Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wszystko, co dobre, szybko się kończy - jeszcze kilka słów o Euro 2016

81 153  
354   82  
pavvelrm pisze: Jak mawia klasyk, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Niestety, skończyło się przedwczoraj. Skończyła się ponad roczna przygoda naszych z EURO 2016. Przez ten czas dali nam wiele powodów do radości, dumy i marzeń o czymś wielkim, o czymś niezapomnianym.

Zaczynaliśmy eliminacje jako kolejną przeprawę do turnieju, który pewnie i tak odejdzie w niepamięć, w którym zapewne znów będą wielkie oczekiwania, a skończy się jak zawsze. Jednak ten okres był inny, odmienny. On pozwolił marzyć. Pokazał, że nasza kadra to kadra pełną gębą, która spokojnie może liczyć się w Europie, kwitując to wszystko wisienką na torcie w postaci historycznej wygranej z Niemcami.
Kończąc eliminacje w wielkim stylu, bo tak można nazwać, gdy drużyna awansuje spokojnie z drugiej lokaty, ustępując jedynie o kroczek, a raczej o długość stopy aktualnym mistrzom świata – Niemcom. W ostatecznym rozrachunku, pomimo tylko jednej przegranej, jednak z większą liczbą remisów, okazaliśmy się słabsi o jeden punkt od naszych zachodnich sąsiadów, którym za to przyszło polec dwukrotnie na polu walki.

Te liczby, te wydarzenia, to wszystko ukazuje, że trener Nawałka ma do czynienia naprawdę z nowym, wielkim pokoleniem. Nasz zabójczy atak z Lewym i Milikiem był znany wszędzie w Europie, ponieważ to oni sumarycznie zdobili najwięcej goli w eliminacjach, ale także i w swoich klubach. To wszystko pozwoliło marzyć i mieć wielkie nadzieje.

Czas EURO, to co 4 lata wielka impreza, zrzeszająca kibiców z całej Europy. Oczywiście na podstawie naszych poczynań nie byliśmy brani pod uwagę przez ekspertów, ani naszych rodzimych, ani tych zagranicznych. Mimo to każdy wiedział, że Polska jest i Polska będzie groźna. Mogą trochę namieszać i być w żargonie sportowym – czarnym koniem.

Po rozlosowaniu grup było wiadome, że nie będzie łatwo. Wyspiarze, Mistrzowie Świata i Sąsiad z południowego wschodu. Nie trzeba się znać na piłce, żeby wiedzieć, że nie będzie łatwo. Przyszedł czas sądu i sprawdzenia sił.


Turnieje międzynarodowe to wielka sprawa. To coś więcej niż miłość do ukochanej drużyny z miasta i nienawiść do przeciwnika zza miedzy. Tutaj każdy jest Polakiem, każdy nosi szalik na szyi, albo przynajmniej flagę na aucie. Nieważne, może to śmieszne, może to dziwne, może to prostackie, ale kogo to obchodzi? Mamy tendencję do przypierdalania się do głupot, zamiast iść razem do przodu, wspierając naszych. Oprócz tego jest też druga strona medalu, ta ważniejsza w tym wypadku – kwestie sportowe. Turniej to kolebka wszystkich wielkich europejskich reprezentacji, co za tym idzie, wielkich gwiazd, ikon, bohaterów świata piłki. Jednak nie do końca świeżych, nie do końca pełnych sił, nie do końca wypoczętych. Po przepracowanych miesiącach, dziesiątkach meczów, stresu, potu i łez w klubach, bez chwili większego odpoczynku. Czas przyjechać z reprezentacją na turniej, który nie jest obowiązkiem a przywilejem, który pozwala wzniecić ogień w sercach swoich rodaków, który pozwala zaśpiewać dumnie hymn na murawie stadionu, a po strzelonej bramce na pocałowanie godła. To coś więcej niż skomercjalizowana gra w klubie. Tutaj trzeba zacisnąć zęby i gryźć trawę, bo rodacy nam tego nie wybaczą, zbyt długo czekają, zbyt wiele oczekują.

Po fazie grupowej mieliśmy wielkie oczekiwania. Byliśmy już teraz uznawani za wielką drużynę. Oczywiście, czas skończyć pisać o celach, o historycznym awansie z grupy i o tym, że to już wystarczyło. Stanowcze nie. Po zmianie struktury rozgrywania turnieju, która pozwala na awans z grupy również trzecim zespołom (4 zespoły z 3 miejsca z największą ilością punktów awansują), awans do fazy pucharowej był obowiązkiem. Nie byliśmy faworytami do wygrania turnieju, jednak nie można też być małym, słodkim pieskiem do bicia, który nawet nie odszczeknie. Mieliśmy wszystkie możliwe argumenty, aby wyjść z grupy nawet przy starym schemacie rozgrywania turnieju, a co dopiero teraz po reformie. Jednak nasi nie zawiedli, udźwignęli presję i głód kibiców i awansowali z drugiego miejsca, znów będąc gorszymi od Mistrzów Świata, tym razem nie o punkt, a o bramkę.

To wszystko pozwoliło wierzyć, to wszystko pozwoliło na wydanie pieniędzy na koszulki reprezentacji, na farby do twarzy, trąbki, czapki i wszystkie inne elementy kibicowskiego zestawu. Pozwoliło wierzyć o historycznej chwili, o przełamaniu kompleksów, o byciu w czołówce, liczącym się wśród największych.


Pierw Szwajcaria, następnie Portugalia. O ile Szwajcarzy wydawali się dużo łatwiejszym przeciwnikiem, o tyle Portugalia ma swoją renomę. Jednak od początku. Mecz ze Szwajcarią to jedna połowa, niestety tylko jedna, ale za to wielka. Dająca emocje niczym cztery inne. Wielki mecz w wykonaniu naszych, wielka gra w ofensywie, kilka klarownych sytuacji i bramka tego, który nigdy nie zawodzi – Kuby Błaszczykowskiego. Jeden wielki minus, to brak wykorzystania sytuacji, brak wciśnięcia Szwajcarów w podłogę. Brak uspokojenia gry i spokojnego dojścia do ćwierćfinału. W konsekwencji Szwajcarzy zdobywają bramkę turnieju i druga połowa wygląda kompletnie inaczej. Walczymy, jednak nie wychodzi, ale mamy pokorę, wielkie umiejętności, spokój i zaangażowanie, albo po prostu Łukasza Fabiańskiego. To jego dzień, ratuje nas kilkukrotnie i co prawda nie mając wpływu na rzuty karne, wprowadza nas z pomocą kolegów do ćwierćfinału, gdzie czekamy na rywala i .. i modlimy się, aby była to Portugalia. Ale jak to Portugalia? Ta wielka Portugalia, z tym jeszcze większym, nabuzowanym, z ego wielkości Szwajcarii, Cristiano Ronaldo? Tak, właśnie ich chcemy, bo jak na razie zawodzą. Wychodzą ledwo, bo z trzeciego miejsca w grupie, meczą się i nie mogą wygrać nawet jednego meczu. Po drugiej stronie Chorwaci, drużyna - i to wystarczy. Jest to wielka drużyna z pojedynczymi gwiazdami światowego formatu, jednak jest to kolektyw, drużyna bez fajerwerków i zawodników wartych setki milionów wraz z ich prawami do wizerunku, ale potrafiąca grać wielki i konsekwentny futbol. Zostaje zatopiona w najgorszy możliwy sposób – 2 minuty przed rzutami karnymi po kontrataku.

Balon z nadziejami jest wielki, tak wielki, że nakrywa już nawet niebo. Ludzi nie interesuje burza, deszcze czy to, że rano jest praca. Wszystkich interesuje mecz z Portugalią. Sklepy zamykane kilka minut wcześniej, kolejki po alkohol, chipsy i ostatnią partie flag na samochód.

Zaczynamy mecz i.. kurwa, wygrywamy. Niejeden, stojąc w „żabce” w kolejce, niejeden w kuchni otwierając piwa i przesypując chipsy do misek tego nie widzi. 2 minuta, a my wygrywamy. Strzela ten, co zawodzi, ten co miał być wielki i poprowadzić nas daleko – Robert Lewandooooooooooowski. Coś pięknego, cały praktycznie mecz będziemy grać już o jedną bramkę więcej. O Boże, dosłownie wciąż czuję te emocje, wciąż czuję kolegów, którzy drą się i wpadają we mnie, przez co czuję się przez chwilę, jakbym to ja był strzelcem bramki. Ależ emocje, my naprawdę wygrywamy w 2 minucie, w ćwierćfinale!
Mamy naprawdę wielki początek, mamy wolę walki, znowu, możemy wygrać, znowu możemy wykorzystać szanse, tylko trzeba pomóc szczęściu, trzeba trafić co się nadarzy. Klepiemy, podajemy, rozgrywamy akcję niczym Hiszpania w 2012 roku - to nie jest Polska, którą wszyscy znamy. Niestety mamy mieszane fazy, bo przychodzą momenty, w których wyglądamy jakbyśmy się bali... z nimi wygrać. Jakby 1:0 było wystarczające i, niestety, tracimy bramkę. Strzela nam dziecko, chłopaczek, który zaraz powinien odbierać wyniki matury, a nie strzelać bramki w ćwierćfinale. Nie można w wieku 19 lat tak grać, nie można mieć tyle luzu, polotu, ale co najważniejsze siły fizycznej i bomby w nodze. Czy nikt mu z kolegów na boisku przy szkole nie powiedział, że nie strzelamy z całej „pety”?

