Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Te filmowe produkcje udowadniają, że lata 80. trwać będą wiecznie

81 040  
176   65  
Podczas gdy Michael Bay rzyga kolorowymi fajerwerkami w CGI , kolejni producenci odgrzewają stare hity sprzed dekad, a inni stają na głowie, aby wyciągnąć nieco grosza z ciągnących się w nieskończoność śmierdzących trupem serii, wielu widzów z wielkim rozczuleniem patrzy na klasyczne hiciory z lat 80. Wtedy to w głowach filmowców wykluwały się naprawdę świetne pomysły, a technologia już pozwalała, może w nieco siermiężnym stylu, wprowadzić je w życie.



Panie, takich filmów dziś już się nie kręci! - moglibyśmy rzec i zakończyć temat rzewnymi wspominkami najlepszych dzieł sprzed lat. Musielibyśmy jednak skłamać. Oto bowiem z wielką radością obserwujemy nostalgiczny powrót do kinowej stylistyki, na której wielu z czytających te słowa 30-latków się wychowało.

Ash vs Evil Dead

Grubo ponad 20 lat temu Sam Raimi nakręcił ostatnią część klasycznej już dziś serii, w której całkiem zgrabnie przepleciono horror z wątkami komediowymi. Swoją drogą, trochę nam dziś brakuje takich właśnie B-klasowych produkcji (pamiętacie „Crittersy”, „Martwicę mózgu”, czy „Re-Animatora”?).
Skoro więc już wspomnieliśmy o odgrzewaniu kotletów, to przyznać trzeba, że tu mamy do czynienia z kawałem krwistego, nieco żylastego, zwęglonego gdzieniegdzie mięsiwa! Oto bowiem po latach emerytury do akcji wrócił podstarzały Ash Williams, aby obficie skopać dupska demonicznemu plugastwu. Tym razem na łamach telewizyjnego serialu.



Nawiązań do filmowej serii jest tu co niemiara, wliczając w to słynną altankę, w której to 35 lat temu wszystko się zaczęło. Udało się też zachować charakterystyczną „czerstwość” oryginału. Oprócz kiczowatych efektów specjalnych, w których prym wiodą latające w tę i nazad obcięte za pomocą łańcuchowej piły lateksowe kończyny, nie zrezygnowano z dobrodziejstw współczesnej technologii. Nie zawiedziecie się jednak – tryskająca wygenerowana komputerowo jucha (a jest jej dużo!) wygląda tak bardzo tandetnie, że aż oczko radośnie wam załzawi.
Czekamy na drugą serię przygód Asha. Twórcy obiecują sporą ilość nawiązań do „Armii ciemności”!



Cabin in the woods

Zostańmy jeszcze na moment przy kinie grozy. Ba, wróćmy nawet do tej nieszczęsnej, opuszczonej chatki w środku mrocznego lasu!
Powstały cztery lata temu film „Cabin in the woods” to prawdziwa gratka dla każdego miłośnika klasycznych horrorów z lat 80. Po raz pierwszy bowiem udało się zebrać w jednej produkcji tak pokaźną ilość kreatur znanych z antycznych VHS-ów.



Mordercze klauny, cenobici, zombie, wilkołaki, znane ze wspomnianego wyżej „Martwego zła” drzewko lubujące się w gwałceniu przedstawicielek rasy ludzkiej, do tego wielkie pająki, duchy, umorusane krwią dziewczynki, mordercze laleczki – wrażliwe oko obeznanego z tematem widza z łatwością wychwyci wszystkie nawiązania do naszych ukochanych, leciwych produkcji sprzed lat.



Kung fury

Tego dzieła przedstawiać nikomu nie trzeba. To jedyny film, w którym zobaczymy Adolfa Hitlera walczącego w stylu kung-fu, dinozaury, ninja, wikingów, podróże w czasie oraz samego Davida Hasselhoffa!



W trwającym 30 minut dziele, powstałym dzięki zbiórce hajsu przez Kickstartera, udało się upchnąć do nieprzytomności skompresowaną esencję lat 80. Zadbano nawet o takie drobiazgi jak zanieczyszczenie obrazu, przez co mamy wrażenie oglądania filmu ze starej, wyeksploatowanej kasety video odtwarzanej przez magnetowid z wymagającą czyszczenia głowicą. W polskiej wersji dodatkowym smaczkiem jest głos Tomasza Knapika – lektora, który ugiął się pod błagalnym jękiem tysięcy fanów i sprawił, że „Kung Fury” jest jeszcze bardziej wiarygodny jako produkcja, która mogła powstać w latach 80.!



Turbo Kid

Ten film jest u nas mało znany. A szkoda, bo to kawał znakomitego retro-szmelcu! Tym razem do kotła wrzucono post-apokaliptyczne produkcje w stylu „Mad Maxa” i wymieszano je z solidną dawką siermiężnego humoru, kultowych gadżetów z lat 80. (walkman, balonówy, BMX!) i przaśnego gore. Całość ubarwiono fenomenalną, elektroniczną muzyką brzmiącą jak połączenie uroczych 8-bitowych pierdów z klimatycznym electro.



Opowieść o żyjącym na ponuklearnych zgliszczach chłopcu wymieniającym upolowane przez siebie zmutowane szczury na racje wody i… komiksy łyka się bez popity, a po seansie trzeba wytrzeć z policzka nostalgiczną łezkę radości.

https://www.youtube.com/watch?v=AFlZ6pVtnv0


Stranger things

No i dotarliśmy do wisienki na torcie. „Stranger things” to serial wyprodukowany przez Netflix. Jego twórcy, idąc za modą na wskrzeszanie ducha lat 80., wpadli na bardzo dobry pomysł przywrócenia do łask pewnego zapomnianego przez filmowców gatunku. Mowa o kinie przygodowym, w którym główne skrzypce odgrywają dzieciaki. Pamiętacie takie produkcje jak „Goonies”, „E.T.” czy powstały na podstawie opowiadania Stephena Kinga „Stand by me”? W „Stranger things” nawiązań do tych dzieł jest bez liku.



Najfajniejsze w tej produkcji jest jednak to, że wzorowo zachowano specyfikę tego gatunku. Wprawdzie bohaterami są tu małolaty, ale nie oznacza to, że przed odbiornikami maja zasiąść ich rówieśnicy. „Stranger things” to mroczny, nawiązujący do prowadzonych przez CIA badań nad zjawiskami paranormalnymi serial, który wbija w fotel wcale nie gorzej niż niejeden dobry thriller.



Pytanie do was, bojownicy i bojowniczki – znacie może inne, współczesne produkcje, które garściami czerpią z klasyków „złotej ery VHS”? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się tytułami w komentarzach!
5

Oglądany: 81040x | Komentarzy: 65 | Okejek: 176 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało