Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Przygody Żelaznego Karła V

14 976  
2   14  

Dla przypomnienia - to tekst tylko dla fanów legendarnej audycji trójkowej "Nie tylko dla orłów" -wychowani na Bravo mogą tego nie zrozumieć, więc proszę ich o niekomentowanie tej perełki. A ja idę naoliwić się i poprzykręcać kilka blachowkrętów...

Wyjątkowa zemsta Żelaznego Karła

Żelazny Karzeł imieniem Wasyl nie czuł się najlepiej. Koza Halina zerwała z nim zaręczyny. Ściślej mówiąc kopnęła go w nogę i powiedziała żeby się do niej nie zbliżał nawet na metr kubiczny. To bolesne wydarzenie nie miałoby może tak nieprzyjemnej wymowy, gdyby nie fakt, miało miejsce w leśnym amfiteatrze, tuż przed premierą opery "Konik polny". Tak więc cała leśna społeczność widziała upokorzenie Żelaznego Karła.

Wasyl pałał żądzą zemsty, a wiedział, że jeśli sam podejmie jakieś kroki, nie uniknie odpowiedzialności Wszystkie poszlaki wskazywałyby na niego. Postanowił więc posłużyć się płatnym sługusem. Najlepiej - przybyszem z dalekich stron.

Myśląc o ewentualnych kandydatach przypomniał sobie kolegę z wojska - osiłka Zenona Balona, który w swoim czasie wsławił się tym, że tylko przy pomocy rury gazowej z nakładką pokonał pluton kadetów. Wasyl nie zwlekając wysłał depeszę do Zenona, który po demobilizacji prowadził salon kosmetyczny w pobliskim mieście.

Nie minęły dwa dni, a Zenon stawił się na umówionym miejscu i ze współczuciem wysłuchał Wasylowej historii i wyraził gotowość pomocy. Obaj spiskowcy uradzili, że Zenon, przebrany dla niepoznaki w księcia, wkradnie się w łaski kozy Haliny, a następnie - korzystając z jej nieuwagi - udusi ją sznurem od żelazka.

Minął tydzień.

Wasyl z niepokojem oczekiwał nowin

Wreszcie we wtorek wieczorem Balon zapukał do drzwi Żelaznego Karła. Po wejściu do izby złapał Wasyla bez słowa za korpus, a następnie oderwał mu głowę.

Okazało się, że Zenon zakochał się w Halinie. Po niedzieli odbyło się huczne wesele i młodzi wyjechali pociągiem do Bydgoszczy.



Wielka decyzja Żelaznego Karła

Żelazny Karzeł imieniem Wasyl postanowił zmienić nazwisko. Pewnym utrudnieniem w realizacji tego zamierzenia był fakt, że Żelazny Karzeł w zasadzie nie miał nazwiska. "W zasadzie" - bo przecież każdy przychodząc na świat ma jakieś tam nazwisko, ale czasami bywa tak, że nazwiska tego nie zna. Okoliczność tego rodzaju zaistniała właśnie w przypadku Żelaznego Karła, który był wychowankiem leśnego domu dziecka imienia Kutozowa.

Skoro był wychowankiem leśnego domu dziecka, to chyba więcej niż pewne, iż jego nazwisko zna kierownik tego ośrodka. Otóż właśnie nie! A to dlatego, że Żelazny Karzeł był podrzutkiem, którego wspomniany już kierownik znalazł pewnego pięknego dnia, a konkretnie następnego dnia wieczorem, owiniętego w konsomolską "Prawdę" i leżącego tuż pod drzwiami. Zresztą gdyby nie te drzwi, to w ogóle by go nie zauważył, a tak, kiedy wychodząc uderzył go z impetem prawym skrzydłem (kierownik był bocianem), malec wytoczył się z rozwiniętej pod wpływem uderzenia gazety. Podejrzewam, że kierownik i bez tego by go odnalazł, bo przecież musiał by się schylić, by podnieść gazetę. Na to właśnie, jak mniemam, liczył sprawca tej, bądź co bądź, ohydnej zbrodni. Ale jednej rzeczy nie wziął pod uwagę. A mianowicie, że kierownik czytywał tylko "Senską bogdanan" - ze względu na krój czcionki.

Powracając do nazwiska. Jeśli Karzeł go nie znał, to na jakiej właściwie podstawie pragnął je zmienić? Bo gdzieś tam, w najgłębszych pokładach podświadomości przeczuwał, iż jest ono paskudne. Jak się później okazało, nie mylił się w tym względzie. No, ale po kolei.

Kiedy zdesperowany Karzeł nie wiedział zupełnie co czynić, przyszło mu do głowy, aby zawezwać listownie parę swych największych przyjaciół - wiewiórkę Łysą Skórkę i Krzywego Wilka. Niestety w silnym podenerwowaniu oba listy zaadresował do wiewiórki i stąd też - po części dlatego, że rozerwał go niewypał - Krzywy Wilk nie przybył. Natomiast wiewiórka Łysa Skórka oświadczyła: "Znam kogoś, kto powinien ci pomóc. Jest jednym z najstarszych mieszkańców naszego lasu i może wiedzieć kim był twój ojciec. Krótko mówiąc - udaj się do Kuny!".

Pokrzepiony jej słowami udał się więc Karzeł rączo do Kuny. Kiedy zapukał, drzwi otworzył mu borsuk i powiedział: "Dzień dobry, Kuna jestem. Czym mogę służyć?". Kiedy Karzeł wtajemniczył go w całą historię, Kuna po głębszym zastanowieniu zadeklarował, że może mu ewentualnie zaproponować nalewkę na kasztanach. Wasyl chętnie na to przystał. Kiedy raczyli się (z nieskrywaną radością), Kuna przypomniał sobie susła Gawrysiaka, który widział już niejedno, mógł więc widzieć i ojca Wasyla.

Udał się tedy Wasyl do susła Gawrysiaka i wyłuszczył mu tę samą historię, którą wcześniej wyłuszczył był Kunie, a którą wcześniej wyłuszczyliśmy my. Suseł zamyślił się głęboko i... zasnął. Kiedy się przebudził, szarzało już, a na jego wezgłowiu chrapał Żelazny Karzeł. "Najpierw się pyta, a potem zasypia!" - obruszył się suseł i zasnął. Kiedy się przebudzili - świtało. Suseł popatrzył przeciągle na Karła i rzekł: "Czułem, że prędzej czy później musi to wyjść na jaw. Tak, czy siak, prawda jest taka... ", dodał i... zasnął. Karzeł przez chwilę wsłuchiwał się w jego równy, miarowy oddech, po czym uderzył go kontrolnie z całej siły fajerką w czoło. Suseł przewrócił się na drugi bok i wymamrotał przez sen: "Twoim ojcem był..." - resztę zagłuszyło chrapanie. Po kolejnym uderzeniu suseł już nie zmienił boku, a po następnych przestał nawet i chrapać. Wasyl opuścił jego norę mocno przygnębiony.

A więc został mu już tylko jedna szansa, i to taka, przed którą bronił się od samego początku. Była nią wywołująca obłędną trwogę i znienawidzona przez mieszkańców lasu Wróżka z Garnuszka. Bez jej wiedzy nie działo się tam nic. Kiedy stanął w jej błotnistym progu (wiedźma mieszkała na mokradłach), zaskrzeczała:

- Nie skoro było ci do mnie, Żelazny, nie skoro!

- No, ale skoro już tu jestem, to może byś mi powiedziała...

- Wiem, wiem z czym przychodzisz - odparła i zdecydowanym ruchem nogi wskazała mu zydel, a kiedy usiadł, wsadziła łeb do dymiącego garnuszka, z którego czytała przeszłość i wymówiła odpowiednie na tą okoliczność zaklęcie, to znaczy:

Hokus pokus, czary mary
Niech się zjawi jego stary!

W garnuszku zasyczało nieprzyjemnie, a przez jego ptasi dzióbek - bo był to garnuszek z dzióbkiem - począł wypełzać zwolna zgniłozielony, gęsty opar. Wydaje mi się, że lepszym słowem byłoby tu "wydzielać". Tak czy siak woń jakaś obrzydliwa rozeszła się po całym pomieszczeniu. Dwadzieścia minut później, kiedy wykasłali się jako tako, a opar przerzedził Wróżka z Garnuszka pochyliła się, by wypatrzyć odbicie wywoływanego. Ale gdy tylko spojrzała, gały wysadziło jej z powiek, a ze zbielałych gwałtownie warg wydał się ni to ryk, ni to skowyt, który w swojej końcowej fazie przybrał formę partykuły "nieeee....". Ta, której bał się cały las, skonała z przerażenia. Podekscytowany do granic wytrzymałości Wasyl podskoczył do garnuszka i... osunął się na ze zwłoki Wróżki.

A jednak las w jakiś niewytłumaczalny sposób dowiedział się o wszystkim, bo kiedy nazajutrz rano pochowano Karła, czyjaś niezgrabna, wiewiórcza łapka wydłubała na kamieniu nagrobnym taką oto inskrypcję:

TU SPOCZYWA WASYL DZIERŻYŃSKI
PRZYJACIOŁOM JAKO ŻELAZNY KARZEŁ ZNANY

Co się tyczyło Wróżki, to już jej nikt nigdy więcej nie zobaczył. Niektórzy uważają, że jakie życie, taka śmierć, i w związku z tym sugerują, że połączyła się ona z oparem. Ale jak było naprawdę? Jedno jest pewne. W miejscu w którym leżała jej cielesna powłoka utworzył się jakiś przedziwny obraz, a dębowa klepka mocno wypłowiała. Przechodzący czasami tamtędy mieszkańcy lasu czynią to jak najspieszniej, rozglądając się przy tym trwożliwie dookoła, a na wszystkich urzędowych mapach lasu miejsce to figuruje jako Biała Plama.

--
Seria powstała dzięki inspiracji Koziarka - wkrótce nowe odcinki :)


Oglądany: 14976x | Komentarzy: 14 | Okejek: 2 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

24.05

23.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało