Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jestem złotówą, czyli praca taksówkarza od kuchni

89 149  
460   88  
Kawoholik pisze: Z racji tego, iż każda moja “studencka” praca związana była bezpośrednio z motoryzacją, postaram się opowiedzieć, jak wygląda świat zawodowego “mobilka” od kuchni. Na pierwszy rzut weźmy popularne, ostatni czasy, złotówy.

Taksówkarzem może zostać prawie każdy, aczkolwiek jest to praca z ludźmi – więc nie każdy się do tej pracy nadaje. Zacznijmy jednak od początku.
Co zrobić, aby stać się taksówkarzem?
Przede wszystkim musimy być dumnymi posiadaczami prawa jazdy kategorii B, ukończyć kurs taksówkarski, a następnie zdać z niego egzamin w urzędzie miasta.
Kurs Taxi – jest to szkolenie, na którym instruktorzy uczą podstawowych pojęć odnośnie przepisów prawa miejscowego, przypominają zagadnienia z pierwszej pomocy przedlekarskiej (posiadając prawo jazdy obojętnie jakiej kategorii – posiadasz na ten temat wiedzę) oraz przygotowują do egzaminu z topografii miasta. Ostatniemu elementowi poświęcone jest 70% szkolenia. W skrócie wygląda to tak: dostajesz mapę miasta, w którym ubiegasz się o licencję, wykaz wszystkich hoteli, szpitali, większych węzłów komunikacyjnych, jak i atrakcji turystycznych. Na egzaminie powinieneś potrafić opisać, z pamięci, bez patrzenia na mapę, drogę z punktu A do punktu B, wymieniając ulice, którymi jedziesz. Żeby to opanować są dwie drogi:

Typowe zakuwanie:

Wykaz ulic, atrakcji itd. jest stały. Oznacza to, że taki sam wykaz jaki dostałeś na kursie, jest na egzaminie. Podczas szkolenia instruktorzy ćwiczą z tobą „jeżdżenie palcem po mapie”. Dajmy na to, że na wykazie znajduje się 100 pozycji, po 3 dniach kursu przerobiłeś z instruktorem wszystkie, uważnie notowałeś. Teraz pozostaje to tylko zakuć. Np. Dworzec Główny → Hotel Hilton: ul. Dworcowa, rondo JPII, trzeci zjazd na ul. Główną, w lewo na ul. Hotelarską.
Moim zdaniem metoda ta nie jest efektywna. Problemem stają się ulice jednokierunkowe, zjazdy z rond oraz dziwna nomenklatura skrzyżowań.

Poznawanie miasta jeżdżąc po nim:

Tutaj wiele tłumaczyć nie trzeba. Wybieramy sobie obszar z mapy, punkt startowy, wsiadamy do samochodu, na rower, rolki, skuter i jeździmy. Suma summarum jest to chyba szybsza, a co za tym idzie efektywniejsza metoda nauki.
Jeżeli twierdzicie, że to jest za dużo do opanowania, polecam obejrzeć dokument o londyńskim egzaminie z topografii :)
Po kilku dniach mozolnej nauki przychodzi czas na egzamin. Jak przychodzi na prawdziwych Bojowników - zdaliśmy go śpiewająco. Co dalej?

Potrzebujemy samochodu!

I w tym newralgicznym punkcie mamy do wyboru trzy drogi.

1.
Możemy nawiązać współpracę z platformami typu Uber – przy tym rozwiązaniu możecie odpuścić sobie wszystkie poprzednie elementy. Platformy te wymagają zazwyczaj tylko zaświadczenia o niekaralności. Aby z nimi współpracować, wystarczy zwykły, przygotowany do przewozu osób samochód. Plusy, minusy oraz szeroko pojętą gównoburzę wokół tego typu rozwiązań przedstawię w następnym artykule.

2.
Przygotowujemy własne auto. Wpierw musimy uzyskać w dowodzie rejestracyjnym adnotację TAXI. Montujemy taksometr (urządzenie, które zlicza czas i przebyte odległości, nie działa ono w systemie GPS, tylko na zasadzie prędkościomierza – co jest istotne. Od taksometru do skrzyni biegów poprowadzona jest linka - jest to fizyczna ingerencja we wnętrze pojazdu), kogut TAXI oraz kasę fiskalną. Na tym etapie powinniśmy się zdecydować na jakich stawkach będziemy jeździć, czy stawka będzie najwyższa możliwa (ustawowa), czy najniższa, aby być konkurencyjnym. Aby uzyskać licencję i numery boczne, potrzebujemy założyć działalność gospodarczą.

3.
Zatrudniamy się jako kierowca na czyjeś auto. Większość pracodawców wymaga tylko skończonego kursu, oczywiście zdany egzamin jest kartą przetargową jeśli chodzi o wynagrodzenie. W praktyce wygląda to tak: pan Iksiński przygotował 3 nowe pojazdy taxi, legalizacja taksometrów, numery boczne są zarejestrowane na pana Iksińskiego. Ty jeździsz (najczęściej zmianowo 12h) jego autem za procent z utargu. Opłacalność tego wariantu zależy od naszych umiejętności negocjacyjnych. W sezonie (jesień/zima) może to być opłacalne, wszak nie ponosimy żadnych kosztów. Moim zdaniem jest to opcja dobra na początek przygody z przewozem ludzi. Nabieramy doświadczenia, zarobki są małe, poza tym mamy przełożonego, a wielu ludzi właśnie w ucieczce przed przełożonymi wybiera taksówkę. W teorii, wydawać by się mogło, że taksówkarz szefa nie posiada. Niestety w praktyce wygląda to inaczej. Wiążąc się z jakąkolwiek korporacją, przyjmujemy ich zasady działania. Nie chodzi tylko i wyłącznie o stawki, ale także o rejony jeżdżenia, “słupki”, czyli postoje taxi oraz wszelkiego rodzaju przejazdy bezgotówkowe.

Jak to wygląda w praktyce?

Wiążąc się z korporacją X, zobowiązujemy się co tydzień podać grafik, kiedy będziemy jeździć. Czy podczas dnia, czy nocy, ile godzin. Jak już wspomniałem, jeździmy na stawce, jaką narzuca firma, nie niższej oraz - co oczywiste - nie wyższej. Dlaczego nie niższej? Żeby wszyscy kierowcy mieli po tyle samo zleceń. Wiadomo jednak, że stałych klientów oraz znajomych będziemy liczyć inaczej. Taka trochę martwa zasada, aczkolwiek często spotykana. Nikt też przecież nie będzie pracował za darmo. Często także szefostwo narzuca nam, gdzie powinniśmy się ustawić. Na przykład przy lotniskach, kiedy są przyloty z Anglii, a jeździmy w taniej taksi, wtedy prawie pewne jest to, że będzie z tego rejonu zgłoszenie. Co się tyczy postojów, istnieje przekonanie odnośnie „taksówkarskiej mafii”. Że niby nie wolno stawać na niektórych postojach, bo są zajęte przez „stałych bywalców”, a jak na nich staniesz i nie daj boże złapiesz klienta, to możesz zacząć pisać testament. Jest to miejska legenda, a jak w każdej legendzie, jest w niej ziarenko prawdy. Pierwszy kontakt z tubylcami nawiązujesz przy parkowaniu. „Spadaj stąd, bo zaraz opony/zęby stracisz”, „jedyny kurs jaki stąd złapiesz to do lasu, w jedną stronę” - to jak się do takich zachowań odniesiemy, zależy tylko i wyłącznie od naszego charakteru. Jak to się tyczy szefostwa? Większość właścicieli korporacji to byli taksówkarze. Respektują te zasady, tak więc sytuacja wygląda następująco: niepisane miejsca taksówek X to te pod klubem Warka, a taksówek Y to te pod klubem Spiż - i wilk syty, i owca cała. Niektóre miejsca są płatne, raz na jakiś czas odbywa się przetarg, chodzi tutaj głównie o lotniska i dworce. Hotele oraz centra handlowe również często przypisują miejsca określonym korpo. Jeśli chodzi o przejazdy bezgotówkowe, to mam na myśli różnego rodzaju imprezy masowe. Ludzie, którzy mają określoną legitymację przewożeni są nieodpłatnie. Ich przewóz zaznaczamy w specjalnej karcie, raz na tydzień/dwa tygodnie jesteśmy z tego rozliczani. Przejazdu takiego odmówić nie możemy. Teoretycznie przez takie kursy możemy chwilowo stracić płynność finansową.Takie rozwiązania nie są wadą, chcę tylko obalić mit, że taksówkarz robi to, co mu się żywnie podoba.


Dlaczego warto się zrzeszyć?
Korporacje/zrzeszenia transportu prywatnego dają więcej plusów niż minusów. Przede wszystkim chodzi o klientów. Załóżmy, że zdobyliśmy uprawnienia, założyliśmy działalność, posiadamy oznakowany samochód. Skąd wziąć klientów? Oczywiście można przez cały dzień stać na postoju, jeździć za najwyższą możliwą stawkę i czekać na klienta. Nie od dziś wiadomo, że człowiek bardziej się męczy udając, że pracuje niż samą pracą. Im więcej zleceń, tym szybciej czas mija. Korporacje dbają o stały dostęp zleceń, reklamują się (i nas jednocześnie), zapewniają wygodne aplikacje oraz względne bezpieczeństwo. W przypadku jakichkolwiek problemów typu agresywny klient, awaria samochodu itd. możemy wezwać pomoc naciskając jeden guzik. Jeśli chodzi o bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia, każdy kierowca na zmianie widzi twoją aktualną lokalizację, jeżeli zobaczy alarm, a nie ruszy w twoim kierunku – płaci karę. Im większa korporacja, tym człowiek czuje się bezpieczniejszy. Posiadając własną firmę, korporacji płaci się najczęściej stały abonament za możliwość korzystania z aplikacji (w niej znajduje się nawigacja, giełda zleceń, lokalizuje nas ona poprzez GPS, dzięki czemu klient krócej czeka itp.). Zrzeszenia także mogą współfinansować zakup kasy fiskalnej, oznakowanie samochodu oraz dają różne przywileje, tzw. benefity. Czy to darmowa myjnia raz na tydzień, czy karnet na siłownię.

Mam nadzieję, że wyjaśniłem jak wygląda początek kariery taksówkarza, co z czym się je. Jeśli się wam spodoba, to w następnej części opiszę różne typy kierowców oraz różne skrajne przypadki, które mi się przytrafiły, nie zapomnę również wyjaśnić szum wokół Ubera.
8

Oglądany: 89149x | Komentarzy: 88 | Okejek: 460 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało