Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Piekielne autentyki LXVI - szlachta z plastiku nie pije

69 625  
252   33  
Wchodzi do sklepu Pan, staje przede mną, przed ladą i na mnie patrzy... świdruje wzrokiem, pytam co podać, cisza. Myślę sobie: oho, będzie ciekawie. Skoro się nie odzywa, to ja też milczę i sobie patrzymy. Nagle ryknął tak, że aż podskoczyłam:

- Wiśniówkę!!!
- Oczywiście, setkę, dwusetkę, pół litra?
- Litr!
- Nalewka wiśniowa czy wódka?
- Pani sobie chyba ze mnie żartuje!
- Jakże bym śmiała, pytam czego Pan sobie życzy.

Pokazuje paluchem na wino marki wino, w litrowej plastikowej butelce. Podaję.

- 5.49 zł, poproszę.
- Pani sobie ze mnie kpi!
- Nie rozumiem?
- Ja nie jestem byle kim żeby w plastiku pić, w szkle sobie życzę!

Ostentacyjnie dorzucił 50 gr, a wychodząc odgrażał się, że on sobie nie pozwoli, napisze na mnie skargę...

6:30, niedziela...

by PrawdopodobnieSzczesliwa

* * * * *


Jak już wspominałem, prowadzę działalność gospodarczą, produkuję i sprzedaję sprzęt zabezpieczający przed poślizgiem, zarysowaniem czy obiciem.

Od czasu do czasu zajmuję się transportem w ramach działalności. Przeprowadzam osoby, transportuje różnoraki sprzęt (quady, motory czy inne ustrojstwa), czy po prostu transportuje meble z Ikei. Dzisiaj właśnie będzie o przeprowadzce.

Kolega, który zajmuję się tym na co dzień, polecił mnie dla klienta. Sam nie mógł zrobić kursu, bo miał za mały samochód i brak czasu w związku z innymi kursami, dlatego polecił mnie. Dogadałem się z facetem ile wszystko ma kosztować, umówiliśmy się na konkretny dzień i wszystko wyglądało w porządku. Do czasu.

Należy jeszcze wspomnieć, że facet przeprowadzał się z Białegostoku do Wiednia. Czyli naprawdę daleko.

Przyjechałem umówionego dnia pod dom pana Adama (a co mi tam podam, niech wie). Załadowaliśmy meble, ubrania i inne klamoty (pomagał mi, nie chciał dopłacić za drugą osobę). Już mam wsiadać do auta i ruszać. Kiedy następuję taka oto sytuacja.

[A] - Jeszcze mam taką nietypowa prośbę.
[J] - Słucham?
[A] - Bo widzi pan, mam 4 dzieci, swój samochód już sprzedałem, bo dostałem służbowego Passata, no i nie mam gdzie wsadzić najstarszego syna. Byłby pan tak miły i go zabrał ze sobą. Chłopak na pewno nie będzie robił problemów.
ŻE CO?!
[J] - Słucham? Dlaczego pan nic nie mówił o tym wcześniej? Ile syn ma lat?
[A] - A bo myślałem, że dadzą w nowej firmie mi inny samochód. A syn ma 11 lat. Da radę, to dzielny chłopak.
[J] - Ale czy pan jest poważny, 11-letnie dziecko puszczać w trasę z obcą osobą?
[A] - Panie Nyord dogadajmy się. Naprawdę nie mam jak go zabrać.

Zgodziłem się za dodatkową opłatą, choć nie było mi to wyjątkowo na rękę. Nie było już jak odmówić z prostej przyczyny. Dwie godziny na rozładowywanie auta także nie były mi na rękę.

Teraz czas na drugą akcję.

Dzieciak nie był problemowy, rozmowny, ciekawy świata. Był jeden problem. Dostał jedną kanapkę i żadnego napoju. Wiadomo jak to się chce jeść w trasie z nudów. Poczęstowałem go swoim jedzeniem. Przejechaliśmy już całkiem sporo, czas na tankowanie, zatrzymuję się na stacji. Tankuję, kupuję sobie hot-doga i colę. Wychodzę ze stacji i wtedy podjeżdża pan Adam z rodziną. Żona jego mówi, że proszę dla mego dziecka nie dawać coli. Cóż, cola jest dla mnie. Informuję ich, że to trochę niepoważne na około 5 godzin jazdy dla dziecka dać jedną kanapkę i żądam żeby zaopatrzyli małego w coś do jedzenia. Mamusia jak niepyszna poszła i kupiła małemu jakieś kanapki czy rogaliki, o napoju oczywiście zapomniała.

Ostatnia akcja.

Jak pewnie większość z was wie, najgorzej podróżuję się przez Polskę. Zgodnie postanowiliśmy przenocować jeszcze w Polsce. Hotel znaleźliśmy pod Czechowicami. Chodziło o to żeby z samego rana być w Wiedniu. Tutaj następuje tekst.

[A] - Czy może wziąć pan trójkę (pokój) zamiast jedynki (pokój). Bo nam nie bardzo się opłaca wynajmować dwa pokoje i dzieciaki by z panem przenocowały.
Tak, za pokój płaciłem sobie sam.
[J] - Przykro mi ale nie. Nie ma takiej opcji. Państwo są rodzicami, a ja nie jestem opiekunką. Na dodatek sam płacę za ten pokój i chciałbym spędzić tą noc bez żadnych dodatkowych atrakcji.

Pan Adam jeszcze próbował mnie przekonywać, jednak byłem twardy jak chleb z Biedronki.

Dalsza podróż i wyładunek przebiegały spokojnie.

Jakim trzeba być rodzicem, żeby własne dziecko wsadzić do obcego faceta do auta i żeby cały Boży dzień podróżować z nim. Jakim trzeba być rodzicem żeby chcieć żeby twoje dzieci nocowały w jednym pokoju z obcym facetem, który nie wiadomo jaki jest. Którego znasz od 12 godzin.

No ale trzeba oszczędzić, chociaż na dzieciach, skoro transport jest tak drogi.

Pozdrawiam pana Adama!

by Nyord

* * * * *


Jestem pracownikiem sądu - protokolantem. Historii z tego trochę jest więc przytoczę kilka. Część zasłyszana.

Rozprawa o rozwód.
Sędzia pyta się o męża, jak się zachowuje w domu. Ona odpowiada że bardzo porządny człowiek. Z wywiadu kuratora wynika, że jest przemoc w rodzinie, więc sędzia pyta czy biję ją. A ona - "Tak, bije jak każdy mężczyzna, ale tylko gdy jestem winna. Bez powodu nie uderzy."

Inna sytuacja była jak wzywałem oskarżonego za pośrednictwem poczty i doręczenie przez Policję - wtedy na miejsce udaje się policjant i ma dostarczyć wezwanie.
Po paru dniach z poczty wraca koperta z adnotacją, że budynek nie istnieje i został wyburzony kilka miesięcy temu. Natomiast jakieś dwa tygodnie później pismo z policji "mimo wielokrotnego pukania do drzwi nikt nie otworzył".

Notatka służbowa z policji:
"Matka miała zapuchnięte, zasinione prawe oko. Nie mogła unieść powieki i nic na oko nie widziała. Utrzymywała, że w nocy ugryzł ją duży robak, ale natychmiast go zabiła i spaliła. Na pytanie, jak wyglądał ten robak, jej małoletnia córka stwierdziła, że robak był duży, miał dwie nogi i był podobny do tatusia."

Sprawa o rozwód. Pozwany, średnio rozgarnięty, skarży się sądowi jak to żona bez jego zgody zmieniła córce szkołę. Zanim sędzia zdążyła coś powiedzieć, powódka do męża: ona poszła do gimnazjum, ty kretynie.

Sprawa o alimenty.
sędzia: - O co Pani wnosi?
powódka: - O alimenty.
sędzia: - Na czyją rzecz?
powódka: - Na córkę .
sędzia: - W wieku??
powódka:- 4,5 roku.
sędzia: - A w jakiej wysokości?
powódka: - 1 metr 10 centymetrów Wysoki Sądzie.

by Komoda

* * * * *


Po opisanych tutaj akcjach dotyczących Poczty Polskiej, postanowiłam dodać i swoją.

Co do wstępu będzie krótko i zwięźle; często wysyłam listy do egzotycznych krajów, ale raczej nigdy nie było z tego powodu jakichś szczególnych problemów. Do czasu...

Staję grzecznie w kolejce, w końcu moja kolej, miałam tylko 1 list do kraju najnormalniejszego ze wszystkich możliwych, była to Malta. I tu wywiązuje się dialog pomiędzy mną (J) i panią z okienka (P);

J: Poproszę o wysłanie tego priorytetem.
P: Ale co to? Gdzie to? Tu kraj przeznaczenia musi być....
J: Jest przecież MALTA.
P: Ale to po polsku musi być!
J: Ale jest, przecież MALTA to MALTA.
P: Taaaaa? A gdzie to? Co to? Ja nie wiem jaki mam tu znaczek dać? To w AZJI jest???
J: To jest państwo w Europie.
P: Taaa? A gdzie?
J: Malta to wyspa, leży niedaleko Włoszech
P: A widzisz, jak wyspa to nie państwo :D
J: To co w takim razie?
P: Kolonia.
W tym momencie oczyma wyobraźni podziwiałam dzielnych konkwistadorów, podbijających Maltę.
J: To jak mam ten list wysłać?
P: A wysyłałaś już TAM?
J: Tak.
P: I co?
J: Normalny znaczek, jak do Europy.
P: (odwraca się i woła) KRYCHAAAAAAAA!!!!!
W tym momencie pojawia się pani Krysia, dzięki której jeszcze nie zwątpiłam w Pocztę Polską.
K: Tak?
P: MALTA? Wiesz co to?
K: No pewnie, wysyłaj znaczek 3 zł z priorytetem 4,5.

Pani się uporała z listem, ja zapłaciłam, a na odchodnym usłyszałam;
P: Z takimi listami to się późno przychodzi, żeby kolejek nie robić.
J: Takim pracownikom Poczta powinna fundować kubeczek kawy z rana na pobudzenie szarych komórek.
P: (gniewne pomruki).

Wniosek końcowy - głupota powinna dzwonić lub boleć...

by sarenka859

* * * * *


Historia mojego taty, który swego czasu był instruktorem nauki jazdy. Zawsze dbał o to, żeby kursanci mieli jak najwięcej praktyki w dużym mieście (żeby się potem nie okazało, że wpadają w histerię na widok skrzyżowania z sygnalizacją świetlną).

Kursantka „wyjeździła” już dużą część godzin i radziła sobie całkiem dobrze, więc tata postanowił zabrać ją na autostradę. Babeczka rozpędziła się do około osiemdziesięciu paru kilometrów na godzinę (panika w oczach, ale radziła sobie całkiem dobrze). Kobieta czuje się coraz pewniej. Nikt za nimi nie jechał, trasa prawie pusta. Całe szczęście.

Nagle gwałtowne szarpnięcie, pisk opon, tata leci do przodu, uderza głową o boczną szybę. Trochę zamroczony i totalnie zszokowany odwraca się o tyłu, za samochodem ciągną się długie, czarne ślady. Samochód oczywiście stoi – dziewczyna wdepnęła hamulec tak, że zatrzymali się na środku pasa. Wszystko trwało tak krótko, że tata nawet nie miał jak zareagować. Rozciera guza na skroni i patrzy na kursantkę, nie mogąc słowa wydusić. Ona zaś, równie zaskoczona jak i on, gapi się przed siebie, obie ręce na kierownicy.
- Co ty robisz? – pyta spokojnym głosem tata.
Panienka obraca powoli głowę i rzecze powoli głosem skrzywdzonej niewinności:
- A bo ja chciałam jeszcze przyspieszyć i mi się pedały pomyliły...

by Akuma

* * * * *


Niedzielny wieczór, siedzę sobie z farbą na głowie i maseczką na twarzy, szyk pełną gębą, gdy nagle dzwoni telefon.

- Dzwoniła pani w sprawie pracy na stanowisku recepcjonistki w hotelu. Podziękowałam jej grzecznie i mówię, że nie szukam pracy bo już mam zajęcie.
- Ale jak to pani znalazła inną pracę? To nie jest pani zainteresowana pracą w naszym hotelu???

No tak, jakoś tak się zdarzyło że po 4 latach (bo tyle mniej więcej upłynęło od wysłania im CV) udało mi się pracę znaleźć.

Skąd oni w ogóle to CV wygrzebali?

by Creidhne

* * * * *


Późnym popołudniem wracam sobie do domu. Za mną szedł chłopak typu 'joł men mada faka', każdą jego wypowiedź można by przetłumaczyć jedynie poprzez długie piiiiip. Przeklinał jak najęty. Niestety musiałam tego słuchać, bo rozmawiał przez telefon.

Doszłam do kiosku ruchu w celu zakupienia biletu na mpk i gazety. Wszystko sprawnie. Udałam się na przystanek, który był zaraz przy kiosku.
Podszedł do okienka i mówi przez telefon:
- Czekaj ch**u, muszę k***a fajury kupić.
Już spodziewałam się kolejnej porcji wulgaryzmów skierowanej do pani z kiosku, a usłyszałam:
- Czy wielmożna Pani zapodała by mi papierosy o tak wdzięcznej nazwie jak L&M?
Ja w lekkim szoku, ale dobra czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Chłopak kończy:
- Proszę oto tutaj daję Pani 20 zł i reszty nie trzeba. Życzę miłego dnia. Podziękował, odszedł i przyłożył telefon do ucha: - No to na czym ch**u k***a skończyliśmy?
Do tej pory się z tego śmieję ;)

by Alessandrea

* * * * *


Moja Córycha, lat jedenaście, ma przyjaciółkę z klasy. Chodzą razem do szkoły od początku, wcześniej do przedszkola, słowem znają się i przepadają za sobą przez większość życia. Przyjaciółka ma na imię Kasia, chce by mówić na nią Kasza. Kasza lubi lepić bałwana gdy jest śnieg, spacery z naszym zabytkowym labradorem oraz bigos. Co w tym oryginalnego? Nic, poza małym wyjątkiem - Kasza jest czorna jak smoła, bez mała.

Rodzice Kaśki poznali się na studiach w PL, gdzie z Afrykańskich okoliczności przyrody przybyli w początkach lat 90. Studia skończyli, ludzi leczą (w tym - z marnym skutkiem acz nieustępliwie mój rozpieprzony kręgosłup), obywatelstwa mają. Kasza oczywiście od urodzenia jest Polką jak malowanie. Ino, jako się rzekło - czorną. I to że lubi bałwany oraz bigos, faktu owego nie zmieni.

Każdego pierwszego listopada, obyczajem w moim domu było chadzanie po nekropoliach, odwiedzanie grobów, o jakie nikt nie dba, zapalenie światełka tym, którzy za wolność waszą i naszą, nawet tym, którzy chcieli nam ją na wieki zabrać, czy też (pozorną), z Moskowskoj Obłasti onegdaj przynieśli na bagnetach i lufach T-34. Tradycję kontynuuję, toteż i w tym roku Młodą oraz Kaszę do auta i myk.

Gdzie piekielność?

Cmentarny pomnik ofiar sowieckich zbrodni, dziewuchy drałują ze świeczkami, ja kilka metrów dalej, by w tłumek się nie pchać. Młode wracają, moja zapłakana, Kasza - hmmmm, po prostu zgaszona. "Co jest" - pytam? Otóż, od licznie pod pomnikiem zgromadzonych, Kasza dowiedziała się, iż jest murzyńską dz...ką (cytat z mojej Młodej) i ma wyp...ć do Afryki (źródło powyżej).

Przyznaję - w czterdziestokilkuletnim życiu zdarzało mi się doznać uczucia bezsilnej wściekłości. Ta sprzed dwóch dni zyskała miejsce w strefie medalowej. Co zrobić? W mordę komuś dać, rozpocząć awanturę?

- Kaszka - wiesz, że głupich ludzi zawsze i wszędzie się znajdzie dużo?
- Wiem.
- No to tulasy i łazimy dalej.

Rozeszło po kościach, Dziewczyny nażarte piernikami, zlezione do oporu, wieczorem wróciły zadowolone.

A ja - przyznaję, późną porą intensywnie wsparłem Browar Namysłów, co następnego dnia zaowocowało mordą i samopoczuciem, jak wymięta, stara ściera do podłogi.

Pytanie do Was, Szanowni Użyszkodnicy - kim trzeba być, by w ten sposób potraktować dziecko? Dziecko... Białe, czarne, cicikowolilaróż, pozostaje niewinnym dzieckiem. Skąd to się bierze, to nasze zeszmatławienie? Szlag, nie znajduję odpowiedzi.

by Bestatter

<<< W poprzednim odcinku | Polub fanpage Piekielnych

1

Oglądany: 69625x | Komentarzy: 33 | Okejek: 252 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

09.03

08.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało