Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Autentyki XLVIII - Booo-guuu-rooo-dziii-caaa!!!

28 149  
13   47  

Środek nocy. Część z was Drodzy Bojownicy jeszcze śpi, część jeszcze imprezuje. Ale redakcja Joe Monster czuwa. I dziś autentyki zaczniemy po cichutku... bo zacznie Chypre:

Wszystko teatralnym szeptem:
- Mama? Spisz?
- Nie, ale już bym chciała...
- Ale tam w łazience to jednak lata ten komar.
- Trudno. Może się do rana zadusi.
- Nie, nie. Ja nie robiłem kupy.

Obudzeni???
To zaczynamy już na całego. Maciek007:

Na co dzień zajmuje się drukarkami (serwis, eksploatacja itp.), moja firma wystawia się na giełdzie komputerowej. Któregoś razu na giełdzie moje stanowisko odwiedziło dwóch policjantów:
mundurowy:
- czy jest czarno-biały tusz?
ja: -czarny jest, biały nawet dorzucę gratis (hehe), ale do jakiej drukarki?
m: -moment.. mam gdzieś zapisane....
W tym momencie pan oficer znalazł karteczkę z modelem drukarki, podał mi ją, patrzę a tam napis "FIULET PAKART 640c".

Iskierka na Joe Monster znana jest z wielkiej ludzkiej życzliwości, a także z pracy z dziećmi. Ale dziś zareklamujemy ją trochę inaczej:

Niedawno na zajęciach z dzieciakami pewien Zbyszek uświadomił mi po raz kolejny, że jak masz coś do powiedzenia to nie mów tego przy dziecku.
Zbyszek- Proszę pani? A czemu pani nie chodzi do tamtej grupy na końcu korytarza? (chodziło mu o dzieci niepełnosprawne)
Ja - Bo nie mam takich kwalifikacji
Zbyszek - A co to znaczy?
Ja- No mogłabym na przykład nie odpowiedzieć na wszystkie ich pytania… nie mam takiej wiedzy (powiedziałam najprościej jak umiałam i chyba zrobiłam przy tym jakąś smutniejszą minę)
Zbyszek - Pani się nie przejmuje, po co pani ta wiedza... mój tata mówi, że z takimi cyckami to sobie pani poradzi w życiu...

W cyklu poradnikowym historyjki dla Bojowników i Bojowniczek, których pociechy chodzą do szkoły, lub też lada chwila zaczną. Maciex i samorodek:

Swego czasu każdy z nas chodził do szkoły podstawowej nauki pobierać. Rzadziej czy częściej, ale na pewno każdy. I pewnie też każdy pamięta, iż kapcie w szkole przyodziewać należało.
Mojemu koledze raz zapomniało się kapci przytargać ze sobą do szkoły. Za wyjątkowo udzieloną zgodą łaskawej woźnej, tego dnia mógł szczycić się sznurowanym obuwiem. Niestety pani wychowawczyni uznała to za karygodny wybryk zbuntowanego 11-latka. I umieściwszy adnotację w dzienniczku o treści: "Syn chodzi w adidasach" nakazała dostarczyć dnia następnego dzienniczek do wglądu, uzupełniony o podpis rodziców.
Gdy następnego dnia dzienniczek trafił przed oblicze srogiej nauczycielki pod uwagą widniało pismo taty kolegi: "Wyrażam zgodę."

Opowiadała mi koleżanka inną historię z dzienniczkiem. Pani nauczycielka wpisała do dzienniczka uwagę:
"Pani syn nie umie tabliczki mnożenia!"
Odpowiedź brzmiała:
"To proszę go nauczyć!"

A w starszych klasach będą opowieści o nich niczym nadesłana przez Melange:

Na fizyce w liceum mieliśmy zbiór zadań, którego jednym z autorów był niejaki pan Kaczorek.
Trwa lekcja, szum jak zwykle, pani G. woła:
- Cisza! Spokój! Wojtek!!! Czym ty się bawisz pod ławką???
- Jak czym? Kaczorkiem!!!

Pociechy jak dorosną, pójdą na studia. Może o którymś z nich powstanie podobna historyjka jak ta od Kociary:

Miałam na studiach kolegę, nazywał się Wolny (nazwisko zmienione, sens zachowany). Trzeci rok, koło z mikrobiologii, babeczka oddaje kartki, jedna jej została:
- A tu proszę państwa ktoś nie podpisał kartki!
Na to kolega Wolny (bardzo powoli):
- Jaaaa nieee podpisaaałeeem
- A dlaczego?
- Boo nie zdążyyyłeeem
- A jak się pan nazywa?
- Wooolnyy.

Sabcia w tym tygodniu udzieliła się w cyklu...hmmm... dowcipnym??

Chłopak, dziewczyna, intymna sytuacja (dodać trzeba, że dziewczyna bez owłosienia łonowego)
Dziewczyna: Poczekaj, poczekaj, jakiś włos mi się zaplątał, tam na dole.
No i rzeczywiście wyjmuje normalnego włosa, takiego z głowy.
Chłopak: Jak go tam wyczułaś?
Dziewczyna: No a ty jak masz włosa na wargach, to nie czujesz?
 
Mały grill na działce u kolegi. Po kolejnym drinku, postanawiamy z koleżanką darować sobie kibel i idziemy w krzaki. Koleżanka, zdejmuje spodnie, kuca, i w tym momencie w jej stronę zaczyna biec kot. Koleżanka wpada w panikę i krzyczy:
-  To nie myszka, to nie myszka!!

Czy ktoś wybiera się na urlop do Grecji? Gustibus już był:

Dwa lata temu w wakacje wybrałem się do Grecji, konkretnie nad zatokę Termajską.
Standardem byli Grecy biegający po plaży, sprzedający pączki - po grecku "lukumares" lub "lukumadares"
Jako, że w tym rejonie łatwiej spotkać naszego rodaka niż miejscowego tubylca, chytrzy sprzedawcy nauczyli się kilku słów po polsku.
I tak, pewnego pięknego dnia usłyszeliśmy na plaży
- Lukumareeeeeeeeeeeeeees... lukumadareeeeeeeeees...
A po chwilii
- Kupiujcie pońcki... Zajebiście dobre pionćki... Czemu kurwa nie chcecie piońcki???

Autentyk zwany wprowadzającym (w tematykę hitu) od Miśka666 (ksywa Niezawodny) :}}}:

Dzwoni po autoryzację jakaś niezbyt rozgarnięta Pani. Karta Mastercard .... data ważności karty zapisana w formacie 12/04 ... Tomaszek odbiera ...
- Halo!!! Chciałam klientowi pobrać ... to Niemiec ... karta majstercard chyba ...
- Numer karty proszę ...
- Ojej on taki długi ...
Po kilku pomyłkach i powtórkach Pani udało się w końcu wydukać numer ...
- Datę ważności karty proszę ...
- Tysiąc dwieście czwarty ....
- SŁUCHAM ??
- No ... tysiąc dwieście cztery pisze ...
- A imię i nazwisko okaziciela Ulrich Von Jungingen ?

I na koniec hicior ostatniego autentykowego tygodnia - Melange rozbroiła (nomen omen) nim zupełnie forumowych bojowników:

20 kolesi (w tym mój kolega) z bractwa rycerskiego o niewiadomej mi nazwie na ichnim zlocie imprezuje przez ładnych kilka dni w wynajętym domku.
Przez cały czas ich pobytu z "jamnika" stojącego na oknie wydobywa się w kółko Macieju jeden jedyny utwór pt. "Panie Waldku" Kazika, nie muszę dodawać, że na cały regulator we dnie i w nocy.
Któregoś pięknego poranka P. budzi się niekoniecznie trzeźwy, wychodzi przed domek i widzi sąsiada, który niekoniecznie w dobrym nastroju pędzi w jego stronę ze sztachetą, krzycząc, że go " normalnie zapierd..... za tą muzykę!"
P. cofa się przerażony, ponieważ w swoim stanie nie byłby w stanie nawet się obronić, gdy nagle dzieje się cos dziwnego. Facet zatrzymuje się w połowie drogi, zawraca na pięcie i spieprza z tą samą prędkością w drugą stronę.
P. powoli odwraca się i co widzi?
Dwudziestu kolesi murem z mieczami i toporami w ręku i na trzy cztery zaczynają śpiewać:
-BOOOOGUUUUROOOOOODZIIIICAAAAAAAAA!!!

Na dziś to już koniec. Kolejna porcja za tydzień. Oczywiście jak w swojej łaskawości zasilicie nas nimi na mięsnych. :)))


Oglądany: 28149x | Komentarzy: 47 | Okejek: 13 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

06.05

05.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało