Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Z życia wesołej ekipy budowlanej, czyli budowa widziana oczami kierownika

275 065  
903   70  
Kierownik na budowie nie ma lekko. Ale jak się trafi fajna ekipa, to można o nich opowiadać godzinami. Właśnie poniżej kilka epizodów z życia wesołej ekipy budowlanej.


Mój pierwszy dzień na budowie. Zagęszczanie podłoża zagęszczarkami płytowymi (nie można było walcem, bo wibracje mogły spowodować rozszczelnienie metrowej rury wodociągowej znajdującej się w ziemi). No i jeździ sobie tą zagęszczarką BinLaden (jeden z naszych "bardziej ogarniętych" pracowników). Nagle słyszę tylko okrzyk:
- Łosz kurwa, kierownik! Kierownik!

No i podbiega do mnie, jeszcze zupełnie zielonego w tej robocie, jeszcze nie ogarniam do końca co w ziemi siedzi (bo jeszcze potrzeby nie było), no i mnie ciągnie do miejsca, gdzie zagęszczał.
- Patrz, kierownik, ja tylko jeździłem, ja nic nie zrobiłem, to samo tak, o kurwa.

Ja patrzę, a tam dziura metr na metr i na 50 cm głęboka. Nachylam się. O żeż, wali z tego niewąsko. Na to jeszcze co jakiś czas jest coraz więcej wody i coraz bardziej wali z dziury.
Przychodzi Andrzejek - ogółem mistrz nad mistrze, który to w naszej firmie zatrudniony był chyba jeszcze przed jej powstaniem i zwolnić go nie wolno, bo by się tylko chłop zmarnował. Tak czy inaczej Andrzejek klęka nad wykopem, wsadza rękę w dziurę, maca, maca, po czym mówi:
- Mokro.
Skoro wody coraz więcej, to jak ma być? Po czym wyciąga rękę, wącha, wącha i celnie ocenia:
- Sanitarka jebła - i odchodzi do swoich obowiązków. Po prostu fachura.

Dla chcących wiedzieć, awaria zdarzyła się na przyłączu kanalizacji sanitarnej z domu do głównego rurociągu. Przyłącze do rurociągu było włączone od góry głównego rurociągu przez tzw. siodełko. pomiędzy siodełkiem a rurą z domu powinno być kolanko 45 stopni i ktoś po prostu zapomniał go zamontować i woda zamiast trafiać w całości do kanalizacji, rozlewała się w gruncie. Dobrze, że ujawniło się to przed położeniem asfaltu.

* * * * *

Jedna z pięknych scen pokazująca szefa. Kumplowi na innej budowie się wzięła i popsuła zagęszczarka. Prowadziłem budowę niedaleko jego budowy i miałem prośbę, żeby mu podrzucić zagęszczarkę, jak będzie miała przerwę w pracy. Nie wiedziałem wtedy kim jest Boguś. Boguś to człowiek, który najogólniej ma trochę problemy ze wzrokiem, w efekcie czego nosi na nosie denka od musztardy zamiast okularów. Nie przeszkadza mu to oczywiście w snuciu opowieści, jakim to nie jest podrywaczem w okolicach i że nadal mimo czterdziestu lat na karku jeździ na dyskoteki poznawać "fajne młode dziołchy". Biorąc pod uwagę jego wadę wzroku, nie chcę wnikać kim są owe "fajne dziołchy". No i rzecz jasna panią burmistrz miasteczka, w którym mieszka też regularnie odwiedza celem bliższej integracji społeczeństwa lokalnego z władzami samorządu. Ona mu zresztą obiecała, że on zostanie jej asystentem w urzędzie miasta, jednak póki co nadal pracuje u nas jako fizyczny.

Po przydługim przedstawieniu Bogusia, wracamy do wątku zagęszczarki. Okazało się, że Boguś wziął i popsuł dobrą zagęszczarkę. Wraca do mnie takowy sprzęt, odpalamy, a on ni tu tu, nie odpala. Ja mam beton do wyrobienia, do fajrantu jeszcze tylko 2 godziny, a zagęszczarki ni cholery. Chłopaki mówią, że przecież szef ma w naprawie do odbioru jedną zagęszczarkę. Dzwonię celem ustalenia odbioru sprzętu z naprawy, czyli podskoczyć z upoważnieniem, aby odebrać sprzęt i dokończyć robotę, na co szef:
- Wisz co, bo ja temu facetowi jeszcze trochę pinindzy wiszę, a poza tym to pipol jest, pierdol zagęszczarkę. Niech Wiechu pojeździ CATEM tylnym kołem i tyż bydzie dobrze.

Swoją drogą dziwię się, że niektóre drogi wytrzymują aż tak długo.

* * * * *

Krótka rzecz o Tadziu. Tadziu do mnie podchodzi i mówi:
- Kierownik, bo mnie jutro nie będzie, sprawę w sądzie mam i muszę być
- Noż kurwa, Tadziu, ja mam 4 ludzi, ty mi jutro masz odejść, to kim ja mam robić, no ale mus to mus, ale do roboty donieś wezwanie, bo będzie N-ka i kara z wypłaty. Co znowu narozrabiałeś swoją drogą?
- Aaaa, bo alimenty mam do zapłaty...
Na co odzywa się Pietruch:
- Powiedz kierasowi, ile masz tych dzieciorów może, co?
- Tadziu, to ile masz tych dzieciorów?
- Nooo... 9.
Okazało się, że każde z inną kobietą.

Ogólnie dzień dobrze mijał, więc szła gadka szmatka wśród rozrzucania betonu pod krawężnik i "klepania" krawężników, i weszliśmy na temat jego dzieciaka, co to alimenty ma na niego płacić i wyszło, że na dzieciaczka 6-letniego z byłą żoną, z którą już nie jest 8 lat. Chwila chwila, coś mi się w rachunkach nie zgadza.
- Tadziu, to ty po rozwodzie jeszcze coś tego z tą żoną?
- Kierownik, no co ty, ja już rok przez rozwodem z nią nic, to głupie było takie, że szok.
- Tadziu, ale ty wiesz ile ciąża u ludzi trwa, co nie?
- No, 9 miesięcy - wiedział, skubany.
- No ale to dlaczego ty płacisz na nie swoje dziecko?
- Aaaa... bo baba jest sędzią, prowadzi sprawę, jeszcze bym się odezwał i bym karę dostał.

Żelazna logika.

* * * * *

Raz miałem problem z autem służbowym i jako że z kumplem z firmy mieszkaliśmy nie aż tak daleko, a budowy mieliśmy również w odległości 5 km od siebie, to jeździliśmy razem na i z budowy. Pewnego dnia podjeżdża do mnie cały w nerwach i mówi, że musimy jechać na policję. No to pytam, że ale co, że jak, że znowu coś zajumali? Mówi, że nie i oto historia płynąca z jego ust.

Obok budowy kumpla energetyka prowadziła wycinkę drzew zagrażających napowietrznym liniom elektrycznym. Ogólnie robota precyzyjna, a że na wypiździejewie, to nie było powodów do pośpiechu. Nagle w pewnym momencie z hacjendy obok placu wycinki wychodzi jakiś naprany w trzy dupy gościu z włączoną piłą mechaniczną i okrzykiem "JA WAM POKAŻĘ JAK SIĘ ŚCINA DRZEWA", no i ściął. Ściął drzewo, które spadło na linie energetyczne, co spowodowało przewrócenie się słupa. Słup spadając spowodował wyrwanie z ziemi bednarki (taki drut zakopywany w ziemi celem uziemienia). Bednarka wylatując z ziemi uszkodziła auto służbowe kumpla, dlatego też jechaliśmy na policję celem złożenia zeznań. W efekcie działań domorosłego drwala hobbysty do godziny 3 nad ranem w miejscowości, w której rzecz ta się działa nie było prądu. W efekcie problemów z dostawą prądu przestała działać przepompownia ścieków kanalizacji sanitarnej i pół głównej ulicy było bardzo g(ł)ówne. Jak byliśmy na komisariacie, ponoć sprawca zdarzenia siedział w areszcie i krzyczał "Ale to oni mi kazali, oni mówili, że mam im pomóc, że zapłacą, jak pomogę, no to pomogłem".

* * * * *

O Bogusiu już wspominałem wcześniej. Był to człowiek, który nie widział przeszkód. W ogóle niewiele widział. Kiedyś, gdy jeszcze nie znałem jego mocnych stron, niemal na samym początku pracy, nie miałem kogo dać do korytowania pod krawężnik, więc wziąłem Bogusia. Stwierdziłem, że skoro ma już okulary, to pewnie coś widzi. Nic bardziej mylnego. Przychodzi do układania krawężnika. Ja nie sprawdziłem wcześniej tak prozaicznej rzeczy jak wykorytowanie pod krawężnik, no bo to przecież banał i jak można to spierdzielić. Wystarczyło, że wybierze się grunt na głębokość 45 cm poniżej rozciągniętej żyłki. Jednak nie doceniłem Bogusia. Wykorytował tak, że krawężniki musiałyby być układane na glebie. No nic, było za trudne, więc do kolejnego podejścia Boguś dostaje patyk z zaznaczonym tasiemką poziomem wykorytowania. Ogólnie sprawa wygląda tak, że tasiemka jest naklejona 45 cm od końca patyka. Boguś ma przyłożyć patyk do żyłki, opierając jego koniec o grunt. Jak się okaże, że tasiemka jest nad żyłką - trzeba wybrać ziemię, jak się okaże, że tasiemka jest pod żyłką - trzeba dosypać, jak się okaże, że tasiemka jest na wysokości żyłki - jest dobrze. Wszystko brzmi prosto. Ja przychodzę po chwili, a Boguś trzyma patyk do góry nogami. Noż kierwa, jakim cudem!? To się nie wyjaśniło, jednak wyjaśniło się to, że Boguś więcej nie korytował. Padło na kolejnego mistrza - Piekarza. Jego pierwsze pytanie brzmiało, czy może dostać patyk po Bogusiu. No OK, nawet mu zaznaczyłem koniec, którym trzeba trzymać na dole (żeby nie było). Wracam po jakichś 15 minutach, sprawdzam głębokości i krew mnie zalewa... Cały odcinek do poprawy. Cholera jasna, co jeszcze można zrobić, żeby wykonać taką prostą czynność? Piekarz poprawia odcinek, a ja przystanąłem z boku i patrzę. Co robi Piekarz? Przykłada patyk do żyłki - tasiemka jest ponad żyłką. Powinien wybrać ziemię, a on tymczasem... wbija patyk w ziemię na tyle, żeby tasiemka była przy żyłce i jedzie dalej. Przecież tasiemka znalazła się przy żyłce, więc jest dobrze, prawda?

* * * * *

Tutaj krótko o światopoglądzie chłopaków. Akurat w CAT-ach (mamy tu na myśli koparko-ładowarkę) wszyscy nasi operatorzy mają zamontowane radia, z których chętnie korzystają, dzięki czemu wśród warkotu maszyn daje się posłuchać jakiegoś ostrego disco polo bądź wiadomości z kraju i ze świata. Podczas jednego z bloków informacyjnych padła informacja o tym, że Polska ma przyjąć jakieś 7 tysięcy uchodźców. Od razu po tej informacji wstaje Pietruch (nasz brukarz, który dobija takim dużym gumowym młotkiem krawężniki, coby dobrze stały). Wstaje od krawężnika, rzuca tym młotkiem o ziemię i oznajmia: Kierownik, ja to pierdolę, mam na starego robić (dop. w sensie szefa), na ciebie, na dzieciory moje i kierwa na siebie, to teraz jeszcze na uchodźców mam robić?!

* * * * *

Poza drogami robimy też kanalizacje. Jest pewna rzecz, która sprawia, że jestem chory, jak mam kopać pod kanalizę - brak powykonawczej inwentaryzacji terenu po jakichkolwiek urządzeniach uzbrojenia terenu. Standardem jest, że kopiąc pod kanalizę się w coś walnie, trafi, przedziurawi, przetnie, wyrwie itp. Chłopaki kiedyś opowiadali, że kopią spokojnie pod kanalizę, a tutaj nagle ciągle jednego trąca w głowę jakiś korzeń ze ściany wykopu, to postanowił go wyrwać. Cholera, od kiedy to korzeń jest taki jakiś... miękki. Okazało się, że trafili na jakiegoś jegomościa. No to naiwnie spytałem:
- To co, policja, prokurator itp.?
- W piątek, o trzynastej?

Zakopaliśmy typa tak jak leżał, w sumie jemu i tak wszystko jedno, a nie zamierzaliśmy jeszcze w piątek po policji latać.
Szczyt humanitaryzmu.
14

Oglądany: 275065x | Komentarzy: 70 | Okejek: 903 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało