Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Guns N' Roses wracają! Oto czego możesz nie wiedzieć o tym legendarnym zespole

64 410  
225   61  
Po latach ciszy znów zrobiło się głośno o legendarnym rockowym monstrum, na którym wielu z nas się wychowało. Guns N' Roses rozbrzmiewa tu i tam, a my znów jesteśmy pełni podziwu dla skrzeczącego gardła pewnego niepokornego rudzielca.

Czemu Gunsi znów są na językach? Większość z was pewnie już wie, a reszta dowie się za chwilę. Oto kilka faktów o autorach „Sweet child o'mine”.

Co ma wspólnego Axl Rose z robieniem loda, AIDS i zawodowym paleniem fajek?

Zanim William Bruce „Axl” Rose wraz z gitarzystą Izzym Stradlinem wpadł na pomysł założenia kapeli hardrockowej, wokalista dorabiał sobie na uniwersytecie w Kalifornii. Oczywiście nie jako wykładowca. Muzyk musiał w imię nauki palić duże ilości papierosów i pozwalać się badać. Płacono mu 8 dolców za godzinę. Który rockers nie chciałby takiej roboty na boku? Gdy już jednak przyszło do zakładania kapeli, panowie artyści całkiem poważnie brali pod uwagę ochrzczenie jej mianem AIDS. Ostatecznie jednak zdecydowano się na zabieg połączenia fragmentów nazw zespołów, w których wcześniej grali muzycy nowo powstałej grupy, czyli Hollywood Rose oraz L.A. Guns.


Przy okazji – kiedy przyszły wokalista Guns N' Roses miał 17 lat, podjął decyzję o zmianie swojego imienia. Jak słusznie zauważyli fani kapeli, Axl Rose to anagram od wyrazów „oral sex”.

Pięć minut pracy dla wiecznej sławy

Czy znacie kogoś, kto w ciągu kilku chwil zrobił coś, co wżarło się w popularną kulturę niczym Magda Gessler w karpatkę? Cóż, podobno „Sweet child o'mine”, czyli jeden z największych hitów Guns N' Roses napisany został w pięć minut… i to po pijaku. Panowie mieli mało czasu, a bardzo chcieli dograć do albumu jakąś „zapchajdziurę”. Slash zaczął brzdąkać na gitarze pierwsze rzeczy jakie mu przyszły do głowy, a Axl odśpiewał spisany w pośpiechu tekst, który właściwie nie miał żadnego głębszego sensu. Wyszło, jak wyszło.


„November rain” – lata pracy, kubeł gówna i pudełka po pizzy


A skoro już mowa o wielkich hitach, to grzechem by było nie wspomnieć o „Listopadowym deszczu”. Kawałek został nagrany w 1991 roku, ale jak się okazuje – Axl pracował nad nim już na początku lat 80.! Tracii Guns – gitarzysta, który znał rudzielca jeszcze z czasów L.A. Guns wspominał, że kiedyś wokalista zasiadł za pianinem i odegrał solówkę „November Rain”, po czym odwróciwszy się do reszty zespołu powiedział: „Kiedyś ten kawałek będzie zajebisty!”. Kiedy członkowie kapeli zgodnie stwierdzili, że kompozycja już wówczas dawała radę, artysta skromnie odrzekł, że utwór jeszcze nie jest dopracowany. Od tego czasu, za każdym razem, gdy zespół nocował w hotelu z pianinem, Axl wykorzystywał tę sposobność do dalszej pracy nad swoim dziełem.


Podobno kiedy przyszedł moment nagrania partii wokalnych do tego utworu, Axl wyrzucił wszystkich ze studia prosząc, aby nikt mu nie przeszkadzał, dopóki nie dokończy swojej pracy. Muzycy zostawili mu kubeł, do którego Axl miał załatwiać swoje fizjologiczne potrzeby. Po ośmiu dniach, kiedy artyści zdecydowali się odwiedzić kolegę, zastali go śpiącego pomiędzy kartonami po pizzy i odchodami.


Być może kiedyś doczekamy się „pełnej” wersji „November rain”. Slash od lat upiera się, że wraz z grupą nagrał 18-minutowy kawałek, który dopiero potem skrócono do marnych 9 minut!

I jeszcze dwa słowa o teledysku, który swoją epickością sprawia, że niejeden nostalgiczny 30-latek czuje ciarki na jajach. Otóż wyprodukowanie klipu kosztowało okrąglutkie 1,5 miliona dolarów. Muzycy nie oszczędzali na niczym. 8 tysięcy dolców kosztowała na przykład trumna, w której spoczęła przyszła niedoszła Axla…


Dave Navarro gitarzystą Gunsów? Była taka możliwość!

Axl zawsze słynął ze swojego aroganckiego zachowania i tendencji do teatralnego strzelania fochów. Kiedy podczas koncertu w St.Louis wokalista zobaczył fana robiącego mu zdjęcia, rzucił się ze sceny i osobiście usiłował spuścić mu łomot. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, więc muzyk ciężko się obraził i definitywnie przerwał występ. To z kolei nie spodobało się publiczności. Fani kapeli wszczęli regularne zamieszki, podczas których dziesiątki osób zostało rannych.
Do podobnej sytuacji o mało nie doszło podczas jednego z kolejnych koncertów, tym razem w Niemczech. Po występie gitarzysta i współzałożyciel grupy - Izzy Stradlin - oznajmił, że opuszcza zespół. Gunsi, aby nie przerywać trasy koncertowej, musieli szybko znaleźć dla niego zastępstwo. Wybór padł na Dave'a Navarro, gitarzystę legendarnej rockowej grupy - Jane's Addiction. Ten jednak propozycję odrzucił. Jak sam później wspominał – w tamtym czasie był w ciągłym, heroinowo-alkoholowym cugu i zdecydowanie nie nadawał się do jakichkolwiek występów.


Nałogi ( i spaghetti) nigdy nie były obce członkom Guns N' Roses

A już najmniej basiście grupy – Duffowi McKaganowi, który alkoholem i dragami tłumił ataki paniki. W swoich najlepszych latach artysta wypijał dziennie 10 butelek wina albo galon wódki! W końcu zaprotestowała jego trzustka. Ta najzwyczajniej w świecie eksplodowała, a jej zawartość rozlała się na inne organy, doprowadzając do poważnych poparzeń.
Z ostatecznego stoczenia się na samo dno muzyka uratował… rower! Duff po odwyku zaczął intensywnie walczyć z chęcią ponownego sięgnięcia po dragi poprzez intensywnie jeżdżenie na swoim dwukołowcu. Cóż, każda metoda jest dobra. Jednak sam basista podkreśla, że żaden z wielkich hitów nigdy nie zostałby przez członków Guns N' Roses nagrany, gdyby nie ich ciągłe życie na krawędzi.


Taka mała ciekawostka: Nazwa albumu „Spaghetti Incident” to nawiązanie do ćpania. Podczas pracy nad tym materiałem perkusista Steven Adler bardzo mocno „popłynął”. Trzymał wówczas swój ulubiony narkotyk, czyli crack, w lodówce. Od tego czasu członkowie zespołu zaczęli na tę substancję mówić „spaghetti”. Kiedy z kapeli wyrzucono Adlera, ten zaczął domagać się zadośćuczynienia. Na sali sądowej prawnik wezwał na świadka Duffa McKagana i zadał mu pytanie: „Panie Mckagan, proszę opowiedzieć nam o incydencie ze spaghetti”. Teraz już wiecie skąd ta dziwna nazwa albumu…


Slash uwielbia węże!

Slash, kudłaty gitarzysta Gunsów, od lat jest wielkim miłośnikiem węży. W tej chwili w swoim domu posiada 20 tych zwierzątek. Zbudował nawet dla nich wielkie terraria i klatki.


Przy okazji – matka gitarzysty, Saula, Ola J. Hudson była kiedyś wziętą projektantka mody. W czasach swojej młodości spotykała się z Davidem Bowie!
Tymczasem sam Slash, zanim chwycił za gitarę, całkiem nieźle radził sobie na BMX-ie. Mało brakowało, a mógłby startować na profesjonalnych zawodach dla maniaków rowerowych trików.

Rozpad i przeklęta „Chińska Demokracja”

Tarcia między członkami zespołu, a przede wszystkim nieujarzmiony temperament Axla, doprowadziły do tego, że grupa znacznie zwolniła tempo i praktycznie od 1994 zespół już nie istniał. Poza kilkoma spotkaniami w studiu i nagraniem covera „Sympathy For The Devil” z repertuaru Rolling Stones, kapela nie zrobiła właściwie nic konstruktywnego. Zresztą wspomniany kawałek był ostatnim, który Axl nagrał ze Slashem. Ostatecznie gitarzysta zrezygnował z dalszego grania z Gunsami w 1997 roku, pozostawiając Axla samego (ale za to z prawami do korzystania z nazwy!).


Dalszą historię wszyscy znacie – kilkanaście milionów dolarów wpakowanych w nagrywanie albumu w nowym składzie i długie lata oczekiwania na efekt. A efekt był dość słaby. „Chinese Democracy” to nie mniejsze rozczarowanie niż „Duke Nukem Forever”.
Nie ma co się czarować – sam Axl nie wystarczy, aby na nowo tchnąć życie w tę przyrdzewiałą maszynę.

It's alive!

I tak też stało się to, czego nie spodziewali się najstarsi rockersi. Nie dalej jak parę dni temu na jednej scenie spotkali się Slash, Axl, McKagan i Reed. To ich pierwszy wspólny występ od 23 lat! Guns N' Roses w starym (no, nie do końca – zabrakło Izzy'ego Stradlina) składzie pojawili się w klubie Troubadour w zachodnim Hollywood na swym pierwszym z serii koncertów. Kapela zagrała dla 500 osób, więc można powiedzieć, że był to występ mocno kameralny.
Mimo że zabroniono wnosić na salę telefonów komórkowych czy aparatów, kilku fanów postanowiło nie zastosować się do zakazu.



To nie koniec wstrząsających rockowe serca wieści. Całkiem niedawno mocno pogorszył się stan zdrowia Briana Johnsona – długoletniego wokalisty AC/DC. Będący w trasie koncertowej zespół zmuszony został przełożyć terminy swoich występów. W oficjalnym oświadczeniu członków tej hardrockowej legendy możemy przeczytać, że być może kolejne koncerty odbędą się z udziałem zastępczego gardłowego. Kto to będzie? Ostatnio paparazzi uwiecznił wychodzącego ze studia Axla Rose. Chwilę później studio opuścili też członkowie AC/DC… Czyżby więc rudzielec z Guns N' Roses miał zastąpić Johnsona?
Jeśli weźmiemy pod uwagę, że podczas trasy GN'R zespołem otwierającym występy reaktywowanej w starym składzie grupy ma być właśnie AC/DC, sprawa wydaje się oczywista… Axl będzie „jechał na dwa baty”.
Wyobrażacie sobie "Back in black" w Axlowym wykonaniu?

8

Oglądany: 64410x | Komentarzy: 61 | Okejek: 225 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.10

22.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało