Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Tajemnica przerażającej przepowiedni, która spełniła się na południu Polski

110 790  
664   56  
Zapowiedziany kataklizm uderzył z zabójczą precyzją, a druga cześć proroctwa rzuciła blady strach na mieszkańców miasta.

"Kiedy spotkają się trzy siódemki, kataklizm przyjdzie - wówczas i wilk się wody w Kłodzku napije".

Tak brzmiała pierwsza część przepowiedni jasnowidza Filipka (Filip Fediuk). Jak to z przepowiedniami bywa, przeważnie nie wiadomo o co chodzi i puszcza się je mimo uszu. Te słowa na ustach mieszkańców Kłodzka wypłynęły niemal 20 lat temu.

Filip Fediuk mieszkał w Starym Waliszewie w Kotlinie Kłodzkiej. Został tutaj przesiedlony z terenów dzisiejszej Ukrainy po II Wojnie Światowej. Od dziecka przypisywano mu dar jasnowidzenia, a sam o sobie mówił, że czasem widzi różne rzeczy, choć wcale sobie tego nie życzy. Na Ziemiach Odzyskanych stał się jeszcze bardziej popularny. Osoby, które przybyły z nim w te strony opowiadały pozostałym o przepowiedniach Filipka, które sprawdziły się co do joty.

Sudety to miejsce kryjące w sobie wiele tajemnic (art) i magii (art). Nie dziwota więc, że wielu nowych mieszkańców tych terenów podchodziło do przepowiedni Filipka bez śladu sceptycyzmu. Pod jego domem ustawiały się kolejki osób, które chciały poznać przyszłość losów świata, swojej rodziny lub spytać, czy ich krowa zdrowo się ocieli. Filipek tych ostatnich często przepędzał, twierdząc, że nie warto tracić czasu i siły na błahostki. Był ponadto uważany za osobę ekstrawagancką. Interesantów przyjmował często "przy okazji", np. w trakcie przygotowywania posiłku, czy w trakcie innych prac domowych. Tak, jakby nie poświęcał im swojej uwagi.


Swoje przepowiednie i proroctwa wypowiadał często w sposób bełkotliwy, a w dodatku po ukraińsku. Nie zniechęcało to jednak "petentów" i ciekawskich.
W 1975 roku, podczas wizyty w salonie fryzjerskim w Bystrzycy Kłodzkiej, Filipek był świadkiem rozmowy pozostałych klientów na temat skutków burzy, która przetoczyła się poprzedniej nocy przez miasto. Właśnie wtedy padło z jego ust:

"Kiedy spotkają się trzy siódemki, kataklizm przyjdzie - wówczas i wilk się wody w Kłodzku napije".

Przepowiednię tę powtarzano i przekazywano z ust do ust, zastanawiając się, co też dokładnie mogła oznaczać. Z czasem pamięć o proroctwie słabła, sam Filipek zmarł w 1992 roku, ale w pięć lat po jego śmierci te słowa znów wróciły na usta mieszkańców Kotliny Kłodzkiej.

Zagadka przepowiedni poskładała się w całość w 1997 roku. Dokładnie 7 lipca mieszkańcy Kłodzka z niedowierzaniem obserwowali to co się działo. Miasto nawiedziła potężna powódź, a poziom wody w Nysie Kłodzkiej podnosił się w szalonym tempie, nieubłaganie niszcząc miasto. Wody wciąż przybywało, a jej maksymalny poziom został osiągnięty, kiedy dotarła do płaskorzeźby... spragnionego wilka!


Tym sposobem 1997.07.07 (trzy siódemki) kłodzki wilk umoczył w wodzie swój pysk. Warto zauważyć w tym miejscu, że płaskorzeźba znajduje się o niemal 9 metrów powyżej normalnego poziomu wody w Nysie. Rozmiar katastrofy był ogromny, a na usta mieszkańców powróciła przepowiednia lokalnego jasnowidza.

Miasto zniszczone, wilk pił wodę, przepowiednia się spełniła, Filipek to dobry jasnowidz - kurtyna? Nie tak łatwo. Nie wiecie jeszcze, jak brzmiała druga część przepowiedni, a brzmiała tak:

"Ale ostateczny potop nadejdzie, gdy trzy dziewiątki staną obok siebie, bo i lew kłodzki pysk w wodzie umoczy".

Wielu z tych, którzy początkowo nie dowierzali w pierwszą część proroctwa, teraz poczuło strach. Wszystko wskazywało na to, że 9 września 1999, lub 2009 roku dojdzie do całkowitej zagłady miasta. Kłodzki lew bowiem znajduje się o 30 metrów powyżej poziomu Nysy. 30 metrów!


Oczywiście nie oddajmy się całkowicie magii jasnowidzenia, bajek i innych czarów. To w końcu zupełnie normalne życie, a nie fabuła "Wiedźmina". Naukowcy jasno określili, że powódź z 1997 roku była powodzią zdarzającą się raz na 1000 lat, więc byłoby absolutnie nieprawdopodobne, żeby już po kolejnych dwóch latach doszło do kolejnego kataklizmu.

Naukowcy właściwie się nie pomylili, kolejna potężna powódź nie przyszła w 1999 roku, przyszła rok wcześniej! 22 lipca 1998 roku Kotlina Kłodzka nawiedzona została przez powódź błyskawiczną, która w wielu miejscach była jeszcze bardziej niszczycielska niż powódź tysiąclecia.

Te wydarzenia znów wpędzały strach w ludzkie serca, a specjaliści wzięli pod lupę scenariusz przepowiedni. Mieszkańców wypadałoby uspokoić, więc trzeba było jasno określić, że powódź, w trakcie której woda podnosi się aż o 30 metrów to jakaś bzdura.

Przestudiowano gruntownie temat badając ukształtowanie terenu czy wielkość obszaru, z którego opady zasilają Nysę. Teraz już można było zapewnić mieszkańców, że w Kłodzku scenariusz z podniesieniem wody o 30 metrów jest całkiem możliwy. Niestety. Nawet najwięksi sceptycy mogli w tym momencie poczuć niewygodne łaskotanie po spoconym karku.

Sądny dzień, ten, w którym trzy dziewiątki miały stanąć obok siebie, zbliżał się nieubłaganie. Kotlina Kłodzka jeszcze nie podniosła się z dwóch poprzednich powodzi, a mieszkańcy wyczekiwali najgorszego. Część z nich wyjechała z miasta.

Sceptyka

Osoby zajmujące się przypadkami "jasnowidzów" twierdzą, że przepowiednia z trzema siódemkami i wilkiem to bardzo sprytny wybieg Filipka. Daje bardzo szeroką możliwość interpretacji. Jeśli wypowiedział ją w 1975 roku, to już dwa lata później następował rok 1977, w którym w kalendarzu trzy siódemki spotykają się około 60 razy. Wilk natomiast to bardzo popularne nazwisko czy ksywka, więc jasnowidz miał tym sposobem zostawić sobie niemal nieograniczone możliwości w potencjalnych interpretacjach. Wiemy, że większość z proroctw zostaje interpretowana dopiero po fakcie, kiedy do jakiegoś wydarzenia dopasowuje się powstałą wcześniej przepowiednię. Tak też miało być ze słowami Filipka. Jednak wciąż nie wiemy wszystkiego...

Prawda pozbawia nas złudzeń

Część z opisanej wyżej legendy jest mitem. Istną incepcją, legendą w legendzie. W tej formie rzeczywiście cały czas żyje i ma się całkiem dobrze, jednak okazuje się, że to wcale nie obdarzony niezwykłymi zdolnościami jasnowidz sformułował treść przepowiedni. Zrobił to twórca teatralny z Kłodzka już po powodzi z 1997 roku.

- Tak, to ja wymyśliłem historię z powodzią i wilkiem. Wykorzystaliśmy ją zresztą w przedstawieniu grywanym w Centrum Edukacji Kulturalnej pt. „Wilcza jama”. Pamiętam nawet, jak do tego doszło. Wyszedłem wtedy w towarzystwie znajomych z nieistniejącego już pubu WBL i zobaczyłem tego wilka i zauważyłem, że poziom wody podczas powodzi zatrzymał się dokładnie na wysokości jego pyska - mówił Marian Półtoranos

Treść legendy przemieszczała się po okolicy w formie plotki, ktoś połączył ją z Filipkiem i... stało się. Część przedstawienia teatralnego zaczęła żyć własnym życiem. Siła "przepowiedni" była tak duża, że 9 września 2009 roku do Kłodzka zjechali dziennikarze z całej Polski, czekając z włączonymi kamerami, aż coś się wydarzy.

Oczywiście nic się nie wydarzyło.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 110790x | Komentarzy: 56 | Okejek: 664 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.02

19.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało