawidził każdego dnia, w którym musiał być Obim-Wan Kenobim. Wkurzały go drewniane monologi i nie do końca logiczne motywacje, którymi miał kierować się grany przez niego bohater. Zgadzał się tylko hajs. A ten po latach przyniósł Alecowi niemałą fortunę. Jednak nawet szelest banknotów nie pomógł artyście zmienić zdania na temat „Gwiezdnych Wojen”.


Aktor często opowiadał anegdotę o tym, jak to podczas jego wizyty w San Francisco jakiś nastolatek pochwalił się mu, że "Nowa nadzieję" widział ponad sto razy. Guinness życzliwie zapytał, czy młody fan byłby w stanie zrobić coś dla niego. Małolat, zachwycony, zgodził się. Następnie gwiazdor poprosił go, aby już nigdy więcej tego szajsu nie oglądał. Młody, ku sadystycznej satysfakcji Aleca, popisowo zalał się łzami.


Joan Crawford

Joan przez długie dekady była wielką gwiazdą amerykańskiego kina. Stała się jedną z protoplastek modnego w latach 20. i 30. stylu flapper, czyli „chłopczycy”. W 1945 roku za swoją rolę w „Mildred Pierce” zgarnęła nawet Oscara. Bardzo często występowała u boku jednego z największych amantów wszech czasów – Clarka Gable’a.


Artystka mogła sobie pozwolić na najlepsze, godne prawdziwego mistrza aktorskiego rzemiosła, fuchy. Tymczasem pod koniec swojej kariery w 1970 roku nieoczekiwanie pojawia się w wybitnie złym filmie o zmutowanym jaskiniowcu siejącym rozpierdziel na brytyjskich wsiach. Dzieło to było tak słabe, że sama aktorka wspominała, że za każdym razem, gdy widziała swe nazwisko na plakacie reklamującym film „Trog”, poważnie rozważała popełnienie samobójstwa.

Rolę przyjęła tylko dlatego, że winna była przysługę producentowi tego przedsięwzięcia i udało się jej wynegocjować wyjątkowo godziwą kwotę za swoją pracę.


Orson Welles

Wywołał trwogę słuchaczy, kiedy prowadził słuchowisko pt. „Wojna Światów”, zdobył Oscara za napisanie scenariusza do jednego z największych dzieł kinematografii - „Obywatela Kane’a”, a na koniec zaangażował się w projekt inspirowany zabawkową serią japońskich autek, które zamieniają się w wielkie walczące ze sobą roboty…


Wcześniej jednak można go było usłyszeć na nagranym w 1982 roku albumie grupy Manowar – metalowego zespołu, którego cechą przewodnią jest kicz wylewający się zarówno z głośników, jak i tekstów, a nawet grafik dekorujących okładki kolejnych płyt.
W 1985 roku Welles użyczył swych strun głosowych jednemu z bohaterów filmu „Transformers: The Movie”. Konkretnie – wielkiej, gadającej cyber-planecie. Czemu tak? For money, babe!

W chwili nagrywania dialogów, Orson był już bardzo schorowany i osłabiony. Poruszał się na wózku inwalidzkim. Aktor nie dożył premiery tego dzieła.


Billy Bob Thornton

Po tym jak w 1996 roku Thornton zabłysnął rolą opóźnionego umysłowo mężczyzny w „Bliznach przeszłości” (za swój występ dostał zresztą Oscara), a dwa lata później zachwycił widzów jako Jacob z „Prostego planu”, artysta ten mógł celować bardzo wysoko. A tymczasem ku zaskoczeniu widzów pojawił się jako pracownik NASA w patetycznym blockbusterze pt. „Armageddon”.


Aktor potrzebował szmalu. I to bardzo. Właśnie rozwodził się ze swoją czwartą żoną i musiał jak najszybciej zapewnić sobie zastrzyk pieniędzy. Ponadto uległ też namowom swojego menedżera, który dał mu mentorską radę: „Każdy, najwybitniejszy nawet aktor, powinien znaleźć się przynajmniej raz na przystanku autobusowym”. Chodziło oczywiście o plakaty rozklejane w takich miejscach.
Tak czy inaczej, Thornton nie tylko rolę przyjął, ale także i wcale się jej nie wstydzi.


Marlon Brando


Jak się jest Vitem Croleone, który jeździ tramwajem zwanym pożądaniem czując w powietrzu zapach napalmu, to raczej korzysta się jedynie z propozycji poważnych ról.


Ale jak ktoś proponuje 3,7 miliona dolarów za dwutygodniową wizytę na planie filmu o latającym gościu w czerwonych gaciach, to artystyczne tęsknoty odłożyć można na bok. Za taką kwotę Brando zgodził się zagrać tatę „Supermana”. Jednak taka gaża i tak była zbyt mała, aby zadać sobie trud nauczenia się dialogów. Dlatego też aktor czytał kwestie z kartek umieszczonych w różnych dziwnych miejscach. Na przykład na pieluszce jego filmowego syna.


Arnold Schwarzenegger

Austriacki, starzejący się, koksiarz przez całe lata zarzekał się, że nie zdecyduje się po raz kolejny wejść w buty T-800. No, chyba że reżyserem filmu zostałby James Cameron, wówczas Arnie zgodziłby się powtórzyć swoją rolę bez mrugnięcia okiem. Co to jednak z człowiekiem robi 29 milionów dolarów i 20% dochodów ze światowej dystrybucji kinowego hitu? Aktor przemyślał więc sprawę i uznał, że właściwie to scenariusz do trzeciej części „Terminatora” wcale nie jest taki zły…


Michael Caine

Co robi ten wybitny aktor na planie czwartej odsłony, do bólu już wyeksploatowanej serii o rekinie ludojadzie terroryzującym wakacyjny kurort? Ano zarabia na postawienie sobie przepastnej chaty. Film oczywiście zebrał bardzo złe recenzje, ale artysta nigdy nie żałował swojej decyzji.
„Nigdy go nie widziałem, chociaż powiadają, że jest fatalny. Widziałem za to dom, który sobie postawiłem. I muszę powiedzieć, że jest fantastyczny!”


Glenn Close

Aktorka znana z wielu wybitnych ról, zagrała w marvelowskiej produkcji pt. „Strażnicy Galaktyki” tylko i wyłącznie dlatego, że zachciało się jej spróbować sił w… kinie niezależnym. Co ma do tego ten kasowy, naszpikowany efektami specjalnymi, hicior? Ano dzięki gaży, którą Close zgarnęła za swój występ, mogła bez martwienia się o sprawy materialne, zagrać w mniej znanych, a bardziej ambitnych, niskobudżetowych produkcjach.


Kareem Abdul-Jabbar

Kareem to legendarny koszykarz, który miał romans z kinem i jako aktor został zapamiętany głównie z efektownego pojedynku z samym Brucem Lee w filmie „Gra Śmierci”.


Czarnoskóry sportowiec parę lat później pojawił się też na planie kultowej komedii „Czy leci z nami pilot?”. Rolę tę przyjął tylko dlatego, bo zaoferowano mu 35 tysięcy dolarów. A to dokładnie tyle, ile kosztował jego wymarzony… dywan.


Producenci nie do końca wierzyli w to, że sportowiec faktycznie chce wydać całą gażę na ten element domowego wystroju. Dopiero parę tygodni po premierze, w magazynie „Times” ukazał się artykuł ze zdjęciem, na którym Abdul-Jabbar dumnie pozuje koło swojego arcydrogiego dywanu…


Jeremy Irons

Dokładnie dekadę po zdobyciu Oscara za „Drugą prawdę”, Jeremy Irons zagrał w produkcji, której nie powstydziłby się sam Uwe Boll! Mowa o ekranizacji, znanej w latach 70. gry RPG pod tytułem „Dungeons and Dragons”. Film został zmiażdżony, przemielony i solidnie przeżuty przez krytyków, którzy długo jeszcze wypominali aktorowi udział w tej szmirze. Tymczasem sam zainteresowany nie szczególnie przejął się sapaniem znawców dobrego kina.


„Dopiero co kupiłem zamek. Muszę jakoś na niego zarobić!” - żartował sobie Irons. I faktycznie – w 1998 roku artysta nabył ruiny zamczyska z XV wieku, a następnie wydał milion funtów na jego remont, który ciągnął się bite sześć lat!




Źródła: 1, 2, 3
12

Oglądany: 166853x | Komentarzy: 69 | Okejek: 469 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.11

17.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało