Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Motoryzacyjne (i nie tylko) zabawki mojego dzieciństwa

55 233  
186   102  
Tak, dorastałem w czasach PRL. Z czym Ci się kojarzy ten okres? Z blaszanymi potworkami i dziwacznymi samochodami na kabel produkowanymi przez CZZ. To też, ale istniała taka sieć jak Centralna Składnica Harcerska. I tam oprócz sprzętu harcerskiego można było już nabyć całkiem fajne zabawki.

Jeszcze były wycieczki w ramach krajów RWPG. Za granicami naszego kraju (głównie w NRD i ZSRR) wybór zabawek był bardzo szeroki. Poniżej przedstawię parę swoich zabawek związanych z motoryzacją i bliskich motoryzacji, jakie pamiętam. Z krótkim opisem i zdjęciami lub filmami, ale nie moich zabawek, bo te już nie istnieją.

Alfetta Spider - PIKO


Auto zakupione w CSH w Warszawie. Były w kolorze żółtym i czerwonym. Moja Alfetta była czerwona. Był to najwspanialszy samochód jaki miałem. Samochód był na baterie, sterowany z pilota umieszczonego na kablu. Koła skręcane za pomocą linki w pancerzu. Genialne rozwiązanie - kręciło się kierownicą na pilocie i skręcały się koła. W prawo bardziej, w lewo mniej. Samochód posiadał kierowcę, którego można było wyjąć przez otwierane drzwi. Drzwi otwierało się za pomocą klamki. W samochodzie można było zdjąć dach i otworzyć bagażnik. W bagażniku była walizka, składany stolik i składane krzesełko biwakowe. Samochód posiadał klakson oraz zapalane światła. Auto wzbudzało szacun na dzielni. Mój kierowca zakończył swoją karierę po tym, jak młodsza siostra odgryzła mu głowę. Niemniej sentyment do Alfetty mam do dziś. Cudne auto!

Wartburg 353W - policja (VEB Anker-Mechanik Eisfeld)


Samochód kupiony w miejscowości Garbatka - Letnisko w ówczesnym sklepie z zabawkami, gdzie obecnie jest Urząd Gminy. Samochód sterowany identycznie jak Alfetta, także miał światła czołowe oraz migającego koguta. W tym aucie otwierała się maska i widać było silnik, a w zasadzie jego atrapę, która dość szybko wypadała. Wypadnięcie atrapy skutkowało tym, że żaróweczka, która odpowiadała za świecenie świateł oświetlała maskę. Dlatego też ja i wszyscy moi koledzy maskowaliśmy maski od spodu na czarno.

Buldożer (VEB Anker-Mechanik Eisfeld)


Przywieziony przez moich rodziców z wycieczki do NRD. Był siermiężny, ale fajny. Na pochwałę zasługiwało jego sterowanie. Mianowicie odbywało się ono za pomocą dwóch dźwigienek. Przód - tył i lewo - prawo. Silniczki napędzały gąsienice i to naprawdę robiło wrażenie. Ale największym bajerem był silnik. Przezroczysty. Widać było pracę tłoków, a nad cylindrami umieszczone były małe żaróweczki, które mrugały imitując wybuchy mieszanki paliwowo - powietrznej. Bajer nie do opisania. W biedniejszych wersjach zabawki silnik oświetlała jedna żarówka umieszczona pod spodem (wiem to z instrukcji, która w owym czasie była pisana obowiązkowo także po polsku). Ja miałem tę wybajerzoną wersję. Buldożer miał naprawdę duży uciąg i sporo rzeczy brał na lemiesz. Niestety mocowanie lemiesza było podłej jakości i on odpadał. Podobnie jak siedzący na buldożerze operator...

Samobieżne działo przeciwlotnicze (Wyprodukowane w Chinach)


Kupione na tejże samej wycieczce do NRD. Tu za sterowanie odpowiadały kręcące się na spodzie kółka. Gąsienice to atrapa. Zabawka produkcji chińskiej. Czołg jeździł w przypadkowym kierunku, ale jak napotkał przeszkodę, to się zatrzymywał i zmieniał kierunek jazdy. W czołgu był kręcący się radar i czołgista. Od czasu do czasu działy się czary. Czołg się zatrzymywał, czołgista się chował, radar przestawał się kręcić, a z tylnej części podnosiły się działka. Żaróweczki na końcach działka zaczynały się świecić, a czołg wydawał odgłosy strzelania. To był bajer, dopóki się nie zepsuł, bo strzelanie to nic innego jak kawałek plastiku, który zahaczał o zębatkę powodując odgłosy strzelania. Nie wspomnę ile tych plastików zostało wymienionych. Na szczęście pasowały te z okładek plastikowych teczek na dokumenty, a tego w PRL nie brakowało. Jak się zepsuło - docinało się nową część i jazda! Działo na filmie jest zepsute, bo w nim czołgista się chowa na czas jazdy (co było proste do naprawy - wystarczyło obrócić o 180 stopni taki plastik z garbem powodującym chowanie się czołgisty), a także ma nieoryginalną antenkę.

Samolot (Wyprodukowany w Japonii)


Przywieziony z ZSRR. Zasilany chyba 4 bateriami R20, które zjadał w tempie ekspresowym. Samolot miał etap postoju (wysuwała się drabina), grzania silników (u mnie prócz chowania drabiny i błyskania silników świeciła się kabina pilotów), oraz jazdy. Samolot był mega głośny. Dzisiejsze dziecięce zabawki włączone razem nie byłyby w stanie zagłuszyć takiego samolotu. Ale była frajda z zabawy nim.

Gierki elektroniczne (Elektronika)


Sprowadzane hurtowo z ZSRR. Ja miałem dwie. Ośmiorniczkę i... wyścigi samochodowe. Nie muszę pisać, którą najbardziej lubiłem. Byłem najlepszym kierowcą rajdowym i wyścigowym z niesamowitym refleksem. Pomimo nędznej grafiki rozgrywki na tych gierkach budziły nieopisane emocje!

Autobus Odra (Palart Wrocław)


To było coś. Kupiony w CSH autobus kierowany elektrycznie z mechanicznym mechanizmem skrętu (jak w zabawkach NRD). Wychodziło kilka wersji tego autobusu (w zależności od tego w jak głębokim kryzysie byliśmy). Mój był z najlepszych lat producenta i posiadał 4 skrętne koła i światełka przednie. Bardzo lubiłem ten autobus. Na tyle, że jak mu padł silniczek, to zamieniłem go w samolot i przećwiczyłem loty z 4 piętra. Niestety nie poleciał za daleko... Ale za to odszedł z godnością, a nie jak inne zabawki moich kolegów - oblane butaprenem i podpalone zamieniały się w plastyczną maź... Foto pochodzi ze strony www.czz.fora.pl

Kolejki elektryczne (BTTB)


W PRL rządziły dwie wielkości H0 i TT. Mój tata zdecydował się na TT. Zabawki przywoził z NRD i polował na nie w CSH. To już była wyższa technologia i zupełnie inny poziom zabawy. Maleńkie modele lokomotyw posiadały światełka i ciągnęły wagony osobowe i towarowe. A wśród towarowych także platformy, na których umocowane były maleńkie samochody IFA. Prócz tychże ciężarówek można było zakupić wartburgi czy trabanty (wybór pojazdów był raczej skromny), a także domki, stacje, drzewka i zrobić swój mały świat. Albo ograniczony swoją wyobraźnią, albo ograniczony tym, co fundowała BTTB, a miała w swojej ofercie kilka domowych mat, na których układało się tory i semafory. Tak czy siak zabawa była przednia. Pojazdy dostarczały towar do pociągów, a te mknęły w nieznane, czyli robiły kółko i wracały na stację. Ale kto by się tym przejmował... Na filmie już nowoczesna makieta z taborem i osprzętem firmy Tillig, czyli spadkobiercy BTTB. Makietę wykonałem sam.



Miałem jeszcze masę innych zabawek, jak choćby dużego fiata na pych czy malucha, także z kołem zamachowym. Ale najmilej wspominam zabawki, które opisałem powyżej. A Ty? Dorastałeś w czasach PRL? Jakie zabawki Cię kształtowały?
1

Oglądany: 55233x | Komentarzy: 102 | Okejek: 186 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

30.11

29.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało