Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Handel samochodami - oczami uczciwego sprzedawcy

215 339  
1189   194  
Do czego są zdolni, jakie numery i przekręty robią handlarze samochodami z polskich autokomisów wie już chyba każdy. Ale jak ten biznes wygląda widziany, dla równowagi, oczami normalnego sprzedawcy? Pisze Mindfuck z Sadistica.

Mindfuck pisze: "Prowadzę auto-skup od 2011 r. Jak już pisałem gdzieś indziej, kupuję auta tutaj, w kraju. Tylko zadbane i tylko takie, które jeszcze jest sens używać, sam nie kupuję złomów, więc i złoma ode mnie nie kupisz. Nie kupuję Alf z Twinsmarkiem, od dziwnych Francuzów stronię, nie biorę powypadków, a samochód od baby to żadna zaleta. Przez ten czas miałem styczność z całym przekrojem społeczeństwa, sporo dziwnych sytuacji, no i oczywiście przygody z innymi handlarzami.
Im jest po prostu łatwiej być mniej uczciwym, bo to prosta droga, aby zarobić. Kretynów nie brakuje. Jak to wygląda z mojej perspektywy?

"Dzień dobry, pan skupuje samochody?"

Czyli etap nabywczy.

Tutaj bywa bardzo różnie i można się zdziwić, co właściciele uznają za "samochód w dobrym stanie". Najczęściej na pytanie "a co jest w nim do roboty?" odpowiedź jest oczywista - "Paaaanie, nic! Ja go mam od nowości i znam to auto". Wsiadasz w auto więc i jedziesz, nieraz po 130 kilometrów w jedną stronę, na zadupie za lasem, gdzie nawigacja po wpisaniu adresu pyta, czy to aby na pewno znajduje się na tej planecie. Może chodzi mi o inne zadupie w przeciwnym kierunku? No nic. Według wskazówek Romana, jadę prosto drogą, a jak skończył się las, potem asfalt, skręcam w lewo za krzyżem, potem w górę czarnym szlakiem i w prawo za transformatorem, do końca i tam on już stoi. Jakoś dojeżdżam na miejsce. Roman, facet po czterdziestce, głowa rodziny, biznesmen z zadupia pod Krakowem. Posiada od nowości Skodę Octavię, rocznik 2002. Z wyposażenia zero, w środku ujebana z niezwykłą dokładnością, żaden fragment tapicerki nie pozostał czysty. Samochód faktycznie ma stosunkowo niski przebieg jak na diesla. 160 tysięcy to niewiele. Facet ma go faktycznie od nowości. I faktycznie nic nie dokładał. Objawiało się to tym, że opony są fabryczne, hamulce pewnie też, zawieszenie, które napierdala tak, że nawet głuchemu by nie wmówił, że on tego nie słyszy. Ale wmawia: "Panie, ja tak jeździłem i mi tam nic nie stukało". Sprzęgło działa w półautomacie. To jest - możesz je puścić całkiem, gdzieś po 200 metrach złapie.

Już wiem, że tego nie wezmę. Ale zapytam ile. Gość podaje górne widełki cen, jakie są na Allegro, dla nielicznych igiełek, w rzadkich u nas opcjach wyposażenia. BO ON WIDZIAŁ NA INTERNECIE ILE ONE STOJOM. I tak się robi większość wycieczek z telefonów do skupu, gdzie teoretycznie jedziesz oglądać ładne zadbane auto, a na miejscu stoi zmęczony strup.


Nie zawsze jest tak źle

Rzadziej spotykanym typem dzwoniących są starsi ludzie, sprzedający faktycznie kilkunastoletnie PEREŁKI. Dziadek chował pod kocem, do kościoła walił z buta, na zakupy autobusem, a na dalsze wyprawy pociągiem. Nie rozumiem tego sam, ale są tacy ludzie, któremu szkoda takiego auta. I tak spotykałem np. polonezy, które miały 20-kilka tysięcy przebiegu, z foliami na fotelach i wykładzinie.

Dzwoni babcia i mówi: "Nie wiem, czy byłby pan zainteresowany takim starym autem, bo wie pan, mąż zmarł w zeszłym roku, ja tu te sprawy spadkowe pozałatwiałam, no i stoi w garażu no, mamy takiego starego Volkswagena, 98 rok, to wie pan, nic nowego, ale uszanowany. Na złom to szkoda chyba, ale jak pan chce, to może pan zabrać".

I to jest najlepsze, co się mi trafia. Otwieram garaż, pokryty jakimiś zasłonami i kocami stoi blisko 20-letni samochód, który w środku pachnie nowością i ma jakiś śmieszny przebieg. Stan idealny. Żadnej ryski czy zadrapania, plamki w środku.

Pomyślisz, że łatwo to potem sprzedać... otóż nie!

Ludzie doszukują się przekrętu, przecież to niemożliwe!

Sam kupuję to stosunkowo tanio, więc nie świruję z ogłoszeniami typu "OKAZJA!! JEDYNY TAKI NA ALLEGRO, DLA KONESERA/KOLEKCJONERA/DLA ZNAWCY TEMATU!! Jedyne 20 tysięcy złotych!".

Wystawiam to stosunkowo tanio, w jakichś realnych pieniądzach. Tym bardziej ciężko to sprzedać. Za to bardzo chętni są inni do zakupu, pierwsze telefony to zawsze jedna i ta sama grupa...


Inni handlarze

Czyli zazwyczaj "wyszukiwacze okazji". Dzwonią zwykle już kilka minut po wystawieniu ogłoszenia, często bez prostego "Dzień dobry", często po prostu pierwsze słowa to nie jakiekolwiek pytanie o samochód (piszę długie i szczegółowe opisy w ogłoszeniach), tylko nieśmiertelny tekst "za ile to jest do zabrania?". No k***a, debile. Przecież pisze jak ch*j w ogłoszeniu, że sprzedaje firma, wystawiam fakturę VAT etc, ale nie. Jebany, będzie truć dupę. Czasem dzwonią, mówią, że nie handlują, szukają dla żony/córki/kochanki/cioci Zosi. Przyjedzie, podchodzi do auta, które ledwo co wyjechało z serwisu (zawsze sprawdzam wszystko, sam jestem mechanikiem, jak coś jest do zrobienia, to jest zrobione) i zaczyna wpierać, że zawieszenie napie**ala, sprzęgła nie ma, amortyzatory nie trzymają, silnik ma przedmuchy i ch*j wie co jeszcze. Raz jeden mi próbował wmówić przy idealnej BMW, że jest dziura w nadkolu... i wskazał mi: otwór technologiczny na odpowietrzenie baku...


Aaaalleee, jak chcę, to on może mi dać ten tysiąc mniej i zabrać. Ale nie jest handlarzem. Facet ze Śląska przyjechał do mnie na rejestracjach z Wielkopolski, na fotelu miał bloczek umów samo kalkujących, ale nie jest handlarzem. W świetle prawa nie, bo oni zazwyczaj nie mają działalności.

Nieraz miałem spinę z podobnymi. W ogłoszeniach lubię sobie pośmiać się z typowych tekstów stosowanych przez pazery, typu: "do wymiany sprzęgło, koszt u mechanika 400 zł", tak, k***a, gdzie komplet sprzęgła sam kosztuje ponad 500 i mówimy tutaj o najtańszej pozycji w ofercie hurtowej z moimi zniżkami. A mechanik to zrobi za darmo i jeszcze zapłaci za ten przywilej. Albo ulubione - "Do lekkich poprawek blacharskich" - co oznacza dziurę w progu taką, że można przez nią wcisnąć parę puszek browaru. Auto niebite, bezwypadkowe. Zderzak krzywo spasowany i malowany ch*jowo przez Waldka w garażu, gratis przyprószone pod kolor reflektory i opony. Za szydzenie z podobnych ogłoszeń i porównywanie moich samochodów z takimi okazami, spotykam się z olbrzymią niechęcią ze strony "wyszukiwaczy okazji", a nawet dziś dostałem:

Cytat:

"za pisanie opowiadań się weż,nie żle ci idzie dupku"
Pisownia oryginalna


Nie mam się tutaj zamiaru reklamować, chcę tylko zwrócić uwagę na to, że równie dobrze zwykły Janusz ze znajomym mogą podrutować auto, którym jeździł od nowości i wpierać ci gorszy farmazon niż handlarz. Ponadto zwróć uwagę na tych właśnie handlarzy bez działalności, którzy zrobią cię w wała z całą pewnością. W ofercie "prywatne ogłoszenie" jedziesz po auto, które ma kilka umów i nie było przerejestrowane przez ostatnie 2 lata przez żadnego z właścicieli.

Jednak nie taki diabeł straszny, są i uczciwi handlarze, którzy dbają o swoją reputację i chcą pozostać na rynku i się na nim utrzymują. A cwaniaków zawsze pełno wszędzie.

Podejście do klienta jest sprawą personalną, więc nawet takiej grupy zawodowej jak handlarze (czy Mirki) nie trzeba od razu wrzucać do jednego worka.

A gdyby ktoś był ciekawy co się stało z golfem od babci:

"Golf był świetny, jasny środek i decha, nie widziałem takiego drugiego do dziś, ale poza tym bieda-wersja. Na wyposażeniu Korbotronik, kierownica i silnik. Ale wsiąść do takiego auta, które ma tyle lat, a pachnie w nim nowością, to coś szokującego.

Pojechałem nim na wakacje. Wróciłem, odkurzyłem, wystawiłem wieczorem na sprzedaż. Telefon dzwonił dosłownie 10 sekund od zakończenia poprzedniego połączenia, a było grubo po 20:00.

Pierwszy ustawił się handlarz oczywiście. Dałem mu jasno do zrozumienia, że nie będzie obniżek i cudowania, więc najlepiej niech nie przyjeżdża w ogóle. Nie, nie, nie, ja go zabieram za tę cenę, nie ma sprawy. OK. Kolejny telefon, facet prywatnie, (już ich rozróżniam po pierwszym wypowiedzianym zdaniu). Powiedziałem, że jedzie prawdopodobnie handlarz, ale jak chce to może podjechać, on ma pierwszeństwo, ale gdyby marudził, to nie będę z nim dyskutować, tylko pan sobie obejrzy.

Przyjechał Pan Handlarz, jakąś zarżniętą laguną. Z miejsca zaczął krzywić ryja na jakieś wyimaginowane wady w chuj w ogóle dyskwalifikujące auto z eksploatacji. Po pierwszych słowach wszedłem mu w słowo - dobrze, dziękuję. Już jedzie ktoś inny. Dosłownie minutę później wjechało małżeństwo w średnim wieku, z całkiem fajniutką córuchną, która de facto miała zostać nową właścicielką golfa. A handlarz? Wcale nie odjechał, dalej stał przy golfie i palił szluga. Ten drugi facet ogląda auto z latarką, proponuję się więc przejechać na najbliższą stację, gdzie można obejrzeć dokładniej, sprawdzić jak jeździ, wiadomo. Na co ten handlarz z koziej dupy podchodzi do gościa i mówi: "Panie, daj sobie pan spokój, patrz pan, tu do roboty jest wszystko... Tu jak pan popatrzysz, to..."

- Zamknij, kurwa, ryj. Pytał się ciebie ktoś o zdanie? - rzekł pan oglądający.

Handlarz w szoku. Ja też, mieszanina złości na wyskok wkurwionej handlarzyny bez kwitów i szoku na reakcję gościa.

Gość wskoczył za kierownicę, a handlarz rzucił szluga o glebę i bez słowa wpakował się do dojebanej jak koza w obozie dla uchodźców laguny i pojechał.

Typ dojechał na stację, opowiedział swoją historię jak właśnie też sprzedawał niedawno swoje auto i ile przeszedł z tymi pazerami, "łowcami ogłoszeń", ile stracił czasu i odmówił wizyt innym, bo umówił się z "dam dwaczysta", więc jak usłyszał znowu to typowe pierdolenie, to wybuchnął.


Golf sprzedał się w niecałą godzinę po wystawieniu ogłoszenia, 3 tysiące złotych taniej niż najdrożej wystawiony golf z tego roku.

Źródła: Sadistic - opublikowane za zgodą autora, artykuł o przekrętach na poboczem.pl

Oglądany: 215339x | Komentarzy: 194 | Okejek: 1189 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.02

14.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało