Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"Święci z Bostonu" - kultowy hicior kina akcji, który na początku był totalną porażką

121 385  
547   76  
Los Angeles, lata 90. Na jednym z chodników leżą zwłoki. Gdzieś w oddali echem niesie się policyjna syrena. Zanim jednak stróże prawa docierają na miejsce, do trupa podbiega jeden z ulicznych handlarzy crackiem, wyciąga z kieszeni marynarki nieboszczyka portfel i po chwili znika gdzieś w jednej z ciemnych uliczek.

Sytuacji przygląda się młody mężczyzna – barman jednej z pobliskich knajp. Zacisnąwszy pięści wyobraża sobie, jak cudownie wyglądałby świat, gdyby ktoś odważył się chwycić za spluwę i za jej pomocą oczyścić ulice ze wszelkich szumowin i bandytów.
Barman wkrótce zasiadł za biurkiem i napisał scenariusz do filmu, w którym bohaterowie spełniają jego marzenie.



„Święci z Bostonu” nie zasługują na Oscara. Ba, ten film jest po prostu durny, a jego fabuła to seria oklepanych do bólu schematów, które w kinie widzieliśmy już setki razy. A jednak, mimo upiornie wręcz słabych recenzji krytyków, opowieść o dwóch irlandzkich braciach, którzy robią sito z włoskiej mafii, stała się dziełem kultowym, a fani na całym świecie czekają na kolejne odsłony tej krwistej produkcji.


Troy Duffy, 28-letni barman, szybko skończył pracę nad scenariuszem. W wyniku splotu pomyślnych zdarzeń tekstem zainteresowała się wytwórnia Miramax. Po kilku spotkaniach ubito targu – Duffy za 300 tysięcy dolców sprzedał prawa do realizacji filmu opartego na swoim pomyśle. Dodatkowo młodzieniec podpisał kontrakt na napisanie dwóch kolejnych części przygód irlandzkich mścicieli. Szefowie Miramaxu obiecali też… kupić Troyowi bar, w którym ten pracował.



Świeży, jajcarski, prosty jak budowa przewodu pokarmowego pierścienicy scenariusz dość szybko przyciągnął pokaźną plejadę gwiazd, które zapragnęły wcielić się zarówno w tytułowych „świętych”, jak i w rolę charyzmatycznego policjanta, usiłującego dopaść głównych bohaterów. Producenci mieli w kim wybierać – Keanu Reeves, Brad Pitt, Ethan Hawke…

Troy przez chwilę poważnie rozważał kandydaturę Ewana McGregora. Panowie spotkali się i przeprowadzili długą dyskusję na temat kary śmierci, podczas której łagodzili swe nerwy wysokoprocentowymi napojami. Obaj wybitnie się urżnęli i ostatecznie nie doszli do porozumienia na żadnej płaszczyźnie. Musicie bowiem wiedzieć, że Duffy to gość o dość trudnym charakterze. Ethan Hawke nie dostał roli, bo według scenarzysty (i jednocześnie reżysera) filmu jest „debilem bez talentu”, a z kolei Keanu Reeves nie miał szans na rolę, gdyż Troy uznał, że ten to nic więcej niż „pierdolony śmieć”.



Ostatecznie głównych bohaterów zagrali młodzi, niezbyt jeszcze znani aktorzy – Norman Reedus (gość jest obecnie na fali popularności dzięki „The Walking Dead") oraz kojarzony głównie z roli serialowego młodego Indiany Jonesa Sean Patrick Flanery.
Pozostało znaleźć jeszcze tylko aktora, który wcieliłby się w postać Paula Smeckera - ekscentrycznego homoseksualnego oficera policji o skłonnościach do paradowania w damskich ciuszkach. Duffy uważał, że najlepiej by się tu sprawdził Patrick Swayze. Szefowie Miramax sugerowali jednak Sylvestra Stallone'a, Roberta De Niro, Billa Murraya i Kevina Spaceya. Po długich dyskusjach Troy zgodził się, aby Smeckerem został Willem Dafoe. I to chyba najlepsza decyzja, jaką można było podjąć. Tworząc postać zmanierowanego detektywa, aktor ten ukradł cały film!



Wybuchowy charakter Duffy'ego doprowadził do zerwania kontraktu z Miramaxem. Troy musiał szybko znaleźć nową wytwórnię, która sfinansowałaby rozpoczęty już projekt. Pomimo bardzo złej reputacji, scenarzysta nakłonił do współpracy Franchise Pictures.

W międzyczasie dopisano do scenariusza postać niejakiego Rocco – roztrzepanego, obficie pocącego się cwaniaczka, który zgodził się pomóc braciom MacManus w ich krucjacie. Duffy zdecydował się na ten zabieg po tym, jak poznał aktora Davida Della Rocco. Specjalnie z myślą o nim naniósł zmiany i w ostatniej chwili dął mu tę rolę.

https://www.youtube.com/watch?v=QgIkR0xNlIY
Podczas realizacji filmu ekipa miała pewien problem z Billem Connollym, który psuł niejedno ujęcie swoim promienistym uśmiechem. A przecież grany przez niego Il Duce to zimnokrwisty zabójca, któremu obce powinny być jakiekolwiek uczucia! Aktor jednak był tak bardzo podekscytowany swoją rolą, że po prostu nie mógł się opanować… Reżyser postanowił więc zamaskować radosny grymas Billa i kazał mu paradować przed kamerą z kubańskim cygarem w ustach.


Historia dwóch młodzieńców, którzy w wyniku mistycznej wizji dostają boski nakaz wyrżnięcia w pień każdego z bandziorów w swoim mieście, nie mogła się spodobać przedstawicielom Kościoła katolickiego. Księża mocno protestowali już podczas realizacji „Świętych z Bostonu” i sprawili, że wrota do świątyń w całym Massachusetts, gdzie kręcony był film, zostały dla ekipy filmowej zamknięte. Duffy musiał więc dogadać się z nieco bardziej liberalnymi protestantami, aby móc wykonać ujęcia modlących się w kościele bohaterów.
Jeszcze gorzej było po premierze dzieła, kiedy to Duffy odebrał telefon od archidiecezji z Toronto i usłyszał, że jest szatańskim nasieniem, a scenariusz jego filmu napisany został przez samego diabła.


Nakręceni w ciągu zaledwie jednego miesiąca „Święci z Bostonu” początkowo nie mieli zbyt dużo szczęścia. Nie dalej jak parę miesięcy przed premierą filmu miała miejsce pamiętna masakra w szkole Columbine High. Wówczas dwóch nastoletnich uczniów wkroczyło na teren uczelni i otworzyło ogień do swoich rówieśników, zabijając 13 osób.

Oglądanie prawie dwugodzinnej filmowej jatki, podczas której dwóch młodzieńców częstuje ołowiem każdego, kto w ich mniemaniu jest zły, mogło się trochę kojarzyć z tą świeżą ciągle tragedią. Produkcja trafiła tylko do pięciu kin w USA i poniosła sromotną klęskę, zarabiając lekko ponad 30 tysięcy dolców (przy sześciomilionowym budżecie!).


Sytuacja zmieniła się jednak, kiedy film wyszedł na DVD, a wieść o szorstkim, brutalnym i wybitnie zabawnym dziele rozeszła się pocztą pantoflową. Nagle „Święci z Bostonu” stali się produkcją, wokół której narosła otoczka prawdziwego kultu, a zyski z seansów i sprzedaży płyt gwałtownie wzrosły do przeszło 250 milionów dolarów!

https://www.youtube.com/watch?v=MkT2wW3-1jQ
I na koniec kilka ciekawostek:

- Słowo „kurwa” pada w filmie 246 razy.
- Na ekranie możemy doliczyć się 33 trupów.
- Charakterystyczne tatuaże głównych bohaterów to łacińskie słowa „veritas” (prawda) i „aequitas” (równość)
- Więzienny numer Il Duce to w rzeczywistości stary numer telefoniczny Troya Duffy'ego.
- Wydarzenie, które posunęło irlandzkich młodzieńców do walki z bandytami zostało opisane przez księdza w pierwszych minutach filmu. Opowiadał on o kobiecie, która na oczach bezczynnych świadków została zgwałcona i zamordowana przed swoim domem w Queens.
Niewiasta, o której mowa to Catheriene Genovese, a zajście faktycznie miało miejsce w 1964 roku. Bierne zachowanie gapiów jest przez socjologów często nazywane „efektem Genovese”.
Bostońscy „święci” nie byli jedynymi fikcyjnymi postaciami, którzy po usłyszeniu tej historii chwycili za broń. Również i bohaterowie komiksu „Watchmen”, zdegustowani tym wydarzeniem, zdecydowali się stanąć do walki ze złem.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
7

Oglądany: 121385x | Komentarzy: 76 | Okejek: 547 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.06

31.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało