Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Parę słów o gestach powtarzających się na znanych obrazach

92 136  
219   43  
Wiadomo – obrazy te nie powstały w czasach osiedlowych hiphopowych ziomeczków, ale tajemnicze znaki miały swój konkretny przekaz, o którym zaraz wam opowiemy.


Zauważyliście, że na wielu obrazach z okresu średniowiecza i renesansu Jezus bardzo często trzyma lekko uniesioną w górę dłoń z wysuniętymi dwoma palcami? Wygląda to trochę tak, jakby Syn Boży, co to zna odpowiedź na każde pytanie, wyrywał się do odpowiedzi na szkolnej lekcji (za aktywność na zajęciach jest przecież krzyżyk plusik!).





Gest ten ma korzenie jeszcze w czasach przedchrześcijańskich i faktycznie – oznacza on chęć zabrania głosu! W każdym razie tak to wyglądało w czasach starożytnego Rzymu. Kiedy jednak w 313 roku naszej ery cesarz Konstantyn I zezwolił chrześcijanom na jawne praktykowanie swojego wyznania, gest ten został wchłonięty do rozkwitającej właśnie sztuki ściśle związanej z nową wiarą.

Z czasem znaczenie tego symbolu mocno ewoluowało. Początkowo tak ułożoną dłoń odczytywano jak boskie błogosławieństwo, z czasem jednak drobne niuanse zupełnie zmieniały przekaz obrazu. I tak na przykład, gdy kciuk Chrystusa był złożony, a w górze znajdowały się tylko dwa palce, oznaczało to podkreślenie bosko-ludzkiego dualizmu Mesjasza. Natomiast gdy również i kciuk był wyciągnięty – oznaczało to manifestację Boga w trzech osobach. Coś w stylu - „The Trinity is in da house, bro!”.



Ciekawostka - gest ten wrócił do "świeckich" łask za czasów rządów Adolfa Hitlera, kiedy to znak ten wykonywany był przez niemieckich żołnierzy ślubujących wierność wodzowi.

Przeskoczmy teraz nieco w czasie, aby przyjrzeć się innemu symbolowi, który to szczególnie często był przemycany na płótno przez renesansowego geniusza – Leonarda da Vinci. Mowa o bardzo charakterystycznym geście podniesionej ręki ze wskazującym palem wyciągniętym ku górze. Leonardo po raz pierwszy wykorzystał ten znak na obrazie Jana Chrzciciela.



Mężczyzna, którego widzimy na płótnie jest młodym pustelnikiem wzywającym ludzi do nawrócenia się na jedyną „właściwą” wiarę. Historycy sztuki dopatrują się w tym tak zwanym „geście Jana” zapowiedzi przybycia Jezusa. Co ciekawe – sam bohater swoim młodzieńczym, lekko swawolnym (zwróćcie uwagę na ten uśmieszek!) wyglądem bardziej przypomina Dionizosa, greckiego boga płodności i swawoli niż gościa, który wyrzekł się przyziemnych przyjemności, aby głosić słowo Pana. Wkrótce „gest Jana” stał się elementem rozpoznawczym prac Leonarda. Znak ten pojawiał się m.in. na „Ostatniej wieczerzy”, a także na jednym z nieukończonych dzieł tego artysty.









Tymczasem inny renesansowy mistrz pędzla – Rafael – stworzył fresk „Szkoła Ateńska”, przedstawiający słynnego greckiego filozofa – Platona. Zaskakujące jest to, że postać z tego malunku ma twarz… Leonarda. Żeby nie było wątpliwości, kto artyście posłużył za natchnienie, bohater fresku trzyma uniesioną w górę dłoń z „gestem Jana”.



Pozwólcie, że teraz opuścimy malarstwo religijne i przypomnijcie sobie w jaki sposób portretowany był Napoleon. Nienagannie ubrany, dostojny, otoczony kosztownymi przedmiotami. I ta dłoń! Zawsze wepchnięta gdzieś pod kamizelkę. Czemu on to robił? Hipotez na ten temat było bardzo dużo –„cesarz Francuzów” cierpiał na wrzody żołądka i głaskał się po brzuchu, a może nosił pod ubraniem małą torebeczkę z perfumami i lubił ją sobie miętosić, a potem wąchać swą pachnącą rękę?



Napoleon był człowiekiem dobrze obeznanym z zasadami dobrego wychowania i dużą wagę przywiązywał do mowy ciała.

Jednym z bardziej znanych autorów podręczników do savoir-vivre'u był niejaki Francois Nivelon, który w 1738 roku napisał książkę poświęconą dobrym manierom. Pisarz ten wskazywał, że wsunięta pod kamizelkę dłoń (najlepiej - z kciukiem pozostawionym na wierzchu), wskazuje na to, że osoba, która tak robi charakteryzuje się „męską śmiałością temperowaną dozą skromności”. To też symbol autorytetu, odwagi i zdecydowania.

Napoleon tak naprawdę nigdy nie pozował do obrazu Jacquesa Louisa Davida – autora jego najbardziej znanego portretu (malarz musiał z pamięci odtworzyć wygląd swojego „modela”). Jednak dzieło to tak bardzo cesarzowi się spodobało, że ten faktycznie zaczął wkładać swoją dłoń pod kamizelkę.



Pewna „spiskowa” teoria wskazuje jednak na to, że tak ułożona ręka jest cechą wysoko postawionych członków loży wolnomularskich. Niektórzy uważają też, że historycy zatajają związki cesarza z masonerią. Tak czy inaczej gest ten stał się bardzo popularny wśród znanych, prominentnych polityków, dowódców, a nawet dyktatorów.







To oczywiście wierzchołek lodowej góry – artyści zawsze umieszczali w swoich dziełach dużo symboliki. Dla historyków sztuki wiele z takich „przemyconych grypsów” jest czytelnych i łatwych do rozszyfrowania. Innymi, nieco bardziej problematycznymi, zajmują się już tropiciele międzygalaktycznych spisków. Co nie oznacza, że niektóre ich pomysły potrafią przykuć uwagę. Weźmy na przykład bardzo charakterystyczny element chrześcijańskiej ikonografii z okresu średniowiecza.



Cóż może oznaczać ten dziwny gest? No cóż, ktoś zauważył tu pewne podobieństwo z mudrami. Tak zwą się stosowane przez buddystów układy dłoni stosowane przez medytujących mnichów. Ten konkretny znak to rzekomo mudra zwana Surya Ravi. Jej zadaniem jest uzyskanie wewnętrznej równowagi i witalności.



Może to i przypadek, ale przyznajcie, że dość intrygujący.;)






Obrazy możemy również wydrukowań na płótnie korzystając z serwisu https://www.galeriadruku.com.pl/

Źródła: 1,2,3,4
6

Oglądany: 92136x | Komentarzy: 43 | Okejek: 219 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.02

24.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało