Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

6 banalnych błędów, które miały poważne konsekwencje (nie tylko finansowe)

168 868  
455   59  
Miałeś koszmarny poniedziałek, bo szef kazał ci przygotować pilne sprawozdanie z ostatniego spotkania z klientem? Prawdopodobnie mówisz tak dlatego, że nie musiałeś nigdy tłumaczyć się ze zniszczenia sondy kosmicznej z powodu zaniedbania.

Najdroższy myślnik w historii

Prawidłowa interpunkcja to ważna sprawa. Wystarczy jednak spojrzeć na sekcję komentarzy w dowolnym portalu internetowym, by się przekonać, że przykład z twoją starą (piłą) nie dotarł jeszcze do każdego. Na szczęście dla tych wszystkich interpunkcyjnych – i gramatycznych – ignorantów niestosowanie słownikowych zasad może się skończyć zaledwie zbesztaniem przez gramatycznego nazistę. Ale co tam internauci! Nawet dziennikarzom, czyli z założenia ludziom – przynajmniej teoretycznie – obeznanym z zasadami pisowni, uchodzą na sucho różne wpadki.


Co innego programiści. W ich przypadku jeden nieostrożnie postawiony znak może w konsekwencji położyć cały projekt. A potem szukaj igły w stogu siana. Pół biedy, jeśli igła odnajdzie się w porę lub odpowiednio wcześnie ktoś zauważy, że wpadła do stogu. Najczęściej jednak sama daje o sobie znać. A przeważnie robi to paskudnym ukłuciem.

22 lipca 1962 roku Amerykanie wystrzelili w kosmos sondę Mariner 1. Sonda miała dotrzeć w okolice Wenus i pobrać próbki do badań. Pech chciał, że dystans, który pokonała w czasie lotu pozwoliłby jej dotrzeć co najwyżej do Wałbrzycha. Po niecałych 5 minutach od startu kierownictwo misji zdecydowało o zdalnym zniszczeniu sondy po tym, jak utracono nad nią kontrolę.

Przyczyna usterki nie jest do końca znana, ale utarło się, że winę ponosi myślnik. A raczej jego brak w jednym z newralgicznych miejsc kodu komputerowego, który wysyłał sondzie błędne informacje. Wiarygodności tej teorii dodaje fakt, że o braku myślnika wspominał także jeden z raportów komisji lotów, która prowadziła czynności wyjaśniające. Fakturę na 80 (630 dzisiejszych) milionów dolarów opłacili amerykańscy podatnicy.

O jeden Mars za daleko

Dalej niż do Wałbrzycha dotarł satelita Mars Climate Orbiter. W zasadzie to dotarł nawet dalej niż założyła sobie NASA. Satelita Mars Climate Orbiter został wystrzelony w 1998 roku w kierunku Marsa. Satelita nigdy nie miał wylądować na Czerwonej Planecie – miał krążyć wokół niej i zbierać dane dotyczące pogody, atmosfery i klimatu panujących na Marsie. Rok później łączność z satelitą wartym 125 milionów dolarów została utracona. Satelita nie wyhamował w porę, zszedł poniżej zakładanego pułapu i zwyczajnie spłonął w atmosferze Marsa. Do wypadku doszło z powodu, do którego w zasadzie wstyd się nawet przyznać i który nie miał prawa wystąpić. Mamy tu do czynienia z klasycznie babologenną sytuacją typu „tamci na pewno sprawdzili”. No, jednak nie sprawdzili.

Jak pokazały wyniki zakończonego tydzień po katastrofie śledztwa, satelita Mars Climate Orbiter wleciał w atmosferę Marsa z powodu błędów oprogramowania sterującego silnikami maszyny. Błędy z kolei wynikały z tego, że inne oprogramowanie przetwarzało jednostki imperialne zamiast metrycznych, które nie zostały wcześniej przeliczone, bo „tamci na pewno sprawdzili”. To nic, że po drodze na Marsa kurs satelity trzeba było korygować kilkanaście razy częściej niż przewidywały pierwotne założenia, ale kto by się tam przejmował.


To nie robak, to funkcjonalność

Jest rok 1997. Kibice Legii przecierają oczy ze zdumienia, gdy pada trzecia, przesądzająca o mistrzostwie Polski bramka dla Widzewa; wyemitowany zostaje pierwszy odcinek Klanu, a gramatyczni ignoranci pozostają obojętni wobec uchwały Rady Języka Polskiego o łącznej pisowni partykuły „nie” z imiesłowami przymiotnikowymi. Cieszą się mieszkańcy Świątnik Górnych, które otrzymały prawa miejskie.

Na świecie dochodzi w tym czasie do bezprecedensowego wydarzenia. Człowiek przegrywa z maszyną w szachy. Garri Kasparow, uważany obecnie za największego mistrza szachowego wszech czasów, pomimo własnych zapowiedzi wykluczających porażkę, przegrał ze sztuczną inteligencją – komputerem IBM Deep Blue. Lęki i niepokoje z czasów Terminatora wróciły. Ludzie wieszczyli swój własny koniec. Tymczasem prawda okazała się nieco mniej przewrotna. Po pierwsze: po raz kolejny ludzki mózg pokazał, że ma niezwykłą tendencję do wyolbrzymiania różnych rzeczy, a po drugie...

Po drugie: to był błąd. Komputer wygrał dzięki błędowi, który wkradł się do oprogramowania. W wyniku tego błędu komputer poświęcił jedną z figur na szachownicy na początku rozgrywki, co wyglądało jak część wyrafinowanej taktyki umożliwiającej wygraną. Kasparow zdębiał, ponieważ nie spodziewał się tak finezyjnej zagrywki, która w rezultacie ustawiła grę do końca pojedynku. Szachista twierdził nawet, że komputer nie był zdolny do czegoś takiego, więc z pewnością człowiek musiał maczać w tym palce.


Czas środkowo-terrorystyczny

Dopóki nie mówimy o podróżowaniu PKP, to przedwczesne dotarcie na miejsce bywa zazwyczaj powodem stresu, wstydu lub zażenowania. Czasem może prowadzić do jeszcze poważniejszych konsekwencji.

W 1999 roku w dwóch izraelskich miastach eksplodowały 2 samochody, w których znajdowały się ładunki wybuchowe. Śledztwo wykazało, że samochodami jechało łącznie trzech mężczyzn, palestyńskich terrorystów, którzy wybierali się do swoich braci z Izraela na niedzielny obiad.

Winą za wcześniejszy wybuch policja początkowo obarczyła kiepskie zdolności terrorystyczne zamachowców. Dopiero po bliższym zapoznaniu się z materiałem dowodowym wyszło na jaw, że Palestyńczycy źle ustawili zegary w bombach. A ustawili je źle dlatego, że jebać żydów i ich czas lokalny.


Sprzedam światłowód, stan dobry

Każdy z pewnością słyszał kiedyś o skradzionych liniach wysokiego napięcia, torach, nawet mostach, niech będzie. Ale to, co zrobiła Gruzinka Hayastan Shakarian w 2011 roku, zapisze się na zardzewiałych blachach historii złomiarstwa.

Jakież było zdumienie Ormian, Gruzinów i Azerów, gdy 28 marca 2011 roku stracili nagle dostęp do internetu. Wszyscy, począwszy od zwykłych użytkowników, a skończywszy na reporterach telewizyjnych wpatrujących się w puste monitory na wizji, zostali pozbawieni możliwości korzystania z jednego z największych złodziei czasu w historii ludzkości.

Za frustrację spowodowaną brakiem dostępu do internetu nie odpowiadał – chociaż raz – dostawca internetu, tylko wspomniana Gruzinka, która przecięła światłowód z chęci łatwego i szybkiego zarobku. Nad wyraz obrotna 75-latka nie przypuszczała, że nie będzie ani łatwo, ani szybko. Kobieta została przesłuchana przez policję, ale wypuszczono ją na wolność. Mimo zaawansowanego wieku udało jej się pozbawić kilka krajów dostępu do internetu.


Pobudka, panie Adolfie

Przypadek rządzi światem (a nie pewna nacja, której wspominanie po raz drugi w jednym tekście mogłoby się wydawać podejrzane). Czy moglibyśmy oglądać dzisiaj na YouTube mózgowców gotujących jajka w mikrofalówce, gdyby nie Percy L. Spencer, który przechodząc obok radaru zauważył, że czekoladowy batonik w jego kieszeni rozpuścił się? Ile wydarzeń potoczyło się tak, a nie inaczej, bo zdecydował jeden detal? Efekt motyla. The shit is real.

D-Day, lądowanie w Normandii – największa operacja desantowa w historii, poprzedzona misternie tkanym planem, którego realizacja pozwoliła przeważyć szalę zwycięstwa na stronę aliantów w II wojnie światowej. Zwycięstwa, którego osiągnięcie było możliwe nie tylko dzięki starannej taktyce, ale także przypadkowi.
Naziści spodziewali się ataku aliantów na francuskim wybrzeżu. Nie wiedzieli tylko, kiedy i gdzie konkretnie nastąpi. Nie pomagały im sprzeczne, wysyłane celowo, informacje od aliantów. Ale nawet alianci nie mogli przewidzieć, że z pomocą podczas inwazji przyjdzie im sam Führer.

W chwili uderzenia wojsk sprzymierzonych Hitler smacznie spał, a że znajdował się już w zaawansowanym stadium paranoi wobec swoich generałów, to nie było komu dowodzić podczas inwazji. „Jaki problem obudzić Hitlera?” Śmiało, spróbuj obudzić mającego problemy ze snem psychola-ćpuna, który bez mrugnięcia okiem wysyła miliony ludzi na śmierć. Wobec braku zdecydowanych działań w pierwszych godzinach inwazji naziści stracili szansę na podjęcie strategicznych decyzji, dzięki którym mogliby utrzymać pozycje, a może i przedłużyć wojnę. To się nazywa przespać swoją szansę.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
8

Oglądany: 168868x | Komentarzy: 59 | Okejek: 455 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.11

13.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało