Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Polskie miejskie legendy

98 784  
353   119  
LSD w naklejkach dla dzieci, mężczyzna pada ofiarą „przyszywanej” matki, dziewczyna całuje się z nieznajomym, który okazuje się nekrofilem, urna ze zwłokami babci przez przypadek trafia na rodzinny obiad... Miejskich legend jest dużo, ale te wymienione są popularne w całej Europie czy też w USA. Polacy jednak nie są gorsi w wymyślaniu dziwnych czy też strasznych historii, które występują tylko w naszej kulturze:

#1. Czarna wołga

Klasyczna miejska legenda, o której każdy słyszał: radziecka wołga w latach 60. i 70. miała krążyć po polskich ulicach i porywać dzieci w celu kradzieży organów. O ile jeszcze taka historia ma jakiś cień prawdopodobieństwa, że rzeczywiście coś takiego mogło mieć miejsce (cenzura mogła zatuszować statystyki zaginionych czy też porwanych dzieci), tak do tej z pozoru prawdopodobnej historii dodano kierowców. A wołgę mieli prowadzić m.in agenci KGB, sataniści, księża z siostrami zakonnymi... Później, w latach 90., wołgę wyparło BMW, ale na szczęście w nową wersję tej miejskiej legendy już mało kto uwierzył.

#2. Szymborska nie zdała matury z Szymborskiej


Tę historię słyszałem już od jednej polonistki, która zarzekała się, że wydarzyła się naprawdę. Podobno Wisława Szymborska zdawała maturę polegającą na interpretacji jej wiersza. Zrobiła zadanie po swojemu, przez co nie wbiła się w klucz i nie zaliczyła matury. Historię dementował sekretarz Szymborskiej, Michał Rusinek. Co ciekawe, w tej plotce jest ziarno prawdy. Do tego typu testu przystąpił Jerzy Sosnowski, który oblał. Postać tego pisarza jest mało znana dla przeciętnego Janusza Kowalskiego, przez co ktoś podkoloryzował historię, zamieniając pisarza na noblistkę-poetkę.

#3. Pocałujcie misia w ...


Wszyscy chyba słyszeliśmy historię o „Misiu z okienka”. No i każdy chyba wie, że pan prowadzący myśląc, że kamery są już wyłączone, powiedział A teraz, drogie dzieci, pocałujcie misia w dupę. Historyjka ta ma jednak jedną poważną wadę: nie wiadomo, który prowadzący to powiedział. Program miał dwóch prowadzących: Stanisława Wyszyńskiego i Bronisława Pawlika. Wyszyński za życia powiedział, że nigdy nie wypowiedział tych słów i zaczął podejrzewać Czesława Nowickiego (czyli „Wicherka”) o wymyślenie historii, zaś sam Pawlik za życia zażartował, że żałuje, że nigdy tego nie powiedział. Smaczku dodaje fakt, że początkowo program prowadził Pawlik, potem Wyszyński, a później ponownie Pawlik – w niektórych wersjach tej opowieści któryś z prowadzących miał zostać zwolniony i zastąpiony innym prowadzącym.

#4. Sierściuch w programie „Od przedszkola do Opola”


W drugiej połowie lat 90. dzieci zamiast „Mam talent” miały program „Od przedszkola do Opola”. Program osiągnął ogromny sukces. Około 1997 roku pojawiła się miejska legenda, według której prowadzący Michał Juszczakiewicz zapytał się małej blondynki, jak tata nazywa jej kota, po czym dziewczynka odpowiedziała „sierściuch pierdolony”. Wiele osób nadal uważa, że taka sytuacja miała miejsce, choć uważam, że na 99% program nie leciał na żywo i taką wpadkę łatwo byłoby wyciąć podczas montażu odcinka. Portal plotkarski pomponik.pl zapytał się Juszczakiewicza, czy ta historia miała miejsce. Zaprzeczył emisji, choć nie ukrywał, że może kiedyś coś takiego wydarzyło się na próbach, a potem podczas montażu odcinka zostało wycięte...

#5. Kanapki z kotletem


Na Śląsku popularna jest historia, w której jakiś górnik codziennie jadł na śniadanie kanapki z kotletem. Za każdym razem narzekał, że jego żona zrobiła „te sznitki z kotletem”. Jego znajomi często dziwili się, że narzeka na kotleta, skoro mięso to dobra rzecz. Po jakimś czasie jeden z górników przez pomyłkę wziął kanapkę od „kotletowego”, po czym okazało się, że zamiast mięsa był placek ziemniaczany.

Co ciekawe, podobną historię słyszałem od mojego dziadka mieszkającego... na granicy Pomorza i Kujaw. W wersji dziadka znajomy znajomego jego brata jadł właśnie kanapki z kotletem, pracując w PGR-ze. Każdy zastanawiał się, skąd miał mięso na te kotlety, skoro wszędzie były kolejki i braki w sklepach. Finał historii taki sam.

#6. Dziecko ze „słoneczka”


Historia dobrze znana: pijane nastolatki kładą się na podłodze głowami do siebie, tworząc słoneczko, po czym chłopacy uprawiają seks z każdą z nich. Koniec końców któraś z dziewczyn wpada i odwiedza ginekologa. Samo „słoneczko” wbrew pozorom nie jest nowe: po raz pierwszy opis tego typu „zabawy” (nazwanej „gwiazdą”) pojawił się już w 1967 roku w książce Wilhelminy Skulskiej „Marginesy naszego życia”!

#7. „Skąd przybywacie, błędni rycerze”


Mamy PRL, podczas którego władze komunistyczne próbowały „odchamić” rolników. Rolnicy pracujący w PGR-ach mieli zapewnione wycieczki zakładowe, na których kultura musiała ustąpić wódce. Połowa pracowników nie zdążyła na spektakl. Podczas gdy przedstawienie trwało w najlepsze, na salę weszło kilku rolników. Aktor wygłasza kwestię Skąd przybywacie, błędni rycerze?, po czym jeden z przybyłych krzyczy PGR Bernatowice. Rzecz jasna miejska legenda: wszędzie pojawia się inny PGR, zaś kultowa kwestia aktora nie pojawia się w żadnym dramacie.
4

Oglądany: 98784x | Komentarzy: 119 | Okejek: 353 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało