Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Katastrofa drogowa w Wilczym Jarze pod Żywcem. 30 osób zginęło

114 626  
353   32  
Autobus wpadł w poślizg i spadł z mostu do Jeziora Żywieckiego. Kwadrans później kolejny autobus spadł kilka metrów obok.


Przebieg katastrofy

Wydarzenie miało miejsce rankiem 15 listopada 1978 roku w Oczkowie (dziś część Żywca). Autobus Pekaesu, wiozący górników na kopalnię, wpadł w poślizg przed mostem nad Wilczym Jarem. Kierowcy nie udało się wyprowadzić pojazdu z poślizgu. Autobus wsunął się na most, przebił barierkę i spadł do Jeziora Żywieckiego z wysokości 18 metrów.

Jak weszliśmy w zakręt czuć było, że próbuje hamować. Bez efektu. No i tyle, że zawołał kierowca ludzie, ratujcie się. Zdążyłem się chwycić przed sobą rurki i siedzenia i to było wszystko... autobus runął. Strasznie długo się leciało. Pamiętam te emocje, w powietrzu jak się leciało, długo, długo i później tylko uderzenie i straciłem przytomność.
- opowiada Janusz Kinek, jeden z dziewięciu uratowanych w katastrofie górników.

Wspomina, że kiedy się ocknął, był zanurzony w wodzie wewnątrz autobusu. Siedzenia były powyrywane, a po powierzchni pływały zwłoki.

Świadkami tego zdarzenia byli pasażerowie kolejnego pojazdu zbliżającego się do mostu. Ten również wpadł w poślizg, jednak kierowcy udało się wyhamować. Pasażerowie zbiegli czym prędzej w dół jaru i bezzwłocznie rozpoczęli akcję ratunkową. Do akcji dołączały się załogi kolejnych pojazdów. Udało im się wyciągnąć m.in. poturbowanego pana Janusza, który nie był w stanie wyjść o własnych siłach. Kiedy ułożyli go na skarpie, powiedział im: "Ja tu sobie odpocznę, a wy ratujcie innych".


Warunki były ciężkie, do wraku prowadziła stromizna, był przymrozek, a o 5 rano było jeszcze zupełnie ciemno. W pierwszej kolejności z autobusu wyjmowano rannych i wyrzucano poniszczone fotele, by nie przeoczyć kolejnych osób. Większość z nich było już martwych, po powierzchni wody wokół autobusu pływały kolejne ciała.

Część osób została na górze i zatrzymywała kolejne pojazdy. Jeden z kierowców nie zatrzymał się na ich widok. Autobus wpadł w poślizg.

Drugi autobus

Ranni i biorący udział w akcji ratunkowej zobaczyli kłąb iskier sypiących się z mostu. Autobus, który wsunął się w powstałą kwadrans wcześniej dziurę w barierkach, szorował podwoziem po krawędzi mostu. Przekręcił się i runął, spadając dachem w dół, ledwie kilka metrów od wraku. Ratujący odskoczyli czym prędzej na brzeg. Autobus wzbił falę, która uderzyła o pierwszy wrak, po czym zatonął.


Oszołomieni górnicy robili co w ich mocy, by znaleźć kogoś żywego. Niestety, udało się uratować tylko 9 osób, pozostali zginęli.

W drugim autobusie znalazła się pani Natalia Walaszek (lat 23), żona górnika, który niewiele wcześniej zginął na kopalni. O ironio losu. Ta kobieta (...) jechała do dyrekcji kopalni w celu załatwienia wszystkich spraw nieżyjącego już męża. I zginęła.

Opisuje w swoich wspomnieniach Kazimierz Semik - źródło

Rozmiar tragedii był niewyobrażalny. Ponad 20 ciał poukładanych jedno obok drugiego na skarpie jaru. Wraki dwóch autobusów i wciąż pływające po wodzie zwłoki.


Służby ratownicze, które przybyły na miejsce katastrofy, wydobyły kolejne ciała. Kilka z nich musieli wycinać z pogniecionej karoserii autobusów. Na miejscu operowała też amfibia, której operator wspomina po latach, że musiał być niesamowicie ostrożny, bo przecież każdy jego ruch mógł rozszarpać śrubą napędową ciała znajdujące się w wodzie.


W katastrofie zginęło w sumie 30 osób - 27 górników, dwóch kierowców i wcześniej wspomniana wdowa.

Ciała przewieziono do prosektorium, jednak nie było tam tyle miejsca, by wszystkie pomieścić. Identyfikacja odbywała się więc w świetlicy tartaku.

Śledztwo

Śledztwo przeprowadzono bardzo szybko i pod z góry założonym, jak się dzisiaj uważa, kierunkiem. Postawiono tezę, jakoby kierowcy byli winni temu zdarzeniu i w trakcie śledztwa właśnie to usilnie udowadniano, absolutnie pomijając wątki poboczne.


Zarzutów mogło być wiele. Przede wszystkim chodziło o stan techniczny pojazdów. Wiele osób mówi, że autobusy nie były w pełni sprawne, mogły mieć złe hamulce, a nade wszystko nie miały przystosowanych do zimowych warunków opon.

Kolejną pojawiającą się często przyczyną była kolizja z innym pojazdem znajdującym się na moście. Wiele osób mówi o tym, że na moście miała stać milicyjna Nysa, która oślepiła światłami kierowcę i zderzyła się z autobusem bądź wymusiła na kierującym próbę jej ominięcia, co doprowadziło do katastrofy.


Dziś wiemy tylko, że warunki atmosferyczne były naprawdę złe. Jezdnia rzeczywiście była oblodzona, a w dodatku w tamtym czasie wyłożona była kostką. Barierki nie zapewniały też żadnego zabezpieczenia. Śledztwo prowadzone przez władze PRL szybko "udowodniło" pełną winę kierowców. Sprawa została w tym stanie zamknięta.

Nie od dziś wiemy jednak, że w okresie PRL większość katastrof starano się tuszować i nie dopuszczać informacji do opinii publicznej. Tak było też i tym razem. Wzmianki w mediach ograniczały się do absolutnego minimum. Za każdą publikacją dotyczącą wypadków w Polsce szły artykuły pokazujące jeszcze większe katastrofy na zachodzie. Ponadto górnictwo i górnicy byli wtedy kreowani na przodowników pracy i filar zdrowej gospodarki, więc tym niezręczniej było ukazywać ich śmierć, która w dodatku mogła być spowodowana zaniedbaniami w PKS czy spowodowana złym stanem dróg.


Rodziny kierowców wciąż dotknięte są oficjalnymi wynikami ówczesnego śledztwa. Kierowcą pierwszego z autobusów był Józef Adamek, ojciec boksera Tomasza Adamka.

Śledztwo po latach można było przeprowadzić jeszcze raz, jednak dokumentów SB i większości raportów ze śledztwa nie udało się odtajnić, bo - pewnie większość z Was zgadła - zaginęły.

...

Możecie zobaczyć miejsce katastrofy na Mapach Google.
Poniżej kilka zdjęć z akt Komendy Powiatowej Policji w Żywcu:

5774345-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada-900-542








Źródła: 1, 2, 3, 4, materiały TVP Historia, Składnica Akt Komendy Powiatowej Policji w Żywcu.

Oglądany: 114626x | Komentarzy: 32 | Okejek: 353 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało