Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Michał Anioł - genialny troll kontra Watykan

92 693  
354   42  
Kto jak kto, ale Michał Anioł z Kościołem miał kontakt wyjątkowo bliski. W ciągu swojego życia wykonywał zlecenia dane mu przez kilku różnych papieży. Nie oznacza to jednak, że szefowie Stolicy Apostolskiej artystę lubili.

Jak by nie patrzeć, Michał może i był geniuszem w swoim fachu, ale jednocześnie jego stosunek do Kościoła pozostawiał bardzo wiele do życzenia. A niektóre wybryki artysty to szczyt wyrachowanego trollingu, którego uwieńczeniem był nietypowy obraz Stwórcy na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej.

W 1505 roku, niedługo po tym, jak przed florenckim pałacem Vecchio stanęła rzeźba przedstawiająca biblijnego Dawida, papież Juliusz II wezwał do siebie Michała Anioła i dał mu zlecenie. Artysta miał zbudować dla papy okazały grobowiec. Fucha tego typu była prawdziwym wyzwaniem. Grunt, że dobrze płatnym.
Rzeźbiarz zakasał więc rękawy i rozpoczął pracę nad szkicem tego projektu. W pewnym jednak momencie Juliusz zmienił zdanie i kazał Aniołowi przerwać robotę. Ten wkurzył się niemiłosiernie i odgrażając się, śmiertelnie obrażony wrócił do Florencji, mając szczerą nadzieję, że na tym skończy się jego kontakt z papieżem.


Stało się jednak inaczej. Trzy lata po tym przykrym doświadczeniu Juliusz II ponownie zaprosił do siebie artystę. Głowie Kościoła udało się naburmuszonego zleceniobiorcę udobruchać. Papież poprosił, aby Michał Anioł chwycił za pędzelek i walnął mu na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej fresk przedstawiający dwunastu apostołów. Buonarroti nieco się wkurzył – wszakże uważał się za rzeźbiarza, a nie malarza i propozycje babrania się w farbie najczęściej na wstępie odrzucał.
Ponadto artysta słynął z tego, że bardzo nie lubił, gdy osoba zlecająca mu pracę zbyt nachalnie narzucała mu swoją wizję jego dzieła. Jeszcze bardziej nie lubił, gdy ktoś go poganiał. A Julek co chwilę truł mu dupę, doprowadzając go do szewskiej pasji. Po kilku głośnych kłótniach papież spasował i dał artyście wolną rękę. „A maluj sobie co chcesz, pieronie niedomyty!*”
I tak też oprócz dwunastu apostołów Anioł domalował jeszcze przeszło 300 innych postaci, w tym proroków, dzieci, nudystów z fujarkami na wierzchu, a także i szereg scen ze Starego Testamentu.

*Michał Anioł darzył kąpiele taką sama nienawiścią co koty. Podobno, kiedy po śmierci artysty szykowano jego ciało do pochówku, ubrania ze zwłok Buonarrotiego trzeba było dosłownie zrywać z jego skóry.


Artysta tak bardzo nienawidził swojej pracy, że w przerwach postanowił nawet wylać swe żale na kartkę papieru. Napisał wiersz o swojej niedoli, w którym to skarżył się, że żołądek podchodzi mu pod brodę, kręgosłup związał się w supeł od ciągłego wyginania się, a twarz artysty stała się doskonałą podłogą dla kropel farby kapiącej z sufitu.


Aby nieco upodlić swego oprawcę - Juliusza II, Buonarroti pozwolił sobie na mały żarcik. Megalomański papież pojawia się na fresku w kilku miejscach. Między innymi wciela się w postać biblijnego proroka Zachariasza, za którego plecami siedzi sobie dwójka dzieciaków. Jeden z brzdąców dyskretnie pokazuje w kierunku mężczyzny dość obsceniczny gest…



Jeszcze bardziej jednak śmiałym posunięciem malarza było przedstawienie Boga jako istoty o wyglądzie człowieka. Wcześniej Stwórca reprezentowany był w sztuce jako oko, dłoń lub świetlisty promień. Jednak nie to jest najciekawsze w tym fragmencie fresku.
Stworzenie Adama przedstawia moment, w którym Bóg przekazuje pierwszemu człowiekowi „iskrę”. Czym jest owa iskra? Tu już można puścić wodze wyobraźni. Spójrzmy bowiem nie tyle co na samą postać Stwórcy, ale na jego otoczenie...
Jeśli by porównać płachtę i postaci otaczających Stwórcę z prostymi rysunkami anatomicznymi, szybko znajdziemy zadziwiające podobieństwo malunku z Kaplicy Sykstyńskiej z ludzkim mózgiem. To, że Michał Anioł celowo pokusił się o taki zabieg jest bardziej niż prawdopodobne.


Ogromną część swojego sukcesu Michał Anioł zawdzięcza bardzo dokładnemu przestudiowaniu ludzkiej anatomii. Zresztą nie tylko ludzkiej – podobno nie było zwierzęcia, którego by Buonarroti nie rozłożył na czynniki pierwsze. W tamtych czasach umożliwiało się artystom uczestniczenie w sekcjach zwłok. Ba, ich obecność była często wręcz obowiązkowa! Florencka akademia sztuki jako pierwsza wprowadziła obligatoryjne zajęcia w prosektorium. W ten sposób przyszli malarze i rzeźbiarze wiedzieli jak działa każda najmniejsza kostka, ścięgno czy włókno mięśniowe…
Michał Anioł poszedł jednak w swojej pasji o krok dalej niż inni studenci. Ciekawość kazała mu nie tylko uczestniczyć w sekcjach zwłok, ale i samemu je wykonywać. Niektórzy biografowie piszą, że Buonarroti wręcz wykradał nieboszczyków z kostnic i tak bardzo angażował się w krojenie zwłok, że dłubanie w nich przerywał dopiero wówczas, gdy smród rozkładu był już zupełnie nie do zniesienia.
Przed zabraniem się do malowania nagich postaci na sklepieniu (m.in. tych przedstawionych we fragmencie dot. Sądu Ostatecznego), twórca Dawida długo eksperymentował na zwłokach. Fascynowało go zachowanie mięśni w rożnych pozycjach ciała.
Tymczasem mózg, który bezczelnie Michał Anioł namalował w Kaplicy Sykstyńskiej, zawiera całkiem sporo szczegółów anatomicznych. Mamy tu tętnicę kręgową, część pnia mózgu (tzw. most Varoliego), rdzeń kręgowy, gruczoł przysadki, a nawet nerw wzrokowy.



Czy zatem „iskrą”, którą Adama obdarowuje Stwórca jest intelekt, rozum i idąca za tym wolna wola? To już musiałby nam powiedzieć sam Michał Anioł.


Kaplica Sykstyńska to jednak nie jedyna świątynia, gdzie Buonarroti zostawił po sobie ślad. Inne, znacznie mniejsze freski podziwiać można w Cappella Paolina. I tym razem Michał Anioł zadarł z kościelnymi władzami. A wszystko to przez zamiłowanie artysty do symboliki. W znajdującej się na oryginalnym fresku scenie krzyżowania świętego Piotra, apostoł był rozebrany do rosołu, a na jego nadgarstkach trudno szukać gwoździ. Buonarroti, który mimo swojej awersji do Kościoła był człowiekiem bardzo religijnym, pragnął uczynić ze św. Piotra męczennika, który sam zgadza się na swoja ofiarę. Na krzyżu utrzymywać miała go jego własna wiara, a nie kawałki zaostrzonego żelaza.


Michał Anioł w końcu trafił jednak na papieża, który miał już po dziurki w nosie jego zuchwałych postępków. Kiedy głową Stolicy Apostolskiej został znany ze swej bezwzględności inkwizytor – Paweł IV, laba się skończyła. Nowy szef Watykanu natychmiast kazał przybić świętego Piotra do krzyża i zasłonić mu kuśkę. Następnie nowy papież rzucił się do wprowadzania zmian w Kaplicy Sykstyńskiej. Na szczęście dał się odwieść od zniszczenia całego fragmentu przedstawiającego Sąd Ostateczny. A było się do czego przyczepić – wszakże postaci diabłów miały oblicza jakoś tak zbyt bardzo przypominające twarze prominentnych dostojników kościelnych…

Demoniczna postać po prawej stronie to Biagio da Cesena - papieski przydupas, który podkablował swojemu szefowi Juliuszowi II, że Michał Anioł upchnął przesadną ilość nagości w swoim dziele. Cesena miał nawet powiedzieć, że takie rzeczy bardziej pasują do pijackiej tawerny niż Domu Bożego. Takiego oszczerstwa artysta płazem puścić nie mógł i udekorował twarzą Caseny postać diabła.

Paweł IV nie darował jednak Buonarrotiemu tych wszystkich kutasów, które ten śmiał namalować między nogami nagich postaci. Nakazał więc niezwłoczne zamalowywanie grzesznych przyrodzeń.
Jakby tego było mało, w 1556 roku papież definitywnie uniemożliwił Watykanowi nawiązywanie z artystą współpracy. Jak to zrobił? Ano wydał oficjalny dekret, w którym nazwał Michała Anioła heretykiem.
Od tego momentu rozpoczęła się trwająca setki lat „kampania listka figowego”. Kościelni oligarchowie wydawali kolejne rozporządzenia, na mocy których zasłaniano penisy zarówno te malowane, jak i te rzeźbione. W przypadku tych ostatnich polegało to na umieszczaniu w miejscu wiadomym listka figowego. Niektórzy z papieży posuwali się nawet do niszczenia dzieł sztuki poprzez odrąbywanie im kutasów! Na szczęście dla Michała Anioła, los ten ominął Dawida – ten został klasycznie potraktowany „z liścia” w połowie XIX wieku.


Źródło: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
3

Oglądany: 92693x | Komentarzy: 42 | Okejek: 354 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało