Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Co się piło w okresie amerykańskiej prohibicji?

102 823  
429   75  
17 stycznia 1920 obywatele Stanów Zjednoczonych otrzymali od swojego rządu dość upiorny prezent – dodana do konstytucji 18. poprawka wprowadziła w życie tzw. „szlachetny eksperyment”. W praktyce oznaczało to, że napoje alkoholowe całkowicie znikną ze sklepowych półek.

Czy Amerykanie posłusznie przerzucili się na wodę sodową i oranżadę? Oczywiście, że nie. Prohibicja nie zachęciła nikogo do odstawienia kieliszka. Pytanie tylko, skąd wziąć upragnione procenty?

Zapasy

Wbrew temu, co może się wydawać, wprowadzenie prohibicji nie było równoznaczne z zakazem spożywania alkoholu. To co było zabronione to produkcja, sprzedaż i transport procentowych trunków. Zanim więc nowe prawo weszło w życie, miliony obywateli szturmem ruszyły na sklepy monopolowe, aby wykupić tyle napojów wyskokowych, ile tylko się da. Większość obywateli musiało zadowolić się kilkoma butelkami, natomiast najzamożniejsi Amerykanie budowali sobie przepastne piwnice, które wypełniali alkoholowymi zapasami.


Farmerskie specjały

Kiedy tylko prohibicja weszła w życie, powołano 1520 federalnych agentów, których zadaniem było śledzenie i łapanie wszystkich, którzy odważą się produkować zakazany przez prawo produkt. Wbrew temu, co może się wydawać, wprowadzenie absolutnego zakazu obrotu alkoholem znalazło całkiem wielu zwolenników, którzy uważali, że napoje wyskokowe to zło w najczystszej postaci. Szczególnie duże uznanie prohibicja znalazła wśród bogobojnych farmerów zatroskanych o demoralizujący wpływ alkoholu na ich córki. Z drugiej jednak strony, to właśnie ci farmerzy mieli najłatwiejszy dostęp do produktów niezbędnych do produkcji procentowych trunków.
Na wsi produkowało się więc delicję zwaną kukurydzianą whisky, a także fermentowane napoje owocowe o średniej mocy, czyli cydry.


„Lewe” piwo

Piwo można było bez problemu kupić w każdym szanującym się spożywczaku. Były to jednak bezalkoholowe wersje tego napoju. Całe skrzynki takiego sikacza często trafiały w ręce bimbrowników, którzy wzbogacali butelki nielegalnymi procentami. Jako że bezalkoholowe piwo stało się w okresie prohibicji niezwykle popularne, a osoby raczące się tym świństwem były widokiem dość powszednim, rzadko kiedy stróże prawa wyczuwali podstęp…




Rum z importu

Kiedy upiorna wizja wiecznej trzeźwości stała się nie do wytrzymania, Amerykanie zwrócili się z prośbą o pomoc do swoich sąsiadów. Rękawy podwinęli więc szmuglerzy, zajmujący się nielegalnym transportem towarów z Kanady i Meksyku. Postawiono na rum! Najbardziej opłacało się sprowadzać go drogą morską.


Każdy, kto podjął się takiej misji, otrzymywał za skrzynkę kontrabandy 25 dolców, natomiast śmiałkowie, którzy przemycali rum drogą lądową, z uwagi na większe ryzyko, inkasowali za każdą skrzynkę po 50 dolarów.


W czasie amerykańskiej prohibicji ilość szmuglowanego z Kanady alkoholu wzrosła sześciokrotnie, natomiast przemyt z Meksyku zwiększył się aż dziesięciokrotnie.

Whisky z importu

To już była branża, którą zajmowała się mafia. Grupy przestępcze, które wcześniej trudniły się głównie rabunkami, stręczycielstwem i hazardem, miały teraz pełne ręce roboty. Trzeba było przecież liczyć profity z obrotu kontrabandą i pilnować, aby organy ścigania nie skarżyły się na zbyt niskie łapówki.
Zarówno Al Capone, jak i Lucky Luciano, zajmowali się m.in. ściąganiem whisky z Kanady. Stamtąd też sprowadzano francuskie wina i szampany. Na tym procederze do kieszeni Ala Capone co roku spływało okrągłe 100 milionów dolarów.


Winogronowa cegła? Uwaga, aby nie sfermentowała!

Całkiem sprytny sposób na ominięcie zakazu sprzedaży alkoholu mieli farmerzy z zachodniego wybrzeża, którzy to zaczęli czerpać wielkie zyski z hodowli winogron. Całkiem legalnie wytwarzali oni koncentrat z tych owoców i sprzedawali go w formie gustownych cegieł. Na kartonowym opakowaniu takiego produktu widniał jednak napis ostrzegający nabywców: „Po rozrobieniu koncentratu w jednym galonie wody uważaj, aby nie zostawić go na dwadzieścia dni w zaciemnionym miejscu, bo może zamienić się w wino!”
Od momentu wejścia w życie prohibicji zapotrzebowanie na ten produkt było tak wielkie, że produkcja winogronowego koncentratu zwiększyła się 700-krotnie!


Alkohol przemysłowy

Oczywiście zakaz produkcji i sprzedaży płynów z procentami nie dotyczył alkoholu wykorzystywanego w przemyśle. Przestępcy mieli swoje źródła, skąd zaopatrywali się w ogromne ilości np. metanolu. Następnie płyn trafiał w troskliwe ręce mafijnych chemików, którzy z większym lub mniejszym skutkiem sprawiali, że dało się go wypić i nie umrzeć. W najgorszym wypadku konsumenci potwornie się zatruwali i tracili wzrok... Kiedy władze zorientowały się, że gangsterzy uskuteczniają taki proceder, nakazały dodatkowo zatruwać przemysłowy alkohol. W efekcie posłały do krainy wiecznych łowów ponad 10 tysięcy osób!


Bimber

Oczywiście zaraz po wprowadzeniu nowego prawa drastycznie zwiększyła się też ilość melin wyspecjalizowanych w tworzeniu prawdziwego paliwa rakietowego. Zapotrzebowanie na mocne, tanie alkohole było tak duże, że większość bimbrowników nad jakość stawiała ilość produkowanego alkoholu. Szczególnie dobrze w tym procederze radziły sobie włoskie, żydowskie i… polskie gangi. Mickey Duffy, gangster o polskich korzeniach, był w okresie prohibicji jednym z największych bimbrowych potentatów w USA.


Wino dla rabina

W 18. poprawce do amerykańskiej konstytucji znalazło się kilka kruczków, które można było wykorzystać. I tak na przykład żydowscy duchowni oraz starozakonne rodziny miały prawo kupować i dystrybuować 10 galonów koszernego wina rocznie. Sprawa oczywiście nieco wymknęła się spod kontroli i ceremonialny napitek trafiał też do gardeł przypadkowych miłośników alkoholu.


Whisky, ale medyczne!

Drugą prawną „nieszczelnością” w 18. poprawce było zezwolenie na przepisywanie pacjentom małych dawek whisky przez lekarzy. Alkohol traktowany był jako lekarstwo stosowane przy niektórych nowotworach, problemach z trawieniem czy depresji. Chory mógł za cenę 3 dolarów dostać receptę na zakup ok. pół litra „lekarstwa” co 10 dni.


Oczywiście liczba osób wymagających leczenia drastyczne poszła w górę, gdy tylko amatorzy procentów dowiedzieli się o nowych możliwościach pozyskania alkoholu. Lekarze tymczasem cieszyli się, że mają tylu klientów.

Prohibicja nie działa!

Prohibicja przyniosła za sobą więcej szkód niż pożytku. Gwałtownie wzrosła przestępczość, a czerpiące zyski na obrocie nielegalnym produktem gangi stały się prawdziwym wrzodem na tyłku stróżów prawa... Oczywiście tych, którzy nie dali się przekupić. Korupcja policji i sądów stała się bowiem chlebem powszednim.
Spożycie alkoholu przez mieszkańców USA początkowo zmalało, aby parę lat później gwałtownie wzrosnąć. Zmieniła się za to kultura picia - ludzie do nieprzytomności opijali się w domach. Jakby tego było mało, bardzo popularnym produktem stały się papierosy. W okresie prohibicji trzykrotnie zwiększyła się ilość osób uzależnionych od nikotyny.
Władze przestały czerpać zyski z obrotu napojami alkoholowymi, a zaczęły dokładać fortunę do walki z czarnorynkowym procederem. Szacuje się, że w ten sposób utopiono okrągły miliard dolarów.
23 marca 1933 roku prezydent Roosevelt podpisał nową poprawkę, na mocy której do sklepów wróciło piwo i lekkie wina. Składając swój podpis na dokumencie, polityk miał powiedzieć: "Myślę, że to dobra pora na piwo".






Źródła: 1,2,3,4
2

Oglądany: 102823x | Komentarzy: 75 | Okejek: 429 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.01

17.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało