Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Najświętszy napletek, czyli historia najdziwniejszej relikwii w dziejach Kościoła

84 287  
200   92  
Wyobraźcie sobie czym musiałaby być najświętsza ze wszystkich relikwii. Rzecz tak bardzo boska, że brukanie jej samym dotykiem ludzkiej ręki byłoby czynem godnym największego potępienia. Cóż by to mogło być? Drzazga z krzyża, na którym swego doczesnego żywota dokonał Chrystus? A może płótno, którym to owinięto go przed pochówkiem?

A co powiecie na doskonale zachowany fragment jego ciała? Paznokieć? Włos wyskubany z jego najświętszej brody? Dużo pytań. Jedna odpowiedź. Dziś poznacie prawdziwą historię losów jezusowego… napletka.

Potem Bóg rzekł do Abrahama: «Ty zaś, a po tobie twoje potomstwo przez wszystkie pokolenia, zachowujcie przymierze ze Mną. Przymierze, które będziecie zachowywali między Mną a wami, czyli twoim przyszłym potomstwem, polega na tym: wszyscy wasi mężczyźni mają być obrzezani (...) Z pokolenia w pokolenie każde wasze dziecko płci męskiej, gdy będzie miało osiem dni, ma być obrzezane(…) Przymierze moje, przymierze obrzezania, będzie przymierzem na zawsze. Nieobrzezany, czyli mężczyzna, któremu nie obrzezano ciała jego napletka, taki człowiek niechaj będzie usunięty ze społeczności twojej; zerwał on bowiem przymierze ze Mną».

-Księga Rodzaju (17,9-14)

Czy zgodzilibyście się w imię wiary w mniej lub bardziej wyimaginowane bóstwo, na to, aby ktoś ostrym narzędziem rozchlastał wam pindola? Niestety większość przedstawicieli kultur kultywujących tę tradycję nie ma w zwyczaju pytać swych małoletnich potomków o zgodę na taki akt barbarzyństwa. To zrozumiałe – nikt przy zdrowych zmysłach świadomie nie podjąłby takiej decyzji. Nawet nie ogarniający rzeczywistości berbeć.


A jednak obrzezanie, czyli rytuał usuwania napletka, który praktykowany jest głównie przez ludy żyjące na Bliskim Wschodzie i w Afryce, ma sens – gdy bowiem odrzucimy cały ten religijny bełkot o tym, że tylko człek z okaleczonym siurkiem może liczyć na łaskę Pana, pozostaje kwestia czysto praktyczna. Taki zabieg, mimo że bolesny i z pozoru okrutny, likwiduje problem szczególnej troski o higienę miejsc intymnych. Nie każdy Beduin przecież ma dostęp do bieżącej wody... Nie ma napletka, nie ma brudu pod nim się gromadzącego i w związku z tym trudniej o kłopotliwe infekcje.


Niestety także i młody Jezus padł ofiarą noża, który z chirurgiczną precyzją pozbawił Syna Bożego kawałka skóry z penisa. Właściwie tu historia mogłaby się zakończyć. Ciach! Chrystus został obrzezany! Nie ma o czym mówić. Zapomnijmy o tym.
I tak by pewnie właśnie było, gdyby nie jeden z apokryfów Nowego Testamentu. Apokryfy to te księgi, które uznano za „nienatchnione” i nie dopuszczono ich do oficjalnego Pisma Świętego. Jednym z takich dzieł jest spisana w okolicach VI wieku ewangelia Dzieciństwa Arabska, która w praktyce jest opartym na ewangelii Tomasza opisem lat młodzieńczych Chrystusa.


Oprócz dość kontrowersyjnego fragmentu o jezusowej pieluszce, której dotyk miał właściwości uzdrawiające, w tekście tym pojawił się opis samej ceremonii obrzezania. Ucięty kawałek skóry miała zabrać pewna stara Żydówka. Kobieta umieściła relikwię w alabastrowym pudełeczku wypełnionym roślinnym, wonnym olejem i oddała łup swemu synowi. Młodzieniec był aptekarzem i prawdopodobnie towar ten szybko został sprzedany. Tym samym legenda krążącego po świecie najświętszego z napletków właśnie się narodziła.


W okresie średniowiecza zbieranie relikwii było wyjątkowo popularnym hobby. Niektórzy zadowalali się pamiątkami słabszego sortu – czyli np. przedmiotami dotkniętymi przez świętych, inni woleli zapolować na trofea z prawdziwego zdarzenia, np. kość z ogonową jakiegoś natchnionego ascety, flakonik z krwią męczennika, czy fragment paznokcia świętego Alcesta. I gdzieś w tych właśnie wiekach, na fali popularności takich „gadżetów” nagle pojawił się legendarny napletek.

W roku 800 król Franków - Karol Wielki spotkał się z papieżem Leonem III. Władca sprzedał głowie Kościoła bajkę o tym, jak to podczas jego modlitwy w jerozolimskim kościele, drzwi do Niebios otworzyły się, a oczom Karola ukazał się anioł trzymający w dłoniach fragment, no cóż, fragment kutasa.


Papież kazał wystawić tę relikwię na widok publiczny, aby każdy z odwiedzających Watykan pielgrzymów mógł na własne oczy zobaczyć święty napletek. W międzyczasie w różnych miejscach w Europie zaczęły pojawiać się doniesienia o znalezieniu nowego, tym razem już na pewno - tego prawdziwego, napletka.
W pewnym momencie 21 katolickich kościołów rywalizowało ze sobą próbując dowieść, która z posiadanych przez nich relikwii jest bardziej autentyczna niż pozostałe. Napletkom przypisywano cudowne właściwości!

Niektórzy duchowni usiłowali nawet przekonać kościelne autorytety do potwierdzenia autentyczności ich trofeum. W XII wieku braciszkowie z zakonu San Giovanni poprosili papieża Innocentego III do przyznania, że tylko będący w ich posiadaniu fragment ususzonej skóry jest faktycznym kawałkiem ciała Chrystusa. Jego Świątobliwość odmówił jednak zabierania głosu w tej sprawie.


Parę wieków później na ten sam pomysł wpadli francuscy zakonnicy z Charroux. Ci mieli jednak asa w rękawie, bo posiadany przez nich napletek miał pewna „cudowną” właściwość. Tańczył kadryla i jadł bagietki. Otóż sączyła się z niego krew. Krwawiący naplet? No, niech im będzie... - stwierdził papież Klemens VII i oficjalnie potwierdził autentyczność relikwii.
Oczywiście nie zmniejszyło to ilości pojawiających się w Europie wstydliwych skrawków jezusowego ciała. Aby sprawdzić, czy relikwia jest prawdziwa, czy nie, powołano specjalnych lekarzy zwanych „croques-prépuces”. Ich zadaniem była wstępna analiza cielesnych fragmentów rzekomych relikwii. Taki ktoś najpierw dokładnie oglądał sparciałą skórę, a następnie brał ją do ust, aby po smaku dojść, czy jest to na pewno ludzka skóra, a nie jakiś kozi, czy krowi zamiennik. Jak się możecie domyślać, tak los spotykał też wszystkie suszone napletki, których właściciele domagali się uznania ich za autentyczne „ciało Chrystusa”.


W tym całym absurdzie odezwał się w końcu "głos rozsądku". Leo Alliatius - żyjący na przełomie XVI i XVII wieku grecki teolog i pracownik Biblioteki Watykańskiej napisał cały esej na temat mnożącej się relikwii. W dziele nazwanym „Dyskurs na temat Napletka naszego Pana, Jezusa Chrystusa” uczony twierdził, że wszystkie relikwie, które aspirują do miana napletka Pańskiego, są podróbkami.

Przecież Chrystus po śmierci wstąpił do Niebios. A więc także i przed jego napletkiem otworzyły się wrota niebiańskie. Alliatius poszedł jednak w swej teorii troszkę dalej. W momencie, kiedy Leo pisał swój esej, astronomowie z zapartym tchem przyglądali się Saturnowi. Coraz lepsze i dokładniejsze teleskopy potwierdzały odkrycie pierścieni okalających tego gazowego olbrzyma. Dziś wiemy, że wielkie okręgi, które XVII-wieczni uczeni podziwiali, są w rzeczywistości fragmentami lodu i skał. Zanim jednak o tym się dowiedzieliśmy, Alliatius podpiął to odkrycie pod swoją teorię o wniebowstąpieniu chrystusowego ciała. Według greckiego teologa pierścienie Saturna to w rzeczywistości napletek Syna Bożego!


Mijały kolejne dekady, a napletkowe relikwie nadal nie wychodziły z mody, co powoli zaczynało już irytować kościelnych dostojników. Trzeba było wreszcie zrobić porządek z tym kłopotliwym tematem. W 1900 roku wydano kategoryczny zakaz mówienia o tej relikwii. Każdy duchowny, który by nie dostosował się do tego prawa narażałby się na ekskomunikę. Podczas II Soboru Watykańskiego w 1963 roku ostatecznie zdjęto z kalendarza uroczystości katolickich święto Obrzezania Pańskiego, które dotąd obchodzone było 1 stycznia. Koniec tematu, hołoto! Zajmijta się czymś innym! Nie ma napletka i kropka!


A jednak jest… Nie wszędzie zakaz dotarł, a nawet jeśli, to wieloletnia tradycja okazywała się silniejsza niż papieskie zarządzenia. Wprawdzie wiele z tych relikwii zaginęło podczas ruchów reformacyjnych, ale także i Rewolucji Francuskiej, ale przynajmniej w jednym miejscu ostał się egzemplarz boskiego ciała. Co roku, w dniu Obrzezania Pańskiego, przez włoską wieś Calcata, przetaczała się procesja, na której czele niesiono zdobiony relikwiarz z jezusowym napletkiem. Ostatni taki pochód miał miejsce w 1983 roku. Niedługo potem, w dziwnych okolicznościach, napletek został ukradziony. Pomimo licznych poszukiwań nigdy nie udało się go odnaleźć. Z drugiej strony – nikomu już chyba na tym nie zależy.


Źródła: 1, 2, 3, 4
23

Oglądany: 84287x | Komentarzy: 92 | Okejek: 200 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.02

20.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało