Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Do czego służą komentarze na Joe Monster - rzut okiem na historię

82 233  
718   437  
Ten tekst to włożenie kija w mrowisko, ale też zaproszenie do rozmowy, bo pewnie chcielibyśmy się czegoś dowiedzieć na temat pewnej mądrości zbiorowej, a na koniec małe ogłoszenie. Chodzi o komentarze, których jest coraz więcej. Nie tylko od nieaktywnych userów, którzy zresztą już nie mogą komentować.



Po pierwsze: komentarze są ważną częścią JM i prawdą jest że często wnoszą wiele humoru do samych artykułów... tyle że te fajne to jakaś część wszystkich.

Coraz większa ich część zaczyna wyglądać ja te powyższe. To styl komentarzy, który coraz częściej możemy poczytać pod artami (tak, tak nazywamy ten zlepek tekstu i obrazków z tytułem - nie używając cudzysłowu). To komentarze, które publikują rzekomo zatroskani o jakość serwisu, która pikuje (co jest "prawdą" od dnia jego powstania).


Przez ostatnie dwa lata pojawiła się kasta oceniaczy, taki nieformalny klub obrony jakości artykułu i jego zgodności z tajemniczą "artykułowatością" artykułu - którą nam ciężko zdefiniować (prosimy obrońców jakości artykułu o zdefiniowanie różnic między artykułem a "artykułem").

Obrońcy artykułowatości artykułu rozbierają go na części pierwsze - zwykle polega to na policzeniu obrazków oraz ilości zdań, ewentualnie drogi do scrollowania – choć najczęściej ci mistrzowie języka polskiego, rzekomi koneserzy artykułów typu „long form” potrzebują tylko mgnienia okiem, ba! nawet w ciemno czasem piszą:

- same zdjęcia, ale ktoś się napracował, pewnie jeszcze kasę dostał - a jeśli dostał to lepiej czy gorzej?

- kolejny „artykuł” na JM - tak, kolejny, niezmiennie od 15 lat

- ktoś się nakopiował - nowość w internecie? wyjaśnienie szersze będzie poniżej

- na co ja wydałem moje 50 zł
choć za artykuły, poza takimi erotycznymi bardziej i zamkniętymi dla obcych, nie zapłacił jeszcze nikt

- od razu wiedziałem, że „artykuł” popełnił „redaktor” X, Y. A nie, to zrobił Y, co się dzieje - atak personalny od coacha, szerzej poniżej

- przetłumaczone - zarzut, ale chyba to dobrze, dzięki temu fajna rzecz dotrze do tych z nas, którzy z językami są na bakier

- dno dna, strona zeszła na psy, pukanie spod dna – odmieniane na wszelkie przypadki od 15 lat

Żeby było jasne - nie będę bronił tutaj tezy, że 12 artykułów dziennie to arcydzieła, zwykle jest 7-10 solidnych materiałów, czasem więcej, czasem mniej, trafiają się czasem totalne nieporozumienia, jak to w życiu. Ale wiem też z piętnastoletniej praktyki, że czasem wrzucasz coś, co powinno się wszystkim spodobać, a się nie podoba, czasem wrzucasz coś, co jest "wypełniaczem", a okazuje się hitem. To normalne w całym internecie, element ryzyka.

Tymczasem dzisiaj horda "polonistów" i "obrońców jakości mitycznego artykułu" czeka na każdą wtopę, by rzucić się do wytknięcia błędu. Ba, nie byłoby w tym nic złego - chętnie uzupełniamy źródło, poprawiamy opisy, dopisujemy ważne rzeczy, czy całkiem aktualizujemy arta, ale "OJMA" to nie wystarcza - trzeba dowalić po nicku, ba, nieformalnie tworzy się lista nikczemnych redaktorów, którzy zyskują cudzysłów i stają się "redaktorami", nawet podczas chwalenia jednego dowala się drugiemu - "x zajebisty art, nie to gówno co robi y". Wszystko oczywiście pod płaszczykiem "dobrych intencji", takim wręcz wallenrodowskim poświęceniem - nie chcę tak komentować, ale muszę, inaczej ten serwis upadnie. Po moim trupie! Jednym słowem - umotywowane ataki ad personam w "jedwabnych rękawiczkach".

Tymczasem pozwólcie, że przypomnę skąd wziął się Joe Monster.

Otóż powstał dawno temu, kiedy dowcipy krążące w mailach wrzucałem na stronę, która udawała portal. W sumie przez lata się to nie zmieniło - redakcja jest większa, szukamy po necie, kopiujemy materiały z innych stron, które uznamy za fajne i godne pokazania naszym userom. Opracowujemy je, obrabiamy, tłumaczymy, poprawiamy, czasem znajdujemy prawdziwe źródło, uzupełniamy o inne. Joe Monster powstał jako zlepek ścinków internetu i tak jest cały czas! Ba! Do czasów, kiedy zaczął z nami współpracować Coldseed, nie było na nim praktycznie żadnego autorskiego artykułu, bo kreatywność polegała na zrobieniu fajnego, intrygującego wstępu! Od 8 lat, kiedy redaktorów pojawiło się więcej, zawsze praca opierała się na przeglądaniu internetu i szukaniu perełek, po czym wrzucaniu ich na portal. (Dodam tu coś strasznego - Cold i kilku innych autorów nie wymyśla historii, tylko czyta kilka, kilkanaście tekstów i na ich podstawie pisze swój - ktoś zapyta - czy jest autorem, czy kopistą? Poważny problem dla grupy OJMA)


Nie jest to nic specjalnego - imgur jest kopią internetu, Bored Panda jest kopią internetu i wiele innych stron, o których mówimy przesiewa internet, czasem dodając trochę mniej lub więcej tekstu od siebie. U nas i wszędzie tam praca polega w dużej mierze na dopisaniu zdania, dwóch czy dziesięciu od siebie do zebranej gdzieś w świecie – USA, Rosji, Polsce - galerii i pokazaniu ich swoim userom. Jeśli ludziom nie podoba się strona, odchodzą na lepszą.

Tyle tytułem wstępu, bo chciałem pokazać wam, co się stało ostatnio z komentarzami, które przestały odnosić się w sporej mierze do treści artykułu, galerii czy jakiegoś faktu, a stały ogólnym hejtem przeciwko ilości słów, ilości obrazków, „artykułom” oraz „redaktorom”. Pokazać na zasadzie kontrastu.

Bez cofania się do zupełnych początków zobaczymy teraz co pojawiało się na Joe Monsterze w okresie ostatnich 8 lat, na tapetę wziąłem parę hitów (a przynajmniej wybranych z top miesiąca) z grudnia poszczególnych lat od 2007 do 2015. Na ich podstawie można sobie wyrobić swoje zdanie na temat jakości artykułów kiedyś i dzisiaj.

Jako ćwiczenie mentalne dla tych, którzy są na bieżąco, proponuję przeczytać tytuł, autora, treść, ocenę – zatrzymać się na sekundę i zgadnąć jakiego rodzaje komentarze dzisiaj pojawiłyby się pod materiałem, a dopiero potem przewinąć w dół, żeby sprawdzić oryginalne komentarze sprzed lat posortowane wg okejek.



2007




Śmiesznostka z 300k odsłon - link



Takie czasy - link


2009



Krótka obserwacja zdarzenia drogowego. Swoja drogą parę ciekawych komentarzy pod spodem - link.







Dwa obrazki w artykule. Recenzje środka w komentarzach - link


Zobaczcie też to:


Co w tym ciekawego? Sam artykuł! Ale też to, że w komentarzach ani jednego doczepienia się do ortografa, tak to sobie wisi od dnia publikacji - dzisiaj byłoby 10 komentatorów dumnych ze znalezienia błędu. Tak nawiasem mówiąc, teraz jest link "zgłoś do redakcji" - wtedy nie było. Link do arta


2012



Co tym ciekawego? Zupełnie nic, zobaczcie Link do arta


2013



Wzruszający i banalny o piesku. Link do arta

2015



Zawsze mieliśmy dużo galerii, zawsze mieliśmy i hity, i gnioty, obiektywnie ujmując poziom specjalnie się nie zmienił. Nicki brzmią znajomo, rodzaj artykułów podobny, ale oceny jakieś gigantyczne, no nie?
Cóż, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że dzisiaj każdy z powyższych hitów zostałby okraszony tradycyjnym cudzysłowem "arta" oraz atakiem na autora tekstu tudzież "autora" - i byłby to typowy atak ad personam (czyli osobista wycieczka). Dzisiaj działa ta samonakręcająca się grupa obrońców jakości. A jak każdy wesoły hejcik, ten też jest zaraźliwy, przez co zabawa i zatacza coraz szersze kręgi, i wkręcają się w nią nawet starzy bojownicy pamiętający czasy artów-dowcipów czy jednoobrazkowych śmieszków.

Cóż, komentarze miały być fajne dla czytelnika i wnosić coś do arta – tego nie robią.

Ekipa redakcyjna bardzo się nie zmieniła, wrzucane teksty też nie aż tak bardzo, a jedyną poważną korelacją (choć niekoniecznie przyczyną) jest dołożenie antyokejek w komentarzach oraz artykułach jakieś dwa lata temu.

Od tego momentu duch oceny wzmocnił się, zakon oceniaczy regularnie urósł w siłę, kasta "niszczycieli złych artykułów” opanowała komentarze pod artykułami, dając prostą receptę na relaks - strzał w komentarzu pod artem. Wygląda na to, że każdy kto męczył się w szkole na „polaku” teraz dowala „redaktorom” miernotę ich poziomu wyartykułowania. Czasem wygląda, że korzystając z klimatu dowalania każdy kto ma gorszy dzień po prostu ulewa swoją żółć przy pierwszej okazji w komentarzu, nie zastanawiając się wiele nad tym, czy problem jest w tym co widzi na ekranie, czy w nim. Ale to tylko zgadywanie, może być zupełnie inaczej.

Chętnie poznam wasze opinie, na wiele z nich odpowiem, a tymczasem co zmienimy?

NOWA POLITYKA KOMENTOWANIA
Komentarze służą komentowaniu artykułu, więc osobiste wycieczki do redaktorów, czy niezależnie, czy pisane bezpośrednio nickami, czy w sposób zawoalowany, niezależnie od tego, czy chamskie, czy śmieszkowate nie mają swojego miejsca w komentarzach i będą usuwane, a w przypadku notorycznego ponawiania ich będą oznaczały bana dla ich autora, najpierw krótkiego, potem dożywotniego (na wszystkie konta - bo ban jest osobowy). Osobiste wycieczki kierujcie do @joemonster, który nie gwarantuje odpowiedzi.
Komentarze, które krytykują artykuł ot tak, dla samego krytykowania - np. liczące ilość obrazków czy zdań też mogą, choć nie muszą, wylecieć. Komentarze z konstruktywnymi pomysłami, konkretnymi wskazówkami co zmienić albo o co uzupełnić artykuł są wciąż mile widziane.
Zdaję sobie sprawę, że może to zostać uznane za zamach na wolność słowa - jeśli tak czujesz, to nie wylewaj żali w komentarzach, długo tam się nie uchowają i zmień od razu serwis internetowy na inny. Ta polityka na ten moment staje się bezwzględnie obowiązująca z wszystkimi konsekwencjami.

Mam nadzieję, że dla dobra wszystkich. Czas pokaże.

PS. Jeśli uważasz, że masz coś ciekawego do napisania - zawsze możesz napisać i przesłać nam.
193

Oglądany: 82233x | Komentarzy: 437 | Okejek: 718 osób