Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

15 słynnych statków widmo

149 995  
495   31  
Statkami widmo nazywane są jednostki, na których nie ma żywej załogi. Mogą to być widma, na których duchy potępionej załogi mrożą krew w żyłach najdzielniejszym marynarzom, ale także całkiem realne jednostki, których załogi opuściły statek (przynajmniej duchem). Oto historie kilkunastu z nich.

#1. Kaz II

Na rozgrzewkę mały katamaran, który znaleziono u wybrzeży Australii w 2007 roku. Opuszczony jacht został znaleziony 5 dni po wypłynięciu z portu. Na zastawionym stole leżał wciąż działający laptop, jedynym uszkodzeniem było rozdarcie żagla, nie stwierdzono śladów wskazujących na walkę między załogą ani na napaść, kamizelki ratunkowe były na miejscach. Wszystkie dowody wskazują, że trzyosobowa załoga zniknęła już pierwszego dnia. Wskazywały na to filmy, które kręcili i dane z GPS. Kosmici pod przysięgą zeznali, że nie porwali załogi, więc najprawdopodobniej któryś z członków załogi wypadł za burtę, a dwóch pozostałych zginęło, ratując go.

#2. Latający Holender


Najsłynniejszy statek widmo na świecie. Wersji tej historii jest tysiąc razy więcej, niż udokumentowanych spotkań z nim (a i tych jest sporo). Właściwie nie wiadomo, czy określenie "Latający Holender" to nazwa jednostki, czy przezwisko jej kapitana. Był inspiracją dla setek książek, filmów i bajek. Wróżył nieszczęście, ostrzegał przed nim lub sam próbował zwabić inne statki na skały. Podobno kapitan powiedział, że przekroczy Przylądek Dobrej Nadziei, nawet jeśli jego dusza będzie potępiona i teraz przez głupie gadanie musi się włóczyć po morzach i oceanach do końca świata. Miał go widzieć późniejszy król Grzegorz V, admirał Karl Dönitz twierdził, że Holendra widziała załoga jednego z U-bootów. Mnogość spotkań z Holendrem spowodowana była tym, że każdy niezidentyfikowany widmowy statek nazywany był Latającym Holendrem.

#3. Mary Celeste


Brygantyna, która obrosła w legendę. Zbudowana w 1861 roku jako Amazon. Podobno jednostka uchodziła za pechową na długo zanim stała się sławna. Podczas dziewiczego rejsu kapitan i współwłaściciel Amazona poczuł się źle, krótko po powrocie do rodzimego portu zmarł. Kiedy rejs powtórzono, statek zaplątał się w rybackie sieci, a w drodze powrotnej zderzył się z inną jednostką, która w wyniku kolizji zatonęła. Jego służba przebiegała spokojnie aż do 1867 roku, kiedy Amazon rozbił się o brzeg, a jego właściciel uznał, że nie opłaca się go naprawiać i porzucił go. Wrak szybko został przejęty i kilkukrotnie zmieniał właściciela, dwukrotnie został gruntownie wyremontowany. Podczas pierwszego remontu nadano mu nowe imię - Mary Celeste. Podczas drugiego statek powiększono.

W pierwszy rejs po remoncie statek miał udać się z Nowego Jorku do Genui z ładunkiem denaturatu. Kapitan Briggs bardzo starannie wybrał załogę, w rejsie brały udział także żona i malutka córka kapitana. Mary Celeste wypłynęła 7.11.1872 roku, osiem dni później w taką samą trasę udała się inna brygantyna - Dei Gratia. Czwartego grudnia załoga Dei Gratii zauważyła lekko przechylony statek z uszkodzonymi żaglami. Wyglądało na to, że załoga wymaga pomocy, jednak nikogo z załogi Mary Celeste już nigdy nie widziano. Ostatni wpis w dzienniku pokładowym pochodził z 25.11, ówczesna pozycja statku była oddalona o 740 km od miejsca znalezienia. Na statku brakowało szalupy, panował na nim bałagan, brakowało przyrządów nawigacyjnych kapitana, jego szabla leżała pod koją, podstawa pokładowego kompasu była przemieszczona, a jego szkło stłuczone.Załoga postanowiła odholować Mary Celeste do Gibraltaru, by dostać nagrodę za znalezienie statku... i zaczęło się.

Kapitan Bigss, jego żona i córka

Podczas długiego śledztwa pojawiło się 4643546325235 pomysłów co do losów załogi, jednak nigdy niczego nie udowodniono. Na szabli kapitana podobno znaleziono krew, która okazała się nie być krwią, na burtach znaleziono tajemnicze uszkodzenia, które nie okazały się wcale tak tajemnicze.Pod uwagę brano pijacki bunt załogi, jednak wśród jej członków nie stwierdzono Polaków, więc ładunek denaturatu nie był dla nich do spożycia. Zresztą ładunek nie był naruszony. O akt piractwa oskarżono załogę Dei Gratii, jednak Gratia nie miała żadnych szans na dogonienie Mary Celeste, zwłaszcza z ośmiodniowym opóźnieniem. Podejrzewano oszustwo ubezpieczeniowe - Mary Celeste miała polisę wielokrotnie przekraczającą wartość samego statku. Podkreślano, że jest mało prawdopodobne, by statek samodzielnie przebył tak daleki dystans od ostatniej pozycji zapisanej przez kapitana do miejsca znalezienia. Za to, jak zwykle w takich przypadkach, wielu osobom bardzo prawdopodobne wydawało się porwanie przez kosmitów, potwory morskie czy istoty piekielne. Statek zyskał reputację, która odstraszała kupców i marynarzy, nie przynosił zysku kolejnym właścicielom, w końcu jeden z nich postanowił wysoko go ubezpieczyć, wypełnić ładownie bezwartościowym szmelcem i rozbić statek u wybrzeży Haiti. Na jego nieszczęście szwindel wyszedł na jaw i musiał się zrzec odszkodowania na rzecz utrzymania połączenia swojej głowy z szyją.

#4. Widma z Zatoki Gardinera


Zatoka ta znajduje się na wschód od Long Island. Udokumentowano tam dwa spotkania ze statkami widmo, jednostek nie zidentyfikowano. Pierwszy raz miał miejsce w 1754 roku. Grupa mężczyzn łowiących ryby twierdziła, że widziała trzy żaglowce. Okręty ostrzeliwały się nawzajem. Zanim rozpłynęły się w powietrzu, przepłynęły tak blisko mężczyzn, że widzieli oni załogi uwijające się na pokładach, zdarzenie trwało około 15 minut. Drugie miało miejsce w 1882 roku. Oficer pełniący nocną służbę na statku rybackim z przerażeniem zauważył, jak z ciemności wyłania się szkuner, który jest na kursie kolizyjnym z jego łodzią. Sekundy przed zderzeniem szkuner zniknął.

#5. SS Valencia


W styczniu 1906 roku, wysłużona i przestarzała Valencia odbywała rejs zastępując jedną z nowszych jednostek. Miał to być jeden z jej ostatnich rejsów, a okazał się ostatnim, chociaż do celu zabrakło jej niewiele. Plany pokrzyżowała ogromna burza. Załoga nie była w stanie dokładnie określić swojej pozycji, ani w pełni kontrolować statku. Zamiast wpłynąć do przesmyku Juan de Fuca, rozbili się o skały 50 metrów od brzegu wyspy Vanqouver. Kapitan wydał rozkaz "cała wstecz". Załoga odkryła, że w dnie jest dziura, której nie uda się zatamować. Kapitan rozkazał po raz drugi wprowadzić statek na rafę, by zapobiec jego zatonięciu. Niestety nie wszyscy na pokładzie zachowali tyle rozsądku i zimnej krwi co kapitan i zaczęto ewakuację. Wszystko wyglądało jak sceny z filmu Titanic: Kobiety w piżamach z dziećmi na rękach, krzyki, płacz, głos Celine Dion w tle. Zrzucenie małych szalup na wzburzone morze w okolicach skał - w zimową noc - jednak nie okazało się tak dobrym pomysłem, jakby się to mogło wydawać. Żeby oszczędzić czasu, niektóre powywracano, zanim spuszczono je na wodę. Do Brzegu dotarło tylko dwunastu mężczyzn z czego trzech ogromne fale zabrały z powrotem do morza.

Statki, które w końcu przybyły na ratunek, nie mogły podpłynąć do Valencii, a większość ludzi na pokładzie nie miała zamiaru używać tratw, wciąż mając przed sobą ciała tych, którzy postanowili skorzystać z szalup. Czekali na ekipę ratunkową, która miała przyjść od strony lądu. Konstrukcja statku nie wytrzymywała naporu fal, komin się złamał, fale zaczęły zalewać pokład. Wkrótce ogromna fala zmyła wrak ze skał, zatapiając go wraz z pozostałymi na pokładzie pasażerami. W tej bezsensownej (akcję ratunkową można było wcześniej przeprowadzić z brzegu, popełniono kilka innych błędów) katastrofie zginęło od 115, do 190 osób. Z tragedii nie ocalała żadna kobieta ani dziecko, tylko 37 mężczyzn.

27 lat od tych wydarzeń znaleziono jedną z szalup Valencii w zadziwiająco dobrym stanie, wciąż bez problemu można było odczytać nazwę jednostki i numer szalupy. Na pewno jest to dobry powód do wymyślania niestworzonych historii, ale te zaczęły się już pojawiać zaraz po tragedii. Pierwszą opowiadali pasażerowie jednego ze statków uczestniczącego w akcji ratunkowej. Zarzekali się, że dym z komina ich statku, ułożył się w kształt Valencii. Później wielokrotnie podróżni widywali łodzie ratunkowe wypełnione martwymi rozbitkami, okręt rozbity na skałach, którego pasażerowie wciąż czekają na ratunek lub widmowy statek nieubłaganie płynący w stronę skał. Ciekawa jest też historia starszej siostry Valencii - SS Caracas. Nowy właściciel postanowił zmienić nazwę na Yaquina Bay i przetransportować go do zatoki Yaquina. Miał tam zastąpić wysłużony statek Yaqiuna City, jednak Yaquina Bay, po wpłynięciu do Yaquina Bay, zerwał się z liny i rozbił o brzeg Yaquina City, niedaleko ujścia Yaquina River.

#6. Carroll A. Deering


Pięciomasztowy szkuner miał przetransportować ładunek węgla z Norfolk w stanie Wirginia do Rio de Janeiro. Podczas rejsu doszło do zmiany kapitana, pierwszy ciężko zachorował i wraz z pierwszym oficerem (jego synem) opuścił pokład. Na jego miejsce zatrudniono emerytowanego kapitana Wormella. Po dotarciu do celu, Wormell skarżył się napotkanemu znajomemu kapitanowi, że nie ufa członkom swojej załogi. Niechęć działała w obie strony, podczas przystanku w drodze powrotnej na Barbadosie pijany pierwszy oficer narzekał na kapitana. Powiedział kilka słów za dużo, zapowiadając bunt, za co trafił do aresztu. Kapitan dobrodusznie darował mu niesubordynację lub zbagatelizował sprawę, wpłacił kaucję za oficera i statek ruszył w swoją stronę.

Ostatni raz jednostkę z załogą widziano 28.1.1921 roku. Załoga miała zachowywać się podejrzanie, a jeden z jej członków - rudawy gość z zagranicznym akcentem - powiedział, że statek stracił kotwice. Następny raz statek zauważono 31.1.1921 r. w okolicach przylądka Hatteras, osiadł na skałach w miejscu, gdzie innym statkom zdarzało się to dość często. Ratownikom udało się do niego dostać dopiero pięć dni później, statek był opustoszały, zniknęły z niego dziennik pokładowy, przyrządy nawigacyjne i szalupy. Obok tak nieprawdopodobnych scenariuszy jak bunt i atak piratów, brano też pod uwagę działanie Trójkąta Bermudzkiego. Ostatecznie nic nie udało się ustalić, nigdy nie odnaleziono nikogo z członków załogi. Po nieudanej próbie ściągnięcia ze skał statek wysadzono, by nie stwarzał zagrożenia dla innych jednostek.

#7. Lady Lovibond


Statek podobno wyruszył w rejs z Anglii do Portugalii w 1748 roku. Na statku odbywało się przyjęcie z okazji ślubu kapitana. Imprezka zaczynała się rozkręcać, kiedy zazdrosny pierwszy oficer zadźgał kapitana, złapał za ster i sprawił, że dla wszystkich gości impreza zakończyła się prawdziwym zgonem, rozbijając go kilka kilometrów od wybrzeży hrabstwa Kent. Duchy na statku są wyjątkowo leniwe, bo pojawia się on co 50 lat od katastrofy. Udokumentowane spotkania ze spowitym zieloną mgłą statkiem miały miejsce w latach 1798, 1848 i 1948. Próbowano nawet ratować załogę osiadłego na mieliźnie statku, ale okazywało się, że statek znika zanim uda się do niego zbliżyć. Największą tajemnicą w tej historii jest to, skąd wiadomo, co się stało na pokładzie, skoro nikt nie przeżył katastrofy?

#8. Bel Amica


Stylizowany na starodawny statek odnaleziono w sierpniu 2006 roku u wybrzeży Sardynii. Dryfujący statek został odkryty przez straż przybrzeżną, udało się go uratować przed zderzeniem ze skałami, na które się kierował. W środku odkryto niedojedzony posiłek, mapy, stertę ubrań i flagę Luksemburga. Statek nie był nigdzie zarejestrowany, a jego nazwa zawierała błąd ortograficzny. Zanim dziennikarze zdążyli rzucić najbardziej oczywiste rozwiązania (kosmici, potwory, duchy), zagadka się rozwiązała. Okazało się, że statek należy do człowieka nazwiskiem Franc Rouayrux, który musiał go opuścić na pełnym morzu z jakichś bardzo ważnych przyczyn, ale miał zamiar wrócić. Statek nie był zarejestrowany, bo Franc uznał, że nie będzie płacił za niego żadnych opłat.

#9. High Aim 6


Opustoszały statek został znaleziony niedaleko Australii 8.1.2003 roku. Właściciel powiedział, że ostatni raz kontaktował się z kapitanem w grudniu 2002 roku. Po sygnale z telefonu komórkowego pokładowego mechanika udało się namierzyć jednego z członków załogi. Przyznał, że na pokładzie doszło do buntu. Dziesięciu ludzi, którzy zaciągnęli się na statek w Indonezji, zamordowało stałych członków załogi - kapitana i mechanika. Nigdy nie udało się namierzyć innych członków załogi, a jedyny zatrzymany nigdy nie ujawnił przyczyn buntu i morderstwa.

#10. Ourang Medan


Historia Ourang Medan jest jedną z najbardziej znanych i wzbudza wiele kontrowersji. W 1947 lub 1948 roku między Sumatrą a Malezją, w cieśninie Malaka, ciszę radiową przerwał sygnał S.O.S.. Radiooperator niezidentyfikowanego statku nadał wiadomość o śmierci wszystkich członków załogi i po ciągu nierozpoznawalnych znaków napisał, że sam umiera, po czym sygnał zamilkł. Został odebrany przez stacje nasłuchowe i dwa statki. Jako pierwsza na dryfujący Ourang Medan natrafiła załoga Silver Star. Kiedy ratownicy weszli na pokład dryfującej jednostki, ich oczom ukazał się przerażający widok. Cała załoga Ourang Medan była martwa, na ich twarzach zastygł wyraz przerażenia, a ciała były powykręcane w nienaturalnych pozach. Na statku nie było widocznych uszkodzeń, na ciałach nie było żadnych ran. Postanowiono odholować Ourang Medan do najbliższego portu.

Krótko po podłączeniu lin z jego pokładu zaczęły wydobywać się kłęby dymu. Statek eksplodował i szybko zatonął, zabierając swoje tajemnice na dno. Kilku ludzi zaciekawionych historią postanowiło rozpocząć śledztwa, by dowiedzieć się, co stało się na Ourang Medan. Okazało się, że statek nie figurował w żadnych rejestrach (sprawdzono rejestry w Amsterdamie i holenderskich koloniach), tak samo jak informacje o jego katastrofie. Oczywiście pierwszymi podejrzanymi zostały duchy i kosmici. Pojawiły się informacje, że statek mógł przewozić broń chemiczną, lub inne nielegalne chemikalia, co wyjaśniałoby, że nie był zarejestrowany i stan zwłok. Nazwę statku, który przeprowadzać miał akcję ratowniczą, odkryto dopiero po kilku latach od rzekomego zdarzenia. Udało się dotrzeć do kilku marynarzy Silver Star, którzy twierdzili, że historia jest w 100% prawdziwa. Dopóki ktoś nie znajdzie wraku Ourang Medan, jego historia zostanie legendą opowiadaną w portowych knajpach i internecie.

#11. Jian Seng


Statek został zauważony przez samolot australijskiej straży wybrzeża w 2006 roku. Osiemdziesięciometrowy tankowiec był opustoszały, wszelkie znaki pozwalające na identyfikacje zostały zniszczone, jednak ze znalezionych na pokładzie dokumentów wynikało, że statek nazywa się Jian Seng, chociaż nie znaleziono takiego w żadnych rejestrach. Nic nie wskazywało, że tankowiec przewoził nielegalne towary ani imigrantów. W ładowni znaleziono ryż, więc podejrzewano, że statek dostarczał zaopatrzenie załogom kutrów rybackich. Nigdy nie udało się ustalić, czy statek został porzucony celowo, czy np. zerwał się podczas holowania. Został zatopiony i stał się atrakcją dla miejscowych ryb.

#12. MV Joyita


Joyita miała udać się w około 48-godzinny rejs między wyspami południowego Pacyfiku w 1955 roku. Kiedy nie dotarła do portu, rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. Statek odnaleziono dopiero 5 tygodni później koło wyspy Vanua Levu, tysiąc kilometrów od planowanej trasy. Po 25 osobach, które były na pokładzie, nie było żadnego śladu. Statek był mocno przechylony, przy jego konstrukcji nie groziło to zatonięciem, ale maszynownia była zalana. Załoga miała utrudniony kontakt, ich radio miało zasięg tylko ok. dwóch mil. Albo załoga spanikowała i opuściła przechylony statek, albo uznali, że to jedyne rozwiązanie po kilku dniach dryfowania bez możliwości kontaktu z kimkolwiek. Oczywiście narodziło się mnóstwo teorii spiskowych, Joyita była nawet nazywana Mary Celeste południowego Pacyfiku. Ciekawostką jest, że statek ten, zbudowany jako luksusowy jacht, służył w Pearl Harbor w czasie japońskiego ataku jako łódź patrolowa.

#13. Zebrina


Trzymasztowy statek płynął z transportem węgla ze Swansea do Saint-Brieuc w 1917 roku, ale nigdy nie dotarł do portu docelowego. Został znaleziony na brzegu, na południe od Cherburga. Olinowanie było lekko uszkodzone, a po załodze nie było żadnego śladu. Wszystkie teorie zaginięcia mają związek z trwającą wtedy wojną. Uważa się, że załoga mogła zostać pojmana przez niemiecką łódź podwodną, która później została zatopiona.

#14. Jenny i Octavius


Angielski szkuner Jenny miał wpaść w lodową pułapkę w Cieśninie Drake'a w 1823 i zostać odnaleziony dopiero w 1840 roku przez załogę wielorybniczego statku Hope. Kapitan Hope zabrał dziennik pokładowy, którego ostatni wpis miał datę 17.1.1823, by oddać go armatorowi, pożegnał się z zamarzniętą na kość załogą i opuścił statek. Nie ma żadnych dokumentów na potwierdzenie tej historii, ale nie ma w niej też niczego nieprawdopodobnego. Historia Octaviusa prezentuje się właściwie tak samo, inne lata, inne miejsce, inna nazwa statków, reszta bez zmian. Nie ma możliwości potwierdzenia ich, ani wykluczenia.

#15. SS Baychimo


Przewożący futra statek został uwięziony w lodowej pułapce 1.9.1931 roku w okolicach Alaski. Załoga opuściła go i pieszo udała się do najbliższego miasta. Kiedy wrócili, po ich statku nie było śladu. Przez kilka następnych dni dryfował w okolicy, w końcu udało się go namierzyć około 70 kilometrów od miejsca, gdzie go opuszczono. Zabrano cenniejszą część ładunku, a statek zostawiono na pastwę losu, bo stwierdzono, że i tak nie przetrwa zimy. Przetrwał zimę... i przynajmniej 37 następnych. Przez następne lata 70-metrowy statek był widziany wielokrotnie, kilka razy udało się na niego wejść, jednak załogi nie miały środków, by go odholować, albo przeszkadzała w tym zła pogoda. Ostatni raz oficjalnie statek był widziany w 1969 roku, znów został uwięziony przez lód. Nie wiadomo gdzie i kiedy zatonął, jeśli zatonął.
5

Oglądany: 149995x | Komentarzy: 31 | Okejek: 495 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało