Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Z wizytą w stolicy piekieł – 13 lutego 1945 roku

72 926  
319   89  
13 lutego 1945 roku w bazach bombowców RAF w Wielkiej Brytanii panuje zamieszanie. Mechanicy ładują na pokłady Avro Lancasterów ciężkie bomby burzące. Dostali także rozkaz, by załadować również ledwie dwukilogramowe zapalające bomby fosforowe, co też skrupulatnie czynią. Po południu na briefingu załóg piloci otrzymują informację, że dziś będą bombardować Drezno.

Miasto co prawda nie ma wielkiego znaczenia strategicznego, ale jest tam duży węzeł kolejowy wysyłający zaopatrzenie na wschód, fabryka Karla Zeissa, produkująca celowniki optyczne i kilkadziesiąt pomniejszych zakładów. Poza tym, w ostatnim tygodniu na Londyn spadło prawie dwieście pocisków V1 i V2, Brytyjczycy czują się uprawnieni do akcji odwetowej.

Po otrzymaniu informacji o bombardowaniu jako wsparciu nachodzącej Armii Czerwonej kilku Polaków wstaje i wściekłych wychodzi z sali. Dowiedzieli się rano w BBC, że w Jałcie Churchill i Roosevelt oddali kresy wschodnie Polski Stalinowi. Nie chcą pomagać Rosjanom. Wszystkie załogi pochodzące z kresów Rzeczypospolitej odmawiają lotu. Rząd RP na uchodźstwie nakazuje jednak wziąć udział w bombardowaniu.

W samym Dreźnie nie odczuwa się zagrożenia. Co prawda było już kilka alarmów bombowych, ale nie zrobiły one na nikim większego wrażenia. Po mieście krąży plotka, że jeńcem wojennym w Dreźnie jest ktoś z rodziny Churchilla, więc miasto zostanie oszczędzone, poza tym Brytyjczycy zawarli tajny układ z Trzecią Rzeszą dotyczący niebombardowania stolicy Saksonii. Obrona przeciwlotnicza praktycznie nie istnieje, bo większość jej została przeniesiona na fronty. Drezno, przed wojną liczące około 600 tys. mieszkańców, obecnie liczy ich dwa razy tyle. Są tam robotnicy przymusowi ale i Niemcy ze Śląska, uciekający przed frontem Armii Czerwonej.

Około godziny 22.00 pierwsza grupa 240 Lancasterów nadlatuje nad miasto. Przed nimi lecą niewielkie myśliwce Mosquito, w jednym z nich podpułkownik Maurice Smith – Master Bomber, czyli dowódca bombardowania.

Smith odnajduje w ciemnościach boisko stadionu, które ma stanowić punkt orientacyjny dla bombowców i zrzuca czerwoną flarę. Pozostałe Mosquity czynią to samo, dodatkowo zrzucając flary spadochronowe wyglądające jak choinki. Nad miastem robi się jasno jak w dzień. Lancastery, lecące wyżej, otwierają luki bombowe i zrzucają najpierw duże bomby burzące, potem małe bomby fosforowe w wiązkach. O 22:30 samoloty zawracają. Miasto, podpalone bombami zapalającymi, zaczyna płonąć. Fosfor pryska, rozprzestrzeniając kolejne zarzewia ognia. Małe pożary szybko się rozprzestrzeniają i tworzą jeden wielki. Ognia nie ma za bardzo kto gasić, większość strażaków została powołana do Volkssturmu. Nieliczni pozostali próbują gasić okolice dworca kolejowego.

Około 1.00 w nocy nad Drezno nadlatuje druga fala bombowców, dwa razy większa od poprzedniej. Miasto, niknące w kłębach dymu pożarów zostaje zbombardowane ponownie bombami zapalającymi przez 500 bombowców. Drezno staje się jedną wielką gorejącą pochodnią. Płomienie są wszędzie, sięgają po kilkaset metrów w górę.


Tworzy się burza ogniowa – gorące powietrze pędzi do góry z ogromną prędkością, podczas gdy ogień z wielką siłą zasysa dołem chłodne. To tak zwany efekt kominowy. Pożar podsyca się samoczynnie, paliwa wszak jest dosyć. Wraz z powietrzem zasysane jest wszystko co się da: desperacko trzymający się sprzętów ludzie, zwierzęta, przedmioty. Wszystko, co może się palić, płonie. Huraganowy wiatr wyrywa drzewa z korzeniami, pali się asfalt. Topi się szkło.

Rozgrzane powietrze zasysa ludzi i sprzęty na wysokość kilkudziesięciu metrów, gdzie znikają w ogniu. Temperatura burzy sięga około tysiąca pięciuset stopni, zaczynają topić się metale. Zaczyna brakować tlenu, pochłanianego przez pożary. Ludzie, którzy schronili się w piwnicach przed bombardowaniem, umierają z gorąca i braku powietrza zdatnego do oddychania.

Łunę płonącego Drezna widać z kilkuset kilometrów.

Nad ranem mieszkańcy, którzy przeżyli, wychodzą z kryjówek, między nimi młody jeniec Kurt Vonnegut, który schronił się w podziemnej chłodni zakładu rozbioru mięsa. Widok jest koszmarny. Miasto spłonęło doszczętnie, w rynsztokach leżą zastygłe kałuże metalu. Wszystko pokryte jest grubą warstwą popiołu. Kikuty wypalonych domów sterczą w niebo. Wszędzie leży pełno trupów. Zaczyna padać deszcz, który w połączeniu z popiołem tworzy błotnistą maź.


Florencja Północy przestała istnieć.

Lothar Mezgen, jeden z tych, którzy przeżyli wspominał:

To nie jest do opisania. Serie wybuchów. To było nieprawdopodobne, straszniejsze od najgorszego koszmaru. Ogromne ilości ludzi poparzonych i rannych. Coraz trudniej było oddychać. Było ciemno i wszyscy próbowali wyjść z piwnicy w nieopisanej panice. Martwi i umierający byli tratowani, porzucone bagaże plątały się między nogami. Kosz z moim rodzeństwem – bliźniętami, przykryty mokrymi ręcznikami został wyrwany z rąk mojej matki i zostaliśmy wypchnięci na zewnątrz przez uciekających ludzi. Ujrzeliśmy płonącą ulicę, walące się ruiny i potworny pożar. Matka przykryła nas mokrymi kocami i płaszczami, które znalazła w jakiejś wannie.

Widzieliśmy potworne rzeczy: spalonych dorosłych skurczonych do rozmiarów małych dzieci, porozrzucane osobno ręce i nogi, trupy, martwe całe rodziny, płonących ludzi biegających tam i z powrotem, spalone autobusy wypełnione uchodźcami, martwych strażaków i żołnierzy. Wielu ludzi szukało swoich rodzin i dzieci. I ogień. Ogień, który był wszędzie. I gorące powietrze pożarów, które wsysało ludzi z powrotem do płonących domów, z których próbowali uciekać.

Nigdy tego nie zapomnę. Tego nie da się zapomnieć.

Koło południa nad miasto nadlatuje trzecia fala bombowców, niszcząc ocalałe resztki zabudowy bombami burzącymi.

Według dzisiejszych szacunków w Dreznie w nocy z 13 na 14 lutego 1945 roku zginęło około 25 tysięcy ludzi. Węzeł kolejowy pozostał nietknięty. Około 70% ofiar zginęło z braku tlenu, niezbędnego do oddychania.


Kwestia zasadności nalotów na Drezno jest żywa do dzisiaj, szczególnie w okolicach rocznicy. Należy jednak pamiętać, że choćby naloty i ostrzał artyleryjski Warszawy w 1939 roku spowodował śmierć około 10 tysięcy zabitych ofiar cywilnych i 50 tysięcy rannych, nie mówiąc już o statystykach niewinnych ofiar obozów koncentracyjnych. Ponadto Niemcy wypowiadając wojnę totalną dali pełne moralne prawo do akcji odwetowych.

W założeniu, bombardowania Drezna miały nie tylko zniszczyć linie komunikacyjne, niezbędne do ewakuacji ze wschodu, ale również utrudnić przerzucenie wojsk z zachodu na front wschodni. Rosjanie, obawiając się tego właśnie, prosili aliantów o naloty na Berlin i Lipsk. Nie wspominali o Dreźnie, które miało znaleźć się w rosyjskiej strefie okupacyjnej.


„Osobiście nie uważam, aby wszystkie niemieckie miasta były warte życia jednego brytyjskiego grenadiera” - dowódca Lotnictwa Bombowego RAF sir Arthur Harris.

Oglądany: 72926x | Komentarzy: 89 | Okejek: 319 osób