Mamy przed sobą kolejną dogrywkę, kolejną dawkę emocji, a dla niektórych ataki i palpitacje. Znów musimy to przeżywać, znów musimy to widzieć. Co gorsza, to się nie kończy, przychodzi czas karnych. Kto będzie strzelać, czy znowu ci sami? Czy znowu tak samo? Kurwa jego mać, wyłączyć ten telewizor, pójść spać i rano zobaczyć wynik? Nie przeżyję tego, no nie ma szans. Zaczyna dwóch wielkich, Ronaldo – gol, Lewandowski – gol. No i fajnie, tylko kwestia taka, że karne nie polegają tyle na strzelaniu, co na tym, aby ktoś w końcu zjebał. Aby ktoś w końcu się pomylił. Nikt nie pamięta, kto strzelał karne, wszyscy pamiętają tych co ich nie trafiają. W tym momencie powinien nastąpić koniec EURO, koniec wszystkiego, a także wycięty fragment w tych moich wypocinach... Dlaczego on? Dlaczego? Dlaczeeeeego? Kurwa mać. Dlaczego nie mógł zjebać Milik, żeby uznać cały turniej za chujowy, dlaczego nie mógł zjebać Glik, żeby uznać, że obrońcy nie są od strzelania, dlaczego nie mógł Lewy, prawy, ktokolwiek, a najlepiej nikt, a ktoś od nich. Karnego nie trafia Kuba... Kuba Błaszczykowski, człowiek, który - jak wcześniej wspomniałem - nigdy się nie myli, człowiek, który ma zawsze jaja i charakter, który zawsze ma brudne spodenki i koszulkę, pomimo grania w ofensywnej części drużyny, który na takich imprezach nie zawodzi, który daje z siebie zawsze maxa. W tym przypadku nie trafia, wyczuł go portugalski bramkarz.
Przegrywamy karne i żegnamy się z turniejem.


W domach zapadła cisza, od razu zjebała się atmosfera. Wszyscy siedzą cicho, inni swoje przemyślenia, ale to już nie ma znaczenia. Turniej dla Polaków się kończy i nie tylko dla tych gladiatorów z boiska, ale także dla każdego z nas. Myślę, że w wielu z Was jest myśl podobna do mojej, że już szkoda czasu na to EURO. Wygra lepszy i tyle. Szkoda strzępić na to ryja. Niestety smutne, ale prawdziwe. Była piękna historia, ale dobiegła końca. Smutne, ale pozytywne odczucie, czuje niedosyt po przegranym ćwierćfinale.

Po turnieju mam nadzieję, że wiele się zmieni. Nie będzie tradycyjnej zmiany trenera, przemeblowań w drużynie. Za dwa lata przed chłopakami Mistrzostwa Świata. Wielki turniej, mam nadzieję, że będziemy wciąż tą wielką drużyna, ale o turniej bogatszą w wiedzę i doświadczenie. Mam nadzieję, że przez eliminacje rozwiniemy potencjał w rezerwowych, których na tym turnieju zabrakło, a może okazaliby się kluczowi. Mam na to wszystko nadzieję i czekam z niecierpliwością te 2 lata, że wrócimy silniejsi, ale tym razem z większa mentalnością.

Dziękuje Wam wszystkim, piłkarzom, kibicom, za wielki czerwiec. Wielkie emocje i piękny początek wakacji. Za to, że byłem dumny, za to, że wszyscy zasiadaliśmy przed telewizorami, a ludzie nie mieli innych tematów. Dziękuję, jesteśmy wielcy!

POLSKA! BIAŁO – CZERWONI!

Oglądany: 81153x | Komentarzy: 82 | Okejek: 354 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało