Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Olive Oatman - kim była tajemnicza dziewczyna, która w XIX wieku paradowała z tatuażem na twarzy?

166 658  
593   54  
Tę fotografię pewnie już widzieliście setki razy. Trudno się dziwić, że zapada w pamięć. Nie codziennie przecież trafia się na 160-letnią fotografię białoskórej damy z wydziaraną twarzą. Przecież nawet i współcześnie osoby z tatuażami na licu wzbudzają u ludzi bardzo mieszane uczucia!

Czemu zatem kobieta ze zdjęcia w taki sposób upiększyła swoją skórę? Okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.

To Olive Oatman – dziewczyna, która wychowała się w wielodzietnej rodzinie pobożnych mormonów z Illinois. Kiedy skończyła 14 lat, jej rodzice poparli Jamesa Brewstera – religijnego przywódcę, który to miał mieć regularne objawienia i osobiście rozmawiać z samym Szefem. Duchowny skłócił się z częścią mormońskich autorytetów i wraz ze swoimi wyznawcami postanowił wyznaczyć miejsce na tworzenie religijnej społeczności. Nowy odłam mormonów miał się przenieść do Kalifornii. Państwo Oatman wraz ze swą dziatwą dołączyli do innych uduchowionych rodzin, które to wraz ze swoim dobytkiem załadowały się do jednego z ciągniętych przez konie wozów i ruszyli na tę wielotygodniową pielgrzymkę.



Niestety podczas żmudnej, męczącej podróży doszło do kilku spięć pomiędzy wiernymi. Kłótnie te ostatecznie doprowadziły do tego, że część z nich zdecydowała się oddzielić od reszty i kontynuować dalszą przeprawę zupełnie innym szlakiem.
I tak też zaprzęgi pod dowództwem Royce'a Oatmana – pobożnego taty nastoletniej Olive – po czterech dniach od opuszczenia grupy dotarły na tereny Nowego Meksyku. Co chwilę jednak, narzekając na zły klimat i coraz większe trudy podróżowania, pielgrzymi powoli zaczęli wycofywać się z dalszego uczestnictwa w przeprawie.


Ostatecznie Oatmanowie pozostali zdani na własny los. Kiedy ich zaprzęg przekroczył kolejną stanową granicę i znalazł się w Arizonie, spotkani przez rodzinę farmerzy stanowczo odradzali im dalszą jazdę - „Nie bądźcie głupi. Tam roi się od Indian. Nie ujdziecie z życiem!”. Stary Oatman pomyślał pewnie, że Bóg będzie miał w opiece swe owieczki i nie dopuści, aby stała się im krzywda.


Mylił się. Wkrótce do zaprzęgu podjechała grupka czerwonoskórych i grzecznie zapytała, czy białe twarze nie mają przypadkiem przy sobie odrobiny tytoniu i czegoś na ząb. Najwyraźniej nie spodobała im się odpowiedź właścicieli pojazdu, bo już po chwili Indianie przystąpili do spuszczania brutalnego wpierd#lu intruzom, co to bezczelnie wtargnęli na ich ląd.


Państwo Oatman oraz czwórka dzieciaków zostali z zimną krwią zamordowani. Przy życiu zaś uchowała się Olive i jej siedmioletnia siostra Mary. Podczas gdy oprawcy ukradli cały dobytek swoich ofiar oraz uprowadzili dziewczynki – ich brat Lorenzo oberwał w głowę ciężkim kijem i nieprzytomny pozostawiony został na śmierć. Chłopak po jakimś czasie pozbierał się do kupy i ostatecznie dotarł do reszty wyprawy, a następnie wrócił na miejsce masakry i pochował swoją rodzinę.

Po latach Olive twierdziła, że ludzie, którzy wzięli ją do niewoli należeli do jednego z plemion Apaczów, jednak z jej opisu wynika, że dziewczynki miały do czynienia z Indianami Yavapai.


Wkrótce porwane trafiły do oddalonej o ok. 100 km od miejsca rzezi wioski swoich oprawców. Początkowo planowano je zabić i pozbyć się ewentualnych konsekwencji porwania, jednak z czasem Indianie uznali, że przydadzą im się niewolnice do zbierania drewna i noszenia wiader z wodą.

Po roku do osady przybyli goście. Grupa Indian Mohave – która odwiedzała plemienne społeczności, aby dokonywać wymiany dóbr – była wyjątkowo zainteresowana białymi dziewczynkami i postanowiła ubić targu z ich „właścicielami”.

Siostry Oatman ostatecznie zostały wymienione za dwa konie, kilka koców, nieco warzyw i garść świecidełek. W swoim nowym "domu" Olive i Mary wzbudziły niemałe zainteresowanie, a sam wódz plemienia – Espianola – obiecał im, że będą u niego bezpieczne i traktowane z szacunkiem. Dopilnować tego miała Aespaneo – jego żona. I faktycznie – siostry dostały nawet własny kawałek ziemi do uprawy.
Wkrótce też, na znak tego, że białe dziewczynki są traktowane na równi z innymi członkami plemienia, zostały zgodnie z tradycją Mohave wytatuowane.


Czemu akurat na twarzy? Otóż zgodnie z wierzeniami tego ludu taki tatuaż robi się po to, aby po śmierci jego posiadacza, żyjący w zaświatach przodkowie mogli rozpoznać Mohave i przyjąć go do swego grona
Mała Mary prawdopodobnie trafiła właśnie pod czułą opiekę indiańskich dusz, bo wkrótce w następstwie potężnego nieurodzaju zmarła ona – jak i wielu innych współplemieńców – z głodu.


Tymczasem Olive, nie wiedząc o tym, że jej brat żyje, była święcie przekonana, że Mohave są dla niej jedyną rodziną. Ba, całkiem się z nimi zasymilowała i dostała nawet swoje plemienne imię – Oach. Kiedy do wioski przyjeżdżali biali kupcy, aby prowadzić z Indianami handel wymienny, dziewczyna pozostawała w ukryciu – nie chciała, aby wieść o jej istnieniu rozniosła się wśród osadników.


A jednak – plotki dotarły do Białych Twarzy. Wkrótce w wiosce pojawił się Francisco – indiański posłaniec. Chłopak przyniósł wiadomość od przedstawicieli Fortu Yuma. Żądano, aby Olive została uwolniona. Mohave początkowo zapierali się, że Oach jest członkinią ich ludu, a żeby tego było mało - wbrew temu, co się mówi, wcale nie jest biała! Podczas drugiej wizyty Francisco usiłował przekupić Indian za pomocą prezentów. Równocześnie jednak ostrzegł swoich ziomków, że lepiej z Białymi nie zadzierać, bo jak się wkurzą, to nie tylko sami sobie dziewczynkę zabiorą, ale i zmasakrują całą wioskę.


Mohave zebrali się więc na naradzie, w której uczestniczyła też dziewiętnastoletnia wówczas Olive. Wspólnie uznano, że dalszy opór nie ma sensu. Z wielkim bólem serca wódz pozwolił Oach odejść.
Dziewczynie odzianej jedynie w tradycyjną plemienną spódnicę towarzyszyła córka wodza – Topeka. Przyjaciółki pożegnały się przed wejściem do fortu. Tam też nakryto nagie piersi Olive odpowiednim odzieniem, żeby ich widok nie wywołał niezdrowego podniecenia wśród oczekujących jej powrotu mieszkańców Yumy.


Kilka dni później dziewczyna z wielką radością spotkała się ze swoim bratem. Okazało się, że Lorenzo przez całe lata poszukiwał uprowadzonych sióstr i prawie już stracił nadzieję, że kiedykolwiek znów którąkolwiek z nich zobaczy.


Dziewczyna z miejsca stała się prawdziwą celebrytką. Na spotkania z nią ściągały setki zaciekawionych słuchaczy, a książka z jej wspomnieniami sprzedawała się jak ciepłe bułeczki.
Aby ukryć swój tatuaż, kobieta często nosiła welon. Do perfekcji opanowała też sztukę makijażu.


Olive zmarła jako 65-latka, a na jej cześć nazwano nawet jedno z miasteczek w Arizonie.

Źródła: 1, 2, 3, 4