Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki XLII - bractwa, judocy i gracze

22 202  
12   26  

Tak w zasadzie to nie ma po co pisać żadnego wstępniaka... Przecież i tak wszyscy wiedzą co będzie poniżej. Ci niecierpliwsi to otwierają całość i czytają od końca... A wytrwałym i tym co pierwszy raz podpowiemy: Autentyki czterdzieste drugie:

Zaczniemy dziś nietypowo - mało śmiesznie, ale za to jak pouczająco... Osk i Ken podpowiedzieli nam, jak poradzić sobie z nagabującym nas dresem. Jest tylko jeden kłopot - trzeba należeć do rycerskiego bractwa...

Grupa z bractwa rycerskiego wraca z cotygodniowego treningu. Dziesięciu chłopa przy mieczach, nic dziwnego więc że nie mają stracha iść najgorszą dzielnicą. W pewnej chwili mijają grupę dresów. Nic sobie z nich nie robią, idą dalej, a za sobą słyszą rozmowy dresiarzy:
- To jak, k***a, przyje**ć im?
Ci z bractwa ręce do rękojeści mieczy, kiedy słyszą głos zapewne szefa grupy.
- Nie!
- Dlaczego? - Pyta ten pierwszy
- Bo jak cię tym krzyżykiem przeżegna to będziesz wiedział dlaczego!

Kiedyś z lubelskiego bractwa wracał jeden z członków nocą, z treningu.. więc otoczyło go paru dresów, prosząc uprzejmie o parę złotych, portfel i komórkę, tak subtelnie sobie pykajac stawami w dłoniach, co miałoby znaczyć ze raczej nie przyjmą odpowiedzi: niestety nie mam drobnych.
Chwile później każdy z nich spier...dzielał jak najszybciej mógł, bo co się okazało... wyżej wymieniony członek bractwa miał pod długim płaszczem topór (nieostry wprawdzie, ale zawsze) który wziął na trening coby się nim znajomym pochwalić…

Ewentualnie zamiast wstępować do rycerskiego bractwa możemy zacząć chodzić na treningi sztuk walki. Czy nam to pomoże w walce z dresiarstwem, nie wiemy, ale ubawić się można. A może nawet znajdziemy ten przeklęty kobiecy punkt... który tak naprawdę nie istnieje :}}} - cropish i wisz-nu:

Pewnego razu moje kimono zostało uprane wraz z pomarańczową koszulką dzięki czemu uzyskało piękny lekkożółtawy poblask. Kiedy już wszyscy mnie wyśmiali i nadszedł czas na rozpoczęcie zajęć, do sali wszedł masta (sensei) w przecudnie błękitnym kimonie Jak się okazało potem, jemu żona uprała razem z dżinsami. Tego dnia trenowaliśmy przeponę...

Na zgrupowaniu w Kazimierzu ktoś wymyślił, że będziemy ćwiczyć kopnięcia stojąc po pas w wodzie (w Wiśle) i to pod prąd. W pewnym momencie ktoś krzyczy "klocek, tu płynie klocek!" i dwudziestu chłopa z masterem na czele sprintem na plażę…

Byłem ostatnio na treningu aikido.
W grupie jest jedna dziewczyna, która ma najwyższy stopień w grupie zaraz po trenerze (sensei).
W pewnym momencie sensei załamany naszym poziomem kazał nam siąść i pokazywał na tej dziewczynie ("uke") jak prawidłowo wykonywać technikę.
Nagle wskazał na podbrzusze dziewczyny i, mając na myśli punkt "ki" (przez Chińczyków zwany "Chi" - środek ciężkości, miejsce gdzie (ponoć) gromadzi się energia wewnętrzna, duch, itp.), mówi:
- Tu jest ten punkt, którego wszyscy szukamy...

Słyszeliśmy wiele zabawnych powitań automatycznych sekretarek czy też głosowej poczty. Ale coby nie mówić najśmieszniejsze historie są z tymi niezamierzonymi powitaniami... O takiej własnie wilma:

Siostra mojej kumpeli wyprawiała synowi przyjęcie komunijne i zapraszała nań bliższą oraz dalszą rodzinę. Wygrzebała nr telefonu komórkowego wujka, do którego bardzo dawno nie dzwoniła. Komunia, uznała, jest dobrą okazją aby odświeżyć stosunki rodzinne.
Dzwoni zatem. Po chwili słyszy w słuchawce jakiś stukot i głośne: "....rrrwa mać!". Przerażona rozłącza się myśląc: "qrcze, aż tak się na nas obrazili? Nie, no sprawę trzeba wyjaśnić, przecież to wcale nie AŻ TAK długo...".
Dzwoni jeszcze raz, ale i tym razem słyszy "....rrrwa mać!".....

Po dobrej chwili domyśliła się, że wujek - znany w rodzinie jako antytalencie techniczne, umiejący tylko odebrać telefon (czasem rozłączyć się miał problem), jakimś niesamowitym przypadkiem, grzebiąc w telefonie, zdołał nagrać sobie taki właśnie tekst w poczcie głosowej.... i na dodatek włączający się już po 2 sygnałach...
O czym oczywiście nie miał zielonego pojęcia

No to czas by pograć trochę. Autentyki giercujących bojowników to chyba sygnał coraz bardziej zacieśniającej się współpracy z CD-Action... a może wcale nie? RedActor i KoX:

Wczoraj giercowałem sobie w Hidden&Dangerous 2. Dla niewtajemniczonych: to taka wojenna gierka z elementami taktycznymi, w których kieruje się oddziałem brytyjskich komandosów i co i rusz trzeba wykonywać określone zadanie - a to rozwalić jakąś fabrykę, kogoś zlikwidować itp.
Grę zaczyna się od treningu, na którym delikwent uczy się, jak strzelać, przeskakiwać płotki, podkładać bomby itp.
Jednym z elementów treningu jest nurkowanie. Trzeba niepostrzeżenie dostać się do budynku, zanurkować w basenie i przynieść oficerowi jakieś badziewie, które leży na dnie.
Miałem kilka podejść do misji: najpierw mnie zauważyli strażnicy, później rozwaliłem jeepa i cos tam jeszcze.
W końcu za którymś razem udało mi się wykonać zadanie. Dałem oficerowi gadżet, ten mnie pochwalił i kazał udać się na kolejne ćwiczenie. Na co ja wsiadłem do jeepa, ruszyłem z miejsca i... rozjechałem oficera!
Efekt: mission failed
Dawno się tak sam z siebie nie uśmiałem...

Mam kolegów, którzy w minionych czasach zagrywali się m.in. w klasyczny dwuwymiarowy Mortal Kombat ileśtam. Teraz czasami pykną sobie kilka rundek przed kompem (na emulatorze Sega Megadrive chyba).

Dla niewtajemniczonych:
Klasyczny Mortal Kombat to mordobicie, które przeżywało zwoje dni chwały przed takimi seriami jak Tekken czy Virtua Fighter. Dla nas ważne jest, że po spraniu pyska przeciwnikowi następowała krótka chwila gdy chwiał się on na nogach, a zwycięski gracz mógł wtedy odpowiednią kombinacją przycisków wykonać tzw. Fatality - brutalne uśmiercenie pokonanego. Oprócz Fatality istniały także inne możliwośći, w szczególności Babality - zamiana pokonanego w uroczego (zazwyczaj) bobaska. Wymagana kombinacja różniła się w zależności od postaci która wygrała.

Pewnego razu dwu kumpli przysiadło do kompa na kilka(dziesiąt) walk. Kiedyś znali sporo kombinacji, w tym te na Fatality, Babality itd., ale wiele pozapominali. Dlatego po wygranej rundzie nie zawsze wychodziło im specjalne zakończenie - najczęściej szło Fatality, bo kolesie głównie to pamiętali.
Obserwowałem ich zmagania, a ze mną dziewczyna jednego z grających. Ja z zainteresowaniem kibicowałem, ona raczej z braku innego zajęcia gapiła się w ekran, gdzie królowała przemoc i lała się krew. Jako osobie wrażliwej nie podobały się jej drastyczne Fatality, chętnie natomiast oglądała zamianę w bobasa.
W pewnym momencie białogłowa rzuca błagalnym tonem tekst do swego chłopaka:
- Zrób dzidziusia, proszę. Zrób dla mnie dzidziusia...
A kumpel w wirze walki:
- Nie umiem! Nie pamiętam jak!

Sezon żeglarski za pasem. Za tydzień dłuższy weekend i zapewne większość z żeglujących wygłodniałych po zimie rzuci się na akweny. Uważajcie zatem, bo możecie na kursie spotkać szybką dziewoję... o której pisał Gustibus:

Rzecz działa się, jak łatwo się domyślić na Mazurach. Dziewczyna zdawała egzamin żeglarski. Egzaminował ją stary wyga, wyjadacz, typowy wilk morski (upss: jeziorny) Czapeczka, opalona, niedogolona gęba, zmięty papieros w ustach. Łatwo sobie wyobrazić. W dodatku krążyła o nim opinia strasznego flegmatyka, albo jak kto woli - "niespotykanie spokojnego człowieka".
Dziewczyna była bardzo zdenerwowana. Pewnie strasznie zależało jej na patencie. Ręce jej się trzęsły, ale mimo wszystko szło jej nieźle. Zrobiła wszyściutko co było zadane i miała już wprowadzić łódkę do pomostu. W tym momencie mocniej powiało, dziewczyna nie zareagowała i łodzią rzuciło o pomost z taką siłą, że kandydatka na patent mało nie wpadła do wody. Huk jak diabli, wszyscy na brzegu patrzą co się stało, dziewczyna zbladła, myśląc, że dopiero teraz się jej oberwie.
Egzaminator, w identycznej pozycji jaką zachowywał przez cały egzamin, mimo, że łodzią rzucało i obracało (Posejdon jeden wie jak mu się udało to zrobić) spojrzał na przerażone dziewczę i rzekł:
- Dobrze.....
Po tym zaciągnął się papierosem (uwaga - to trzeba sobie wyobrazić), spojrzał na nią spode brwi i powoli dodał.
- Ale za szybko......

A już niedługo wakacje. Co obrotniejsi chłopcy juz zaczynają "kołowac sobie towary" na lato. Ale nie każdemu to wychodzi... jak i koledze wild_wolfa:

Kumpel opowiadał jak swego czasu wybrali się ze znajomymi na "bouncownie" (czy jak to się pisze :P) , siedzą sobie, muzyczka wali z głośników, popijają browar..itp, jednemu z nich bardzo spodobała się dziewczyna siedząca samotnie dwa stoliki dalej , patrzy na nią, ale odwagi brak żeby podejść i zagadać....i tak zwlekał i zwlekał...aż w końcu postanowił się zdecydować, widząc że dziewczę zamierza opuścić lokal...przed wyjściem jednak weszła do łazienki....koleś stanął obok drzwi i czeka...w głowie układa sobie najbardziej wyszukane przemowy, piękne porównania, metafory...etc, i kiedy już miał ułożoną całą przemowę drzwi się otwierają i wychodzi obiekt jego westchnień....niestety koleś zapomniał z wrażenia co miał powiedzieć, i ratując się czymkolwiek, uśmiechnął się głupio i wyjąkał
- i co ???.....srałaś ????

Na koniec nasza ulubiona kategoria: surrealistyczno socrealistyczny absurd. Ta historyjka, choć krótka po prostu nas urzekła...
Wydarzyła się Moosehead'owi gdzieś tak kole czwartku:

Jakoś tak się dyskusja w biurze zebrała na sentyment, jakim darzyliśmy dawno temu pralkę "Franię", która była niemalże członkiem rodziny, a proces prania był półdniowym misterium....
Koleżanka wspomina:
- Też mieliśmy taką Franię, z wyżymaczką, i jak praliśmy, to rodzice wystawiali ją na środek łazienki. I ona tak fajnie drżała, i ja, jak byłam mała, to lubiłam ten gumowy brzeg trzymać zębami...

Też mamy w redakcji franię. I nawet trochę brudnej bielizny się znajdzie. Zatem biegniemy włączyć, bo niezmiernie nas ciekawi, która z Pań w redakcji pierwsza wbije zęby w ten gumowy brzeg... stawiamy na Reszkę, ale kto wie...do zobaczenia za tydzień!!!
I nie zapomnijcie, że kawałki mięsne wciąż czekają na historyjkę, która powali nas wszystkich...


Oglądany: 22202x | Komentarzy: 26 | Okejek: 12 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.04

20.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało