Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kolumb się spóźnił. Kto naprawdę odkrył Amerykę (podpowiedź - wcale nie wikingowie)

109 912  
437   66  
A więc Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę, powiadasz? Cóż, chyba jednak najwyższy czas zaktualizować podręczniki szkolne, bo wygląda na to, że europejski podróżnik został mocno wyprzedzony przez zupełnie innych śmiałków. Wybacz, Krzysiu – wiemy, żeś się starał.

Kto zatem „odkrył Amerykę”, skoro już teraz radośnie skreśliliśmy sobie europejskiego żeglarza? Już wam tłumaczymy.

Pierwszy trop – ziemniak

Pyrów w obu Amerykach jest bez liku. Szacuje się, że będzie tego ze 3000 gatunków! Jest jednak pewien typ ziemniaka, który nie daje spokoju niektórym badaczom. To camote, u nas znany jako batat. Był on hodowany przez rdzennych mieszkańców Środkowej i Południowej Ameryki od dobrych 8-9 tysięcy lat. Tymczasem ten sam bulwiasty produkt gastronomiczny zobaczymy na talerzach… Polinezyjczyków. I jak się okazuje – był to specjał lokalnej kuchni w czasach, kiedy żadnemu europejskiemu żeglarzowi nie chciało się jeszcze wyruszać w międzykontynentalne rejsy.


Naukowcy uważają, że batat mógł zawitać do Polinezji ok. 1000 roku naszej ery! Prawdopodobnie został tam przywieziony przez jakiegoś dzielnego podróżnika. Mieszkańcy wyspy ochrzcili słodkiego ziemniaka mianem „kumala”. Najwyraźniej nieco przekręcili nazwę batata stosowaną przez andyjskie plemię Quechua, które na swój rolny produkt mówili „k'umara”…


To jeszcze nie koniec tropów. Kiedy wzięto pod lupę kości wykopanych w Chile kur, okazało się, że drób ten ma identyczne DNA z tym pochodzącym z Polinezji właśnie!
A może to dawni mieszkańcy Ameryki „odkryli Polinezję”? Pytanie tylko, czy dysponujący prymitywną technologią Indianie byliby w stanie przepłynąć na swoich prostych łodziach dystans przekraczający 4 tysiące mil morskich? Cóż - co do tego nie ma już żadnych wątpliwości!
W 1947 roku norweski odkrywca Thor Heyerdahl chcąc udowodnić tezę, że dawni Peruwiańczycy dotarli do polinezyjskich wysp, zbudował wzorowaną na dawnych, indiańskich balsach łódź i wyruszył w podróż z Limy aż do Tuamotu (wyspa należąca do Polinezji Francuskiej). Udało mu się osiągnąć ten cel, chociaż ta przeprawa zajęła mu 101 dni!

Drugi trop – syberyjski dzieciak

A teraz przenieśmy się do wioski Mal'ta położonej w okolicach jeziora Bajkał. To tam w latach 20. ubiegłego wieku rosyjscy archeolodzy wykopali z ziemi dobrze zachowane szczątki chłopca. Szczyl żył na tych terenach jakieś 24 tysiące lat temu i spoczął w mogile wraz z różnego typu ozdobami.


Całkiem niedawno ekipa duńsko-amerykańskich badaczy przeprowadziła dokładną analizę kości małego Syberyjczyka. Udało się zsekwencjonować fragment kodu DNA nieboszczyka. No i się naukowcy mocno zdziwili, bo okazało się, że jest on w dużej części bardzo zbliżony do tego, które mają współcześni, rodowici mieszkańcy obu Ameryk. „Wyniki tego badania sugerują, że jedna trzecia przodków dzisiejszych rdzennych Amerykanów mogła pochodzić z zachodniej Azji.” - uznał Eske Willerslev – duński biolog i jeden z pionierów w pracy nad tzw. antycznym DNA.


Wysnuto więc teorię, która mówi, że 24 tysiące lat temu przodkowie Indian oraz Azjatów rozdzielili się na dwie grupy. Jedna z nich musiała podczas ostatniego zlodowacenia przewędrować przez Syberię, aż do Nowego Świata.

Trop trzeci – Fusang

Chińskie legendy mówią o pewnym mnichu, co to się zwał Hui (hłe hłe hłe) Shen. Ten wraz ze swoją świtą dotarł do położonego daleko na wschodzie lądu. Miało to miejsce w 499 roku naszej ery. Odkryty przez niego kontynent został nazwany Fusang i położony był w odległości ok. 9 tysięcy kilometrów od Chin. Na miejscu podróżnik spotkał przedstawicieli lokalnego ludu. Jeśli wierzyć opisom Shena, ludzie ci byli nie tylko przyjaźni, ale i stworzyli wysoce rozwiniętą cywilizację.
Do dziś wiele osób upiera się, że opisane w VII wieku n.e. przez Yao Sialiana przygody dzielnego podróżnika dotyczą jego przeprawy do Ameryki.


I tak na przykład przywódca państwa, w którym Shang wylądował zwał się Inki. Czy chodzi może zatem o Inków i ich wielkie imperium? Raczej nie, bo przecież jego powstanie miało miejsce w okolicach XII wieku n.e. Ale są też teorie, które wskazują podobieństwo opisanych terenów do np. Brytyjskiej Kolumbii, czy nawet do Meksyku.
Na szczęście istnieją bardziej "namacalne" dowody na rzekome podróże Chińczyków do Nowego Świata. Dobrym przykładem są odkryte przez emerytowanego chemika Johna Ruscampa petroglify.


Znalezione na terenie Nowego Meksyku skały mają na sobie wiekowe bazgroły, których autorem musiał być ktoś operujący językiem chińskim. Na tej podstawie badacz doszedł do wniosku, że Chińczycy musieli do Ameryki dotrzeć w 1300 roku p.n.e., czyli dobre 2800 lat przed Kolumbem!

Trop czwarty – chiński muzułmanin

Pozostańmy jeszcze na moment w Chinach. Stamtąd bowiem pochodził admirał Zheng He. Co ciekawe – był to muzułmanin i… eunuch. Gdy He miał trzynaście lat, trafił do mongolskiej niewoli, a oprawcy pozbawili go jaj. Z czasem los się jednak do niego uśmiechnął – młodzieniec trafił na dwór późniejszego cesarza Chin – Yongle. Ten, będąc pod wrażeniem strategicznego talentu swego sługi, uczynił z niego dowódcę swej floty.


Zheng He zasłynął jako ambitny podróżnik. Admirał dotarł do wylotu Zatoki Perskiej, a nawet i w okolice Mozambiku – to jest pewne. Natomiast wielbicielom teorii spiskowych tętno znacznie wzrosło, gdy w 2001 roku pewnemu prawnikowi z Szanghaju wpadła w ręce mapa pochodząca z 1418 roku. Jej autorem miał być sam He. Najciekawsze jednak jest to, że na pożółkłym papierze widać nieznany wcześniej ląd. To znalezisko stało się jednym z kluczowych dowodów teorii, że chiński podróżnik wyprzedził Kolumba o parę ładnych dekad.


Swoją drogą – znacznie bardziej realna wydaje się teoria dotycząca kontaktów handlowych pomiędzy mieszkańcami Azji Wschodniej a ludami zamieszkującymi Nowy Świat. Archeolodzy znaleźli całkiem sporo wykonanych z brązu artefaktów na terenie Alaski. Były to m.in. sprzączki od pasów czy gwizdki datowane na 600 rok n.e. Żyjące na tamtych terenach ludy nie znały się na obróbce tego metalu i dużo wskazuje, że znalezione przedmioty zostały wykonane przez wyspecjalizowanych w wymiennym handlu przodków Chińczyków lub Koreańczyków.

Trop piąty – wikingowie

W spisanej w XIII wieku islandzkiej „Sadze o Eryku Rudym” poznajemy losy założyciela pierwszych nordyckich osad na terenie Grenlandii. W 982 roku ten właśnie wiking odszukał tajemniczy ląd (który znał z opisów wcześniejszych podróżników) i kilka lat spędził na szczegółowych oględzinach tego miejsca. Mimo że teren był w znacznej mierze skuty lodem, Eryk uznał, że ziemia ta ma potencjał i można by ją skolonizować. Aby przyciągnąć chętnych, cwany brodacz nadał jej nazwę „Grenlandia” („Zielony Ląd”). Prawda, że brzmi to zachęcająco? Sporo osadników łyknęło haczyk i faktycznie się tam przeprowadziło. Pewnie się biedacy nieco wkurwili...


Podróżniczą pasję odziedziczył po Eryku jego syn – Leif Eriksson. Młodzieniec przeszedł na chrześcijaństwo i dostał zadanie od króla Norwegii Olafa I – miał nawracać na tę religię pogańskich osadników z Grenlandii. I to też zaczął czynić. Leif postawił pierwszy kościół na tamtych ziemiach.

W późniejszych latach schrystianizowany wiking nasłuchał się opowieści kupców, którzy mówili o nowym, nieznanym jeszcze lądzie położonym na południu. Najwięcej o tajemniczej ziemi wiedział niejaki Bjarni Herjolfsson – który opłynął kawał wybrzeża, ale nie odważył się zejść na suchy ląd.


Ericsson kupił więc porządną łódź i stanął na czele 35-osobowej grupy, która ruszyła w morze. Syn Eryka Rudego dotarł do wyspy Baffin, a następnie półwyspu Labrador. Drużyna zakończyła swoją podróż rozbijając obóz na Nowej Fundlandii. Wikingowie spędzili tam parę miesięcy zanim wrócili do Grenlandii. Podczas eksplorowania lasów Leif znalazł sporo dzikich krzaków pełnych winogron - idealnych wręcz do produkcji łomoczącego czachę wina. Dlatego też Ericsson ląd ten ochrzcił mianem Vinland.


Wprawdzie młody wiking nigdy nie wrócił do Nowej Fundlandii, ale kolejne ekipy brodatych awanturników chętnie organizowały ekspedycje do Vinlandii. Najwyraźniej zapotrzebowanie na winogrona było rzeczywiście olbrzymie…
W 1960 roku pochodzący z Norwegii podróżnik Helge Ingstad odnalazł na północnej części Nowej Fundlandii pozostałości po osadzie wikingów – to potwierdziło legendy na temat rzekomych eskapad nordyckiego ludu na te nieznane wcześniej tereny.
Tymczasem, dosłownie kilka dni temu media obiegła sensacyjna informacja o znalezieniu kolejnej osady położonej ok. 80 kilometrów od odkrytej przeszło pół wieku temu pozostałości po nordyckich przybyszach. I jak mówią sami archeolodzy – wykopane artefakty są wielce interesujące..

.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
5

Oglądany: 109912x | Komentarzy: 66 | Okejek: 437 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało