Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Headbanging, glany, ramoneski - skąd metale wzięli kluczowe elementy swojego wizerunku?

61 087  
278   61  
Gitarowy jazgot, wściekłe pogo, czarne ciuchy, glany i ta mała, acz zauważalna, sympatia dla szatana. Jeszcze do niedawna metalowcy stanowili chyba najbardziej hermetyczną, konserwatywną subkulturę, a bycie prawdziwym „metalem” wymagało niemałego poświęcenia. Na Demogorgona! Przecież prawdziwy „tru” zapier#ala w glanach cały rok, niezależnie czy idzie na wesele siostrzenicy, w upalny dzień na plażę, czy z mięciutkim ręczniczkiem na basen.

Żarty jednak na bok. Dziś postaramy się rzucić nieco światła na najbardziej charakterystyczne elementy stylu archetypowego metalowca.

Headbanging

Headbangingiem określa się energiczne potrząsanie długowłosym łbem w rytm muzyki. To nieodłączna część każdego, metalowego koncertu i bardzo częsty dodatek do tańca pogo.


Zwyczaj ten narodził się prawdopodobnie podczas jednego z występów Led Zeppelin w 1969 roku. Historycy i skrybowie zaklinają się, że miało to miejsce w dniu, kiedy zespół grał na jednej z bostońskich imprez. Wówczas to publiczność zgromadzona w pierwszych rzędach, jak na zawołanie, zaczęła machać swymi grzywami. Wkrótce takie zachowanie stało się obowiązkowym elementem każdego koncertu Zeppelinów. Natomiast pierwszymi muzykami, którzy dodali do swoich występów element potrząsania piórami byli Ozzy Osbourne i Geezer Butler z Black Sabbath.


Jednocześnie jednak trzeba tu nadmienić, że Lemmy Kilmister miał inne zdanie na temat rodowodu machania łbem. Według niego nawet sam wyraz „headbanging” wywodził się od pierwotnego słowa „motorheadbanging”, wskazując jednocześnie, że to artyści z Motörhead wprowadzili ten zwyczaj do metalowego świata.


Ramoneska

Kurteczka, taka krótka, skórzana, z taką dużą dzwoniącą klamrą. Pierwsze skojarzenie z legendarną, punkową grupą z lat 70. jest jak najbardziej poprawne – członkowie The Ramones mocno spopularyzowali tę garderobę wśród miłośników ciężkiego grania. Oczywiście ten element wizerunku długowłosych rockersów nie powstał specjalnie na ich życzenie. Kurtka, o której mówimy, w rzeczywistości zwie się Perfecto i zaprojektowana została przez niejakiego Irvinga Schotta w 1928 roku!


Pochodzący z żydowskiej rodziny Schott założył firmę zajmującą się produkcją odzieży dla motocyklistów. Zanim więc w skórę odziali się Ramonesi, a wraz z nimi cały świat miłośników tłustego, rockowego łojenia, w kurteczce tej paradował już w latach 50. Marlon Brando na planie „The Wild One”.


Oczywiście przez kolejne dekady „ramoneska” ewoluowała, jednak sam krój pozostał dokładnie ten sam co prawie 90 lat temu!


Pieszczochy

Tak zwykło się nazywać skórzane bransolety nabijane ćwiekami, kolcami, a w skrajnych przypadkach – gwoździami.

Dziś ten, szczególnie ekstremalny, rodzaj upiększacza zobaczyć można na przedramionach black metalowych muzyków. Swoją drogą – bardzo chcielibyśmy zobaczyć, w jaki sposób takie osoby ubijają sobie komara na czole.

Moda na „ostrą” biżuterię narodziła się w latach 70., kiedy to młodzi punkowcy, zgodnie z trendem „DIY” („Do it yourself”) zaczęli upiększać swoje wdzianka tak, aby te w jak największym stopniu wyłamywały się narzuconym, modowym stereotypom. W tym środowisku popularne stały się skórzane kurtki przyozdobione dziką ilością kolców oraz równie „ostre”… psie obroże noszone na szyi.


Ten element punkowego wizerunku najwyraźniej musiał spodobać się fanom metalu.
Ciekawostka – w stanie Massachusetts „pieszczochy” traktowane są jako broń, a ich noszenie jest prawnie zakazane.

Glany

Wszystko zaczęło się od bolesnej kontuzji kostki pewnego niemieckiego lekarza. Doktor Klaus Märtens wywalił się podczas jazdy na nartach i cały jego alpejski urlop szlag trafił. Aby w przyszłości zapobiec takim wypadkom, Klaus zaprojektował obuwie chroniące stopę przed wstrząsami. Pomocna okazała się poduszka powietrzna na pięcie. Najprawdopodobniej pomysłowy doktorek czerpał też pewną inspirację z ciężkiego obuwia z podbijaną gwoździami podeszwą noszonego przez górników. W ten sposób powstał legendarny model 1460.


W latach 60. buty trafiły już do sklepów, a niedługo potem w tym niemieckim wynalazku wesoło pląsał Iggy Pop. Jednocześnie Martensami zachwycili się przedstawiciele subkultury rockersów i modsów, którzy cenili sobie to obuwie ze względu na ich wysoką, zabezpieczająca łydkę przed oparzeniami rury wydechowej motocykla, cholewę.


Z czasem w butach doktora Klausa paradowała też zbuntowana, punkowa młodzież. Co interesujące – metalowcy przekonali się do tych ciężkich traperów dopiero gdzieś na początku lat 90! W tym samym czasie modne stały się też bojówki – wojskowe spodnie z nogawkami przystosowanymi do wkładania w cholewę wysokiego buta.

Kostka

Toż to najprawdziwszy, licealny klasyk – zielony (niekiedy też można było spotkać czarną wersję) plecak pokryty niezliczoną ilością naszywek skandynawskich zespołów black/death/cumshot/pagan metalowych, których nazwy skryte są wśród skomplikowanej plątaniny mrocznych szlaczków i szatańskich cierni. Na „kostce” fajnie też pisało się czarnym niczym odbyt upadłego anioła flamastrem. Można było sobie na przykład gotykiem pierdol#ąć mądrość życiową zasłyszaną w piosnce Kata, lub koślawo nabazgrać pentagram z odwróconym krzyżem misternie umieszczonym wewnątrz.


Historia tego plecaka jest dłuższa niż mogłoby się wydawać. Wszystko zaczęło się od tornistra WZ 1925 wchodzącego w skład rynsztunku żołnierza Wojska Polskiego w latach 20. ubiegłego wieku.


Ten z kolei wzorowany był na plecaku używanym przez armię niemieckich sił zbrojnych z I Wojny Światowej. Plecak skonstruowany był tak, aby można było do niego przyczepić menażkę oraz zwinięty w rulon koc. Przez kolejne dziesięciolecia tornister był usprawniany, m.in. znacznie go odciążono, a drelich zamieniono na nieprzemakalne, impregnowane płótno – brezent.
Od lat 50. obowiązywała „kostka”, jaką wszyscy dziś znamy – zielona, z parcianymi pasami i szelkami, z niewielką kieszonką pod klapą.
Co się więc stało, że polscy metalowcy nagle zaczęli paradować z takimi plecakami?


W 1989 roku model „kostka XI 1979” zaczęto wycofywać z zaopatrzenia polskiej armii, zastępując go całkiem nowym tornistrem - WZ 89. Do końca lat 90. „kostki” trafiły do demobilu, gdzie z miejsca znalazły odbiorców w postaci harcerzy ceniących sobie jego pakowność, nieprzemakalność i wytrzymałość. Harcerzom plecaka pozazdrościli metalowcy, którzy dołączyli i ten element do swojego obowiązkowego wizerunku.

I to tyle. Chromolić niumetalowych pozerów! Odrabiać lekcje! Kochać mamę!


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 61087x | Komentarzy: 61 | Okejek: 278 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało