Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Skoro czołg może być zniszczony przez człowieka z ręczną wyrzutnią rakietową, to po co wciąż się ich używa?

206 551  
1317   219  
Dzisiejsze wojny w zdecydowanej większości są konfliktami asymetrycznymi, gdzie jedna strona dysponuje silną armią i ciężkim sprzętem, a druga - mniej lub bardziej zaawansowaną partyzantką. Czy jest sens stosowania w takich wojnach czołgów, skoro (jak to możemy obserwować na YouTube czy LiveLeak) tak łatwo je zniszczyć bronią przenoszoną przez 1-2 ludzi?

Wrak czołgu amerykańskiej produkcji M1A1 Abrams


Każdy, kto wykazuje minimum zainteresowania konfliktami zbrojnymi, widział dziesiątki filmów z czołgami niszczonymi przy pomocy najprostszych pocisków ppanc., jak RPG-7 czy bardziej zaawansowanych ppk (przeciwpancerne pociski kierowane), które są dostępne nawet dla partyzantek bez wielkiego wsparcia z zewnątrz. Czołg (nawet stary, z byłego ZSRR) może kosztować nawet kilka milionów dolarów, koszt rakiety przeciwpancernej waha się od kilkuset do kilkunastu tysięcy dolarów). Skoro niewyszkolony i niedoświadczony bojownik z RPG-7 jest w stanie zniszczyć (czy choćby wyłączyć z walki) amerykańskiego Abramsa wartego 5-6 mln dolarów, to jaki sens ma wysyłanie takich wozów do walki?



Najpierw musimy sobie zdać sprawę, że media (nawet "wolne i obiektywne" jak internetowe portale z filmami) tak naprawdę wszystko upraszczają i pokazują świat bardzo wybiórczo. Pokazują to, co jest chwytliwe, ciekawe i co przyciągnie widzów (tak jak znienawidzone stacje telewizyjne). Na głównej stronie zachęcająco brzmi tytuł "Dżihadysta przy pomocy RPG-7 niszczy irackiego Abramsa", ale nikt nigdzie nie napisze, a tym bardziej nie zamieści z tego filmów, że w czasie uprzednich tygodni ten sam Abrams 107 razy był ostrzelany rakietami, z których część chybiła, a część nie była w stanie zrobić mu poważnej krzywdy. Terroryści nie będą się chwalili w sieci filmami, na których widać, jak po nieudanym ataku pociskiem rakietowym czołg celnym ogniem niszczy kryjówkę napastników zabijając kilku z nich.



Prasa głośno krzyczy o "łatwo i często" niszczonych czołgach amerykańskiej czy rosyjskiej produkcji - czy to w Iraku, czy w Syrii - ale nikt nie wspomina o tym, że załogę tej skomplikowanej maszyny stanowili przypadkowi, niewyszkoleni ludzie lub - w najlepszym razie - świeżaki zaraz po szkoleniu podstawowym. Nie przeczytamy nigdzie, że te "bez problemu zniszczone czołgi", to były cztery wozy bez ochrony piechoty wysłane w miasto, w którym rozlokował się batalion doświadczonej w boju piechoty. Nikt nie poda informacji, że rosyjski czołg skonstruowany w latach 60. czy 70. został zniszczony rakietą zaprojektowaną do niszczenia pojazdów z lat 90. czy nowszych.



Sytuacje znane z filmików zwykle przedstawiają sytuacje będące żywymi dowodami na to, jak się kończy niewprawne posługiwanie się sprzętem i braki w wyszkoleniu taktycznym - czołgi działające w pojedynkę i bez osłony, brak obserwacji otoczenia, itp. Ale załóżmy nawet, że piechota została wyposażona w nadal świetne i wciąż używane ppk BGM-71D TOW 2, które są w stanie zniszczyć większość współczesnych pojazdów pancernych.

TOW ma zasięg (zależnie od wersji) do 4500 m, a wprawna obsługa jest w stanie odpalić dwa pociski na minutę (słabo wyszkolona pewnie zrobi to w 2-3 razy dłuższym czasie). Znowu załóżmy optymistyczny scenariusz, kiedy stanowisko ppk zostało zamaskowane na wzgórzu ponad otwartym terenem - polami czy polaną. Z lasu czy zza wzgórza wyjeżdża kolumna czołgów T-90 (dla ułatwienia w szyku marszowym, bez jednostek pomocniczych) - są to stosunkowo nowoczesne czołgi z armatą 125 mm o zasięgu do 2 500 m. Wydaje się pięknie - mamy 2 km zasięgu przewagi i atakujemy z zasadzki - bułka z masłem. Wkrótce to będzie mocno przypalona bułka ze zjełczałym masłem.



Kolumna czołgów rosyjskiej produkcji T-90


Po pierwsze - skuteczny zasięg (te "słabe" 2500 m) dotyczy rażenia celu opancerzonego z zachowaniem penetracji i celności wystarczającej do jego zniszczenia. Żeby wyłączyć z walki niechronioną obsługę ppk wystarczy trafienie pociskiem HE-Frag (odłamkowy) lub HEAT (kumulacyjny) w odległości kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu metrów od celu.

Po drugie - pocisk rakietowy pokonuje taką odległość w czasie ok. 20 sekund i musi być stale naprowadzany, a kolejny można zacząć ładować dopiero po tym, jak pierwszy osiągnie cel. Pocisk z armaty czołgowej doleci w niewiele ponad 3 sekundy. Dodatkowym utrudnieniem będzie to, że czołgi nie będą się zachowywały jak w komputerowej grze, oczekując, aż atakujący łaskawie je zniszczą. Będą za wszelką cenę starały się uniknąć trafienia, a dodatkowo zniszczyć przeciwnika. Zakładając w naszym przykładzie, że czołgi poruszają się w szyku marszowym, to oznacza, że niemal na pewno włazy będą otwarte, a obsada wieży będzie pilnie się rozglądała po okolicznym terenie, zaś kolejne czołgi w kolumnie będą miały działa skierowane w różnych kierunkach.



Żołnierz uzbrojony w granatnik przeciwpancerny RPG-7


Odpalenie ppk to nie do końca to samo co strzał z wiatrówki, więc prawdopodobieństwo zauważenia wystrzału jest bardzo duże, a reakcja czołgistów będzie natychmiastowa - kolumna pójdzie w rozsypkę, czołgi zygzakując będą zwiększały odległości między sobą, jednocześnie zwracając się w kierunku zagrożenia przednim (najodporniejszym) pancerzem. Odpalą granaty dymne i przyspieszą, aby jak najszybciej skrócić dystans.



Stanowisko ogniowe ppk TOW


W czasie kiedy rakieta będzie leciała do pierwszego celu, obsługa ppk pozna ile to naprawdę jest 20 długich sekund. Celowniczy nie może uciec, nie może się schować - musi stale celować w wybrany czołg, aby w ten sposób naprowadzić na niego pocisk. W tym czasie czołgi będą zasypywały go gradem pocisków odłamkowych. Nawet jadąc z maksymalną prędkością i zakładając ciągle dużą odległość od celu, dzięki zaawansowanemu systemowi kierowania ogniem (SKO) mają całkiem dużą szansę trafić w okolicę wyrzutni. Dzięki sprawnemu automatowi ładowniczemu T-90 osiąga szybkostrzelność 7 strz./min, czyli w ciągu 20 sekund lotu rakiety każdy z czołgów odpali co najmniej raz, być może dwa razy. A nie muszą celu trafiać, wystarczy przestraszyć celowniczego na tyle, by mu drgnęła ręka. Możemy nawet założyć stalowe nerwy celowniczego i fakt, że pierwsza rakieta dosięgła celu. To, czy czołg zostanie wyłączony z walki, zależy od wielu aspektów - jakiej wersji rakiety użyjemy, gdzie trafimy w czołg, na ile skutecznie zadziała pancerz reaktywny - na dwoje babka wróżyła. Może uda się zniszczyć jeden pojazd, a może nawet to nie.



Polscy żołnierze uzbrojeni w zestaw ppk Spike


Oczywiście można założyć atak przy zastosowaniu jeszcze nowocześniejszych środków, jak ppk BGM-71F TOW 2B, FGM-148 Javelin czy Spike, które poza dużo lepszym systemem naprowadzania oferują możliwość ataku na cel nie na wprost, a z góry - w miejsce, gdzie pancerz czołgu jest najcieńszy. Z jednego stanowiska ppk możemy zrobić nawet cztery, ale taki scenariusz bardziej pasuje do starcia dwóch równorzędnych armii w wojnie symetrycznej, a nie do wojny asymetrycznej. Ugrupowania terrorystyczne czy partyzantki nie dysponują takim sprzętem w ogóle albo w bardzo ograniczonej liczbie, a jeszcze trudniej u nich z wyszkolonymi ludźmi.



Tak naprawdę od połowy drugiej wojny światowej eksperci zaczęli zwiastować koniec ery czołgów (pierwsze głosy pojawiały się w czasie pierwszej wojny po pojawieniu się pierwszych rusznic przeciwpancernych). Przyczyniło się do tego wynalezienie lekkich i prostych w obsłudze środków ppanc obsługiwanych przez piechotę (zaczynając od Panzerfaustów i Bazook), uzbrajanie samolotów (i później śmigłowców) w pociski rakietowe (początkowo niekierowane, później kierowane), rozwój i zwiększenie skuteczności systemów naprowadzania i głowic ppanc. Mimo to nadal to czołgi są królami naziemnego pola walki i dla przeciwnika pozbawionego dużej przewagi powietrznej są twardym orzechem do zgryzienia.



Zniszczony czołg T-72


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7.

Oglądany: 206551x | Komentarzy: 219 | Okejek: 1317 osób