Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pożar w Kaskadzie. Tragedia, która wstrząsnęła Szczecinem. Zginęło 14 osób

122 646  
766   79  
Śmierć nie przyszła od ognia.

Szczecin_zajawka copy
Kaskada była lokalem gastronomicznym o ogromnym prestiżu i klasie. To nie była zwykła restauracja, zajmowała cały budynek, a na każdym pietrze znajdowała się sala o innym przeznaczeniu, od sali Kapitańskiej, o najwyższym prestiżu, po kawiarnianą salę Pokusa, w której bawiono się do późnego wieczora.

*Tak wyglądała Kaskada jeszcze przed wojną.

27 kwietnia 1981 roku, minęła siódma rano. Kaskada przygotowuje się na kolejny dzień pracy, a pracownicy sprzątają jeszcze to, co zostało po poprzednim. Uczniowie ze szkoły gastronomicznej zbierają się w górnej sali, czekając na instruktorkę praktyk. To był zupełnie zwyczajny dzień, jednak kolejne minuty nagle wszystko odmieniły.


Dochodzi ósma rano – w „Kaśce” powinno znajdować się 41 osób, jednak część z nich się spóźnia i w budynku jest tylko 21 osób. Odkurzająca na parterze pani Genowefa poczuła falę ciepła, kiedy odwróciła się za siebie, jej oczom ukazały się sięgające sufitu płomienie. Wybiegła szybko do portierni i zaalarmowała recepcjonistkę. Wezwano straż pożarną, a pracownicy zaczęli opuszczać budynek. Niestety, nie wszyscy.

Płomienie błyskawicznie zajmują kolejne pomieszczenia i piętra. Wszystko pali się tak, jakby było podlane benzyną, a gryzący dym w ciągu kilku chwil wypełnia kubaturę budynku.

Alicja, młoda dziewczyna pracująca w kuchni, została uwięziona przez pożar na drugim piętrze. Przerażona nie wiedziała, co może w tej chwili zrobić, nie mogła już uciekać. Sytuacja była jednak tak groźna, że postanowiła podjąć ryzyko i wyjść przez okno. Szarpała za klamkę, ale ciężkie, okute w metalowe kątowniki skrzydło okienne zacięło się. Zbierając w sobie tyle sił ile mogła, zamierzyła się, by wybić szybę kopnięciem. Ta sztuka udała się, więc manewrując między sterczącymi zewsząd odłamkami szkła, wyszła na parapet. Do sukcesu było jeszcze daleko, stała na parapecie drugiego piętra, a cały budynek płonął.


Po paru minutach zjawili się strażacy, którzy podstawili wysięgnik z koszem pod okno. Pani Alicja wspomina, że ramię wysięgnika było wysunięte do granic możliwości, a kosz był wciąż na tyle nisko, że musiała z parapetu zeskoczyć, by do niego się dostać. Na szczęście wszystko skończyło się dla pani Alicji dobrze.
Jeden z praktykantów – Dariusz – próbował wybiec z Kaskady, ale dym był tak gęsty, że zbiegając po omacku po schodach nie zauważył, kiedy minął parter i zbiegł do piwnicy. Pomyślał, że to już koniec, że nigdy nie uda mu się wydostać, jednak podjął ostatnią próbę. Wrócił na parter i skierował się w stronę głównego wyjścia, choć ze środka w ogóle go nie widział.

Udało mu się, był ostatnią osobą, która wyszła z budynku.


Pożar rozprzestrzenił się błyskawicznie. W ciągu 15 minut cały budynek stał już w płomieniach, które rozgrzewały go do temperatury 1700°C, topiąc pobliskie znaki drogowe, rozpuszczając firanki w mieszkaniach budynków znajdujących się po drugiej stronie ulicy, wzniecając pożary zaparkowanych w pobliżu samochodów. Na wozach strażackich zaczął łuszczyć się lakier, a najsilniejsze motopompy w obliczu tej pożogi nie były w stanie nic zdziałać. Strażacy, zdając sobie z tego sprawę, przerzucili większość sił na zabezpieczanie pobliskich budynków. Kaskada bardzo gwałtownie wypalała się.


Po ugaszeniu pożaru strażacy wyciągnęli z budynku 14 zwęglonych ciał. Szczególną ich uwagę przykuło to, w jakich pozycjach znajdowały się ofiary. Czwórka praktykantów spłonęła siedząc przy stoliku, po prostu siedząc. Pozostali też nie uciekali. To wymagało głębszej analizy.

Gruntownie przebadano budynek, jego plany oraz materiały, z jakich była wykonana konstrukcja i jej wykończenie, dokonano sekcji zwłok. Wnioski były zaskakujące – w Kaskadzie nikt nie spłonął żywcem.


Wyniki ekspertyz dały od razu odpowiedzi na kilka pytań. W konstrukcji budynku dokonano zmiany. W jednym ze stropów wycięto wielki otwór, który miał dodawać znajdującej się poniżej sali prestiżu, przez swoją nieszablonowość. Zmian w konstrukcji nigdzie nie zgłoszono i nie odebrał ich żaden nadzór, a otwór zamiast dodawać prestiżu, wytworzył efekt komina, dzięki któremu pożar mógł być bardzo efektywnie zasilany w tlen, potrzebny do reakcji spalania. Kolejną bardzo poważną nieprawidłowością były materiały, z jakich wykonano wykończenia. Właściwie cały budynek wyłożony był łatwopalnymi wykładzinami i wykończeniami, które w trakcie spalania okazały się śmiertelnie niebezpieczne dla pracowników Kaskady. Wydzielały się z nich trujące gazy (m.in fosgen, używany jako gaz bojowy) i to właśnie one w ciągu kilku sekund doprowadziły do utraty przytomności większości pracowników, a dalej do śmierci. Płomienie przyszły tylko kilka minut później.



O sprowadzenie niebezpieczeństwa oskarżono dyrektora Kaskady. Próbował on przeforsować swoją wersję zeznań, jakoby doszło do podpalenia, czego świadkiem miał być zatrudniony na czarno pracownik, uratowany przez nieznanego mężczyznę (podpalacza). Nigdy jednak nie potwierdzono takiej wersji wydarzeń i w oficjalnych dokumentach jako przyczynę pożaru podaje się zwarcie w instalacji elektrycznej. Dyrektor był bez wątpienia winny wprowadzenia niebezpiecznych zmian, został oskarżony o „zaniedbanie obowiązków zapewnienia warunków ochrony przeciwpożarowej w zakresie bezpieczeństwa osób i mienia”. Zapadł wyrok skazujący. Sąd drugiej instancji złagodził go, jednak i tak został umorzony na mocy amnestii z 1984 roku. Tak naprawdę do dziś nikt nie poniósł konsekwencji tych wydarzeń.


Budynek po tej tragedii rozebrano. W latach 2009-2011 wybudowano w tym samym miejscu galerię handlową. Nazwano ją: „Kaskada”. Jej fasada nawiązuje do wyglądu dawnej Kaskady, a na jednej ze ścian umieszczono tablicę upamiętniającą ofiary.

Źródła:
1, 2, 3, 4