Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Skąd w ogóle wzięło się to "ó"

79 100  
1047   99  
Dzisiaj, moi drodzy przyjaciele, postanowiłem podzielić się z wami tajemnicą pilnie strzeżoną przez wasze polonistki - skąd tak w ogóle wzięło się to "ó".

Dawno, dawno temu były sobie bardzo, bardzo krótko wymawiane samogłoski — tzw. jery (nazywane też ze względu na skrócony czas artykulacji, czyli wymowy, półsamogłoskami lub samogłoskami zredukowanymi). Jery te, mistyczne jednorożce polskiej ortografii, były dwa: twardy (oznaczany jako „ъ”) i miękki (oznaczany jako „ь”). Tutaj muszę wam przytoczyć prasłowiańską mistyczną zasadę, zgodnie z którą każda sylaba musiała się kończyć samogłoską lub półsamogłoską (zasada sylaby otwartej). Oznacza to, że w prasłowiańszczyźnie nie istniały wyrazy zakończone spółgłoskami. W tych, które obecnie kończą się spółgłoskami, dawno temu na końcu występował właśnie jer, np.
mrozъ
wozъ


Jak to z prawami bywa, prędzej czy później zanikają i są zastępowane przez wydawałoby się lepsze reguły. I tak też oto gdy prawo sylaby otwartej zniknęło, jery też poszły w zapomnienie. Jery w pozycji słabej, np. w wygłosie wyrazu (nie tylko, ale te przypadki najłatwiej rozpatrywać), zaczęły zanikać (jery w pozycji mocnej też zanikły, a dokładnie mówiąc, przekształciły się w e—, ale o tym innym razem). Jako że w przyrodzie nic nie ginie, tak i tutaj obowiązywała zasada „coś za coś”. Trzeba teraz nadmienić, że oprócz jerów istniał w prasłowiańszczyźnie i dawnej polszczyźnie iloczas (każda samogłoska miała swój czas wymowy, podobnie jak cały wyraz). Po zaniku jerów, aby czas wymowy wyrazu się nie zmienił, należało gdzieś ten utracony z jerami cenny czas upchnąć, nastąpiło więc tzw. wzdłużenie zastępcze — zaczęto wydłużać czas wymowy samogłoski stanowiącej ośrodek sylaby przed jerem (znak „ō”oznacza wydłużoną wymowę samogłoski „o”):
mrozъmrōz
wozъwōz

Z biegiem czasu nastąpił zanik iloczasu (Polacy chyba od zawsze lubią gubić swoje graty). I znów zgodnie z przytoczoną wcześniej zasadą „coś za coś” nastąpiło kolejne zjawisko kompensacyjne (wynagrodzenie za braki) — podwyższenie artykulacji, oznaczające w tym wypadku, że czas wymowy „ō” przestał być wydłużony, za to artykulacja tej głoski została podwyższona, przez co pierwotne „o” przekształciło się w „u”. Zmiana ta nie zaszła w jednej chwili, lecz wymowę "o" podwyższano stopniowo, a powstałe „o” ścieśnione oznaczano w piśmie jako „ó”. Zapis „ó” pozostał więc na zasadzie reliktu żywej niegdyś praktyki językowej.

Z tej historii wzięła się też zasada wymienności „ó”— „o”. Wynika ona stąd, że w jednych formach danego wyrazu i wyrazach pokrewnych pozostało pierwotne „o”, w innych wyewoluowało ono do „ó”.

Tyle w kwestii "ó". Jeśli artykuł spotka się z pozytywnym przyjęciem, odkryję przed wami rąbka tajemnicy odnośnie "rz".